Wakacje na wyspie. Karpathos - zaglądając w greckie garnki
18.05.2009
, aktualizacja: 18.05.2009 11:55
Jeśli potrzebujesz spokojnego odpoczynku - słońca, morskich kąpieli, spacerów, pięknych widoków i dobrego jedzenia - jedź na Karpathos
ZOBACZ TAKŻE
- Wakacje na wyspie. Madera - morskie królestwo smaków (19-07-10, 06:00)
- Śladami zaginionej Atlantydy (08-06-10, 12:56)
- Aleksander Kramarz, fotograf i podróżnik (05-10-09, 06:00)
- Tylko dla bogów (03-08-09, 06:00)
- Korfu-miasto: pod opieką świętego Spirydiona (01-05-07, 00:00)
- Kreta: W Orino czas biegnie po swojemu (01-05-07, 00:00)
- Samos - wyspa mędrców, oliwek i wina (01-05-07, 00:00)
- Podróże po Grecji. Gavdos - wyspa na pępku morza (01-05-07, 00:00)
- Kreta. Retymnon od morza do morza (01-05-07, 00:00)
To idealne miejsce. Poza stolicą wyspy Pigadią i dwiema mniejszymi miejscowościami, Arkassą i Amopi, nie ma tam turystyki zorganizowanej: autokarów, zatłoczonych i brudnych plaż, hałaśliwych dyskotek.
Choć Karpathos ma 60 km długości (przy zaledwie kilkunastu, a miejscami nawet kilku szerokości), jest tu niewiele zamieszkanych miejsc. Na zachodnim brzegu tylko Arkassa i oddalona od niej 3 km Finikia (obie w zatoce z widokiem na sąsiednią wyspę Kassos), a bardziej na północ - spokojne Lefkos z pięknymi, odludnymi plażami. Wszystkie miejscowości są niewielkie, nie ma w nich dużych hoteli, ale bez trudu - nawet w lipcu! - znajdziemy niedrogi nocleg w jednym z licznych pensjonatów. Na wschodnim wybrzeżu leży atrakcyjne dla windsurferów Amopi, dalej na północ wspomniana Pigadia z dużym portem, eleganckimi sklepami, restauracjami, bankami (jedyne trzy bankomaty na wyspie!), sporą dzielnicą hotelowo-rozrywkową oraz kilkukilometrową plażą. Do najbardziej wysuniętego na północ Diafani najlepiej popłynąć promem lub łodzią wycieczkową.
***
Lotnisko na Karpathos jest malutkie. Można się stąd wydostać tylko wynajętym samochodem albo taksówką (kurs do stolicy 17 euro). Na początek wybraliśmy się do Lefkos na zachodnim wybrzeżu (z lotniska 34 euro). Po trzech kwadransach jazdy, najpierw przez płaską południową część wyspy, następnie przez zbocza gór porośniętych lasami piniowymi dotarliśmy do sennej osady złożonej z kilkudziesięciu niewielkich pensjonatów rozrzuconych nad brzegiem rozległej zatoki. Szybko znaleźliśmy pokój w willi Albatros pięknie położonej na skarpie nad niedużą kamienistą plażą. Skromnie wyposażony pokój (dwa łóżka, szafa, stół i dwa krzesła) z łazienką i tzw. aneksem kuchennym (lodówka, elektryczna kuchenka, zlew, kilka naczyń) oraz małym tarasem z widokiem na morze kosztował 30 euro za dobę.
Poza "naszą" plażą, do której wystarczyło zejść ścieżką z klifu, w Lefkos są jeszcze dwie większe: piaszczysta, kamienista z płatnymi leżakami i parasolami (5 euro za komplet: dwa leżaki i parasol), a dalej na północ piaszczysto-kamienista dla naturystów. Jej mankamentem jest całkowity brak cienia, trzeba więc mieć parasol (można kupić w jednym ze sklepików po drodze za 8-10 euro). Nawet najbardziej z nich popularna - piaszczysta - nie była zatłoczona.
