Seszele: 115 rajskich wysp
22.09.2008
, aktualizacja: 19.09.2008 13:53
Ocean już bardziej błękitny być nie może, plaże - bardziej rajskie, a kokosy - większe. Coraz częściej zimuje tu nasz polski bociek
ZOBACZ TAKŻE
- List z Nowej Zelandii. Trzy zachwycenia w Zatoce Merkurego (20-04-10, 06:00)
- Podróże Marzeń. Sri Lanka - w Złotym Trójkącie (13-08-07, 06:00)
- Wakacje na wyspie. Korsyka - Kallisté, czyli najpiękniejsza (02-06-08, 06:00)
- Wakacje na wyspie. Zakochać się w Thassos (15-10-07, 06:00)
- Minorka: Wakacje na wyspie pełnej pokus (01-05-07, 00:00)
- Rajskie plaże na Goa (01-05-07, 00:00)
GALERIA ZDJĘĆ
- Ucieczka na wyspę (31-03-08, 13:00)
Wysp jest 115. Leżą na Oceanie Indyjskim, na północny wschód od Madagaskaru. Największe to Mahé, Praslin, Silhouette i La Digue, ta ostatnia ma 10 km kw. Pozostałe są w większości bezludne (są tak maleńkie), wiele ma prywatnych właścicieli.
***
Seszele to słowo klucz. Przywodzi na myśl błogi wypoczynek, rajską plażę i luksus - trochę jak Wyspy Kanaryjskie, Teneryfa czy Majorka. Ale te miejsca nie są aż tak odległe i nieosiągalne, może dlatego ich czar trochę prysł. A w nazwie "Seszele" wciąż jest coś z magii i zaklęcia.
Popływać czy poleżeć? - to dylemat, który idealnie oddaje rytm życia na wyspie Saint Anne. Można pływać (w morzu lub basenie), można leżeć (na plaży lub w hamaku), można nurkować (z pełnym sprzętem lub tylko z maską). Można popłynąć łódką na "żółwią" wyspę, pojeździć rowerem, poćwiczyć w siłowni, zrelaksować się w saunie lub spa. Na wykwintną kolację w restauracji przejść się spacerkiem lub zadzwonić po obsługę - w okamgnieniu podjadą meleksem i z uśmiechem podwiozą. Sainte Anne to jedna z prywatnych wysp. Jest na niej tylko hotel, na stałe nikt tu nie mieszka. Nic się nie dzieje - może stąd wrażenie, że czas się zatrzymał?
Saint Anne Resort to jeden z najbardziej ekskluzywnych hoteli na Seszelach, takich miejsc jest tu sporo. Na szczęście hoteli dla zwykłych śmiertelników także nie brakuje, ale Seszelczycy, którzy z turystyki żyją i mają świadomość walorów swego kraju, wyraźnie celują w "górną" półkę. - Przylatują Francuzi, Włosi, Niemcy, Anglicy - mówi Christian Perchat z Air Seychelles, narodowych linii lotniczych. - To 80 proc. wszystkich naszych pasażerów. O Polakach nikt jeszcze na Saint Anne nie słyszał, ale na Mahé czy Praslin - owszem.
***
Trzy godziny wystarczy, by objechać Mahé, największą z wysp. To najlepszy sposób na zwiedzanie, jeśli oczywiście można nazwać to zwiedzaniem. To, co warto zobaczyć na Seszelach, to przede wszystkim przyroda. Zabytków nie znajdziemy nawet w stolicy Victorii, która jest maleńkim miasteczkiem.
Z wynajęciem auta nie ma problemu, za to trasa nie jest łatwa. Droga jest wąska, kręta i górzysta, nierzadko biegnie tuż przy urwistym brzegu. Po drodze zobaczymy przede wszystkim plaże i piękne zatoczki. Wszędzie można się opalać i kąpać - wszystkie plaże na Seszelach są publiczne. Warto się zatrzymać przy Anse Royale, Anse Marie-Luise i Anse Takamaka na południu wyspy oraz przy najdłuższej z plaż - Anse Major na północnym zachodzie.
Teren jest górzysty, więc nie objedziemy całej Mahé przy samym brzegu. Victorię z zachodnim wybrzeżem łączą dwie drogi przez góry - widoki są przepiękne. Ale najpiękniej zdaniem miejscowych jest na Praslin. Na tej wyspie znajduje się też park narodowy Vallée de Mai, gdzie rosną najwyższe, 800-letnie palmy coco-de-mer. Ich gigantyczne kokosy ważą nawet do dwudziestu kilo. To dlatego ten gatunek nie rozprzestrzenił się na inne wyspy - ciężki owoc tonął w morzu. Ogromne są nie tylko kokosy, ale też żółwie. Zobaczymy je w rezerwatach, na prywatnych, "żółwich" wyspach, a nierzadko w niewielkich hodowlach przy hotelach.
