List z Asturii. Picos de Europa
30.06.2008
, aktualizacja: 08.07.2008 18:11
Bramą do zaczarowanej krainy Picos de Europa jest niezwykła wieś Covadonga
ZOBACZ TAKŻE
- Oviedo, stolica Asturii (01-05-07, 00:00)
- Wakacyjna TOP-lista: Hiszpania - od portu do kurortu (01-05-07, 00:00)
- Podróże ze sztuką. Hiszpania - tort Toledo (01-05-07, 00:00)
- List z Andaluzji. Siwe ogiery tańczą w Jerez (01-05-07, 00:00)
- Hiszpania. Malaga - Semana Santa w blasku świec (01-05-07, 00:00)
W Asturii, zwanej hiszpańską Szwajcarią, nikt nie zagwarantuje nam słonecznej pogody - pada 170 dni w roku. Hiszpanie z południa kraju chętnie spędzają tu urlopy, znajdując upragniony chłód, ale i piaszczyste plaże, piękne góry, rzeki i jaskinie. Z czterech asturyjskich dni najlepiej będę wspominać poniedziałek 19 maja. Nie tylko dlatego, że przemokłam do suchej nitki...
***
Jesteśmy w Ribadesella, bardzo wytwornej (i bardzo drogiej) miejscowości. Wypoczywają tu książęta Asturii, mieszka babka przyszłej królowej Letycji. Ona sama też tu bywa (można kupić nazwane jej imieniem ciasteczka). W Ribadeselli kończy swój 42-kilometrowy bieg bardzo popularna w Hiszpanii rzeka Sella. Od 50 lat w pierwszy weekend sierpnia spływa nią tysiąc kajaków - zwycięzca 20-kilometrowego wyścigu zostaje królem rzeki.
My przepłynęliśmy tylko ok. 7 km - z Arriondas do Toranu, co zajęło nam półtorej godziny. Niebo w chmurach, popaduje. Dostaliśmy pianki, kapoki, wiosła i dwuosobowe kanoe. Na brzegu instruktor (popłynął z nami) zrobił krótki wykład wiosłowania, i na wodę! Sella jest szeroka, dosyć wartka, brzegi porastają zarośla (niestety, sporo w nich śmieci) i drzewa. Płoszymy ryby wędkarzom, w pewnym momencie w ostatniej chwili omijamy wędkę... Staramy się trzymać środka, ale nurt znosi nas na boki. Jedna z naszych "dwójek" - na szczęście ta z instruktorem - pomaga po drodze dziewczynom, których kajak utknął na dnie.
Walcząc z prądem (i strachem!), nie zauważamy, że pada coraz bardziej. W czasie krótkiego odpoczynku (każdy kajak dostał też bidon z wodą, jabłkiem i ciastkiem) wylewamy wodę z naszych niebieskich pojazdów. Kiedy zaczynamy się na dobre rozkręcać - jest coraz przyjemniej i coraz bardziej mokro - wysiadka!
***
Po spływie ruszamy dalej, w kierunku Gór Kantabryjskich - do Picos de Europa, najstarszego parku narodowego w Hiszpanii (już w 1918 r. król Alfons XII nadał taki status górze Covadonga) i największego - ma 65 tys. ha. Picos de Europa dzielą się na trzy masywy: Zachodni - El Cornion (tu jesteśmy), Centralny - Los Urrieles, z najpiękniejszym, najczęściej zdobywanym Picu Urriellu (Naranjo de Bulnes, 2519 m) i najwyższym - Torre de Cerredo (2648 m) oraz Wschodni - Andara (najmniejszy).
W Górach Kantabryjskich poza spływaniem można robić jeszcze mnóstwo innych rzeczy. Zdobywać szczyty (picos), wspinać się na skalne ściany, jeździć konno po wyznaczonych szlakach, no i wędrować po naprawdę pięknych górach i po zielonych łąkach, na których przez całe lato pasą się krowy, owce, konie. Podobno łatwo tu o spotkanie z niedźwiedziem, wilkiem, dzikiem, półdzikim koniem (asturcone), orłem i mnóstwem innych ptaków. Rosną wspaniałe lasy, m.in. dębowe (dąb to symbol Asturii). W dolinach leżą małe wioski, których mieszkańcy robią pyszne sery - każda wioska inny - z mleka krowiego lub łączonego z kozim czy owczym (najdroższe to Gamoneu i Cabrales o niezwykle intensywnym zapachu).
