Stefan Kałuski* geograf
18.08.2008
, aktualizacja: 12.08.2008 19:30
Serce zostało u zbiegu granic Brazylii, Argentyny i Paragwaju - nad rzeką Iguaçu, której wody kilka kilometrów od ujścia do Parany spadają z bazaltowej krawędzi w 80-metrową czeluść
ZOBACZ TAKŻE
- Ewa Wachowicz, Miss Polonia 1992 i Miss Świata Studentek 1993, producentka programów telewizyjnych o tematyce poradnikowo-kulinarnej (21-07-08, 06:00)
- Iwona Kaliszewska, etnolog, informatyk, fotograf* (08-09-08, 06:00)
- Rafał Szczepanik* (01-09-08, 06:00)
- Agnieszka Kicińska*, malarka (11-08-08, 06:00)
- Krzysztof Varga, pisarz, redaktor działu kultury "Gazety Wyborczej", właśnie wydał książkę o Węgrzech "Gulasz z turula" (04-08-08, 06:00)
- Romuald Deja, inżynier podróżnik (28-07-08, 06:00)
- Katarzyna Boni, studentka, podrózniczka (22-09-08, 06:00)
Na wodospad składa się 275 kaskad wśród leśnej gęstwiny. Białe strugi wspaniale kontrastują z intensywną zielenią roślin i błękitem nieba. Mówi się, że ten cudowny teatr natury ma widownię w Brazylii, a scenę w Argentynie. Korzystając z systemu mostków i kładek, można podejść blisko spadającej wody. Stojąc na jednej z nich, dostrzegłem Amerykankę w ogromnym kapeluszu, który za chwilę porwał wiatr i rzucił w wodną otchłań. Uśmiechnęła się i z nadzieją w głosie powiedziała: "Może to znak, że kiedyś tu wrócę". Ktoś inny stanął na kamieniu i zaczął przemawiać niczym w londyńskim Hyde Parku: "Nie można nie wierzyć w Boga - jesteśmy świadkami cudu...". Wodospad nie zwycięża w tabelach rekordów: wysokość nieporównywalna z najwyższym na świecie wenezuelskim Salto Angel, a przepływ - choć dochodzi do 6 tys. m sześc. wody na sekundę - też nie stawia go w rzędzie rekordzistów. Iguaçu to w języku Indian Guarani Wielka Woda. Dla tych, którzy go widzieli, to najpiękniejszy wodospad świata.
Niezapomnianą noc...
spędziłem pewnej zimy pod koniec ubiegłego już wieku w Laponii. Po całym dniu jazdy na skuterze śnieżnym i ożywczym relaksie w saunie wybrałem się na pobliskie wzgórze fotografować zorzę polarną. Natura przygotowała wspaniały program "Światło i cisza" (cisza dzwoniąca w uszach). Zastanawiałem się, jak długo niewidzialnemu reżyserowi wystarczy fantazji, by dobierać i rozmieszczać na niebie niepowtarzalną paletę barw...
Najlepsze wakacje...
spędziłem na polskim Spiszu, cudownym skrawku ziemi między Tatrami, Pieninami i Gorcami. Oaza spokoju, oko turystycznego tajfunu. Zobaczymy tu dwie wspaniałe panoramy Tatr: jedną w naturze, z Przełęczy nad Łapszanką, drugą - w modrzewiowym kościółku w Trybszu. To namalowany fragment Tatr widzianych z pobliskiego wzgórza. Hawrań, Płaczliwa Skała i Lodowy stanowią tło scen Sądu Ostatecznego. Tu właśnie, na rubieżach Polski, kształtowały się moje zainteresowania i pasje. Wstyd powiedzieć - w wyniku nieposłuszeństwa. Gdy jako dwunastolatka rodzice zostawili mnie pod opieką gospodarzy, dostałem dwa zakazy: nie zbliżać się do granicy państwa ani do wnyków na wilki. Trudno o lepszą zachętę. Podsłuchałem, że sidła zastawiane są nad potokiem. Specjalnie przygotowanym drągiem niszczyłem te zasadzki, pozostawiając karteczkę (znów wstyd) z napisem: "Pocałujcie mnie w d Wilk". Resztę czasu poświęcałem na wędrówki wzdłuż granicy państwa.
