Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Narty w Dolomitach. 10 ośrodków w 10 dni

Maciej Nowaczyk
31.03.2008 , aktualizacja: 24.11.2008 12:43
A A A Drukuj
Trasa za szczytu Belvedere

Trasa za szczytu Belvedere (Fot. Beata Ziajka)

Na szczyt Marmolady, królowej Dolomitów, można się dostać kolejką lub... helikopterem. Wybrałem helikopter
Południowy Tyrol, najbardziej wysunięta na północ część Włoch, i przylegający do niego Trydent (Trentino), to prawdziwy skrawek nieba na ziemi dla narciarzy - 12 ośrodków, 450 wyciągów i ponad 1200 km (tyle jest z Warszawy do granicy austriacko-włoskiej!) doskonale przygotowanych tras, w tym ponad 800 km sztucznie zaśnieżanych. To największa karuzela narciarska na świecie. Najwyższa stacja kolejki została zainstalowana na szczycie Punta Rocca (3269 m) tuż przy Marmoladzie (3342 m), koronie Dolomitów. Wszystkie trasy i ośrodki możemy odwiedzić, korzystając z jednego karnetu - Dolomiti SuperSki. O pogodę też nie musimy się martwić. Dolomity uchodzą za najbardziej słoneczne w całym paśmie Alp. Według meteorologicznych wyliczeń Włochów, dni słonecznych jest tutaj ponad 300.

***

Turysta, który pierwszy raz wybierze się do Południowego Tyrolu, może mieć wątpliwości, czy na pewno dotarł do Włoch. Częściej słychać tu język niemiecki niż włoski, na drogach jest więcej niemieckojęzycznych drogowskazów, a w restauracji łatwiej zamówić sznycel, niż makaron czy pizzę. Nic dziwnego - Południowy Tyrol był częścią monarchii habsburskiej aż do 1919 r. Dopiero po klęsce Austriaków w I wojnie światowej został przyłączony do Włoch i od tamtej pory nazywa się Alto Adige, czyli Górna Adyga. Prawie zawsze jednak przy nazwie włoskiej figuruje niemiecka: Suedtirol, a często również i trzecia - Adesc, w rdzennym języku ladyńskim. Wcześniej bywało z tym różnie. Przed wybuchem II wojny światowej Benito Mussolini wprowadził tu przymusową italianizację - za mówienie po niemiecku pasterze trafiali do więzienia, wszystkie nazwy miejscowości, szczytów i przełęczy zmieniono na włoskie. Jeszcze w latach 70. tyrolscy separatyści strzelali na przełęczy Brenner, chcąc oderwać region od Włoch. Dopiero w 1972 r. zatwierdzono "Statut autonomiczny prowincji Bozen" gwarantujący równouprawnienie języków niemieckiego i włoskiego. Austria formalnie uznała zwierzchnictwo Włoch nad tą alpejską prowincją 20 lat później - w 1992 r.

Południowy Tyrol od drugiej prowincji Dolomitów, Trydentu, oddziela przepiękny masyw Latemar. Tu jest już znacznie bardziej włosko. Coraz rzadziej słychać niemiecki, coraz częściej można trafić na porządną włoską kuchnię. Granicę między tymi krainami najłatwiej poznamy, zamawiając... wino. Jeśli do obiadu kelner poda nam lagrein, to znaczy, że nadal jesteśmy w Południowym Tyrolu, jeśli teroldego - już w Trydencie.

***

Na miejsce pobytu wybrałem Canazei we włoskim Trydencie, położone niezwykle malowniczo na wysokości 1468 m. Próżno szukać drugiego takiego miejsca - blisko na Marmoladę, Sellę i masyw Sasso Lungo. Miasteczko, w którym architektura epoki Habsburgów ściera się i koegzystuje z typowymi włoskimi domami, dzieli tylko kilka kilometrów od czterech niezwykle malowniczych przełęczy: Pordoi, Sella, Fedaia i Padon.

