Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Peru. Wielki Poniedziałek z Panem od Trzęsienia Ziemi

  • Pin It
Agnieszka Magdziak
01.01.2008 , aktualizacja: 13.03.2008 15:40
A A A Drukuj
Fot. Martin Mejia / AP
W Cuzco drewniane krzyże, to symbole dobrych życzeń i obfitości. Przykleja się na nich m.in. quinoa, czyli andyjską pszenicę, białą kukurydzę choclo (żółta kukurydza, jak tu mówią, dobra jest na karmę dla kur), czerwono-czarne nasionko szczęścia, podkówkę, żabę, obrazek z wizerunkiem Senora de Los Temblores - Pana od Trzęsienia Ziemi - oraz zwinięty banknot studolarowy. Szczęściu trzeba pomagać i każdy moment jest ku temu odpowiedni.

Fot. Agnieszka Magdziak
Jesteśmy w Cuzco, sercu inkaskiego imperium - w keczua qosqo znaczy pępek, środek, punkt odniesienia. Tutaj konkwistadorzy, zrabowawszy skarby i ująwszy lud w karby, zaczęli budować swoją potęgę. Dookoła wysokie góry - Andy. Na jednym ze wzniesień czuwa nad miastem biały posąg Chrystusa. Od historycznego centrum odchodzą szerokie ulice skupione wokół czterech arterii prowadzących w cztery strony świata państwa Inków. Poza nimi widać domy z ziemnych cegieł przylegające do zboczy. Niekiedy w czasie pory deszczowej obsuwają się lawiny błotne, zabierając ludzi i ich nędzny dobytek. W Cuzco królują metysi, którzy zapomnieli już o swoich indiańskich korzeniach, pamiętają za to o każdej kropli krwi po białych przodkach. Biali Peruwiańczycy zamieszkują swoje dzielnice, zaś Indianie tworzą odrębną społeczność, do której gringo nie ma dostępu. Indianin dla lokalnego białego to cholo, czyli wieśniak, ciemniak, ich zdaniem zdolny (co najwyżej) do przycinania trawników, do zarabiania pozowaniem do zdjęć w tradycyjnym stroju i z lamą na smyczy. Dla turystów zaś - etnograficzna ciekawostka.

***

Zbliża się Wielkanoc. Ludzie z gór ściągają do Cuzco, bo w Wielkim Tygodniu odbywają się tu najważniejsze uroczystości w okolicy (zresztą wiejskie kościoły otwierane są rzadko i na większe święta religijne Indianie zjeżdżają w doliny). To wielka mobilizacja dla całej okolicy. Na placach przekupki ustawiają stoły z zupami, pieczoną świnką morską, kurczakiem, omletami z pikantnym sosem z rocoto i orzeszków ziemnych i oczywiście ziemniakami. Ucztować można już za kilka soli. Pielgrzymi odwiedzają kościoły, przed którymi w Niedzielę Palmową wszyscy kupują przepiękne palmy wielkanocne. Na zaplecionych liściach palmowych, wśród gałązek eukaliptusa i ruty wiszą cztery krzyże. Na największym jest gipsowy Chrystus o wielkich dłoniach i stopach, z wyraźnie zaznaczonym żebrami i smutno spuszczoną głową. Trzy pozostałe, drewniane krzyże, to symbole dobrych życzeń i obfitości. Przykleja się na nich quinoa, czyli andyjską pszenicę, wielkie zęby białej kukurydzy choclo (żółta kukurydza, jak tu mówią, dobra jest na karmę dla kur), ryż, soczewicę, soję i czerwono-czarne nasionko szczęścia, podkówkę, żabę, obrazek z wizerunkiem Senora de Los Temblores - Pana od Trzęsienia Ziemi - oraz zwinięty banknot studolarowy Szczęściu trzeba pomagać i każdy moment jest ku temu odpowiedni.

W Wielki Poniedziałek odbywa się bardzo ważna uroczystość - procesja ku czci Senora de Los Temblores. Kiedy w styczniu 2005 r. zdecydowano po wielu naradach, że krzyż musi pojechać do renowacji, po mieście przeszedł dreszcz. Jak to, patron miasta ma je zostawić?! Żegnały go tłumy wiernych, a on niczym najważniejszy umarły jechał w otwartym karawanie, w asyście radnych. Ludzie płakali, rzucali kwiaty, modlili się, a za samochodem podążała procesja. Senor de Los Temblores opuszczał miasto po raz pierwszy od 355 lat.

