Roztocze na rowerze. Trzy kultury, dwa kółka i cały ten less
11.08.2008
, aktualizacja: 07.08.2008 14:38
Nie przez przypadek pierwszy wagon rowerowy PKP kursował z Warszawy do Rawy Ruskiej. Gdyby Roztocze nie istniało, rowerzyści musieliby je wymyślić!
ZOBACZ TAKŻE
- Polska z kajaka. Piława, penne i parmezan (04-08-08, 06:00)
- Polskie skarby. Zamość i Roztocze (17-08-11, 13:52)
- Drewnianych pereł sznur. Od Lipnicy do Zalipia (08-09-08, 06:00)
- Lądek-Zdrój. Zdrowie w pijałkach (01-09-08, 06:00)
- Mały Pierścień Kurpiowski (01-09-08, 06:00)
- Pocztówka z Warmii i Mazur. Kłobuk w Karnitach (28-07-08, 06:00)
- Polska na rowerze. Załęczański Park Krajobrazowy (21-07-08, 06:00)
- Pontonem po jeziorach i Krutyni (11-08-08, 06:00)
- Polska z kajaka. Dobrzyca z przygodami (25-08-08, 06:00)
- Moryń. Pod znakiem Raka (25-08-08, 06:00)
- Ojcowski Park Narodowy. Ojciec u Skały (08-09-08, 06:00)
- Dolny Śląsk na rowerach (29-09-08, 06:00)
- Pułtusk i okolice. Napoleon już tu był (04-08-08, 06:00)
- Okolice Szczecina na rowerze. Pętla z Jasienicą (28-07-08, 06:00)
Falująca mozaika pól, labirynty lessowych wąwozów i miasteczka, w których barokowe kościoły sąsiadują z cerkwiami i synagogami - trudno się oprzeć urokom Roztocza.
Region niby już odkrył swój turystyczny potencjał, ale wciąż nie może weń uwierzyć. Brakuje knajp z prawdziwego zdarzenia, poza agroturystyką i peerelowskimi ośrodkami wczasowymi nie ma wielkiego wyboru noclegów. Za to przygotowanie tras rowerowych o niebo przerasta polski standard. Nic dziwnego, że ściągają tu zarówno wielbiciele trekkingowych wypraw z sakwami, fani offroadowych zmagań wśród leśnych ostępów, jak i letnicy gustujący w rekreacyjnych przejażdżkach.
Nas Roztocze nęciło od dawna - chcieliśmy przekonać się sami, jak to z tymi rowerami jest. Pozostało tylko spakować sakwy...
***
Od Zwierzyńca dzieli nas 100,6 km - wynika z mapki Centralnego Szlaku Rowerowego Roztocza, na którą natykamy się, wysiadając z pociągu w Kraśniku. Najpierw jednak postanawiamy zwiedzić miasto.
Już układ ulic zdradza jego średniowieczne korzenie, a najważniejsze zabytki skupiają się w okolicach rynku. Najokazalej wygląda kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny z ok. 1469 r. Podania głoszą, że przy jego wznoszeniu pracowali jeńcy tatarscy - stąd w portalu pod wieżą zegarową można dojrzeć kamienną głowę w turbanie. Świątynię przebudowano w stylu późnogotycko-renesansowym, a potem barokowym. Położony obok klasztor kanoników regularnych też powstawał w trzech etapach - na przełomie XVI i XV w., w drugiej połowie XVII w., by ostateczny kształt uzyskać w 1737 r. W barokowej budowli nie brak więc elementów gotyckich i renesansowych.
Kilkaset metrów dalej - dwie zdewastowane w czasie wojny bożnice. W latach 30. XIX wieku stara, barokowa synagoga nie mogła już pomieścić wiernych i powstała tzw. mała synagoga. Kraśnik był jedną z ważniejszych gmin żydowskich Lubelszczyzny. Przed wojną mieszkało tu ok. 5,2 tys. Żydów, stanowili połowę ludności. W czasie okupacji niemal wszyscy zostali wymordowani, kirkuty zbezczeszczono, a synagogi zamieniono na magazyny. W wielkiej synagodze zachowały się fragmenty polichromii z Lewiatanem, a w małej - bima (podwyższenie z pulpitem, z którego odczytywano Torę). Ma tu powstać ośrodek spotkań kultury polskiej, żydowskiej i ukraińskiej, biblioteka i sala konferencyjna. Na razie w surowym, pozbawionym okien wnętrzu są przechowywane ocalałe macewy z kraśnickich cmentarzy.
