Albania na urlop. Saranda nad Morzem Jońskim

21.07.2008 06:00
Amfiteatr w Butrinti

Amfiteatr w Butrinti (Fot. Michał Głombiowski)

Saranda kusi słońcem, morzem ciepłym nawet w listopadzie i starożytnymi zabytkami
Podróżowanie po Albanii nie jest łatwe. Do wielu miejsc trudno dojechać, a pociągi pamiętające lata reżimu Envera Hodży kursują według rozkładu znanego tylko nielicznym. Najlepiej wybrać się tu samochodem lub wypożyczyć go na miejscu (ok. 60 euro na dzień, terenowy drugie tyle). Z Tirany dojedziemy do Sarandy przez Fier, Tepelenę i Gjirokastër - dobra droga pozwoli pokonać ponad 300 km w kilka godzin. Można też zdecydować się na szlak wzdłuż Morza Jońskiego, przez Vlorę, Vuno i Himarë, trzeba mieć jednak sporo czasu i mocne nerwy. Zaraz za Vlorą droga się zwęża, a później asfalt nagle się kończy i pozostają tylko dziury, pęknięcia i kawałki betonu. Po prawej stronie mamy kilkudziesięciometrową przepaść, po lewej groźnie wznoszą się góry. Maksymalna prędkość, jaką da się tu osiągnąć, to 40 km/godz. Wymijające się auta przemykają obok siebie w odległości kilku centymetrów, a za licznymi ostrymi zakrętami nic nie widać. Albańscy kierowcy nic sobie z tego nie robią i mkną z zawrotną prędkością, wykorzystując do maksimum wolną przestrzeń, z wprawą oceniając możliwości przeciśnięcia się obok nadjeżdżającego z naprzeciwka auta. Jakimś cudem ich szaleńcze manewry prawie zawsze się udają. Porzucone na poboczu lub leżące na dnie przepaści wraki aut świadczą jednak o tym, że niektórzy kierowcy wykazują się zbyt dużą brawurą. Podobno policja z premedytacją ich nie wywozi, by skłaniały do zdjęcia nogi z gazu.

***

Cudowny widok na Morze Jońskie rozciągające się po horyzont po lewej stronie wynagradza ryzyko poruszania się po tej drodze. Słońce odbija się w lazurowej wodzie, w oddali majaczą sylwetki potężnych statków, bliżej brzegu przesuwają się białe punkciki jachtów, a zatoczki kuszą dzikimi plażami.

Do Sarandy docieramy po prawie ośmiu godzinach. Miasto aspiruje do miana najnowocześniejszego kurortu w kraju i wielu Albańczyków spędza tu urlop (nawet zimą temperatura rzadko spada poniżej 15 st. C). Ulokowane jest tuż nad brzegiem morza, ma kształt amfiteatru otaczającego zatokę. Centralnym punktem Sarandy jest palmowa aleja wzdłuż brzegu. Sporo tu kawiarni, gdzie za 50 leków (100 leków = 2,9 zł) można wypić pyszną kawę. Nie brakuje też stoisk ulicznych sprzedawców oferujących grillowaną kukurydzę lub albański specjał byrkę - rodzaj dużego pieroga z ciasta filo, z nadzieniem szpinakowym, twarogiem lub mięsem, dla łasuchów z serem i cynamonem (ok. 100 leków). Poniżej bulwaru znajduje się wąska, pokryta szarym żwirkiem plaża, atrakcyjniejsze można znaleźć niedaleko za Sarandą.

Gdy spojrzy się na miasto od strony zatoki, widać setki domów w budowie, przeważnie wznoszonych własnoręcznie lub przy pomocy przyjaciół i rodziny. Budowa trwa więc latami, a wysokie ceny materiałów budowlanych sprawiają, że nigdy nie jest pewne, czy dom w ogóle zostanie ukończony. Pomimo tego większość z nich jest już zamieszkana - gdy powstanie choć jedno piętro zwieńczone sufitem, rodzina momentalnie się wprowadza, licząc na to, że w przyszłości prace posuną się dalej.

