Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Seszele: 115 rajskich wysp

  • Pin It
Agata Mardosz, Wojciech Pelowski
22.09.2008 , aktualizacja: 19.09.2008 13:53
A A A Drukuj
Seszele Fot. shutterstock Seszele
Ocean już bardziej błękitny być nie może, plaże - bardziej rajskie, a kokosy - większe. Coraz częściej zimuje tu nasz polski bociek
Seszele
Fot. Agata Mardosz, Wojciech Pelowski
Seszele
Seszele
Fot. shutterstock
Seszele
Seszele
Fot. shutterstock
Seszele
Seszele
Fot. Agata Mardosz, Wojciech Pelowski
Seszele
Seszele
Fot. shutterstock
Seszele
Seszele
Fot. Agata Mardosz, Wojciech Pelowski
Seszele
Seszele
Fot. shutterstock
Seszele
GALERIA ZDJĘĆ
Wysp jest 115. Leżą na Oceanie Indyjskim, na północny wschód od Madagaskaru. Największe to Mahé, Praslin, Silhouette i La Digue, ta ostatnia ma 10 km kw. Pozostałe są w większości bezludne (są tak maleńkie), wiele ma prywatnych właścicieli.

***

Seszele to słowo klucz. Przywodzi na myśl błogi wypoczynek, rajską plażę i luksus - trochę jak Wyspy Kanaryjskie, Teneryfa czy Majorka. Ale te miejsca nie są aż tak odległe i nieosiągalne, może dlatego ich czar trochę prysł. A w nazwie "Seszele" wciąż jest coś z magii i zaklęcia.

Popływać czy poleżeć? - to dylemat, który idealnie oddaje rytm życia na wyspie Saint Anne. Można pływać (w morzu lub basenie), można leżeć (na plaży lub w hamaku), można nurkować (z pełnym sprzętem lub tylko z maską). Można popłynąć łódką na "żółwią" wyspę, pojeździć rowerem, poćwiczyć w siłowni, zrelaksować się w saunie lub spa. Na wykwintną kolację w restauracji przejść się spacerkiem lub zadzwonić po obsługę - w okamgnieniu podjadą meleksem i z uśmiechem podwiozą. Sainte Anne to jedna z prywatnych wysp. Jest na niej tylko hotel, na stałe nikt tu nie mieszka. Nic się nie dzieje - może stąd wrażenie, że czas się zatrzymał?

Saint Anne Resort to jeden z najbardziej ekskluzywnych hoteli na Seszelach, takich miejsc jest tu sporo. Na szczęście hoteli dla zwykłych śmiertelników także nie brakuje, ale Seszelczycy, którzy z turystyki żyją i mają świadomość walorów swego kraju, wyraźnie celują w "górną" półkę. - Przylatują Francuzi, Włosi, Niemcy, Anglicy - mówi Christian Perchat z Air Seychelles, narodowych linii lotniczych. - To 80 proc. wszystkich naszych pasażerów. O Polakach nikt jeszcze na Saint Anne nie słyszał, ale na Mahé czy Praslin - owszem.

***

Trzy godziny wystarczy, by objechać Mahé, największą z wysp. To najlepszy sposób na zwiedzanie, jeśli oczywiście można nazwać to zwiedzaniem. To, co warto zobaczyć na Seszelach, to przede wszystkim przyroda. Zabytków nie znajdziemy nawet w stolicy Victorii, która jest maleńkim miasteczkiem.

Z wynajęciem auta nie ma problemu, za to trasa nie jest łatwa. Droga jest wąska, kręta i górzysta, nierzadko biegnie tuż przy urwistym brzegu. Po drodze zobaczymy przede wszystkim plaże i piękne zatoczki. Wszędzie można się opalać i kąpać - wszystkie plaże na Seszelach są publiczne. Warto się zatrzymać przy Anse Royale, Anse Marie-Luise i Anse Takamaka na południu wyspy oraz przy najdłuższej z plaż - Anse Major na północnym zachodzie.

Teren jest górzysty, więc nie objedziemy całej Mahé przy samym brzegu. Victorię z zachodnim wybrzeżem łączą dwie drogi przez góry - widoki są przepiękne. Ale najpiękniej zdaniem miejscowych jest na Praslin. Na tej wyspie znajduje się też park narodowy Vallée de Mai, gdzie rosną najwyższe, 800-letnie palmy coco-de-mer. Ich gigantyczne kokosy ważą nawet do dwudziestu kilo. To dlatego ten gatunek nie rozprzestrzenił się na inne wyspy - ciężki owoc tonął w morzu. Ogromne są nie tylko kokosy, ale też żółwie. Zobaczymy je w rezerwatach, na prywatnych, "żółwich" wyspach, a nierzadko w niewielkich hodowlach przy hotelach.

Prawdziwym skarbem Seszeli są jednak ptaki. Żyją tu gatunki niespotykane nigdzie indziej na świecie, a dodatkowo od października zlatują na zimę wędrowne ptaki z Europy i Azji, wśród nich coraz częściej bocian biały. I choć zasadniczo boćki unikają pokonywania długich dystansów nad oceanem, nie wiadomo dlaczego co roku jest ich coraz więcej.

***

Seszele to nie tylko turystyczny raj, choć z perspektywy kurortów na prywatnych wyspach trudno dostrzec, że obok toczy się normalne życie. My mieliśmy szczęście. W samolocie poznaliśmy Francisa, stewarda Air Seychelles, który pokazał nam chyba wszystkie najciekawsze miejsca na Mahé, ale też troszkę codziennego życia wyspiarzy.

Pierwsi ludzie osiedlili się na Seszelach w 1770 r.: 27 mężczyzn Francuzów i jedna kobieta - niewolnica. Pod koniec XVIII w. wyspy przeszły pod władanie Brytyjczyków, a niepodległym państwem są dopiero od 1975 r.

Z jednej strony europejscy kolonizatorzy, z drugiej - afrykańscy niewolnicy, jeszcze z innej - przybysze z Indii i Chin. Dzisiejsza ludność Seszeli to prawdziwa mieszanka ras. Ci, którzy mieszkają tu od pokoleń, sami nazywają się Kreolami. W domach rozmawiają po kreolsku, choć każdy zna też angielski i francuski, pozostałe dwa języki urzędowe. W ogromnej większości to katolicy, ale jeśli chodzi o obyczaje, niezbyt wstrzemięźliwi. W życiu wiążą się przynajmniej kilkakrotnie i zwykle mają dzieci z różnych związków.

A do tego wszyscy się znają. Na Seszelach mieszka 80 tys. ludzi, w samej Victorii - 25 tys. Kiedy Francis oprowadzał nas po wyspie, co chwilę kogoś pokazywał lub przedstawiał: to minister finansów, to szef banku centralnego, a to mój kolega z podstawówki.

Ale nawet bez znajomego Seszelczyka można poczuć lokalny klimat. Wystarczy choć raz wybrać się w miejsce, gdzie jadają nie tylko turyści, np. do The Pirates Arms w Victorii na fantastyczne ryby po kreolsku. Wieczorami przesiadują tu miejscowi, a z telewizora leci program jedynego kanału seszelskiej telewizji.

Warto wiedzieć

•  Podróż. Z Polski tylko z przesiadką, przez Mediolan, Rzym, Paryż, Londyn, Monachium, z Europy także Air France i niemieckim Condor/Thomas Cook. Na lotnisko w Victorii lata kilka linii lotniczych: najwygodniej - Air Seychelles.

•  Pogoda. Klimat łagodny, tropikalny, przez cały rok 25-30 stopni. Pora deszczowa wypada w styczniu, najcieplej i najprzyjemniej jest w kwietniu.

•  Pieniądze. Zgodnie z seszelskim prawem turyści mogą płacić tylko w euro. Dotyczy to hoteli, restauracji, wypożyczalni samochodów i centrów nurkowych. Ale w zwykłym sklepie albo knajpie, gdzie klientami są głównie miejscowi, płaci się w lokalnej walucie - w rupiach. Te wyciągniemy z bankomatu lub wymienimy za euro w banku. Ale uwaga - transakcja odwrotna nie jest możliwa, dlatego warto przyjechać z większym zapasem euro. Nie ma problemów z płaceniem kartą.

•  Ceny. Jak na raj nie są bardzo wygórowane. Kawa lub piwo - ok. 2 euro, obiad 10, wejście na regionalną kolację, gdzie można próbować do woli lokalne dania - 20. Wynajęcie samochodu - od ok. 50 euro za dzień. Zakupy warto robić w zwykłych sklepach, a unikać hotelowych, bo w nich ceny są kosmiczne.

•  Jedzenie. Kreolska kuchnia to przede wszystkim świeże ryby i owoce morza. W wielu restauracjach (np. The Boat House przy Beau Vallon Bay) podawane są kreolskie kolacje ze szwedzkim stołem. Spróbować można wszystkiego: różnych gatunków ryb, mięsa i drobiu, miejscowych warzyw i sałatek. Owoców nie wolno sobie żałować, bo są pyszne, kupimy je na straganach przy plaży. Narodowym trunkiem jest rum.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku

Aktualna oferta