Odwiedzamy jeszcze kościół św. Ducha. Jednonawowa, barokowa świątynia powstała w połowie XVIII w. poza murami miasta, na wzgórzu. Dziś tuż obok biegnie ruchliwa ulica, na szczęście kościół odgradza od niej ściana zieleni. W środku podziwiamy rokokowe ołtarze.
***
Co prawda zamierzaliśmy zdać się na mapę i improwizację, ale okazało się, że Centralny Szlak Rowerowy Roztocza wygląda ciekawie: liczy 180 km i prowadzi z Kraśnika do Lwowa (po stronie ukraińskiej nie został jeszcze oznakowany). Wygląda na to, że jego twórca, Tadeusz Grabowski z Roztoczańskiego Parku Narodowego, przetestował szlak również w terenie. Co więcej, oznaczenia są dobrze widoczne, a w interesujących miejscach stoją tablice z opisami, mapami i profilami trasy (dostępne także w dwujęzycznej wersji: www.szlakirowerowe.lubelskie.pl).
Pierwszy etap prowadzi przez malownicze pagórki Roztocza Zachodniego, z Kraśnika do Zwierzyńca. Jedziemy po asfaltowych, prawie pustych drogach. Zdarzają się niedługie, ale czasem strome podjazdy. Patrząc na wsie wśród pofalowanych pól, trudno uwierzyć, że takie miejscowości jak Szastarka czy Błażek w XVIII w. były śródleśnymi osadami - dziś lasy są tylko zielonym akcentem.
Ok. 40 km od Kraśnika mijamy kościółek w Otroczu. Pierwsza drewniana cerkiew powstała tu w 1750 r. Później zastąpiła ją murowana. Po odzyskaniu niepodległości świątynię przekazano katolikom, z czasem kopuły zastąpiła wieża. Dziś fragmenty ikonostasu wkomponowane w ołtarz główny, charakterystyczna bryła świątyni i parę nagrobków na pobliskim cmentarzu to jedyne ślady po Ukraińcach, którzy tu kiedyś mieszkali.
W Otroczu odbijamy od szlaku na wschód, by jeszcze tego samego dnia dotrzeć do Szczebrzeszyńskiego Parku Krajobrazowego.
***
Less to skała osadowa, na której tworzą się żyzne gleby i której Lubelszczyzna zawdzięcza urodzajne czarnoziemy. Nas jednak bardziej interesuje charakterystyczne dla lessu ukształtowanie terenu: wądoły, parowy, uroczyska. Już same słowa brzmią tajemniczo. Nic dziwnego, że fragment Szczebrzeszyńskiego Parku Krajobrazowego, gdzie wąwozowe esy-floresy osiągają największe natężenie - do 9 km wąwozu na kilometr kwadratowy! - nosi nazwę Piekiełko.
Krótkie i całkiem przyjemne "przedpiekle" czeka na nas tuż po wjeździe na teren parku, zanim dotrzemy do słynnego pasma wzgórz między dolinami Gorajca i Wieprza. W Podlesiu Dużym znów bowiem wracamy na Centralny Szlak i zamiast pruć asfaltem podążamy za czerwonymi znaczkami, i nie żałujemy!. Minąwszy mały zalew oblegany przez wędkarzy, zdobywamy wzgórze, pedałując po lessowym dnie wąwozu. Ok. 1,5-kilometrowy fragment daje pewne wyobrażenie o tym, co czeka nas w Piekiełku. Panorama ze wzniesienia nie wygląda zbyt zachęcająco - Radecznica tuż przed nami tonie w deszczu. Na biwak wybieramy więc pobliski zagajnik.
***
Nazajutrz zaczynamy od kilometrowego zjazdu ze wzgórza. Na asfalt wracamy w Radecznicy, znanej z kultu św. Antoniego Padewskiego. Ponoć objawił się on tu w 1664 r. i nakazał wybudować świątynię na pobliskiej górze. Stąd we wsi monumentalny barokowy kościół. Przy drodze drewniana "kapliczka na wodzie" z XIX w. Wspartą na palach konstrukcję zbudowano na stawie, prowadzi do niej drewniany most. Podobno woda ma cudowne właściwości.