***

W Sarandzie łatwo o nocleg. Jest tu sporo niewielkich pensjonatów i kilka dużych hoteli, w tym pięciogwiazdkowy Butrinti. Prostokątny budynek w stylu socrealistycznym nie zachęca do odwiedzin, ale gruntownie wyremontowane wnętrze jest luksusowe (noc w dwuosobowym apartamencie - od 80 euro). My wybieramy przyjemny pensjonacik prowadzony przez właścicieli jednej z kawiarni - dostajemy dwuosobowy pokój z klimatyzacją i TV, sporym balkonem z widokiem na zatokę i potężną bryłę oddalonej o kilkanaście kilometrów wyspy Korfu (2 tys. leków). Chociaż w większości hoteli i sklepów można płacić w euro, korzystniej jest wymienić pieniądze na tutejszą walutę (ceny w euro bywają zaokrąglane na korzyść sprzedawcy). Ponieważ w Albanii nie ma praktycznie kantorów, pozostają banki, których w Sarandzie nie brakuje. Alternatywą są uliczni cinkciarze z plikami pieniędzy w dłoniach. Oferują trochę korzystniejszy kurs, jednak nigdy nie widzieliśmy, by ktokolwiek zawierał z nimi transakcje.

***

Główną atrakcją, dla której turyści pojawiają się w Sarandzie, jest Butrinti - starożytna osada Illirów i Greków, kilkanaście kilometrów za miastem. Droga wije się po wzgórzach, najpierw wzdłuż cieśniny Korfu, później obok jeziora Butrinti. Jego powierzchnię pokrywają setki platform rozmieszczonych w równych odstępach i tworzących gigantyczny wzór geometryczny - to hodowle małży (po wyłowieniu trafiają do Włoch). Do Butrinti nie jest łatwo trafić. Na próżno szukamy tablic, drogowskazów, oznaczeń. Kilkakrotnie gubimy się, kręcąc się po pustych, biegnących przez pola i gaje oliwne drogach donikąd.

Antyczni budowniczowie skorzystali z doskonałych warunków, jakie zapewniła natura. Miasto otaczają wzgórza, a z dwóch stron chroni je morze i jezioro. Nie dziwi więc, że Butrinti szybko stało się jednym z największych centrów morskich i handlowych tej części starożytnego świata. Odkrycia archeologów (wciąż tu pracują) dowodzą, że było zamieszkane już w XII w p.n.e., jego intensywny rozwój przypadł zaś na VI w p.n.e., kiedy stało się ważnym centrum handlowym dla plemion illiryjskich. Władali tu Grecy, później Rzymianie. Miejsce to tętniło życiem także za panowania chrześcijan i dopiero trzęsienie ziemi w 1153 r. i podbój przez Wenecjan w 1386 r. doprowadziły je do ruiny.

Zwiedzanie osady (bilet - 700 leków, czyli ok. 25 zł, Albańczycy płacą ok. 200) ułatwiają szlaki wzdłuż najważniejszych zabytków - świątyni Asklepiosa, rzymskich term, wczesnochrześcijańskiego babtysterium (drugie co do wielkości po babtysterium św. Zofii w Stambule). Dobrze zachowała się potężna paleochrześcijańska bazylika z VI w. oraz grube mury otaczające miasto. Na terenie osady znaleziono wiele imponujących mozaik, większość z nich w obawie przez zniszczeniem przysypano grubą warstwą żwiru - tylko nieliczne można obejrzeć. Uwagę przyciąga świetnie zachowany teatr, którego fragmenty datowane są na III w. p.n.e. Zachowało się 19 rzędów siedzeń, a cały amfiteatr podzielony jest schodami na 5 sektorów. Organizuje się tu ciekawe wydarzenia kulturalne, np. we wrześniu coroczny Międzynarodowy Festiwal Sztuk Teatralnych (ww.mtkrs.gov.al).

Wieczorem wracamy do Sarandy, by przejść się po nadmorskim bulwarze. Pasaż jest zatłoczony. Albańczycy uwielbiają codzienne spacery. Nikomu nie przyjdzie do głowy, że wieczorem mógłby robić coś innego. Być może to echo dawnych dni, gdy reżim Envera Hodży zakazywał niemalże wszystkiego - spacer był jedyną szansą na odetchnięcie namiastką wolności.

Zachodzimy do restauracyjki, by skosztować owoców morza, z których słynie Saranda. Siedząc na szerokim tarasie tuż nad wodą i pałaszując kalmary, ryby i krewetki (dwudaniowy obiad z winem dla dwóch osób to ok. 1200 leków), oddajemy się lenistwu. Doskonałe jedzenie, piękny widok na zatokę, ciepły wieczór - czego chcieć więcej?

W sieci

www.alban.hu

www.butrinti.com

www.world66.com/europe/albania/saranda

www.albanian-tourism.com

Zobacz także
  • serbia, Stari Ras Serbia - zabytki Serbii
  • Pasmo gór: Grada (2305) i Kanua (2357) Albania
Skomentuj:
Albania na urlop. Saranda nad Morzem Jońskim
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

  • Hotele
  • Szukaj hotelu

  • Szukaj hotelu w Zurychu

  • Szukaj hotelu w Bazylei