***
Pierwszy przystanek (tym razem z obiadem) w Cangas de Onis, pierwszej chrześcijańskiej stolicy Królestwa Asturii, w VIII w. siedzibie królewskich dworów - dlatego jest miastem, choć ma niewiele ponad 6,5 tys. mieszkańców. Uchodzi za nieoficjalną stolicę Picos de Europa.
Spacerujemy po imponującym Fuente Romano (most Rzymski) nad Sellą, wybrukowanym wielkimi kamieniami. Z Rzymianami niewiele ma wspólnego - zbudowano go w XIII w. W najwyższym punkcie (41 m) nad wodą wisi kopia Krzyża Zwycięstwa (108 r.) - dębowy oryginał wyłożony złotem i drogimi kamieniami znajduje się w Camara Santa w katedrze w Oviedo. To miłe, spokojne miejsce. Pod mostem huczy Sella. W pobliżu Cangas de Onis leży droga do sanktuarium Cavadonga, a jeszcze wyżej dwa piękne górskie jeziora - Enol i Ercina.
Bramą do zaczarowanej krainy Picos de Europa jest, z wielu powodów niezwykła, wieś Covadonga (od łac. Cove Dominica, czyli Jaskinia Pani), już w parku narodowym. To tutaj w 722 r. Don Pelayo pokonał arabskich najeźdźców, według legendy dzięki cudownej pomocy Maryi Dziewicy, która rozkazała aniołom, by odwracali groty arabskich strzał. Wróg został więc pokonany własną bronią (to tylko jedna z wersji tej legendy). Faktem jest, że Pelayo zwyciężył, co zapoczątkowało rekonkwistę, czyli 750 lat ponownego odzyskiwania ziem chrześcijańskich spod panowania muzułmanów. Dopiero 19 lat po bitwie król Alfonso I w podzięce dla Dziewicy zbudował tu kaplicę. Dzisiaj w tej małej wsi, oprócz Santuario de Nuestra Senora de Covadonga, stoi ogromna bazylika i kolegiata San Fernando. Do sanktuarium, gdzie jest także grób króla Pelayo i Alfonsa I, pielgrzymują tłumy - 20-21 maja 1989 r. był tu papież Jan Paweł II.
Kaplica wisi jak jaskółcze gniazdo, wysoko (40 m) w skale nad wodospadem. Kiedy tam byliśmy, ojciec z synem układali kwiaty. Pachniały, szumiał wodospad. Nostra Senora de Covadonga (jej święto obchodzi się 7 września) była ubrana w zieloną, materiałową sukienkę (zmienia się je, ale najczęściej są zielone lub białe). Imponująca bazylika z czerwonawego kamienia, zbudowana w 1901 r. w stylu neoromańskim (poprzedni kościół spłonął), wyrasta nagle w tym górskim pejzażu - zupełnie tu nie pasuje, w przeciwieństwie do sanktuarium wykutego w skale.
Żegnamy się z Covadongą, pijąc wodę z siedmiu otworów w fontannie pod skałą, koniecznie od lewej do prawej strony - szybkie zamążpójście gwarantowane...
Kręta, zawieszona nad przepaściami droga nad Covadongą biegnie obok Mirador de la Reina - punktu widokowego, gdzie koniecznie trzeba się zatrzymać. Przed nami cały wachlarz cudownych szczytów: Pico Pienzu, Bruxieru, Mofrechu, Sierra de Sieve. Kwitną kępy żółtych kwiatów. Góry mienią się różnymi odcieniami zieleni, szarobiałe skały, gdzieniegdzie poletka i domy, kamienne szałasy pasterzy. Coraz bliżej do polodowcowych jezior Enol i Ercina - Lagos de Covadonga w Masywie El Cornion. Błyszczą w dole, bo przestało padać! Wdrapujemy się w górę, do punktu, skąd widać oba. Po jednej stronie La Ercina, podłużna i wąska - na wysokości 1108 m, po drugiej okrągły Enol - 1060 m. Dookoła majestatyczne szczyty w chmurach. Niestety, miejsce jest bardzo turystyczne (punkt informacyjny z muzeum, restauracja). Dróżka z wielkich kamieni zalanych betonem i drewniane mostki prowadzą do nieczynnej kopalni manganu Minas de Buferrera. Słychać dzwonki - właśnie przyjechał samochód z rudymi krowami, które rozchodzą się po okolicy, skubiąc trawę. Zbliża się wieczór, czas wracać. A następny dzień, jak na ironię, był cały słoneczny...