My - jeśli liczyć na jakąkolwiek ingerencję sił wyższych - poprosilibyśmy o mniej wody. Ze wzgórza, na którym wznosi się sanktuarium, obserwujemy ciemne chmury, które pół godziny później zmuszą nas do zmiany planów. Lepiej nie zapuszczać się w wąwozy w czasie deszczu - mokry less zmienia się w żółtą, oblepiającą wszystko maź, łatwo w niej utknąć z rowerem. Opuszczamy więc Szlak Rowerowy, gdy tylko zbacza on z szosy, i kierujemy się na niedawno wybudowany i niezbyt ruchliwy fragment drogi nr 74 (nie ma jej na starszych mapach!). Pokonując kolejne podjazdy, zmierzamy do miasteczka rozsławionego w wierszu Jana Brzechwy.
Region niby już odkrył swój turystyczny potencjał, ale wciąż nie może weń uwierzyć. Brakuje knajp z prawdziwego zdarzenia, poza agroturystyką i peerelowskimi ośrodkami wczasowymi nie ma wielkiego wyboru noclegów. Za to przygotowanie tras rowerowych o niebo przerasta polski standard. Nic dziwnego, że ściągają tu zarówno wielbiciele trekkingowych wypraw z sakwami, fani offroadowych zmagań wśród leśnych ostępów, jak i letnicy gustujący w rekreacyjnych przejażdżkach.
Nas Roztocze nęciło od dawna - chcieliśmy przekonać się sami, jak to z tymi rowerami jest. Pozostało tylko spakować sakwy...
***
Od Zwierzyńca dzieli nas 100,6 km - wynika z mapki Centralnego Szlaku Rowerowego Roztocza, na którą natykamy się, wysiadając z pociągu w Kraśniku. Najpierw jednak postanawiamy zwiedzić miasto.
Już układ ulic zdradza jego średniowieczne korzenie, a najważniejsze zabytki skupiają się w okolicach rynku. Najokazalej wygląda kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny z ok. 1469 r. Podania głoszą, że przy jego wznoszeniu pracowali jeńcy tatarscy - stąd w portalu pod wieżą zegarową można dojrzeć kamienną głowę w turbanie. Świątynię przebudowano w stylu późnogotycko-renesansowym, a potem barokowym. Położony obok klasztor kanoników regularnych też powstawał w trzech etapach - na przełomie XVI i XV w., w drugiej połowie XVII w., by ostateczny kształt uzyskać w 1737 r. W barokowej budowli nie brak więc elementów gotyckich i renesansowych.
Kilkaset metrów dalej - dwie zdewastowane w czasie wojny bożnice. W latach 30. XIX wieku stara, barokowa synagoga nie mogła już pomieścić wiernych i powstała tzw. mała synagoga. Kraśnik był jedną z ważniejszych gmin żydowskich Lubelszczyzny. Przed wojną mieszkało tu ok. 5,2 tys. Żydów, stanowili połowę ludności. W czasie okupacji niemal wszyscy zostali wymordowani, kirkuty zbezczeszczono, a synagogi zamieniono na magazyny. W wielkiej synagodze zachowały się fragmenty polichromii z Lewiatanem, a w małej - bima (podwyższenie z pulpitem, z którego odczytywano Torę). Ma tu powstać ośrodek spotkań kultury polskiej, żydowskiej i ukraińskiej, biblioteka i sala konferencyjna. Na razie w surowym, pozbawionym okien wnętrzu są przechowywane ocalałe macewy z kraśnickich cmentarzy.
Odwiedzamy jeszcze kościół św. Ducha. Jednonawowa, barokowa świątynia powstała w połowie XVIII w. poza murami miasta, na wzgórzu. Dziś tuż obok biegnie ruchliwa ulica, na szczęście kościół odgradza od niej ściana zieleni. W środku podziwiamy rokokowe ołtarze.
***
Co prawda zamierzaliśmy zdać się na mapę i improwizację, ale okazało się, że Centralny Szlak Rowerowy Roztocza wygląda ciekawie: liczy 180 km i prowadzi z Kraśnika do Lwowa (po stronie ukraińskiej nie został jeszcze oznakowany). Wygląda na to, że jego twórca, Tadeusz Grabowski z Roztoczańskiego Parku Narodowego, przetestował szlak również w terenie. Co więcej, oznaczenia są dobrze widoczne, a w interesujących miejscach stoją tablice z opisami, mapami i profilami trasy (dostępne także w dwujęzycznej wersji: www.szlakirowerowe.lubelskie.pl).