Poza leniuchowaniem na plaży i degustacją greckich dań, codziennie w innej knajpce, z których chyba najlepsza była tuż przy "naszej" plaży (przepyszne zwłaszcza saganaki - stopiony ser z podsmażonymi pomidorami, ale i potrawy mięsne zasługiwały na uwagę), zwiedziliśmy starożytną cysternę w głębi wyspy, a w pobliskiej wiosce cerkiewkę Agios Georgios z freskami przedstawiającymi świętych oraz położoną bardziej na północ osadę Messochori.
***
Po pięciu dniach postanowiliśmy zmienić miejsce. Malowniczą trasą przez góry pojechaliśmy autobusem do Pigadii (kursuje dwa razy dziennie o godz. 11 i 17). Tu można było zaopatrzyć się w gotówkę, anglojęzyczną prasę, skorzystać z internetu, odwiedzić sklepy z letnimi kreacjami i biżuterią, uzupełnić apteczkę oraz kupić bilety na wieczorny prom do Diafani. No i zjeść pyszny lunch na zawieszonym nad portem tarasie tawerny Pod Aniołami, której specjalnością są m.in. kwiaty cukinii nadziewane ciekawie przyprawionym ryżem.
Do Diafani dotarliśmy wieczorem, ale bez kłopotu znaleźliśmy znany z internetu pensjonat Dorana w centrum tej malutkiej miejscowości (pokój z balkonem, łazienką, aneksem kuchennym - 23 euro).
Plaża w Diafani jest niezbyt atrakcyjna, służy głównie do cumowania łodzi rybackich. Ale można się wybrać na spacer wybrzeżem w kierunku północnym, by po ok. 40 min dojść do Vananda Beach, piaszczysto-kamienistej, dość dużej - jak na Karpathos - plaży między skałami.
Komu znudzi się plażowanie, może pojechać busikiem (codziennie o 8.30, bilet 2,5 euro) do położonego w górach Olymbos, gdzie otwierają się rozległe widoki na obie strony wyspy. Można tam zwiedzić kilkanaście cerkiewek, zobaczyć regionalne stroje oraz skosztować tradycyjnej potrawy makarounes (kluski zasmażane z cebulą i kozim serem). Powrót busikiem albo na piechotę, piękną, choć początkowo dość stromą ścieżką.
Wielką atrakcją Diafani są wycieczki łodzią na pobliską bezludną Sarię. Spędzimy tam dzień na plażowym lenistwie, ale także obejrzymy fragmenty mozaik z posadzki średniowiecznej bazyliki Agia Sophia i opuszczoną wioskę Saracenów (arabskich piratów, którzy osiedlali się czasem na bezludnych wyspach). Warto przejść wąskim skalistym wąwozem i zdobyć szczyt góry zwieńczony cerkiewką Agios Zaccharios - z jej tarasu rozciąga się wspaniały widok na wybrzeże.
Kapitan łodzi chętnie służy za przewodnika. W te dni, kiedy nie płynie na Sarię, rozwozi chętnych na maleńkie bezludne plaże. Można wybrać miejsce według uznania i pozostać tam kilka godzin albo nawet cały dzień (5-6 euro od osoby).
Na wieczorny posiłek w Diafani najlepiej wybrać się do położonej nieco na uboczu małej rodzinnej tawerny Anixis. Na porośniętym winoroślą tarasie stoi zaledwie pięć stolików. Choć menu jest wypisane kredą na tablicy, wizytę rozpoczynamy od kuchni. Sympatyczni właściciele unoszą pokrywki garnków, pokazując, co ugotowali, i wspólnie uzgadniamy, co będziemy jedli. Wybór jest na ogół niewielki, ale wszystko przepyszne. Poza obowiązkową sałatką grecką (pomidory, ogórki, papryka, słodka cebula, oliwki, ser feta) oraz musaką (mielone mięso zapieczone z cukinią i bakłażanami pod gęstym beszamelem) możemy wybierać między warzywami zapiekanymi w cieście (cukinia, bakłażan, karczochy), różnymi odmianami stifado (rodzaj gulaszu mięsnego w sosie z cebulą, pomidorami i winem), briamem (mieszanka duszonych warzyw w pomidorach), giuvetsu (duszona baraniną z w sosie z drobnymi kluseczkami) oraz klasycznymi gyros (w Polsce bardziej znanym jako turecki kebab) i suvlaki (szaszłyk z kurczaka albo wieprzowiny). Do tego źródlana woda i domowe wino w szklanych dzbankach. Na deser wszyscy dostają gratis sporą porcję loukumades, małych, delikatnych pączków smażonych w głębokim tłuszczu, polanych miodem z cynamonem (dwudaniowy obiad dla dwóch osób z półlitrowym dzbankiem wina - 15 euro).
