Katarzyna Boni, studentka, podrózniczka
22.09.2008
, aktualizacja: 18.09.2008 19:03
Serce zostało na... Goa. A dokładniej - na plaży Palolem, choć mogłabym wybrać jeszcze 20 innych miejsc, za którymi tęsknię i które powracają do mnie w snach. Jednak czas spędzony na Goa był magiczny
ZOBACZ TAKŻE
- Iwona Kaliszewska, etnolog, informatyk, fotograf* (08-09-08, 06:00)
- Piotr Ibrahim Kalwas, pisarz, podróżnik (29-12-08, 06:00)
- Rafał Szczepanik* (01-09-08, 06:00)
- Piotr Kłodkowski, orientalista, politolog, pisarz* (17-11-08, 06:00)
- Stefan Kałuski* geograf (18-08-08, 06:00)
- Agnieszka Kicińska*, malarka (11-08-08, 06:00)
- Krzysztof Varga, pisarz, redaktor działu kultury "Gazety Wyborczej", właśnie wydał książkę o Węgrzech "Gulasz z turula" (04-08-08, 06:00)
- Romuald Deja, inżynier podróżnik (28-07-08, 06:00)
Mała bambusowa chatka na palach tuż przy plaży, codziennie świeże ryby przygotowywane według sekretnej recepty szefa kuchni, serdeczni ludzie, ciepłe morze, palmy. Przez dziesięć dni nie ruszyliśmy się z plaży.
Dojechałam tam...
nocnym autobusem. W środku zwykłego autokaru zrobiono dwa poziomy dwuosobowych łóżek. Nam przypadło to na górze, na samym końcu. Przez całą noc rzucało tak, że najpierw przywiązaliśmy plecaki do barierki, a później siebie do plecaków. Nie było mowy o spaniu.
Niezapomniany dzień miał miejsce...
w Indiach. Mój pierwszy dzień w Azji. Zatrzymaliśmy się w starej części Delhi, gdzie nie było zbyt wielu turystów. Było duszno, gorąco, wzbudzaliśmy powszechne zainteresowanie (wszyscy się na nas po prostu gapili). Byłam tak zmęczona i przerażona, że rozważałam natychmiastowy powrót do Polski. Ale nie wróciłam, zakochałam się w Azji i teraz co roku staram się tam pojechać na dwa miesiące. Zawsze, jak jest ciężko, myślę o tym pierwszym dniu.
Najlepsze wakacje spędziłam w...
tysiącu miejsc! W Toskanii - mieszkając w starej winnicy i codziennie próbując nowych sosów do makaronów. W Andaluzji - pod namiotem. W Malezji - nurkując z żółwiami. W Hongkongu - wśród międzynarodowego tłumu. I ciągle planuję kolejne najlepsze wakacje...
W Polsce lubię...
Murzasichle, bo tam spędzałam co roku wakacje w dzieciństwie. Może nie były to specjalnie górzyste wakacje - byłyśmy z siostrą małe i raczej chodziłyśmy po dolinach (ukochana dolina mojej siostry - Kościeliska ze skałą "kap, kap") - ale było tam wszystko to, co czyni dzieci szczęśliwymi: psy, dużo siana, krowy i kiełbasa z ogniska.
Podróżuję z...
Filipem.
Mój ulubiony hotel...
Tongsai Bay na Koh Samui w Tajlandii. Mały, odizolowany od świata resort z kilkunastoma drewnianymi domkami. Kiedy zobaczyłam wannę na środku tarasu, z którego roztaczał się widok na turkusowe morze, poczułam się jak w bajce (albo jak gdybym oglądała katalog turystyczny).
Niebo w gębie poczułam w...
indyjskim Puszkarze. W małej restauracji nad jeziorem szef kuchni podał nam najlepsze na świecie czekoladowe ciasto z lodami. Połączone z mango lassi - delikatnym jogurtem - smakowało bosko. A ostatnio w Malezji na wyspach Perhentian, gdzie jadłam grillowane krewetki na tysiące sposobów: w czosnku, w cieście z ananasem, w sosie słodko-kwaśnym i na ostro.
Na wyprawę zawsze zabieram...
notes i długopis.
Wkrótce będę w drodze na...
Wzgórza Dylewskie. I mam nadzieję, że do Kolumbii.
Wymarzony cel podróży...
Syberia. A potem cały świat.
Dojechałam tam...
nocnym autobusem. W środku zwykłego autokaru zrobiono dwa poziomy dwuosobowych łóżek. Nam przypadło to na górze, na samym końcu. Przez całą noc rzucało tak, że najpierw przywiązaliśmy plecaki do barierki, a później siebie do plecaków. Nie było mowy o spaniu.
Niezapomniany dzień miał miejsce...
w Indiach. Mój pierwszy dzień w Azji. Zatrzymaliśmy się w starej części Delhi, gdzie nie było zbyt wielu turystów. Było duszno, gorąco, wzbudzaliśmy powszechne zainteresowanie (wszyscy się na nas po prostu gapili). Byłam tak zmęczona i przerażona, że rozważałam natychmiastowy powrót do Polski. Ale nie wróciłam, zakochałam się w Azji i teraz co roku staram się tam pojechać na dwa miesiące. Zawsze, jak jest ciężko, myślę o tym pierwszym dniu.
Najlepsze wakacje spędziłam w...
tysiącu miejsc! W Toskanii - mieszkając w starej winnicy i codziennie próbując nowych sosów do makaronów. W Andaluzji - pod namiotem. W Malezji - nurkując z żółwiami. W Hongkongu - wśród międzynarodowego tłumu. I ciągle planuję kolejne najlepsze wakacje...
W Polsce lubię...
Murzasichle, bo tam spędzałam co roku wakacje w dzieciństwie. Może nie były to specjalnie górzyste wakacje - byłyśmy z siostrą małe i raczej chodziłyśmy po dolinach (ukochana dolina mojej siostry - Kościeliska ze skałą "kap, kap") - ale było tam wszystko to, co czyni dzieci szczęśliwymi: psy, dużo siana, krowy i kiełbasa z ogniska.
Podróżuję z...
Filipem.
Mój ulubiony hotel...
Tongsai Bay na Koh Samui w Tajlandii. Mały, odizolowany od świata resort z kilkunastoma drewnianymi domkami. Kiedy zobaczyłam wannę na środku tarasu, z którego roztaczał się widok na turkusowe morze, poczułam się jak w bajce (albo jak gdybym oglądała katalog turystyczny).
Niebo w gębie poczułam w...
indyjskim Puszkarze. W małej restauracji nad jeziorem szef kuchni podał nam najlepsze na świecie czekoladowe ciasto z lodami. Połączone z mango lassi - delikatnym jogurtem - smakowało bosko. A ostatnio w Malezji na wyspach Perhentian, gdzie jadłam grillowane krewetki na tysiące sposobów: w czosnku, w cieście z ananasem, w sosie słodko-kwaśnym i na ostro.
Na wyprawę zawsze zabieram...
notes i długopis.
Wkrótce będę w drodze na...
Wzgórza Dylewskie. I mam nadzieję, że do Kolumbii.
Wymarzony cel podróży...
Syberia. A potem cały świat.
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl




więcej zdjęć