Pierwszy etap prowadzi przez malownicze pagórki Roztocza Zachodniego, z Kraśnika do Zwierzyńca. Jedziemy po asfaltowych, prawie pustych drogach. Zdarzają się niedługie, ale czasem strome podjazdy. Patrząc na wsie wśród pofalowanych pól, trudno uwierzyć, że takie miejscowości jak Szastarka czy Błażek w XVIII w. były śródleśnymi osadami - dziś lasy są tylko zielonym akcentem.
Ok. 40 km od Kraśnika mijamy kościółek w Otroczu. Pierwsza drewniana cerkiew powstała tu w 1750 r. Później zastąpiła ją murowana. Po odzyskaniu niepodległości świątynię przekazano katolikom, z czasem kopuły zastąpiła wieża. Dziś fragmenty ikonostasu wkomponowane w ołtarz główny, charakterystyczna bryła świątyni i parę nagrobków na pobliskim cmentarzu to jedyne ślady po Ukraińcach, którzy tu kiedyś mieszkali.
W Otroczu odbijamy od szlaku na wschód, by jeszcze tego samego dnia dotrzeć do Szczebrzeszyńskiego Parku Krajobrazowego.
***
Less to skała osadowa, na której tworzą się żyzne gleby i której Lubelszczyzna zawdzięcza urodzajne czarnoziemy. Nas jednak bardziej interesuje charakterystyczne dla lessu ukształtowanie terenu: wądoły, parowy, uroczyska. Już same słowa brzmią tajemniczo. Nic dziwnego, że fragment Szczebrzeszyńskiego Parku Krajobrazowego, gdzie wąwozowe esy-floresy osiągają największe natężenie - do 9 km wąwozu na kilometr kwadratowy! - nosi nazwę Piekiełko.
Krótkie i całkiem przyjemne "przedpiekle" czeka na nas tuż po wjeździe na teren parku, zanim dotrzemy do słynnego pasma wzgórz między dolinami Gorajca i Wieprza. W Podlesiu Dużym znów bowiem wracamy na Centralny Szlak i zamiast pruć asfaltem podążamy za czerwonymi znaczkami, i nie żałujemy!. Minąwszy mały zalew oblegany przez wędkarzy, zdobywamy wzgórze, pedałując po lessowym dnie wąwozu. Ok. 1,5-kilometrowy fragment daje pewne wyobrażenie o tym, co czeka nas w Piekiełku. Panorama ze wzniesienia nie wygląda zbyt zachęcająco - Radecznica tuż przed nami tonie w deszczu. Na biwak wybieramy więc pobliski zagajnik.
***
Nazajutrz zaczynamy od kilometrowego zjazdu ze wzgórza. Na asfalt wracamy w Radecznicy, znanej z kultu św. Antoniego Padewskiego. Ponoć objawił się on tu w 1664 r. i nakazał wybudować świątynię na pobliskiej górze. Stąd we wsi monumentalny barokowy kościół. Przy drodze drewniana "kapliczka na wodzie" z XIX w. Wspartą na palach konstrukcję zbudowano na stawie, prowadzi do niej drewniany most. Podobno woda ma cudowne właściwości.
My - jeśli liczyć na jakąkolwiek ingerencję sił wyższych - poprosilibyśmy o mniej wody. Ze wzgórza, na którym wznosi się sanktuarium, obserwujemy ciemne chmury, które pół godziny później zmuszą nas do zmiany planów. Lepiej nie zapuszczać się w wąwozy w czasie deszczu - mokry less zmienia się w żółtą, oblepiającą wszystko maź, łatwo w niej utknąć z rowerem. Opuszczamy więc Szlak Rowerowy, gdy tylko zbacza on z szosy, i kierujemy się na niedawno wybudowany i niezbyt ruchliwy fragment drogi nr 74 (nie ma jej na starszych mapach!). Pokonując kolejne podjazdy, zmierzamy do miasteczka rozsławionego w wierszu Jana Brzechwy.
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl















