Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Alpy szwajcarskie z okien pociągu i autobusu

  • Pin It
Malina Kluźniak
22.09.2008 , aktualizacja: 18.09.2008 17:30
A A A Drukuj
Jungfrau góruje nad Interlaken Fot. Wojciech Dobrzański Jungfrau góruje nad Interlaken
W tych okolicach powstała popularna opowieść o Heidi, wychwalająca surowe, ale szczęśliwe życie w górach
ZOBACZ TAKŻE
St. Moritz, godz. 10.04. Na dworcu wsiadamy do biało-czerwonego pociągu z napisem "Glacier Express". Tak jak w Berninie (zob. "Turystyka" nr 35) - duże, panoramiczne okna, wygodne fotele, informacja w kilku językach - także po chińsku i japońsku - na kanałach 7 i 8 można słuchać muzyki (próbowałam, ale nie w moim guście).

***

Po raz pierwszy najpowolniejszy ekspres świata (tak właśnie się reklamuje) przejechał latem między St. Moritz i Zermatt 25 czerwca 1930 r. Podróż na 291-kilometrowej trasie trwa 7,5 godz., w tym czasie pociąg przemierza 291 mostów i 91 tuneli, osiągając wysokość 2033 m n.p.m.

Tuż za St. Moritz zaczyna się Albula Line, biegnąca przez dolinę o tej samej nazwie - na dystansie 5 km wznosi się o 400 m. Wspaniałe lasy świerkowe, potoki, zalesione zbocza. Z góry wyraźnie widać, że mijane miasteczka to dawne wsie ulicówki. Stare, zapewne kamienne domy zastąpiły nowe - okazałe, pokryte ładnymi dwuspadowymi dachami, z kilkoma oknami, zwykle w dwóch rzędach, prawie zawsze z kolorowymi okiennicami.

Pierwszy przystanek: Samedan - główne miasto Górnej Engadyny, nad rzeką Inn, z najwyżej położonym lotniskiem na świecie (1707 m), kościołem św. Pawła z romańską wieżą i XVI-wiecznym pałacem. Między Spinas (przystanek na żądanie) a Predą przejeżdżamy przez bardzo długi, prawie 6-kilometrowy tunel Albula - pierwszy, ale nie ostatni (na trasie do Andermatt, gdzie wysiedliśmy, naliczyłam ich 28). Następne tunele, niektóre z widokowymi prześwitami i kilka wiaduktów. Mijamy stację Bergün, główne miasto w dolinie Albula, z widoczną z daleka rzymską wieżą. Przed nami Flisur i największa atrakcja podróży Ekspresem Lodowcowym - wiadukt Landwasser, arcydzieło inżynierii kolejowej. Ma 65 m wysokości, 136 m długości i 6 imponujących łuków, a budowała go od marca 1901 do października 1902 r. firma Mulle & Zeerleder. Statystyka jest pouczająca, ale oczywiście nie oddaje całej potęgi tej wspaniałej konstrukcji, zwłaszcza że piękna krajobrazu, w którym się znajduje, nie sposób opisać.

W dodatku zaraz po przejechaniu wiaduktu pociąg wpada w tunel (też Landwasser) - podróż, już i tak wystarczająco wspaniała, w tym momencie staje się po prostu bajkowa. Jak we śnie migają kolejne miejscowości: Tiefencastel, gdzie krzyżują się rzeki Albula i Julia, Thusis, skąd można wędrować starym szlakiem poganiaczy mułów - Via Mala Gorge (w maju 1788 r. szedł tędy Goethe). Mijamy ruiny zamku (prawdopodobnie etruskiego), zamek na skale w Rothenbrunnen.

W Reichenau spotykają się wody Renu: przedniego, wypływającego z jeziora Tuma, i tylnego - z lodowca Paradies. W tych okolicach powstała popularna opowieść o Heidi, wielokrotnie filmowana, wychwalająca surowe, ale szczęśliwe życie w górach.

Jedziemy wzdłuż Renu, początkowo płynącego na równi z ziemią. Potem częściowo zasłaniają go drzewa i krzewy, ale przebłyskuje od czasu do czasu. W Alpach jest typowo górską, spienioną rzeką, bystro rwącą po kamieniach. Najładniej wygląda na tle wysokich skał. Równolegle do rzeki biegnie ścieżka rowerowa i dla pieszych. Przystanek Disentis-Muster w najwyższym punkcie doliny Renu, to siedziba jednego z najstarszych w Szwajcarii zakonu benedyktynów (założony ok. 720 r.).

Pociąg wspina się w górę, zachmurzyło się, po chwili zaczyna padać. Przed Andermatt ogromne, pochylone zbocza gór, jaskrawozielone. Po serii tuneli, mostów i wiaduktów o godz. 14.30 osiągamy najwyższy punkt naszej podróży - Oberalp Pass - 2033 m, która łączy kantony Gryzonia i Uri. Jedziemy jej środkiem - znowu widoki nie do opisania!

***

Pół godziny później wysiadamy w niewielkim Andermatt (1435 m) w kantonie Uri, u stóp masywu św. Gotharda. Stąd żółtym autobusem pocztowym jedziemy do Meiringen (57 km). Trochę kropi, ale na razie nic nie zapowiada drastycznej zmiany pogody. W tych okolicach jesienią 1799 r. armia feldmarszałka Aleksandra Suworowa walczyła z wojskami francuskimi, zdobywając przełęcz św. Gotharda (stoi tam jego pomnik) i Most Diabelski (Teufelsbrücke), wiszący 22 m nad rzeką Reuss. Przed wjazdem na most, w wąwozie Schöllenen mijamy 28-metrowej wysokości pomnik z 1898 r. (z flagami Rosji i Szwajcarii) z napisem: "Pamięci dzielnych towarzyszy feldmarszałka Suworowa-Rymnickiego, księcia Italii, którzy stracili życie w czasie marszu przez Alpy w 1799 r.". Przejeżdżając przez most, słuchamy legendy o wyprowadzonym w pole diable - za pomoc w budowie mostu zażądał duszy pierwszej osoby, która po nim przejdzie. Mieszkańcy podstawili kozę, więc rozzłoszczony diabeł, chcąc zniszczyć most, rzucił w jego kierunku ogromny kamień, ale nie trafił. 220-tonowy diabelski głaz (Teufelsstein) stoi do dziś w pobliżu Göschenen - przesunięto go w czasie budowy.

Zjeżdżamy w dół, pokonując kilka bardzo ostrych, niebezpiecznych zakrętów - przed najostrzejszymi kierowca naciska klakson o dźwięku pocztowej trąbki (stąd nazwa całej sieci autobusowej). Drogę przez przełęcz budowali Polacy internowani w czasie II wojny. Wokół olbrzymie skalne ściany, w dole płynie Reuss. Mijamy rowerzystów (!) i znowu wjeżdżamy w górę. Przed nami przełęcz Sustenpass (2250 m) z 25 mostami i 23 tunelami. Z gór spływają cienkie nitki białych potoków, tworząc wodospady, kwitną łąki (jest koniec lipca), a na szczytach widać wielkie płaty śniegu. Na niebie coraz więcej szarych, skłębionych chmur. Kiedy wyjeżdżamy z tunelu, wokół biała, gęsta mgła. Widoczność zerowa. Leje! Po lewej powinno być jezioro (pewnie jest), przez strugi deszczu prześwituje lodowiec. Ciągle zjeżdżając w dół, zbliżamy się do mostu nad rzeką Aare. Po prawej miga głęboki, wąziutki wąwóz Aare. I choć droga między Innertkirchen a Meiringen, wciśnięta między wąskie, skaliste ściany jest wyjątkowo piękna, przyznaję, że z pewną ulgą przyjęłam koniec tej podróży w Meiringen...

A przejazd pociągiem do Interlaken, wśród płaskich, zielonych łąk, z lasami po obu stronach doliny Haslital był prawdziwym wytchnieniem po alpejskich emocjach.

Glacier Express - bilet z posiłkiem - 70 franków, bez - 30. Najwygodniej i najtaniej podróżuje się po Szwajcarii z jednym z kilku rodzajów Swiss Pass, szczegóły: www.MojaSzwajcaria.pl, kupno biletów: bilety@swisstravelsystem.pl, Glacier Express w sieci: www.glacierexpress

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Alpy szwajcarskie z okien pociągu i autobusu podbroda 21.06.11, 14:04

    Można spróbować poszukać czegoś na serwisach zajmujacych się zakupami grupowymi. Tam niestety raczej nie ma tak kompleksowych usług/rozrywek, są wybrane jak np. rafting: »

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku

Aktualna oferta