W sieci
www.asturiaspicosdeeuropa.com
www.spain.info
***
Jesteśmy w Ribadesella, bardzo wytwornej (i bardzo drogiej) miejscowości. Wypoczywają tu książęta Asturii, mieszka babka przyszłej królowej Letycji. Ona sama też tu bywa (można kupić nazwane jej imieniem ciasteczka). W Ribadeselli kończy swój 42-kilometrowy bieg bardzo popularna w Hiszpanii rzeka Sella. Od 50 lat w pierwszy weekend sierpnia spływa nią tysiąc kajaków - zwycięzca 20-kilometrowego wyścigu zostaje królem rzeki.
My przepłynęliśmy tylko ok. 7 km - z Arriondas do Toranu, co zajęło nam półtorej godziny. Niebo w chmurach, popaduje. Dostaliśmy pianki, kapoki, wiosła i dwuosobowe kanoe. Na brzegu instruktor (popłynął z nami) zrobił krótki wykład wiosłowania, i na wodę! Sella jest szeroka, dosyć wartka, brzegi porastają zarośla (niestety, sporo w nich śmieci) i drzewa. Płoszymy ryby wędkarzom, w pewnym momencie w ostatniej chwili omijamy wędkę... Staramy się trzymać środka, ale nurt znosi nas na boki. Jedna z naszych "dwójek" - na szczęście ta z instruktorem - pomaga po drodze dziewczynom, których kajak utknął na dnie.
Walcząc z prądem (i strachem!), nie zauważamy, że pada coraz bardziej. W czasie krótkiego odpoczynku (każdy kajak dostał też bidon z wodą, jabłkiem i ciastkiem) wylewamy wodę z naszych niebieskich pojazdów. Kiedy zaczynamy się na dobre rozkręcać - jest coraz przyjemniej i coraz bardziej mokro - wysiadka!
***
Po spływie ruszamy dalej, w kierunku Gór Kantabryjskich - do Picos de Europa, najstarszego parku narodowego w Hiszpanii (już w 1918 r. król Alfons XII nadał taki status górze Covadonga) i największego - ma 65 tys. ha. Picos de Europa dzielą się na trzy masywy: Zachodni - El Cornion (tu jesteśmy), Centralny - Los Urrieles, z najpiękniejszym, najczęściej zdobywanym Picu Urriellu (Naranjo de Bulnes, 2519 m) i najwyższym - Torre de Cerredo (2648 m) oraz Wschodni - Andara (najmniejszy).
W Górach Kantabryjskich poza spływaniem można robić jeszcze mnóstwo innych rzeczy. Zdobywać szczyty (picos), wspinać się na skalne ściany, jeździć konno po wyznaczonych szlakach, no i wędrować po naprawdę pięknych górach i po zielonych łąkach, na których przez całe lato pasą się krowy, owce, konie. Podobno łatwo tu o spotkanie z niedźwiedziem, wilkiem, dzikiem, półdzikim koniem (asturcone), orłem i mnóstwem innych ptaków. Rosną wspaniałe lasy, m.in. dębowe (dąb to symbol Asturii). W dolinach leżą małe wioski, których mieszkańcy robią pyszne sery - każda wioska inny - z mleka krowiego lub łączonego z kozim czy owczym (najdroższe to Gamoneu i Cabrales o niezwykle intensywnym zapachu).
***
Pierwszy przystanek (tym razem z obiadem) w Cangas de Onis, pierwszej chrześcijańskiej stolicy Królestwa Asturii, w VIII w. siedzibie królewskich dworów - dlatego jest miastem, choć ma niewiele ponad 6,5 tys. mieszkańców. Uchodzi za nieoficjalną stolicę Picos de Europa.