***
Ostatnie dwa dni na Karpathos spędziliśmy w Pigadii w małym pensjonacie Delfin, niedaleko portu (dwupokojowy apartament z dużym balkonem, aneksem kuchennym, łazienką - 40 euro). Po niemal dwóch tygodniach spędzonych w miejscach dość odludnych z przyjemnością wybraliśmy się wieczorem do centrum, zaglądając do otwartych do późna sklepików i knajpek i słuchając greckiej muzyki w wykonaniu ulicznych grajków.
Plażowanie w Pigadii łatwo połączyć ze zwiedzaniem. Ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki Agia Fotini znajdują się tuż przy plaży. Można też wybrać się na całodzienną wycieczkę jednym ze stateczków, które oprócz kąpieli w zatoczkach wschodniego wybrzeża oferują smaczny lunch na pokładzie (koszt wycieczki 30 euro od osoby).
Do malowniczych wiosek Menetes, Othos, Aperi, Volada, położonych w górach w głębi wyspy dojedziemy autobusem z Pigadii albo wynajętym samochodem. Volada jest ponadto dobrym punktem wypadowym na najwyższy szczyt Karpathos, Kali Limni, 1215 m n.p.m. (trzy-cztery godziny w jedną stronę, szlak znakowany czerwonymi kropkami i kamiennymi stożkami). Góry często spowija mgła, warto więc dopasować plany wycieczkowe do aktualnie panujących warunków.
Na Karpathos najwygodniej jest polecieć z Rodos małym samolotem Olimpic Airways - trzy dziennie, 56 euro w obie strony, lot trwa pół godziny. Godny polecenia przewodnik: Antje i Guenther Schab "Karpathos" 2004 - dużo informacji, mapek z propozycjami wycieczek (na stronie wydawnictwa Michael Mueller można pobrać pliki z danymi GPS)
W sieci
www.karpathos.org
Choć Karpathos ma 60 km długości (przy zaledwie kilkunastu, a miejscami nawet kilku szerokości), jest tu niewiele zamieszkanych miejsc. Na zachodnim brzegu tylko Arkassa i oddalona od niej 3 km Finikia (obie w zatoce z widokiem na sąsiednią wyspę Kassos), a bardziej na północ - spokojne Lefkos z pięknymi, odludnymi plażami. Wszystkie miejscowości są niewielkie, nie ma w nich dużych hoteli, ale bez trudu - nawet w lipcu! - znajdziemy niedrogi nocleg w jednym z licznych pensjonatów. Na wschodnim wybrzeżu leży atrakcyjne dla windsurferów Amopi, dalej na północ wspomniana Pigadia z dużym portem, eleganckimi sklepami, restauracjami, bankami (jedyne trzy bankomaty na wyspie!), sporą dzielnicą hotelowo-rozrywkową oraz kilkukilometrową plażą. Do najbardziej wysuniętego na północ Diafani najlepiej popłynąć promem lub łodzią wycieczkową.
***
Lotnisko na Karpathos jest malutkie. Można się stąd wydostać tylko wynajętym samochodem albo taksówką (kurs do stolicy 17 euro). Na początek wybraliśmy się do Lefkos na zachodnim wybrzeżu (z lotniska 34 euro). Po trzech kwadransach jazdy, najpierw przez płaską południową część wyspy, następnie przez zbocza gór porośniętych lasami piniowymi dotarliśmy do sennej osady złożonej z kilkudziesięciu niewielkich pensjonatów rozrzuconych nad brzegiem rozległej zatoki. Szybko znaleźliśmy pokój w willi Albatros pięknie położonej na skarpie nad niedużą kamienistą plażą. Skromnie wyposażony pokój (dwa łóżka, szafa, stół i dwa krzesła) z łazienką i tzw. aneksem kuchennym (lodówka, elektryczna kuchenka, zlew, kilka naczyń) oraz małym tarasem z widokiem na morze kosztował 30 euro za dobę.
