Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Islandia. Dookoła lodowej wyspy

  • Pin It
Piotr Zieliński
08.09.2008 , aktualizacja: 05.09.2008 15:29
A A A Drukuj
Islandzkie wybrzeże Fot. Piotr Zieliński Islandzkie wybrzeże
Po trzydniowym rejsie promem przez Morze Norweskie i Północne oraz Ocean Atlantycki dotarłem do wybrzeży najrzadziej zaludnionego (2,6 osoby na km kw.) państwa świata
Gejzer Strokkur
Fot. Piotr Zieliński
Gejzer Strokkur
Dom w Rejkjawiku, miejsce spotkania Reagana z Gorbaczowem
Fot. Piotr Zieliński
Dom w Rejkjawiku, miejsce spotkania Reagana z Gorbaczowem
Islandia
fot. shutterstock
Islandia
Islandia
fot. shutterstock
Islandia
Port Seydisfjördur, od którego rozpoczynamy zwiedzanie wyspy, otacza gęsta mgła. Pada deszcz, jest tylko 7 stopni, trochę mało jak na czerwiec. Seydisfjördur założyli w 1848 r. norwescy rybacy. Po dziś dzień jest ważnym portem rybackim na wschodnim wybrzeżu Islandii. Obecnie ta niewielka miejscowość postawiła na turystykę. Są tu liczne muzea, centrum sztuki oraz dwa kina - jedyne na wschodzie kraju!

***

Z portu wyruszamy na północny zachód, w kierunku jeziora Mývatn. Jadąc główną drogą Islandii - krajową jedynką, która prowadzi wzdłuż wybrzeża dookoła całej wyspy, przez kilkanaście minut można nie spotkać żywej duszy. Pasażerowie autokaru wyraźnie się ożywiali, gdy z przeciwka jechały dwa samochody jeden po drugim albo kiedy po półgodzinnej jeździe przez pustkowie nagle znikąd wyłaniało się skrzyżowanie.

Islandczycy żyją w dobrobycie. W każdej osadzie widać mnóstwo luksusowych terenówek, często na tzw. big footach, czyli oponach o dużej średnicy do jazdy w trudnych warunkach terenowych. PKB na jednego mieszkańca przekracza 40 tys. dol. Co więcej, kraj ten ma najwyższy na świecie poziom współczynnika HDI (Human Development Index) obrazujący rozwój ludzkości. Najliczniejszą mniejszością są tu... Polacy - liczbę naszych rodaków szacuje się na 7-12 tys., czyli 3-4 proc. ogółu mieszkańców. A nasze Prince Polo jest przysmakiem Islandczyków.

Po parogodzinnej podróży przez płaskowyż wulkaniczny i oglądaniu z okna autokaru zamglonego, opustoszałego krajobrazu, zniechęciłem się do wyspy. Zmieniłem jednak zdanie, gdy zobaczyłem pierwszą atrakcję naszej wycieczki - Hverarönd. Są to siarkowe pola geotermalne położone na kompletnym bezludziu. Składają się na nie źródła geotermalne, błotne kałuże oraz tzw. solfatary (z włoskiego: miejsca siarki), czyli naturalne wyloty gazów na terenach wulkanicznych. Na mnie największe wrażenie wywarły błotne geotermalne bąble, które przywodzą na myśl filmy science fiction. Po polach poruszamy się starannie wyznaczonymi ścieżkami (jeszcze niedawno ich nie było i dochodziło do licznych poparzeń). Część tych obszarów została przekształcona w latach 70. podczas próbnych odwiertów w czasie budowy elektrowni geotermalnej Krafla, która czerpie energię z wulkanu o tej samej nazwie. Znajduje się tu jeden z dwóch najbardziej znanych w kraju kraterów viti (po islandzku: piekło). W dawnych czasach wierzono bowiem, że urzęduje pod nim szatan. Krater to raj dla fotografa. Niezwykły, zielonkawy kolor wody we wnętrzu w połączeniu z resztką wiosennego śniegu daje niesamowite efekty. Od czasów otwarcia elektrowni w lutym 1978 r. wulkan wybuchał aż 29 razy, mimo to energia elektryczna z Krafli zaopatruje z powodzeniem mieszkańców obszarów położonych wokół jeziora Mývatn.

