Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Lille. Pod śmiejącym się słońcem

  • Pin It
Monika Kuc
15.09.2008 , aktualizacja: 12.09.2008 12:41
A A A Drukuj
Dworzec Lille-Europe Fot. Office du Tourisme de Lille Dworzec Lille-Europe
Dawna stolica zagłębia węglowego staje się zagłębiem sztuki
Pałac Sztuki
Fot. Office du Tourisme de Lille
Pałac Sztuki
Rzeźba Théophile'a Bra na Grand Place
Fot. Office du Tourisme de Lille
Rzeźba Théophile'a Bra na Grand Place

Fot. Office du Tourisme de Lille
Z wiaduktu im. Le Corbusiera widać wyrastające z chodnika ogromne kolorowe kwiaty nakrapiane niczym muchomory. Popartowskie dzieło "Tulipany z Shangri La" zaprojektowała dla Lille Japonka Yayoi Kusama w 2004 r., gdy miasto było Europejską Stolicą Kultury. Od tej pory są jego wizytówką - w przewodnikach, na pocztówkach, w internecie. Tulipany witają i żegnają wszystkich przybyszy.

***

Stąd już tylko dwa kroki do bezszelestnie rozsuwających się szklanych ścian dworca Lille-Europe. W tej północnej, najnowocześniejszej dzielnicy - Euralille - stal i szkło otaczają nas ze wszystkich stron. Zza dworca wychyla się 20-piętrowy wieżowiec Tour du Crédit Lyonnais w kształcie litery L, dzieło Christiana de Portzamparca z 1995 r. Ma symbolizować milowy krok w przyszłość, ale mieszkańcy nazywają go "butem narciarskim" lub "automatem do gry w bilard".

Zaczyna się weekend. Pociągami TGV można błyskawicznie przenieść się do Paryża (1 godz.), Brukseli (40 min) lub Londynu (1 godz. 40 min). Lille wcale jednak nie pustoszeje. Przeciwnie. Mieszkańcy wylegają tłumnie na ulice, a kolorowi turyści falami wylewają się z Lille-Europe na rozległy plac Mitteranda. Równie często jak francuski i flamandzki słychać język angielski. Pociągi Eurostar mknące od 1994 r. tunelem pod kanałem La Manche skróciły dystans między Londynem i Lille. Animozje angielsko-francuskie dawno poszły w niepamięć. "Welcome you! We invite you!" - przekrzykują się gościnne napisy w witrynach sklepów i restauracji w Lille.

Weekendowy tłum krąży handlowym szlakiem niczym w transie. Niektórzy przepadają z kretesem w przepastnym centrum handlowym obok dworca z dziesiątkami modnych butików. Inni pospiesznie opuszczają Euralille, bo wolą handlowe ulice wśród XIX-wiecznych kamienic. Wystarczy przeciąć skrzyżowanie na wprost Dworca Europejskiego i minąć zabytkowy Dworzec Flamandzki (stąd pierwsza linia kolejowa połączyła Lille z Paryżem w 1846 r.), by przenieść się w mieszczański świat bogatych kupców i przemysłowców.

Na krzyżujących się deptakach Rue Neuve i Rue de Béthune pełno eleganckich sklepów i domów towarowych. Raj zakupoholików rozciąga się też na ulicach oplatających trzy główne place: Rihour, Grand Place i Teatralny.

***

Docieramy do placu Teatralnego. W jego narożniku nad imponującym gmachem Izby Handlowej (Chambre Commerce et d'Industrie) wznosi się 76-metrowa neoflamandzka wieża z czerwonej cegły z jasnymi geometrycznymi obramowaniami. Sławi potęgę przemysłowców i kupców z przełomu XIX i XX w. Przez okrągły rok odbywają się w niej prestiżowe imprezy handlowe. We wnętrzu, od przepychu marmurów, rzeźbionych boazerii, kryształowych żyrandoli i mitologicznych malowideł może zakręcić się w głowie.

Co roku w pierwszy weekend września miasto zamienia się w gigantyczny uliczny targ Braderie (tradycja sięga średniowiecza). Kto żyw wylega na ulice i handluje: obrazami, antykami, meblami i wszystkim, czego chce się pozbyć. A właściciele knajpek i piwiarni prześcigają się w szczególnej konkurencji - kto usypie najwyższy pagórek ze skorupek małży, których całe hałdy pokrywają tego dnia ulice. Placem Teatralnym włada niepodzielnie Apollo wśród muz na szczycie białej neoklasycystycznej opery sąsiadującej z Chambre Commerce. Trudno oderwać oczy od ogromnego rzeźbiarskiego reliefu, dzieła Hippolyta Lefébrve'a.

Każdy plac w centrum przenosi nas w inne czasy. Najmniejszy, Place Rihour, zajmuje surowy ceglasto-szary pałac Rihour. To dawny gotycki zamek książąt Burgundii, którzy przejęli na sto lat rządy w Lille należącym najpierw do Flandrii. Z nazwy miasta i starych dokumentów można wnosić, że zamek pierwszych właścicieli stał na wyspie (Lille wywodzi się od l'isle - wyspa) w ramionach rzeki Deule. W XVII w. pałac Rihour również przestał być siedzibą dworu - do początku XX w., kiedy strawił go pożar, mieścił się w nim ratusz. Ocalała jedynie klatka schodowa z gotyckim sklepieniem i kamienne schody, prowadzące do kaplicy (dziś nowoczesne centrum turystyczne).

