Letnia wspinaczka w Alpach

Austriacki Dachstein to przede wszystkim wspaniały rejon narciarski - świetnie przygotowane, różnorodne trasy, bajeczne widoki, infrastruktura na najwyższym poziomie. Jednak letni wypad w te góry może dostarczyć niemniej emocjonujących wrażeń niż białe szaleństwo.

Nieprzesadnie wielka grupa górska, położona ok. 100 km od Salzburga od lat przyciąga setki tysięcy wspinaczy - tych najtwardszych, i tych całkiem amatorskich, jak autorka. Torstein, Mitterspitz i Hoher Dachstein to trzy malownicze szczyty, wszystkie sięgające prawie 3000 m n.p.m. i obdarzone hojnie przez naturę pokrywą lodowcową, dzięki której, nawet w sierpniu narciarze biegowi mają wspaniałe pole do treningów. Warto dodać, że to najbliższe Polsce lodowce!

Pobudka wczesnym rankiem na zroszonej łące położonej 1200 m n.p.m., w małej wiosce Ramsau am Dachstein, przyprawia o prawdziwy zawrót głowy - pierwszy widok to monumentalne różowe skały wynurzające się w słońcu spośród chmur. Ale dopiero podjazd pod Hunerkogel, dolną stację kolejki górskiej, daje prawdziwe wyobrażenie o wspaniałości Hoher Dachstein. Wagonik wjeżdża na wysokość 2700 m skąd, ze iście kosmicznego tarasu widokowego, można podziwiać rozległą panoramę Alp. Dla leniwych jest kosz plażowy do opalania, dla spragnionych wrażeń droga na szczyt.

Pierwsza godzina to całkiem przyjemny spacer po błyszczącej w słońcu tafli śniegu, która z czasem robi się coraz bardziej stroma. Warto mieć ze sobą kijki, bo przy wyjątkowo ciepłej temperaturze i braku opadów, nawierzchnia jest dość śliska. Średnio wysportowany piechur i tak będzie musiał kilka razy przystanąć, żeby nabrać powietrza.

Gdy dochodzimy do końca śniegu przed oczami wyrasta nam prawie pionowa ściana skalna. Gjaldstein Kletersteig, czyli wyznaczona stalowymi prętami i linami trasa na sam szczyt, ginie gdzieś pomiędzy szczelinami. Nie trzeba wcale być doświadczonym alpinistą, aby podjąć to wyzwanie - warto jednak mieć ze sobą kogoś choć trochę obytego ze skałami oraz podstawowy sprzęt asekuracyjny, koniecznie z kaskiem.

Droga jest mozolna - przepinanie karabinek, szukanie bezpiecznego oparcia dla stopy, punktu zaczepiania dla ręki. Osobiście, początkującym radzę nie patrzeć za dużo w dół, raczej skupić się na następnym kroku. Dopiero, gdy po pół godzinie wspinaczki nagle zza skał wyłania się wielki stalowy krzyż oznaczający szczyt Dachstein, można śmiało rozejrzeć się dokoła - gwarantuję, że tego widoku się łatwo nie zapomina.

Po zejściu warto wybrać się do bajecznie położonej gospody Dachsteinwarte Hütte (2741m), na duże piwo i wielki knedel z powidłami w sosie waniliowym. Albo nawet dwa piwa

AUTOR: AGATA CHABIERSKA

Znasz Ciekawe miejsca? Chcesz je pokazać innym? Napisz do nas: bermudy

Zobacz też:

WAKACJE Z WAMPIRAMI

Wakacje z Wampirami - Bran