Emiraty Arabskie. Złote wrota pustyni

Tu skromność nie jest w cenie. Chodzi o to, żeby pokazać całemu światu bogactwo Emiratów
Jeśli ktoś lubi intensywne zwiedzanie, Emiraty powinien omijać szerokim łukiem. Tu nie ma zabytków. Kiedy poprosiłem taksówkarza, żeby mi pokazał coś starego w Adżmanie, jechał kilkadziesiąt minut i w końcu zahamował z piskiem opon: - Niech pan spojrzy, to jest zabytek! - Gdzie? - nie mogłem niczego znaleźć. - Tu! Zobaczyłem budyneczek, który miał może 50 lat i był kiedyś pewnie jakimś posterunkiem drogowym. Z kolei mieszkańcy Dubaju śmieją się, że najstarsze budynki to... centrum handlowe Madinat. Rzeczywiście, wygląda imponująco. Suk ze złotem, dywanami, tkaninami, mnóstwo uroczych knajpek, wszystko pocięte kanałami, po których pływają stateczki. Taka mała Wenecja. Ale wszystko to powstało zaledwie kilka lat temu!

***

Emiraty, poza pięknymi plażami z widokiem na Zatokę Perską (we wrześniu woda ma ok. 35 stopni!), nie mają też specjalnie pięknych krajobrazów. Wycieczka na pustynię polega na tym, że jedzie się szeroką autostradą w sznurze pojazdów. W pewnym momencie pojawia się duża brama z namalowanymi quadami - wrota na pustynię. Za kilkadziesiąt dolarów można wypożyczyć quada i zrobić sobie "rajd Paryż - Dakar". Ale trzeba uważać, żeby nie wpaść na inny pojazd, bo ruch niewiele mniejszy niż na autostradzie. Można też wykupić za ok. 50 dol. tzw. safari - jazda po wydmach samochodem terenowym. Wszędzie mnóstwo turystów.

Czy warto zatem jechać do Emiratów, przechodzić uciążliwą procedurę zdobywania wizy za ponad 300 zł (jeśli nie wyjeżdżamy z biurem podróży, musimy mieć zaproszenie od osoby prywatnej lub hotelu)? Oczywiście! Nigdzie na świecie nie ma takiego nagromadzenia cudów architektury i inżynierii. Nigdzie w tak masowej skali nie zastosowano prostej zasady dizajnerskiej - bogactwo ma bić po oczach. Monumentalne budynki muszą świecić złotem, marmurami, kolorową iluminacją. Tu skromność nie jest w cenie. Chodzi o to, żeby pokazać całemu światu bogactwo Emiratów.

***

Emiraty najlepiej zwiedzać od grudnia do marca, bo temperatura jest wówczas taka, jak podczas gorącego lata w Polsce (ja byłem we wrześniu). Kiedy wysiadłem po sześciu godzinach lotu z Wiednia (prawie godzinę krążyliśmy nad Dubajem w powietrznym korku) i zaczerpnąłem powietrza, zatkało mnie. Było tak gorące i wilgotne, że dosłownie parzyło płuca. - Jak ja tu wytrzymam dwa tygodnie? Już w taksówce, w której z kolei było jak w lodówce, prowadzący ją Pakistańczyk uspokoił mnie. - Gorąco? Jest tylko 42 stopnie. Gorąco to było w lipcu, temperatura dochodziła do 50 stopni. Przyzwyczai się pan. Przyzwyczaiłem się. Patentem na upały okazało się unikanie wychodzenia na zewnątrz. Z klimatyzowanego hotelu szybko do klimatyzowanej taksówki, a potem do klimatyzowanych muzeów, suków, galerii handlowych... A wczesnym popołudniem, kiedy opada największa fala gorąca, plaża z jasnoszarym piaskiem i palmami. Emiraty zresztą da się zwiedzić nie wychodząc z taksówki (cena benzyny porównywalna z wodą mineralną).

"Jazda obowiązkowa" zaczyna się od ósmego cudu świata - sztucznej wyspy w kształcie palmy o nazwie Palma Dżumajra. Z lądu nie wygląda imponująco - przypomina gigantyczne, pięciokilometrowe molo porośnięte budynkami. Wspaniały widok jest nocą z samolotu. Pilot celowo skręcił nad wyspę, żebyśmy na koniec pobytu zachowali w pamięci tysiące światełek układających się w pień, liście i falochron broniący przed wodami Zatoki Perskiej. Środkiem ciągną się szerokie ulice, a dookoła wyrastają luksusowe hotele, apartamentowce, sklepy i biura. "Liście" porośnięte są domami letniskowymi. Jeśli kupimy któryś z nich, naszym sąsiadem może być David Beckham albo Michael Jackson... Całość ma być gotowa dopiero za dwa lata. Ponieważ inwestycja okazała się wielkim sukcesem komercyjnym, powstaną kolejne dwie wyspy - Palma Dżabal Ali oraz Palma Dajra, która będzie większa niż Manhattan! Jednak inwestor - Al Nakheel Properties - na tym nie poprzestał. Jeszcze większym wyzwaniem inżynierskim jest projekt The World, czyli usypany kilka kilometrów od brzegu atol 300 wysepek, który z góry ma przypominać kulę ziemską. Będzie się można na nie dostać tylko samolotem lub łódkami. Podobno jedna trzecia wysepek znalazła już nabywców (ceny od 10 mln dol.).

