Arany - Irlandia od innej strony

Irlandii Polakom nie trzeba reklamować. Część z nas zna ją lepie niż polskie zakątki. Jest to kraj, do którego warto wybrać się nie tylko do pracy, ale też - a może przede wszystkim - na wakacje i zwiedzanie. Jeśli oczywiście nie odstraszy nas słyszany na każdym rogu język polski i nie najlepsza opinia
Na północ od Belfastu znajdują się wyspy słynące nie tylko z mgieł i klifów (w końcu to przecież Irlandia), ale również z tego, że tutejsi mieszkańcy są bardzo przywiązani do tradycji i wciąż kultywują dawne zwyczaje. To również region, w którym w codziennym użyciu jest irlandzki, co w dzisiejszych czasach nie jest takie częste w innych regionach.

Wyspy Aran, w których skład wchodzą trzy większe, skaliste i cztery mniejsze, niezamieszkane, są zamieszkiwane w dużej części przez rybaków, choć pomimo otaczającego wyspy Oceanu Atlantyckiego, nie jest to usłane różami życie. Dosłownie mówiąc, usłane jest... glonami. Żeby jałową, skalistą ziemię przystosować do przyjmowania jakichkolwiek plonów, rybacy z wybrzeży wysp znosili morskie rośliny oraz piasek, które następnie układali na swoich poletkach. Sami mieszkańcy nazywają je ogrodami.

Wyspy wyglądają jak sprasowane wielkie połacie skały, podcięte równo w brzegów, tak, żeby uderzające o nie fale mogły się widowiskowo rozbijać. I właśnie te płaskie, dzikie i często zupełnie opuszczone wyspy są idealnym miejscem dla turystyki pieszej. Można wędrować godzinami i wciąż od nowa zachwycać się skałami, spokojem i szumem oceanu. Można słuchać ciszy tak przejmującej, że aż niemal dotykalnej. Można zachwycać się którymś z ponad czterystu rosnących tu kwiatów.

Ci, którzy wolą poruszać się szybciej i w bardziej emocjonujący sposób najlepszym rozwiązaniem będzie rower albo koń. Jak wszędzie w Irlandii jazda konna jest niezwykle popularnym sportem i jeżeli chcemy, nie będziemy mieć żadnych problemów z oglądaniem wysp z wysokości końskiego grzbietu.

Nie można przegapić kamiennego fortu D n Aenghus. Jest to w końcu jedna z największych fortyfikacji wzniesionych w prehistorycznych czasach w Europie. Fort otaczały cztery mury, z czego obecnie, najbardziej zewnętrzny jest niemal całkowicie zniszczony. Forteca znajduje się na samym brzegu klifu, z którego rozciąga się zapierający dech w piersiach widok na ocean.

Z wysp koniecznie trzeba przywieźć sweter. Tutejsze swetry, ozdobione najróżniejszymi wzorami są najbardziej charakterystyczną pamiątką przywiezioną z Aranów. Mówi się, że właśnie po typowych dla każdej rodziny wzorach na swetrach w dawnych czasach mieszkańcy tak właśnie rozpoznawali topielców. Ale jak do każdej opowieści tego typu należy podchodzić z dystansem. Za to z pewnością nie będziemy mieć problemu z kupnem sweterka.

A po całym dniu spędzonym na wędrowaniu, podziwianiu i robieniu zdjęć w Irlandii można się zrelaksować tylko w jeden sposób. Przy pincie Guinessa.

Visit Arans: http://www.visitaranislands.com/

AUTOR: KAMILA KIELAR