Prawdziwym skarbem Seszeli są jednak ptaki. Żyją tu gatunki niespotykane nigdzie indziej na świecie, a dodatkowo od października zlatują na zimę wędrowne ptaki z Europy i Azji, wśród nich coraz częściej bocian biały. I choć zasadniczo boćki unikają pokonywania długich dystansów nad oceanem, nie wiadomo dlaczego co roku jest ich coraz więcej.
***
Seszele to nie tylko turystyczny raj, choć z perspektywy kurortów na prywatnych wyspach trudno dostrzec, że obok toczy się normalne życie. My mieliśmy szczęście. W samolocie poznaliśmy Francisa, stewarda Air Seychelles, który pokazał nam chyba wszystkie najciekawsze miejsca na Mahé, ale też troszkę codziennego życia wyspiarzy.
Pierwsi ludzie osiedlili się na Seszelach w 1770 r.: 27 mężczyzn Francuzów i jedna kobieta - niewolnica. Pod koniec XVIII w. wyspy przeszły pod władanie Brytyjczyków, a niepodległym państwem są dopiero od 1975 r.
Z jednej strony europejscy kolonizatorzy, z drugiej - afrykańscy niewolnicy, jeszcze z innej - przybysze z Indii i Chin. Dzisiejsza ludność Seszeli to prawdziwa mieszanka ras. Ci, którzy mieszkają tu od pokoleń, sami nazywają się Kreolami. W domach rozmawiają po kreolsku, choć każdy zna też angielski i francuski, pozostałe dwa języki urzędowe. W ogromnej większości to katolicy, ale jeśli chodzi o obyczaje, niezbyt wstrzemięźliwi. W życiu wiążą się przynajmniej kilkakrotnie i zwykle mają dzieci z różnych związków.
A do tego wszyscy się znają. Na Seszelach mieszka 80 tys. ludzi, w samej Victorii - 25 tys. Kiedy Francis oprowadzał nas po wyspie, co chwilę kogoś pokazywał lub przedstawiał: to minister finansów, to szef banku centralnego, a to mój kolega z podstawówki.
Ale nawet bez znajomego Seszelczyka można poczuć lokalny klimat. Wystarczy choć raz wybrać się w miejsce, gdzie jadają nie tylko turyści, np. do The Pirates Arms w Victorii na fantastyczne ryby po kreolsku. Wieczorami przesiadują tu miejscowi, a z telewizora leci program jedynego kanału seszelskiej telewizji.
Warto wiedzieć
• Podróż. Z Polski tylko z przesiadką, przez Mediolan, Rzym, Paryż, Londyn, Monachium, z Europy także Air France i niemieckim Condor/Thomas Cook. Na lotnisko w Victorii lata kilka linii lotniczych: najwygodniej - Air Seychelles.
• Pogoda. Klimat łagodny, tropikalny, przez cały rok 25-30 stopni. Pora deszczowa wypada w styczniu, najcieplej i najprzyjemniej jest w kwietniu.
• Pieniądze. Zgodnie z seszelskim prawem turyści mogą płacić tylko w euro. Dotyczy to hoteli, restauracji, wypożyczalni samochodów i centrów nurkowych. Ale w zwykłym sklepie albo knajpie, gdzie klientami są głównie miejscowi, płaci się w lokalnej walucie - w rupiach. Te wyciągniemy z bankomatu lub wymienimy za euro w banku. Ale uwaga - transakcja odwrotna nie jest możliwa, dlatego warto przyjechać z większym zapasem euro. Nie ma problemów z płaceniem kartą.
• Ceny. Jak na raj nie są bardzo wygórowane. Kawa lub piwo - ok. 2 euro, obiad 10, wejście na regionalną kolację, gdzie można próbować do woli lokalne dania - 20. Wynajęcie samochodu - od ok. 50 euro za dzień. Zakupy warto robić w zwykłych sklepach, a unikać hotelowych, bo w nich ceny są kosmiczne.
• Jedzenie. Kreolska kuchnia to przede wszystkim świeże ryby i owoce morza. W wielu restauracjach (np. The Boat House przy Beau Vallon Bay) podawane są kreolskie kolacje ze szwedzkim stołem. Spróbować można wszystkiego: różnych gatunków ryb, mięsa i drobiu, miejscowych warzyw i sałatek. Owoców nie wolno sobie żałować, bo są pyszne, kupimy je na straganach przy plaży. Narodowym trunkiem jest rum.
***
Seszele to słowo klucz. Przywodzi na myśl błogi wypoczynek, rajską plażę i luksus - trochę jak Wyspy Kanaryjskie, Teneryfa czy Majorka. Ale te miejsca nie są aż tak odległe i nieosiągalne, może dlatego ich czar trochę prysł. A w nazwie "Seszele" wciąż jest coś z magii i zaklęcia.
Popływać czy poleżeć? - to dylemat, który idealnie oddaje rytm życia na wyspie Saint Anne. Można pływać (w morzu lub basenie), można leżeć (na plaży lub w hamaku), można nurkować (z pełnym sprzętem lub tylko z maską). Można popłynąć łódką na "żółwią" wyspę, pojeździć rowerem, poćwiczyć w siłowni, zrelaksować się w saunie lub spa. Na wykwintną kolację w restauracji przejść się spacerkiem lub zadzwonić po obsługę - w okamgnieniu podjadą meleksem i z uśmiechem podwiozą. Sainte Anne to jedna z prywatnych wysp. Jest na niej tylko hotel, na stałe nikt tu nie mieszka. Nic się nie dzieje - może stąd wrażenie, że czas się zatrzymał?
Saint Anne Resort to jeden z najbardziej ekskluzywnych hoteli na Seszelach, takich miejsc jest tu sporo. Na szczęście hoteli dla zwykłych śmiertelników także nie brakuje, ale Seszelczycy, którzy z turystyki żyją i mają świadomość walorów swego kraju, wyraźnie celują w "górną" półkę. - Przylatują Francuzi, Włosi, Niemcy, Anglicy - mówi Christian Perchat z Air Seychelles, narodowych linii lotniczych. - To 80 proc. wszystkich naszych pasażerów. O Polakach nikt jeszcze na Saint Anne nie słyszał, ale na Mahé czy Praslin - owszem.
***
Trzy godziny wystarczy, by objechać Mahé, największą z wysp. To najlepszy sposób na zwiedzanie, jeśli oczywiście można nazwać to zwiedzaniem. To, co warto zobaczyć na Seszelach, to przede wszystkim przyroda. Zabytków nie znajdziemy nawet w stolicy Victorii, która jest maleńkim miasteczkiem.
Z wynajęciem auta nie ma problemu, za to trasa nie jest łatwa. Droga jest wąska, kręta i górzysta, nierzadko biegnie tuż przy urwistym brzegu. Po drodze zobaczymy przede wszystkim plaże i piękne zatoczki. Wszędzie można się opalać i kąpać - wszystkie plaże na Seszelach są publiczne. Warto się zatrzymać przy Anse Royale, Anse Marie-Luise i Anse Takamaka na południu wyspy oraz przy najdłuższej z plaż - Anse Major na północnym zachodzie.
Teren jest górzysty, więc nie objedziemy całej Mahé przy samym brzegu. Victorię z zachodnim wybrzeżem łączą dwie drogi przez góry - widoki są przepiękne. Ale najpiękniej zdaniem miejscowych jest na Praslin. Na tej wyspie znajduje się też park narodowy Vallée de Mai, gdzie rosną najwyższe, 800-letnie palmy coco-de-mer. Ich gigantyczne kokosy ważą nawet do dwudziestu kilo. To dlatego ten gatunek nie rozprzestrzenił się na inne wyspy - ciężki owoc tonął w morzu. Ogromne są nie tylko kokosy, ale też żółwie. Zobaczymy je w rezerwatach, na prywatnych, "żółwich" wyspach, a nierzadko w niewielkich hodowlach przy hotelach.
Prawdziwym skarbem Seszeli są jednak ptaki. Żyją tu gatunki niespotykane nigdzie indziej na świecie, a dodatkowo od października zlatują na zimę wędrowne ptaki z Europy i Azji, wśród nich coraz częściej bocian biały. I choć zasadniczo boćki unikają pokonywania długich dystansów nad oceanem, nie wiadomo dlaczego co roku jest ich coraz więcej.
***
Seszele to nie tylko turystyczny raj, choć z perspektywy kurortów na prywatnych wyspach trudno dostrzec, że obok toczy się normalne życie. My mieliśmy szczęście. W samolocie poznaliśmy Francisa, stewarda Air Seychelles, który pokazał nam chyba wszystkie najciekawsze miejsca na Mahé, ale też troszkę codziennego życia wyspiarzy.
Pierwsi ludzie osiedlili się na Seszelach w 1770 r.: 27 mężczyzn Francuzów i jedna kobieta - niewolnica. Pod koniec XVIII w. wyspy przeszły pod władanie Brytyjczyków, a niepodległym państwem są dopiero od 1975 r.
Z jednej strony europejscy kolonizatorzy, z drugiej - afrykańscy niewolnicy, jeszcze z innej - przybysze z Indii i Chin. Dzisiejsza ludność Seszeli to prawdziwa mieszanka ras. Ci, którzy mieszkają tu od pokoleń, sami nazywają się Kreolami. W domach rozmawiają po kreolsku, choć każdy zna też angielski i francuski, pozostałe dwa języki urzędowe. W ogromnej większości to katolicy, ale jeśli chodzi o obyczaje, niezbyt wstrzemięźliwi. W życiu wiążą się przynajmniej kilkakrotnie i zwykle mają dzieci z różnych związków.
A do tego wszyscy się znają. Na Seszelach mieszka 80 tys. ludzi, w samej Victorii - 25 tys. Kiedy Francis oprowadzał nas po wyspie, co chwilę kogoś pokazywał lub przedstawiał: to minister finansów, to szef banku centralnego, a to mój kolega z podstawówki.
Ale nawet bez znajomego Seszelczyka można poczuć lokalny klimat. Wystarczy choć raz wybrać się w miejsce, gdzie jadają nie tylko turyści, np. do The Pirates Arms w Victorii na fantastyczne ryby po kreolsku. Wieczorami przesiadują tu miejscowi, a z telewizora leci program jedynego kanału seszelskiej telewizji.
Warto wiedzieć
• Podróż. Z Polski tylko z przesiadką, przez Mediolan, Rzym, Paryż, Londyn, Monachium, z Europy także Air France i niemieckim Condor/Thomas Cook. Na lotnisko w Victorii lata kilka linii lotniczych: najwygodniej - Air Seychelles.
• Pogoda. Klimat łagodny, tropikalny, przez cały rok 25-30 stopni. Pora deszczowa wypada w styczniu, najcieplej i najprzyjemniej jest w kwietniu.
• Pieniądze. Zgodnie z seszelskim prawem turyści mogą płacić tylko w euro. Dotyczy to hoteli, restauracji, wypożyczalni samochodów i centrów nurkowych. Ale w zwykłym sklepie albo knajpie, gdzie klientami są głównie miejscowi, płaci się w lokalnej walucie - w rupiach. Te wyciągniemy z bankomatu lub wymienimy za euro w banku. Ale uwaga - transakcja odwrotna nie jest możliwa, dlatego warto przyjechać z większym zapasem euro. Nie ma problemów z płaceniem kartą.
• Ceny. Jak na raj nie są bardzo wygórowane. Kawa lub piwo - ok. 2 euro, obiad 10, wejście na regionalną kolację, gdzie można próbować do woli lokalne dania - 20. Wynajęcie samochodu - od ok. 50 euro za dzień. Zakupy warto robić w zwykłych sklepach, a unikać hotelowych, bo w nich ceny są kosmiczne.
• Jedzenie. Kreolska kuchnia to przede wszystkim świeże ryby i owoce morza. W wielu restauracjach (np. The Boat House przy Beau Vallon Bay) podawane są kreolskie kolacje ze szwedzkim stołem. Spróbować można wszystkiego: różnych gatunków ryb, mięsa i drobiu, miejscowych warzyw i sałatek. Owoców nie wolno sobie żałować, bo są pyszne, kupimy je na straganach przy plaży. Narodowym trunkiem jest rum.
-
Seszele: 115 rajskich wysp
dzieciolt
04.11.08, 15:44
mmmmm!!!! żyć nie umierać!!!!!»
-
Seszele: 115 rajskich wysp
viole-ta73
22.03.09, 13:02
piękna sprawa, ale pracowac caly rok tylko po to zeby wyjechac na dwa tygodnie? no chyba, że szybki kredycik - tylko nie u providenta :)»
-
Odradzam wszystkim,ktorzy lubia chodzic,jezdzic a
paseo
26.03.09, 12:10
zwlaszcza zwiedzac.Tu nie maja czego szukac.A juz pisanie o fascynujacym zyciu tubylcow to jawne kpiny.Nie widze odpowiedzi na pytanie,co jest w tym fascynujace???»
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl





