Spacerujemy po imponującym Fuente Romano (most Rzymski) nad Sellą, wybrukowanym wielkimi kamieniami. Z Rzymianami niewiele ma wspólnego - zbudowano go w XIII w. W najwyższym punkcie (41 m) nad wodą wisi kopia Krzyża Zwycięstwa (108 r.) - dębowy oryginał wyłożony złotem i drogimi kamieniami znajduje się w Camara Santa w katedrze w Oviedo. To miłe, spokojne miejsce. Pod mostem huczy Sella. W pobliżu Cangas de Onis leży droga do sanktuarium Cavadonga, a jeszcze wyżej dwa piękne górskie jeziora - Enol i Ercina.
Bramą do zaczarowanej krainy Picos de Europa jest, z wielu powodów niezwykła, wieś Covadonga (od łac. Cove Dominica, czyli Jaskinia Pani), już w parku narodowym. To tutaj w 722 r. Don Pelayo pokonał arabskich najeźdźców, według legendy dzięki cudownej pomocy Maryi Dziewicy, która rozkazała aniołom, by odwracali groty arabskich strzał. Wróg został więc pokonany własną bronią (to tylko jedna z wersji tej legendy). Faktem jest, że Pelayo zwyciężył, co zapoczątkowało rekonkwistę, czyli 750 lat ponownego odzyskiwania ziem chrześcijańskich spod panowania muzułmanów. Dopiero 19 lat po bitwie król Alfonso I w podzięce dla Dziewicy zbudował tu kaplicę. Dzisiaj w tej małej wsi, oprócz Santuario de Nuestra Senora de Covadonga, stoi ogromna bazylika i kolegiata San Fernando. Do sanktuarium, gdzie jest także grób króla Pelayo i Alfonsa I, pielgrzymują tłumy - 20-21 maja 1989 r. był tu papież Jan Paweł II.
Kaplica wisi jak jaskółcze gniazdo, wysoko (40 m) w skale nad wodospadem. Kiedy tam byliśmy, ojciec z synem układali kwiaty. Pachniały, szumiał wodospad. Nostra Senora de Covadonga (jej święto obchodzi się 7 września) była ubrana w zieloną, materiałową sukienkę (zmienia się je, ale najczęściej są zielone lub białe). Imponująca bazylika z czerwonawego kamienia, zbudowana w 1901 r. w stylu neoromańskim (poprzedni kościół spłonął), wyrasta nagle w tym górskim pejzażu - zupełnie tu nie pasuje, w przeciwieństwie do sanktuarium wykutego w skale.
Żegnamy się z Covadongą, pijąc wodę z siedmiu otworów w fontannie pod skałą, koniecznie od lewej do prawej strony - szybkie zamążpójście gwarantowane...
Kręta, zawieszona nad przepaściami droga nad Covadongą biegnie obok Mirador de la Reina - punktu widokowego, gdzie koniecznie trzeba się zatrzymać. Przed nami cały wachlarz cudownych szczytów: Pico Pienzu, Bruxieru, Mofrechu, Sierra de Sieve. Kwitną kępy żółtych kwiatów. Góry mienią się różnymi odcieniami zieleni, szarobiałe skały, gdzieniegdzie poletka i domy, kamienne szałasy pasterzy. Coraz bliżej do polodowcowych jezior Enol i Ercina - Lagos de Covadonga w Masywie El Cornion. Błyszczą w dole, bo przestało padać! Wdrapujemy się w górę, do punktu, skąd widać oba. Po jednej stronie La Ercina, podłużna i wąska - na wysokości 1108 m, po drugiej okrągły Enol - 1060 m. Dookoła majestatyczne szczyty w chmurach. Niestety, miejsce jest bardzo turystyczne (punkt informacyjny z muzeum, restauracja). Dróżka z wielkich kamieni zalanych betonem i drewniane mostki prowadzą do nieczynnej kopalni manganu Minas de Buferrera. Słychać dzwonki - właśnie przyjechał samochód z rudymi krowami, które rozchodzą się po okolicy, skubiąc trawę. Zbliża się wieczór, czas wracać. A następny dzień, jak na ironię, był cały słoneczny...
W sieci
www.asturiaspicosdeeuropa.com
www.spain.info
-
List z Asturii. Picos de Europa
pierwszarata
08.07.08, 09:05
Ale można było sprawdzić, że żaden link (z dwóch) nie działa. W drugim - to poprostu wynik błędnego zapisu. Pierwsza domena jest na sprzedaż. Albo ktoś tegow ogóle nie sprawdził, tylko »
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl

