Narciarską przygodę najlepiej rozpocząć od dolnej stacji kolejki w centrum Canazei. Pierwsza gondola podrzuca nas na Pecol, skąd bez trudu dostaniemy się na szczyt Belvedere (2423 m), a stamtąd niedaleko na Sasso Pordoi. Górna stacja kolejki została zainstalowana na wierzchołku prawie pionowej góry. Choć nie można z niej zjechać na nartach, to obowiązkowo trzeba tam wjechać. Widać oblaną słońcem Marmoladę, Gruppo Sella z najwyższym szczytem Piz Boe, Tofane, najwyższy szczyt masywu Sasso Lungo, Langkofel. Fantastyczny widok! Kolejka na Sasso Pordoi czynna jest również latem, bo choć nie zjedziemy z niej na nartach, to bez problemu zejdziemy piarżyskiem.

Canazei wraz z oddalonym o 2 km Campitello jest wymarzonym miejscem dla rodzin i początkujących narciarzy - 25 km zjazdów i 21 wyciągów. Wiele czerwonych tras bardziej przypomina niebieskie niż klasyczne nartostrady dla średnio zaawansowanych narciarzy. Na stokach spotkamy szkółki narciarskie i tłumaczących podstawy jazdy instruktorów. Dobrze jeżdżącym polecam szerokie, dość strome czerwone trasy ze schroniska Sas Beci w stronę Arabby i Canazei. Niestety, wszystkie wchodzą w skład Sella Rondy i dość często spotyka się na nich początkujących narciarzy, którzy stawiają sobie za cel objechanie jednego dnia Gruppo Sella.

Bo Canazei obok Selvy di Val Gardena, Corvary i Arabby to jedna z czterech miejscowości, z których możemy wyruszyć na Sella Rondę. Tę sławną trasę, biegnącą wokół Piz Boe (3151 m), najwyższego szczytu masywu Sella, pokonuje się od rana do późnego wieczora dzięki kombinacji wyciągów i zjazdów. Można ją objechać zgodnie ze wskazówkami zegara (znaki pomarańczowe), bądź w drugą stronę (znaki zielone). W szczycie sezonu mnóstwo czasu traci się w kolejkach do wyciągów. Poza tym trasa nie jest nadzwyczajna. Zamiast czarnych i czerwonych nartostrad, częściej mamy niebieskie, lekko nachylone łączniki. Chętnych są jednak tysiące...

***

Po mało wyczerpującym pierwszym dniu w Canazei, nazajutrz, dzięki Sella Rondzie, z łatwością dostaniemy się do Ciampinoi, górnej stacji ośrodka Val Gardena. Tu jeżdżenia jest już znacznie więcej - 84 wyciągi i 175 km tras. Przeważają czerwone i czarne, niebieskich jak na lekarstwo. Na snowboardzistów czekają dwa snowparki i rynna do halfpipe'u. Króluje 3,5-km Saslong o różnicy poziomów 839 m. Co roku to właśnie na niej odbywają się zawody pucharu świata w zjeździe i w slalomie gigancie. Saslong można pokonać trasą czerwoną i trudniejszą czarną, cały dzień testując różne ich warianty. Zaręczam, że drugi wariant może przyprawić o zawrót głowy i szybsze bicie serca. Świetne są również nieco krótsze zjazdy z Ciampinoi, wprost do miejscowości Selva (niem. Wolkenstein).

Następnego dnia znów wylądowałem na Saslong. Tym razem jednak tylko po to, by dotrzeć do S. Cristiny i stamtąd kolejką wyrytą w skale przedostać się na Secedę do jednej z najdłuższych w regionie tras (9 km). Choć nie należy do najlepszych i godnych polecenia, pod sam koniec, gdy wyjeżdża się z lasu, po prawej stronie stoku, w niezwykle malowniczej dolinie, zobaczymy schronisko Val d'Anna. Piękna drewniana chata o spadzistym dachu krytym gontem, z rzeźbionym gankiem i leżakami wystawionymi na słoneczną stronę robi wrażenie. Gdy zachodzi słońce, obsługa przyniesie nam koc, gdy zaśniemy na leżaku, kelner poda nam poduszkę.