***

Każdy szanujący się ornitolog powinien choć raz w życiu przyjechać nad ten akwen. Można się doliczyć aż 240 gatunków ptaków wędrownych, a kolejne 76 wylęga się na miejscu. Ja zwróciłem uwagę na kaczki, których liczba dochodzi do 150 tys. (16 różnych gatunków), oraz łabędzie krzykliwe. Jest tu także mnóstwo nieznośnych muszek (mývatn znaczy "jezioro much"), które żyją nawet w skałach wulkanicznych pseudokraterów. Te niecodzienne formacje geologiczne powstały na skutek powtarzających się erupcji wulkanicznych. Dziś są porośnięte trawą i tworzą wyspy na jeziorze. Na pobliskich mokradłach umieszczono eleganckie mostki - dbałość o wygodę turysty widać na każdym kroku. Tak zresztą jak i życzliwość mieszkańców - gdy zwabiony pięknem krajobrazu odszedłem za daleko i odłączyłem się od grupy, podwiózł mnie sympatyczny Islandczyk, oczywiście terenówką.

Po męczącej (wiatr, deszcz) 40-kilometrowej wycieczce rowerowej wokół jeziora po południu odpoczywaliśmy w gorących wodach kąpieliska geotermalnego Jardbödin vid Mývatn (wstęp darmowy). Temperatura powietrza - ok. 8 stopni, wody - ok. 41! Piękny widok na wulkan, w powietrzu specyficzny zapach siarki. Taka kąpiel pomaga na wiele dolegliwości, np. na schorzenia układu nerwowego czy układu ruchu. Islandia słynie z geotermalnych kąpielisk. Chyba najbardziej znane jest Blue Lagoon na półwyspie Reykjanes - ma dużo większą powierzchnię i lepsze wyposażenie (m.in. jacuzzi, maseczki błotne) niż Jardbödin, a wstęp kosztuje 30 euro.

***

Islandia słynie też z wodospadów. Jednym z najciekawszych jest Godafoss - "wodospad bogów". Nazwę zawdzięcza figurom pogańskich bożków, które wrzucił do wodospadu Forgeirr Ljósvetningagodi po podjęciu decyzji o chrystianizacji Islandii. W latach 985-1001 był on przewodniczącym parlamentu islandzkiego (kadencja na trzy lata), sądu oraz kapłanem. Przyjęcie nowej religii nie było dla Forgeirra sprawą łatwą - medytował całą dobę. W 999 lub 1000 r. Islandia dołączyła do wspólnoty państw chrześcijańskich. W katedrze w Akureyi (drugie co do liczby mieszkańców - 17 253 tys. - miasto wyspy) można obejrzeć witraż przedstawiający scenę wrzucania przez Forgeirra figurek bożków w nurt wodospadu (niestety, nie widziałem tego witraża, ponieważ kościół był zamknięty).

Warto również przyjechać nad Gullfoss (złoty wodospad), dwuczęściowy wodospad w kanionie rzeki Hvitá w południowo-zachodniej części kraju. W pierwszej połowie XX w., gdy właściciele wodospadu wydzierżawili go zagranicznym inwestorom, planowano wykorzystanie wody do produkcji elektryczności. Plany spaliły na panewce, gdyż inwestorom zabrakło pieniędzy. Legenda głosi, że niemały wpływ na ich decyzję miała córka jednego z właścicieli, Sigridur Tómasdóttir, która zagroziła, że jeżeli rozpocznie się budowa elektrowni, rzuci się do wodospadu. Na dwumetrowym kamieniu umieszczono płaskorzeźbę głowy Sigridur - artysta nadał jej twarzy bardzo surowy wyraz.