Lille nie boi się śmiałych architektonicznych kontrastów. Z pałacu Rihour wychodzi się wprost na szklaną piramidę nad stacją metra, klon tej z paryskiego Luwru. Trzy centralne place niemal się łączą. Na środkowym - Grand Place - kręci się karuzela z wagonikami. Nas bardziej jednak nęci perła flamandzkiego baroku Vieille Bourse - giełda z lat 1652-53 z flandryjskimi lwami prężącymi się nad frontowym wejściem. Choć architekt Julien Destrée zbudował ją z 24 identycznych kamieniczek na planie kwadratu, robi wrażenie jednolitej budowli o kremowej elewacji z czerwonymi ornamentami (flamandzka architektura jest niewiarygodnie kolorowa!). Podcienia arkadowego dziedzińca okupują bukiniści. Ściany kapią od barokowych girland rzeźbionych kwiatów, owoców i natłoku symbolicznych postaci - król Midas z oślimi uszami ostrzega przed ślepą miłością do złota...

Nad Grand Place czuwa aż pięciu patronów, w tym cztery kobiety. "La Déesse" na kolumnie (dzieło Théophile'a Bra) upamiętnia obronę miasta w 1792 r. przed Austriakami. Trzy rozplotkowane złocone gracje obserwują z dachu życie towarzyskie w ogródku kawiarni przy redakcji "La Voix du Nord". Symbolizują prowincje regionu du Nord: Artois, Flandres i Hainaut. Piątym patronem jest generał Charles de Gaulle, prezydent Francji w latach 1958-69 (Grand Place nosi jego imię). Miasto traktuje go z wielką estymą, bo tu się urodził 22 listopada 1890 r. w domu dziadków na ulicy Princesse 9, dość daleko od centrum. Jego matka specjalnie na tę okazję przyjechała z Paryża do rodziców, zamożnych przemysłowców Julii i Jules-Emile'a Maillot. W ich jednopiętrowym domu o XIX-wiecznych mieszczańskich wnętrzach mieści się dziś muzeum (wstęp 5 euro) i fundacja imienia de Gaulle'a.

Gdy mały Charles spędzał wakacje u dziadków, podobno chętnie odwiedzał sławną cukiernię Meert na ulicy Esquermoise 27, tuż obok Grand Place. Idziemy w jego ślady. Cukiernia z ponad 200-letnią tradycją wciąż wabi zapachem waniliowych gofrów, czekoladek ręcznej roboty i bajecznym XIX-wiecznym wystrojem: kolorowe marmury, ażurowe metalowe zdobienia z inicjałami firmy, finezyjnie stylizowane medaliony i roślinne ornamenty.

W chłopięcych latach Charles musiał słuchać flamandzkiej kołysanki "P'tit quinquin" ("Śpij, mój mały") skomponowanej w 1853 r. przez legendarnego poetę i pieśniarza Alexandre'a Desrousseaux'a. W Lille wychowały się na niej całe pokolenia. Na skwerze Focha zaskakuje nas jej pomnik przedstawiający młodą kobietę kołyszącą do snu dziecko.

***

Dawna stolica zagłębia węglowego (kopalnie na dobre zamknięto w latach 80. XX w.) ma dziś szansę stać się zagłębiem sztuk. Przy reprezentacyjnym placu Republiki z kąpiącymi się w fontannie kamiennymi postaciami stoi XIX-wieczny Palais des Beaux Arts (Pałac Sztuki, wstęp 5 euro) - drugie najważniejsze muzeum Francji po Luwrze. Z bogatej kolekcji Rubensa najgłębiej porusza dramatyczne "Zdjęcie z krzyża" z 1617 r . Długo kontemplujemy "Pejzaż zimowy" Breugela Młodszego z tłumem intrygujących postaci, piękną martwą naturę "Srebrny puchar" Jeana Chardina, "Młodą kobietą czytającą list" Francisca Goi, "Sen" Puvisa de Chavannes, który inspirował Picassa w okresie błękitnym i impresjonistyczną wersję "Londyńskiego Parlamentu" o zmierzchu Claude'a Moneta.

Wizja zagłębia sztuki jest tym bliższa, że w niedalekim Lens powstaje pierwsza poza Paryżem filia Luwru (otwarcie w 2010 r.). A w Roubaix działa tzw. "muzeum w basenie" - Musée d'Art et d'Industrie (wstęp 5 euro) w adaptowanym budynku w stylu art déco, niegdyś miejskim basenie. Cuda o nim opowiadają! Niestety, nie udało nam się wskoczyć do basenu ze sztuką. Jest późne popołudnie - podróż metrem potrwa z pół godziny, a muzeum zamykają o 18. Nie zdążymy...

***

Wracamy więc na starówkę w najstarszej, północno-zachodniej części miasta. Przy wąskich uliczkach gąszcz galerii, sklepików, warsztatów. Przez szybę podpatrujemy malarza w pracowni zamaszyście kończącego płomienne płótno. W sąsiedniej witrynie cukiernik przygotowuje typowy flamandzki deser ceufs a'la neige - małe beziki, których nie piecze się, lecz gotuje na mleku.

Gwarne piwiarnie i knajpki zapraszają na flamandzkie dania główne: wołowinę na piwie, krwiste befsztyki, małże, krewetki. Kuchnia flamandzka nie jest zbyt wyrafinowana, ale - jak wszędzie we Francji - biesiady trwają godzinami, wspierane przez wspaniałe francuskie wina i belgijskie piwa.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku

Aktualna oferta