Po odpoczynku warto jeszcze spróbować sił na kilku czerwonych trasach biegnących ze szczytu Secedy w stronę dolnej stacji w S. Christinie. Są szerokie i bardzo urozmaicone, a narciarzy jest tu znacznie mniej niż na Sella Rondzie.

***

Po kilku dniach na zatłoczonej Sella Rondzie warto wpaść do kilku ośrodków położonych trochę na uboczu, gdzie trafia znacznie mniej turystów, np. do Civetty (32 km od Canazei) i Pozzo di Fassa (2 km). Polecam pierwszy, położony w malowniczej dolinie wciśniętej między dwie majestatyczne góry: Civettę (3220 m) i Monte Pelmo (3168 m). Nie ma tu czarnych tras, ale wynagradzają to długie czerwone (najdłuższa 6 km). Zaawansowanym polecam stoki od strony miejscowości Alleghe, głównie ze szczytu Monte Fertazza. Rodziny z małymi dziećmi i początkujący odnajdą się na stokach przy Selva di Cadore. Na terenie Civetty mamy 80 km tras i 29 wyciągów. Ponadto dwie trasy w Zoldo - Foppe i Cristelin - oświetlone i czynne od godz. 19 do 23.

W Pozzo di Fassa trasy są bardzo przyjemne i znacznie łatwiejsze. Jedynie 3-km czarna na Ciampac potrafi dać w kość. Niestety, przez większą część dnia prawie cała leży w cieniu. W Ski Arena Buffaure panuje przede wszystkim spokój - to jego największa zaleta. Na stokach spotyka się niewielu narciarzy, nie stoi się w kolejkach.

***

Kolejne dwa dni warto zarezerwować na odwiedzenie dwóch ośrodków w Val di Fiemme, by sprawdzić swoje umiejętności na głównie czarnych trasach w Cavalese w ośrodku Alpe Cermis, a następnie w ogromnym kompleksie Ski Center Latemar, do którego można dostać się z Predazzo, Obereggen i Pampeago. Dolina Fiemme, nazywana wrotami Dolomitów, oferuje ponad 100 km tras (aż 98 proc. sztucznie zaśnieżanych). Polecam te w kompleksie Alpe Cermis, zwłaszcza najdłuższą (ponad 7 km, w tym ok. 5 km to trasa czarna) ze szczytu aż do dolnej stacji gondoli w Cavalese. Szeroka, stroma nartostrada, z zakrętami 90 stopni, robi wrażenie. Przejechanie jej bez odpoczynku może przyprawić o zawrót głowy. Nawet w szczycie sezonu nie ma dużych kolejek przy wyciągach - wszystkie zbudowane zostały w stronę słońca. Kompleks polecam jednak jedynie wytrawnym narciarzom, z dobrą kondycją. Długie czarne i czerwone trasy potrafią wyczerpać!

W ośrodku Ski Center Latemar szlaków jest znacznie więcej i są bardziej różnorodne niż te w Cavalese, ale nie są aż tak długie. Każdy znajdzie coś dla siebie. Okolice Obereggen to głównie raj dla snowboardzistów i freeriderów. Jest duży snowpark z rynną do halfpipe'a, mnóstwo wyskoczni, boksów i poręczy. Da się jeździć i po zmroku - we wtorki, czwartki i piątki jeden ze stoków jest oświetlony w godz. 19-22.

Pampeago powstało z myślą o średnio zaawansowanych narciarzach, Predazzo także początkujących, a zaawansowani na pewno znajdą swoje miejsce na czarnej trasie Varainte Slalom.

Zobacz także

Zobacz więcej na temat:

  • Loty
Bestsellery