Trzęsienie ziemi 31 marca 1650 r. spowodowało, że z rozkwitającego hiszpańskiego miasta pozostały jedynie inkaskie fundamenty. Tylko te misternie ociosane kamienie złożone w specjalny sposób, niczym puzzle, jako jedyne oparły się niszczącej sile przyrody. Kościół przypisał katastrofę grzechom i oddawaniu czci bałwanom i by uzyskać dla miasta rozgrzeszenie, wystawiono z katedry rzeźbę ukrzyżowanego Czarnego Chrystusa. Wśród wstrząsów uczestnicy procesji wznosili głośne błagania. I wszystko ustało. "To cud!" - wołali ludzie. Od tego czasu figurę nazywano Senor de Los Temblores lub Taitacha. Na pamiątkę cudownego ocalenia procesja odbywała się co roku 31 marca, później przeniesiono ją na Wielki Poniedziałek. W 1950 r., kiedy znowu zatrzęsła się ziemia, przez trzy dni figura stała przed katedrą na Plaza de Armas, a ludzie gorąco się modlili. I tym razem Senor de Los Temblores nie zawiódł.

Mieszkańcy Cuzco bali się Wielkiego Poniedziałku bez rzeźby. Bali się trzęsienia ziemi i próbowali przewidzieć jego datę. Na szczęście renowacja nie trwała zbyt długo i figura wróciła na czas do domu.

W Wielki Poniedziałek stęskniony patrona tłum gęstniał przed katedrą w oczekiwaniu na procesję. Ustawili się w szeregu żołnierze i policjanci, pracownicy magistratu, przedstawiciele różnych instytucji, zakonnicy, szefowie wiosek w tradycyjnych strojach. Wreszcie po godzinie 16 olbrzymi krzyż z odświętnie ubraną, naturalnej wielkości figurą Chrystusa wyłonił się z katedry na srebrnej podstawie. Cierpiąca twarz Chrystusa przykuwała uwagę.

Tragarze dostojnie zeszli ze schodów. Widać, że to dla wielkie wyróżnienie. Spłynęli w tłum, wolno ruszyła procesja. Kolorowe stroje kobiet mieszały się z podkoszulkami turystów. Dzieci biegały z kubeczkami czerwonej galaretki. Mężczyzna w czapce z daszkiem sprzedawał słodycze z drewnianej tacki Tyluż uczestników, ilu gapiów.

Najpierw procesja poszła w stronę kościoła św. Teresy, skąd wywodzą się tragarze, potem do la Merced i wróciła na Plaza de Armas, na schodach katedry żegnając Chrystusa. To wielkie święto, nie tylko religijne. To święto miasta.

***

W Wielki Czwartek w domach trwa wielka mobilizacja - trzeba przygotować doce platos, czyli 12 potraw. Skąd taka tradycja? - pytamy, myśląc o polskiej Wigilii. Niektórzy mówią, że to na pamiątkę ostatniej wieczerzy Chrystusa i dwunastu apostołów. Javier, nasz znajomy antropolog, twierdzi zaś, że to nowa tradycja miejska, i nie ma nic wspólnego z religią, ale raczej z obżarstwem panów hiszpańskich. Po odzyskaniu niepodległości Peruwiańczycy postanowili stworzyć swoją tradycję i tak powstało doce platos. W menu jest tamales, czyli kasza kukurydziana na słodko z rodzynkami i wanilią bądź na słono z oliwkami, cebulą i odrobiną kurczaka zawinięta w liście kukurydziane i gotowana na parze. Można je kupić na każdym rogu ulicy - przygotowywane o świcie sprzedawane są ze styropianowych pudełek. Następnie empanadas dulces, czyli słodkie pierożki, a do tego dania: lechon con hierba buena (wieprzowina z miętą), asado de res (pieczeń wołowa), lingua atomatada (język wołowy w sosie pomidorowym). Doce platos zjada się w gronie rodzinnym w wielkopiątkowe popołudnie. Smakuje tym bardziej, że od czwartkowego wieczoru trwa post. A noc katolicy spędzają w kościele na czuwaniu przy konającym Chrystusie. Z kolei w Wielki Piątek idą w procesji przed katedrę, składając hołd Świętemu Zmarłemu (jak nazywają Chrystusa) oraz Matce Bolesnej.

Dalsze przygotowania do Wielkiej Nocy nie są już tak kolorowe i emocjonalne jak wielkoponiedziałkowa procesja, na którą czeka się przez cały rok.

***

W Andach peruwiańskich trzeba byłoby osiąść, zapuścić korzenie, by w pełni zrozumieć ten fascynujący i złożony świat. Niewprawne oko turysty rejestruje zaledwie niewielki jego fragment. Indianin w poncho, lama, koka, inkaski mur, Machu Picchu... Krajobrazy zapierają dech, ale ludzie, potomkowie Inków i Hiszpanów, pozostają zagadką.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku

Aktualna oferta