Poza "naszą" plażą, do której wystarczyło zejść ścieżką z klifu, w Lefkos są jeszcze dwie większe: piaszczysta, kamienista z płatnymi leżakami i parasolami (5 euro za komplet: dwa leżaki i parasol), a dalej na północ piaszczysto-kamienista dla naturystów. Jej mankamentem jest całkowity brak cienia, trzeba więc mieć parasol (można kupić w jednym ze sklepików po drodze za 8-10 euro). Nawet najbardziej z nich popularna - piaszczysta - nie była zatłoczona.
Poza leniuchowaniem na plaży i degustacją greckich dań, codziennie w innej knajpce, z których chyba najlepsza była tuż przy "naszej" plaży (przepyszne zwłaszcza saganaki - stopiony ser z podsmażonymi pomidorami, ale i potrawy mięsne zasługiwały na uwagę), zwiedziliśmy starożytną cysternę w głębi wyspy, a w pobliskiej wiosce cerkiewkę Agios Georgios z freskami przedstawiającymi świętych oraz położoną bardziej na północ osadę Messochori.
***
Po pięciu dniach postanowiliśmy zmienić miejsce. Malowniczą trasą przez góry pojechaliśmy autobusem do Pigadii (kursuje dwa razy dziennie o godz. 11 i 17). Tu można było zaopatrzyć się w gotówkę, anglojęzyczną prasę, skorzystać z internetu, odwiedzić sklepy z letnimi kreacjami i biżuterią, uzupełnić apteczkę oraz kupić bilety na wieczorny prom do Diafani. No i zjeść pyszny lunch na zawieszonym nad portem tarasie tawerny Pod Aniołami, której specjalnością są m.in. kwiaty cukinii nadziewane ciekawie przyprawionym ryżem.
Do Diafani dotarliśmy wieczorem, ale bez kłopotu znaleźliśmy znany z internetu pensjonat Dorana w centrum tej malutkiej miejscowości (pokój z balkonem, łazienką, aneksem kuchennym - 23 euro).
Plaża w Diafani jest niezbyt atrakcyjna, służy głównie do cumowania łodzi rybackich. Ale można się wybrać na spacer wybrzeżem w kierunku północnym, by po ok. 40 min dojść do Vananda Beach, piaszczysto-kamienistej, dość dużej - jak na Karpathos - plaży między skałami.
Komu znudzi się plażowanie, może pojechać busikiem (codziennie o 8.30, bilet 2,5 euro) do położonego w górach Olymbos, gdzie otwierają się rozległe widoki na obie strony wyspy. Można tam zwiedzić kilkanaście cerkiewek, zobaczyć regionalne stroje oraz skosztować tradycyjnej potrawy makarounes (kluski zasmażane z cebulą i kozim serem). Powrót busikiem albo na piechotę, piękną, choć początkowo dość stromą ścieżką.
Wielką atrakcją Diafani są wycieczki łodzią na pobliską bezludną Sarię. Spędzimy tam dzień na plażowym lenistwie, ale także obejrzymy fragmenty mozaik z posadzki średniowiecznej bazyliki Agia Sophia i opuszczoną wioskę Saracenów (arabskich piratów, którzy osiedlali się czasem na bezludnych wyspach). Warto przejść wąskim skalistym wąwozem i zdobyć szczyt góry zwieńczony cerkiewką Agios Zaccharios - z jej tarasu rozciąga się wspaniały widok na wybrzeże.
Kapitan łodzi chętnie służy za przewodnika. W te dni, kiedy nie płynie na Sarię, rozwozi chętnych na maleńkie bezludne plaże. Można wybrać miejsce według uznania i pozostać tam kilka godzin albo nawet cały dzień (5-6 euro od osoby).
