Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Rio Grande do Norte: cztery żywioły w idealnych proporcjach

  • Pin It
Aleksandra Kuroiva
25.08.2008 , aktualizacja: 21.08.2008 16:39
A A A Drukuj
Praia de Pipa Fot. Aleksandra Kuroiva Praia de Pipa
Buggy zabierze nas w miejsca, których inaczej nie zobaczymy, bo tylko pojazdy z napędem na cztery koła mogą poruszać się po plaży
Praia do Amor
Fot. Aleksandra Kuroiva
Praia do Amor
Buggy na wydmach
Fot. Aleksandra Kuroiva
Buggy na wydmach
Kokosy prosto z palmy
Fot. Aleksandra Kuroiva
Kokosy prosto z palmy
Sprzedawca manioku
Fot. Aleksandra Kuroiva
Sprzedawca manioku
ZOBACZ TAKŻE
Natal, czyli Boże Narodzenie, to stolica brazylijskiego stanu Rio Grande do Norte w północno-wschodnim rogu kontynentu południowoamerykańskiego. Znajdziemy tam słońce, morze, piasek i bryzę - cztery żywioły w idealnych proporcjach i najlepszej jakości. Jeśli słońce, to przez 300 dni w roku. Jeśli woda, to turkusowa, przezroczysta, ciepła (średnia temperatura morza 27 stopni), bardzo słona albo słodka. Jeśli piasek, to drobniutki, biały, złoty, a nawet różowy. Jeśli zaś bryza, to świeża i ożywcza, nazywana tu żartobliwie naturalną klimatyzacją. Dodajmy do tego ujmujących mieszkańców, oszałamiającą florę i egzotyczną faunę. Delfiny i żółwie morskie do oglądania, krewetki i kraby do jedzenia...

***

Natal leży nieco ponad 500 km (dość blisko, jak na tutejsze odległości) na wschód od Fortalezy, jednego z niewielu kierunków w Brazylii oferowanych przez polskie biura podróży. To najbliższe Europy miejsce w tym kraju - z Półwyspu Iberyjskiego leci się 7-8 godzin.

Liczący 800 tys. mieszkańców Natal ma w swej historii dwa ważne Boże Narodzenia, nie wiadomo, od którego z nich pochodzi jego nazwa. Pierwsze miało miejsce w 1597 r., kiedy nastąpiła druga próba kolonizacji regionu i kiedy flota pod dowództwem Jerenimo de Albuquerque wpłynęła na wody Rio Potengi (od tej rzeki pochodzi nazwa stanu Rio Grande do Norte, czyli Wielka Rzeka Północna). Drugie zdarzyło się dwa lata po pierwszym, kiedy Jerenimo oficjalnie założył miasto.

Natal powstało w pobliżu Forte dos Reis Magos (Fort Trzech Króli), zbudowanego na oddalonych od brzegu skalistych rafach, na planie nieregularnej pięcioramiennej gwiazdy. Do dziś lśni on bielą na tle turkusowego morza i jest jedyną tłumnie odwiedzaną budowlą historyczną w mieście. Jest tu wiele innych ciekawych zabytków, jak choćby Teatro Alberto Maranhao z końca XIX w. czy Muzeum Câmara Cascudo, wybitnego historyka, etnografa i pisarza, autora ponad 30 książek i publikacji na temat brazylijskiego folkloru.

Myślę jednak, że najlepiej pójść za przykładem Brazylijczyków i zamiast zwiedzać - podziwiać widoki i spędzać czas na plażach. Tym bardziej że większość hoteli leży w ich pobliżu albo w okolicy najładniejszej i najelegantszej - Praia de Ponta Preta, kilka kilometrów od centrum. Plaże miejskie Natalu (Praia do Forte, do Meio, dos Artistas, de Areia Preta) w przeciwieństwie do wielu innych w Brazylii, choćby Copacabany w Rio, nie są otoczone ruchliwą avenidą oraz murem wieżowców i luksusowych hoteli. Zabudowa jest niska, prosta, czasem trochę zaniedbana.

Natal jest w czołówce 15 najbezpieczniejszych miast w kraju. Może dlatego, że jest tu relatywnie mało nierówności społecznych (stan Rio Grande do Norte jako pierwszy, dziesięć lat przed resztą kraju, zniósł niewolnictwo), a może dlatego, że zdaniem meteorologów ma najlepszy klimat w całej Brazylii. Brazylijczycy dzielą swoje wybrzeża stanowe na północne (litoral norte) i południowe (litoral sul), licząc od stolicy stanu. Tak też jest tutaj.

***

Kluczem do poznania wybrzeża Rio Grande do Norte jest tzw. buggy, czyli mały otwarty jeep skonstruowany specjalnie do jazdy po piaszczystej nawierzchni. Działa tu mnóstwo agencji bugueiros, czyli kierowców buggy. Oferują całodniowe lub kilkugodzinne wycieczki, płatne zazwyczaj od samochodu, a nie od osoby (warto skompletować przed wyjazdem czteroosobową załogę lub poprosić o to organizatora, ceny w granicach 240-350 reali, czyli ok. 320-460 zł za samochód). Wycieczki zaczynają się o godz. 8 lub 9 rano i trwają do 17, wtedy bowiem robi się ciemno. Ze względu na bliskość równika (ok. 700 km) dzień zaczyna się bardzo wcześnie - słońce wstaje o godz. 5 - ale także wcześnie się kończy, zaś najgorętsza pora dnia zaczyna się koło 10.