Minęło niemal pół wieku i nic się nie zmieniło. Nadal poznaję nadgraniczne regiony świata. To mój przedmiot badań naukowych. A ustawowy 1 proc. podatku przekazuję organizacji chroniącej wilki.
Na wyprawę zawsze zabieram
sprzęt fotograficzny, mapy i mocną latarkę. Możliwe, że uratowała mi kiedyś życie. Gdy podczas jednej z beskidzkich wędrówek spałem w stodole, obudził mnie podejrzany szmer. Włączyłem latarkę i zobaczyłem zmierzającego w moją stronę człowieka z bagnetem w ręku. Gorączkowo zacząłem się rozglądać za przedmiotem, którym mógłbym się bronić. Światło latarki pozwoliło mi dostrzec stojące pod ścianą widły. Gdy je schwyciłem, intruz zorientował się, że moja broń ma większy zasięg. Uciekł. Okazało się, że celem jego wizyty było złośliwe zniszczenie opon należącego do sąsiada traktora (w latach 70. był on na wsi rzadkością i powodem do zawiści). Nie wiem, co by się stało, gdyby latarka nie świeciła dość mocno.
Nigdy więcej nie powrócę do
Z nielicznymi wyjątkami - tam, gdzie już byłem. Życie człowieka jest krótkie, świat ogromny, zróżnicowany, piękny. Zachwyciło mnie cudowne Rio de Janeiro, ale gdybym mógł powtórnie tam pojechać lub zwiedzić np. Valparaiso, gdzie jeszcze nie byłem, bez wahania wybrałbym to drugie.
Wkrótce będę w drodze do
Albanii. Ten kraj daje rzadką dziś w Europie radość poznawania miejsc nieopisanych w przewodnikach i niezaznaczonych na mapach. Sprawdzę, czy słusznie góry na pograniczu Albanii i Czarnogóry nazwano Prokletije - Przeklętymi, i czy w rozmieszczeniu 750 tys. bunkrów da się odkryć jakieś prawidłowości. Nad laguną w Vilumid spróbuję sfotografować pelikana kędzierzawego.
Wymarzony cel podróży
Jeżeli nie jest on bezpośrednio związany z pracą naukową, weryfikuję lektury dzieciństwa. Sprawdziłem już, czy ryby śpiewają w Ucayali i czy Kanada pachnie żywicą. Chciałbym się przekonać, czy Alexander Selkirk, literacki pierwowzór Robinsona Crusoe, przebywał na jednej z wysp archipelagu Juan Fernandez, czy też - jak twierdzą inni - na Tobago. I która z nich bardziej odpowiada tej opisanej przez Daniela Defoe.
*Profesor UW dr hab. Stefan Kałuski - specjalista z zakresu geografii regionalnej świata i geografii granic politycznych, prodziekan ds. badań naukowych Wydziału Geografii i Studiów Regionalnych
Niezapomnianą noc...
spędziłem pewnej zimy pod koniec ubiegłego już wieku w Laponii. Po całym dniu jazdy na skuterze śnieżnym i ożywczym relaksie w saunie wybrałem się na pobliskie wzgórze fotografować zorzę polarną. Natura przygotowała wspaniały program "Światło i cisza" (cisza dzwoniąca w uszach). Zastanawiałem się, jak długo niewidzialnemu reżyserowi wystarczy fantazji, by dobierać i rozmieszczać na niebie niepowtarzalną paletę barw...
