Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

List z jeziora Umayo. Chullpas w Sillustani

Agnieszka Szatkowska-Malak, Daniel Malak
01.09.2008 , aktualizacja: 28.08.2008 17:53
A A A Drukuj
Pozostałości grobowców Fot. Agnieszka Szatkowska-Malak, Daniel Malak Pozostałości grobowców
Wejścia do grobowców wychodzą na wschód, gdzie matka Ziemia, Pachamama, codziennie wydaje na świat swego syna Słońce
Jezioro Umayo
Fot. Agnieszka Szatkowska-Malak, Daniel Malak
Jezioro Umayo
Wieża grobowcowa
Fot. Agnieszka Szatkowska-Malak, Daniel Malak
Wieża grobowcowa
ZOBACZ TAKŻE
Rano, po rozgrzaniu się herbatą i spacerze do autobusu przez zamarznięte kałuże w peruwiańskim Puno, wyruszam do Sillustani, by zobaczyć niezwykły cmentarz ludu Colla nad jeziorem Umayo.

Nekropolia nie jest rozległa. Nie ma tu drzew pokrytych liśćmi, przy brzegach widać tylko małe, cherlawe kikuty, które latem pewnie dzielnie walczą o każdą kroplę wody. Kiedy weszłam na pagórek, nagle jak spod ziemi wyrosły przede mną chullpas - okrągłe grobowce w kształcie wież wybudowane przed XV w. To w nich chowano w pozycji płodowej ciała zmarłych lub raczej ich mumie. We wnętrzu każdej wieży znajduje się komora, w której, jak w mistycznej macicy, niektórzy próbują dzisiaj otworzyć się na nieziemskie doznania i wrócić do ciepłego łona matki.

Wejścia do grobowców wychodzą na wschód, gdzie matka Ziemia, Pachamama, codziennie wydaje na świat swego syna Słońce. Gdzieniegdzie na kamieniach widać cień rzucany przez rzeźbę pumy, węża czy kondora symbolizujących ziemię, powietrze i niebo.

Groby już dawno splądrowano, wynosząc wszystko, co było cenne. I oto w latach 70. XX w. przy jednej z wież na głębokości metra znaleziono bezcenny skarb: dzwonki, puchary, naszyjniki i inne ozdoby - wszystko ze szczerego złota!

Zbaczając nieco z głównej ścieżki, trafiam do środka słonecznego kręgu. Choć w porównaniu ze Stonehenge wygląda mizernie, jednak to ta sama energia. Wystające z ziemi resztki ogromnych kamieni wyglądają jak połamane zęby. Obok znajduje się krąg Księżyca. Niektórzy oczami wyobraźni widzą jeszcze na kamieniach krew lam składanych w ofierze podczas obrzędów żałobnych. Podobno, jeśli chodzi o arystokrację, na lamach się nie kończyło - notable potrzebowali przecież w zaświatach służby i rodziny.

Siadam na kamieniach (pozostałości po zawalonej wieży?) i rozglądam się po okolicy. Na środku jeziora płaska jak stół wyspa, ani jednego drzewa. Chmury zdają się zgniatać horyzont. Ciemne, gęste i ciężkie prawie dotykają wierzchołków gór. Im bliżej, tym bardziej zamieniają się w przezroczystą mgiełkę, by rozpłynąć się zupełnie, zanim znajdą się nad moją głową. Góry o pofałdowanych miękkich kształtach są prawie na wyciągnięcie ręki. Ich odbicie w wodzie nadaje otoczeniu nierealny wygląd, jakby nie z tego świata. Warto było tu przyjechać, choćby po to, by posiedzieć nad brzegiem Umayo...



Do Puno można dojechać autobusem z Arequipy (12 godz.), z Cuzco (14 godz.), z Limy (42 godz.), z La Paz (5 godz.). W niektóre dni kursuje pociąg z Cuzco (11 godz.) i z Arequipy (10 godz.).

Sillustani (32 km od Puno) leży z dala od głównej drogi między Puno a Juliacą. Można złapać autobus między tymi miastami, wysiąść na skrzyżowaniu i czekać, aż kierowca autobusu turystycznego ulituje się i nas zabierze. Najlepiej więc wykupić wycieczkę w jakimś biurze turystycznym czy hotelu - kosztuje ok. 5 dol. (w tym bilet wstępu do małego muzeum i na cmentarz), trwa ok. 3 godz.


W sieci

http://www.andeantravelweb.com/peru/destinations/puno/sillustani.html

http://ancientenergies.com/sillustani.htm

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • noclegi
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL
  • Oferty Meteor

Podróże.gazeta.pl na Facebooku