Buggy zabierze nas w miejsca, których nie zobaczymy, jadąc autokarem czy wynajętym samochodem. Jedynie auta z napędem na cztery koła mogą poruszać się po plaży, a tylko bugueiros mają pozwolenie na wjazd na obszary chronione. Jazda po wydmach z doświadczonym kierowcą jest przeżyciem jedynym w swoim rodzaju. Pierwszym (klasycznym już) pytaniem, jakie usłyszymy, będzie: - Com ou sem emoçao? (Z emocjami czy bez?). Obowiązkowo wybierzmy opcję z emocjami! Ewolucje bugueiros przypominają kolejkę górską: skręty o 180 stopni, piruety, zjazdy z dziką prędkością, skoki ze szczytów wydm, poślizgi.

Jeździ się głównie po plażach, z nich skręca w głąb lądu na wydmy, które zajmują ogromny obszar i są bardzo zróżnicowane. Znajdziemy zarówno wydmy stałe, gdzieniegdzie porośnięte, a nawet zabudowane nielegalnymi bieda-domkami, jak i ruchome. Są wydmy złote i białe, a nawet zabarwione na różowo od czerwonej ziemi. Jedne schodzą łagodnie ku morzu, zmieniając się w plaże, inne odgradza od wody pas palmowych gajów i zieleni. Dodatkową atrakcją są naturalne słodkowodne jeziora, nagle pojawiające się wśród piasków.

Bugueiros mają stały program i punkty obowiązkowe. Każdy przystanek oferuje napoje, przekąski, pamiątki, "rękodzieło", okulary słoneczne itp. Przy okazji podziwiania dzikiego i zarośniętego jeziora Genipabu możemy zrobić sobie zdjęcie z osiołkiem ozdobionym kwiatami i noszącym imię sławnej aktorki czy modelki. Zanim zobaczymy plażę Genipabu (jak z pocztówki!), zatrzymamy się na wydmach, by przejechać się na wielbłądzie albo zjechać snowboardem po piasku. Zanim, umierając z gorąca w samo południe, zanurzymy się w ciepłych wodach jeziora Pitangui, zatrzymamy się w środku pustyni, gdzie będzie na nas czekać pan z małpką albo pan z kameleonem, gotowi do zdjęć.

Najbardziej rozrywkowe jezioro na północy, które pokażą nam bugueiros, to Jacuma. Otaczają je bardzo wysokie wydmy zagospodarowane w niezwykle pomysłowy sposób. Oferuje się tam zjazdy prosto do wody za pomocą tzw. aerobunda (dosł. powietrzna pupa), czyli po linie, w siedzeniu z materiału lub skibunda (pupa na nartach) - w pojeździe przypominającym sanki. Z powrotem wciągnie nas mały wyciąg.

Pod koniec dnia jedziemy do restauracji, gdzie się pożywimy i kupimy zdjęcia, które nie wiadomo kiedy i gdzie nam zrobiono. Jest również szansa, że zobaczymy najmniejszy wodospad na świecie, nazywany naturalnym jacuzzi - meandry płytkiej rzeczki o niezwykle ciepłej wodzie, płynącej przez cienisty las i zarośla, mają niezaprzeczalny urok.

***

Bugueiros oferują wycieczki także na litoral sul. Wybrzeże południowe ma jednak o wiele lepsze drogi, więc we wszystkie ciekawe miejsca da się dojechać zwykłym samochodem. Szosa prowadzi niemal brzegiem morza, co zapewnia piękne widoki.

Wybrzeże południowe to przede wszystkim rajskie plaże. Wyruszyliśmy w kierunku Praia de Pipa, jednego z najpiękniejszych, ale i najbardziej turystycznych miejsc, pełnego cudzoziemców, topmodelek i księżniczek. Słychać tu angielski, hiszpański, szwedzki, niemiecki, holenderski. A mimo to udało się zachować charakter, architekturę i bezpretensjonalność rybackiej wioski. Można tu wprawdzie kupić najmodniejsze bikini, jest także supermarket z samymi klapkami, jednak większość ulic nie jest wyasfaltowana, maniok sprzedaje się prosto z ziemi, a na powitanie zaoferowano nam kokosy prosto z palmy - za darmo i do woli.

Na plażę Pipa trzeba przyjść wcześnie rano, zanim zacznie się przypływ. Zobaczymy wtedy to, co stanowi o jej pięknie, a co Brazylijczycy nazywają piscinas naturais (naturalne baseny). Pipa jest otoczona wysokimi klifami i pełna czarnych skalistych raf. Kiedy ok. godz. 10-11 zaczyna się przypływ, traci część swego uroku.

Na północ od głównej plaży, pełnej rybaków, łodzi i barów, leży Praia do Madeiro i Ba~a dos Golfinhos, gdzie w czasie przypływu można zobaczyć delfiny. Idąc zaś na południe po piasku i skałkach, trafimy do uroczego zakątka. Jest tam bar i pensjonat dla surferów na dzikiej plaży, hamaki, kanapy i koty. W czasie przypływu można obserwować żerujące w pobliżu żółwie morskie. Jeszcze dalej na południe znajduje się Praia do Amor (Plaża Miłości), zwana też Praia dos Afogados (Plaża Topielców), idealna dla surferów, bo fale są wyjątkowo silne. Wokół czarne skałki i górujący nad nimi biały klif. Dodajmy do tego czerwoną ziemię i złoty piasek - i mamy prawdziwą geologiczną tęczę. Naprawdę mocne "geologiczne" wrażenia czekają nas na Chapadao. Ogromny, skalisty płaskowyż goreje wszystkimi odcieniami czerwieni - od ceglastej pomarańczy po niemal czarny fiolet.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku

Aktualna oferta