Gullfoss jest częścią tzw. Złotego Kręgu. Oprócz wodospadu można tu podziwiać gejzery, m.in. Haukadalur i Pingvellir. Szczególne wrażenie robi Strokkur, który co kilka minut tryska gorącą wodą na wysokość 30 metrów. Największy - Geysir - tryska bardzo rzadko, ostatni raz zdarzyło się to kilka lat temu. Jest jeszcze Litli Geysir i jeziorka o zabarwieniu szmaragdowym i zielono-niebieskawym.

***

Pingvellir to Równina Zgromadzenia - od 930 do 1799 r. obradował tu Althing, najstarszy parlament świata (obecnie ma siedzibę w Rejkiawiku, składa się z jednej izby, w której zasiada 63 deputowanych wybieranych na czteroletnią kadencję). W średniowieczu podczas posiedzenia parlamentu tworzono prawo, a także karano przestępców. Można tu oglądać Drekkingarhylur (w wolnym tłumaczeniu: basen do topienia), gdzie w bystrej rzece topiono kobiety przestępczynie. Obecnie w tej okolicy znajduje się letnia rezydencja premiera kraju. A podczas najważniejszych świąt narodowych Islandii obraduje Althing. Od 2004 r. Pingvellir jest na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Dolina leży na styku płyt kontynentalnych, co skutkuje procesami wulkanicznymi oraz licznymi trzęsieniami ziemi. Rośnie tu charakterystyczna dla Islandii brzoza karłowata oraz liczne mchy i porosty. Wizytówką doliny jest Peningagjá (kanion monet), który tak przypadł do gustu turystom, że mieszkańcy wymyślili legendę: jeśli wrzucając monetę, pomyślisz jakieś życzenie, to spełni się ono, pod warunkiem że zobaczysz pieniążek uderzający o dno. Mnie się to nie udało, ale za to trafiłem na plan zdjęciowy reklamy Kaupthing, największego banku w Islandii - głównym motywem była niepodległość Islandii od Danii, którą proklamowano tu 17 lipca 1944 r.

***

Ostatnim punktem naszej wycieczki był lodowiec Vatnajökull, największy w Islandii, drugi w Europie pod względem powierzchni (8100 km kw.) oraz pierwszy pod względem objętości (ok. 3 tys. km sześc.). Niestety, z powodu ocieplenia klimatu z roku na rok jego czoło coraz bardziej się cofa. Przy tej okazji powstają wprawdzie malownicze moreny, ale pociecha z tego marna, skoro nasi potomkowie być może nie będą mogli go oglądać. Pod Vatnajökull drzemie czynny wulkan, który raz na jakiś czas wybucha, powodując niszczące powodzie. Przykładem może być most na krajowej jedynce, z którego zostało kłębowisko kamieni i poskręcanych blach.

Koniecznie trzeba pojechać do parku narodowego Skaftafell. Organizowane są wycieczki po lodowcu - chodzi się w rakach i z czekanem. Od przewodnika dowiaduję się, że na tym lodowcu kręcono początkową scenę "Batmana" oraz pościg dwóch sportowych samochodów w jednym z filmów o Jamesie Bondzie. Wielką atrakcją jest także zatoka Jökulsárlón (przy głównej drodze), w której pływają oszałamiająco piękne góry lodowe, a na plażach wylegują się foki. Za dodatkową opłatą można przepłynąć zatokę amfibią.

***

W Polsce wyższa temperatura, ale tęskno mi za islandzkim chłodem, deszczem i wiatrem. Zdjęcia przywołują w pamięci wspomnienia wodospadów, wulkanów, kraterów, gejzerów, lodowca. Przejrzawszy w internecie materiały o wyspie, uświadamiam sobie, jak wiele nie zobaczyłem. Zważywszy jednak na koszt wycieczki - 2 tys. zł za 8 dni na wyspie, 6 na promie i 2 w autokarze - nie mogę narzekać.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Islandia. Dookoła lodowej wyspy aszkenazyjczyk 14.09.08, 19:40

    Polacy jak Zydzi przed wojna, wszedzie ich pelno w Europie, nawet w takiej dziurze jak Islandia. A zatem, ladnie to tak byc antysemita i obrazac Zydow, skoro jestesmy jak oni? :)»

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku

Aktualna oferta