***

ZEA to jeden wielki plac budowy. Gigantyczne dochody ze sprzedaży ropy naftowej spowodowały, że pracuje tutaj najwięcej dźwigów budowlanych na świecie - więcej niż w przygotowujących się do olimpiady Chinach. Na budowach od Dubaju po Adżman (ok. 50 km) widziałem tysiące robotników z Azji, głównie Pakistańczyków i Hindusów. Znajomi Polacy, którzy są lekarzami w Dubaju, przez kilkadziesiąt minut błądzili po Adżmanie, żeby trafić do mojego hotelu, chociaż dobrze go znali. - Ostatnio byliśmy tutaj dwa lata temu i w tym czasie wyrosło kilka nowych dzielnic - wyjaśnia Krzysztof Wasilewski. Razem z żoną przyjechali tutaj 15 lat temu. On jest cenionym chirurgiem naczyniowym, ona radiologiem. Pracują w prestiżowej klinice Rashid Hospital. - Kiedy tutaj przyjechaliśmy, Dubaj był miasteczkiem z zaledwie kilkoma wieżowcami. Od końca lat 90. trwa taki boom inwestycyjny, że miasto zmienia się z roku na rok.

Nie ma w tym przesady. Tam, gdzie kilka lat temu była pustynia, wyrosła dubajska Dolina Krzemowa, powstają uczelnie, centra finansowe, ale tak gwałtowny rozwój ma swoje minusy. Najbardziej uciążliwe są korki. - Kiedyś stałem kilka godzin, mimo że z każdej strony jest siedem pasów ruchu! - mówi Wasilewski. W Dubaju nie ma właściwie komunikacji miejskiej, metro dopiero zaczyna powstawać. Budowane jest nad drogami. Mieszkańcy mówią, że tutaj nie da się wykopać dołu - natychmiast wytryśnie ropa.

Jednak poza tym Emiraty to idealne miejsce do życia. Obywatele kraju otrzymują za darmo mieszkania, nie płacą za telefony, wodę, światło, edukację, leczenie, leki... - To, co nie udało się Leninowi, im się udało w dziesięć lat - śmieje się Piotr Partykiewicz, który od kilku lat prowadzi własną firmę w Adżmanie. Wydaje się, że kolejne apartamenty nigdy nie znajdą nabywców, bo już jest ich więcej niż mieszkańców (ogółem ok. 4 mln, z czego obywatelstwo ma ok. 1,5 mln), ale kupują je nie tylko miejscowi, także Rosjanie, Hindusi, coraz częściej Polacy.

***

W Emiratach znajdziemy wszystkie najbardziej znane sieci hoteli. Wzdłuż wybrzeża w Abu Zabi, Dubaju, Szardży i Adżmanie jak grzyby po deszczu rosną kolejne. Najbardziej znanym hotelem na świecie jest dubajski Burdż al-Arab (Wieża Arabów). Charakterystyczny żagiel jest chyba jednym z najczęściej pokazywanym w mediach obiektem Emiratów. Nocą z odległości kilku kilometrów przyciąga wzrok kolorową iluminacją. Hotel jest wybudowany na sztucznej wyspie - dochodzi się do niej ok. 300-metrowym mostem. Oficjalnie ma pięć gwiazdek, ale powszechnie przypisuje mu się ich aż siedem z powodu wyposażenia znacznie wykraczającego poza standard. Tu odbyła się m.in. impreza urodzinowa modelki Naomi Campbell czy mecz tenisowy na wysokości 300 m z udziałem Andre Agassiego i Rogera Federera. Nocleg w pokoju standardowym kosztuje ok. 3 tys. zł od osoby za dobę. Przy czym pojęcie standardu jest mocno wyśrubowane: 170 m kw., luksusowe meble, telewizory plazmowe etc. Na życzenie dostaniemy ochronę, kucharza, samochód z kierowcą (oczywiście dodatkowo płatne).