Najlepsze wakacje...
spędziłem na polskim Spiszu, cudownym skrawku ziemi między Tatrami, Pieninami i Gorcami. Oaza spokoju, oko turystycznego tajfunu. Zobaczymy tu dwie wspaniałe panoramy Tatr: jedną w naturze, z Przełęczy nad Łapszanką, drugą - w modrzewiowym kościółku w Trybszu. To namalowany fragment Tatr widzianych z pobliskiego wzgórza. Hawrań, Płaczliwa Skała i Lodowy stanowią tło scen Sądu Ostatecznego. Tu właśnie, na rubieżach Polski, kształtowały się moje zainteresowania i pasje. Wstyd powiedzieć - w wyniku nieposłuszeństwa. Gdy jako dwunastolatka rodzice zostawili mnie pod opieką gospodarzy, dostałem dwa zakazy: nie zbliżać się do granicy państwa ani do wnyków na wilki. Trudno o lepszą zachętę. Podsłuchałem, że sidła zastawiane są nad potokiem. Specjalnie przygotowanym drągiem niszczyłem te zasadzki, pozostawiając karteczkę (znów wstyd) z napisem: "Pocałujcie mnie w d Wilk". Resztę czasu poświęcałem na wędrówki wzdłuż granicy państwa.
Minęło niemal pół wieku i nic się nie zmieniło. Nadal poznaję nadgraniczne regiony świata. To mój przedmiot badań naukowych. A ustawowy 1 proc. podatku przekazuję organizacji chroniącej wilki.
Na wyprawę zawsze zabieram
sprzęt fotograficzny, mapy i mocną latarkę. Możliwe, że uratowała mi kiedyś życie. Gdy podczas jednej z beskidzkich wędrówek spałem w stodole, obudził mnie podejrzany szmer. Włączyłem latarkę i zobaczyłem zmierzającego w moją stronę człowieka z bagnetem w ręku. Gorączkowo zacząłem się rozglądać za przedmiotem, którym mógłbym się bronić. Światło latarki pozwoliło mi dostrzec stojące pod ścianą widły. Gdy je schwyciłem, intruz zorientował się, że moja broń ma większy zasięg. Uciekł. Okazało się, że celem jego wizyty było złośliwe zniszczenie opon należącego do sąsiada traktora (w latach 70. był on na wsi rzadkością i powodem do zawiści). Nie wiem, co by się stało, gdyby latarka nie świeciła dość mocno.
Nigdy więcej nie powrócę do
Z nielicznymi wyjątkami - tam, gdzie już byłem. Życie człowieka jest krótkie, świat ogromny, zróżnicowany, piękny. Zachwyciło mnie cudowne Rio de Janeiro, ale gdybym mógł powtórnie tam pojechać lub zwiedzić np. Valparaiso, gdzie jeszcze nie byłem, bez wahania wybrałbym to drugie.
Wkrótce będę w drodze do
Albanii. Ten kraj daje rzadką dziś w Europie radość poznawania miejsc nieopisanych w przewodnikach i niezaznaczonych na mapach. Sprawdzę, czy słusznie góry na pograniczu Albanii i Czarnogóry nazwano Prokletije - Przeklętymi, i czy w rozmieszczeniu 750 tys. bunkrów da się odkryć jakieś prawidłowości. Nad laguną w Vilumid spróbuję sfotografować pelikana kędzierzawego.
Wymarzony cel podróży
Jeżeli nie jest on bezpośrednio związany z pracą naukową, weryfikuję lektury dzieciństwa. Sprawdziłem już, czy ryby śpiewają w Ucayali i czy Kanada pachnie żywicą. Chciałbym się przekonać, czy Alexander Selkirk, literacki pierwowzór Robinsona Crusoe, przebywał na jednej z wysp archipelagu Juan Fernandez, czy też - jak twierdzą inni - na Tobago. I która z nich bardziej odpowiada tej opisanej przez Daniela Defoe.
*Profesor UW dr hab. Stefan Kałuski - specjalista z zakresu geografii regionalnej świata i geografii granic politycznych, prodziekan ds. badań naukowych Wydziału Geografii i Studiów Regionalnych
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl
