Na wieczorny posiłek w Diafani najlepiej wybrać się do położonej nieco na uboczu małej rodzinnej tawerny Anixis. Na porośniętym winoroślą tarasie stoi zaledwie pięć stolików. Choć menu jest wypisane kredą na tablicy, wizytę rozpoczynamy od kuchni. Sympatyczni właściciele unoszą pokrywki garnków, pokazując, co ugotowali, i wspólnie uzgadniamy, co będziemy jedli. Wybór jest na ogół niewielki, ale wszystko przepyszne. Poza obowiązkową sałatką grecką (pomidory, ogórki, papryka, słodka cebula, oliwki, ser feta) oraz musaką (mielone mięso zapieczone z cukinią i bakłażanami pod gęstym beszamelem) możemy wybierać między warzywami zapiekanymi w cieście (cukinia, bakłażan, karczochy), różnymi odmianami stifado (rodzaj gulaszu mięsnego w sosie z cebulą, pomidorami i winem), briamem (mieszanka duszonych warzyw w pomidorach), giuvetsu (duszona baraniną z w sosie z drobnymi kluseczkami) oraz klasycznymi gyros (w Polsce bardziej znanym jako turecki kebab) i suvlaki (szaszłyk z kurczaka albo wieprzowiny). Do tego źródlana woda i domowe wino w szklanych dzbankach. Na deser wszyscy dostają gratis sporą porcję loukumades, małych, delikatnych pączków smażonych w głębokim tłuszczu, polanych miodem z cynamonem (dwudaniowy obiad dla dwóch osób z półlitrowym dzbankiem wina - 15 euro).
***
Ostatnie dwa dni na Karpathos spędziliśmy w Pigadii w małym pensjonacie Delfin, niedaleko portu (dwupokojowy apartament z dużym balkonem, aneksem kuchennym, łazienką - 40 euro). Po niemal dwóch tygodniach spędzonych w miejscach dość odludnych z przyjemnością wybraliśmy się wieczorem do centrum, zaglądając do otwartych do późna sklepików i knajpek i słuchając greckiej muzyki w wykonaniu ulicznych grajków.
Plażowanie w Pigadii łatwo połączyć ze zwiedzaniem. Ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki Agia Fotini znajdują się tuż przy plaży. Można też wybrać się na całodzienną wycieczkę jednym ze stateczków, które oprócz kąpieli w zatoczkach wschodniego wybrzeża oferują smaczny lunch na pokładzie (koszt wycieczki 30 euro od osoby).
Do malowniczych wiosek Menetes, Othos, Aperi, Volada, położonych w górach w głębi wyspy dojedziemy autobusem z Pigadii albo wynajętym samochodem. Volada jest ponadto dobrym punktem wypadowym na najwyższy szczyt Karpathos, Kali Limni, 1215 m n.p.m. (trzy-cztery godziny w jedną stronę, szlak znakowany czerwonymi kropkami i kamiennymi stożkami). Góry często spowija mgła, warto więc dopasować plany wycieczkowe do aktualnie panujących warunków.
Na Karpathos najwygodniej jest polecieć z Rodos małym samolotem Olimpic Airways - trzy dziennie, 56 euro w obie strony, lot trwa pół godziny. Godny polecenia przewodnik: Antje i Guenther Schab "Karpathos" 2004 - dużo informacji, mapek z propozycjami wycieczek (na stronie wydawnictwa Michael Mueller można pobrać pliki z danymi GPS)
W sieci
www.karpathos.org
-
Wakacje na wyspie. Karpathos - zaglądając w gre...
ozlem
27.07.09, 17:53
Samolot z Rodos na Karpathos rzadko kiedy lata 3X dziennie, zwykle jest to 1-2x dziennie,w terminarzach są dni, że lotów nie ma wcale, zresztą latanie samolotem po wyspach greckich trąci z »
-
Re: Wakacje na wyspie. Karpathos - zaglądając w g
bebiak
05.05.10, 18:52
Zapomniałam:o moich wrażeniach z wyspy Karpathos AD 2005 na mojej takiej bardziej osobistejstronce o szwędaniu się po Grecji - o, tu jest Karpathos: www.betaki.freehost.pl/www_g36.htm»
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl
