Jednak najbardziej ekskluzywnym hotelem świata jest otwarty trzy lata temu Emirates Palace w Abu Zabi. Plotka głosi, że kosztował 3 mld dol. i miał być pałacem kongresowym. Zgodnie z lokalną tradycją obrady szejków odbywają się co rok w innym szejkanacie. Kiedy kolejka dochodziła do Abu Zabi, szejk, a jednocześnie prezydent kraju, specjalnie na tę okazję polecił wybudować pałac. Ale budowa opóźniła się i obiekt stał się ostatecznie hotelem. Często przebywają w nim głowy państw i wielcy tego świata (podczas wrześniowej wizyty w Emiratach gościł w nim Władimir Putin). Elewacja nawiązuje do pięciu kolorów piasku na pustyni w Emiratach - od prawie białego do prawie czerwonego. - To, co ma kolor złoty, to prawdziwe złoto - wyjaśnia krótko obsługa hotelu. Turystów w Emiratach będzie jeszcze więcej, bo trwa budowa całego kwartału budynków z centralnie położonym Burdż Dubaj (Wieża Dubaju) - widać go już z autostrady biegnącej przez pustynię. Kilkadziesiąt dolnych pięter ma zajmować hotel Giorgio Armaniego, wyżej będą apartamenty (podobno sprzedano je w kilka godzin, choć ceny sięgały milionów dolarów) i biura. Kiedy byłem w Dubaju, właśnie ogłoszono, że budynek jest już najwyższym wieżowcem świata - ma ponad 580 m. Po zakończeniu budowy w 2009 r. osiągnie 800-1000 m (ostateczna wysokość jest trzymana w tajemnicy). Z myślą o turystach został też wybudowany największy w świecie sztuczny stok narciarski: kilkusetmetrowy zjazd, wyciąg krzesełkowy, przyprószone śniegiem świerki, nawet alpejska chatka z drewna. Za około 100 zł wypożyczyłem sprzęt narciarski i kurtkę (swoje trzeba mieć tylko rękawiczki i czapkę). Ustawiłem się w kolejce do wyciągu krzesełkowego i po kilku minutach byłem na "szczycie". Zjazd króciutki, ale jak się dobrze kręci, można trochę poszusować. Zabawa przednia. Prawdziwa zima na środku pustyni!

Warto się wybrać do Emiratów, zanim miliony turystów zadepczą plaże, a kolejne wieżowce odbiorą ziemię pustyni.

W sieci

www.uaebusinessdirectory.com

http://uaeinteract.com

www.plembassy.gov.ae/UAE1.html

www.dubaipolonia.pl

Oaza spokoju

•  Zjednoczone Emiraty Arabskie powstały w 1971 r. jako federacja siedmiu emiratów: Abu Zabi (Abu Dhabi), Dubaju, Szardży (Sharjah), Adżmanu (Ajman), Ras al Chajma (Ras al Khaimah), Umm al Kajwajn (Umm al. Qaiwain), Fudżajra (Fujairah). Zanim pod koniec lat 60. nie odkryto bogatych złóż ropy naftowej, była tu bieda. Jednak szejkowie mądrze inwestują zyski i dziś dochody z ropy to zaledwie kilkanaście procent budżetu. Reszta pochodzi z usług finansowych, handlu, a ostatnio coraz więcej z turystyki.

•  W porównaniu z innymi krajami Bliskiego Wschodu Emiraty są prawdziwą oazą spokoju. Nie ma zamachów terrorystycznych (miejscowi żartują, że al Kaida, CIA i mafia mają tutaj konta w tych samych bankach, więc nie ma się czego obawiać). Policji właściwie nie widać, nawet drogówki. Do niedawna właściwie nie było kradzieży, ale przez kraj przewijają się miliony ludzi, więc coraz częściej w lokalnej prasie można przeczytać, że rosyjskiej turystce zniknął na plaży portfel z 10 tys. dol., w pewnym hotelu zameldowały się dwie dziewczyny i świadczyły usługi seksualne, a jakiś chłopak chciał wwieźć narkotyki.

•  Kraj jest konserwatywny, ale w hotelach, na plaży i w większości pubów nie ma problemu z napiciem się alkoholu, nikogo nie oburza skąpo ubrana kobieta. Emiratom bliżej pod tym względem do Egiptu i Turcji niż do Arabii Saudyjskiej. Wszyscy znają angielski, są mili dla turystów.

•  Przed wyjazdem nie trzeba się szczepić, bo nie ma tu chorób zakaźnych i wszędzie panuje sterylna czystość.

•  Niestety, Emiraty nastawiają się na bogatych turystów. Bilet lotniczy ok. 2 tys. zł - połączeń z Polski nie ma, trzeba więc doliczyć koszt dojazdu do Wiednia, Pragi czy Frankfurtu.

•  W restauracjach (są wszystkie liczące się sieci światowe) płaciłem trochę więcej niż w Polsce.

•  Opowieści o taniej elektronice czy ubraniach są grubo przesadzone. Chyba że chcemy kupić wszechobecne tutaj podróbki markowych rzeczy.