Podróże w przeszłość - Paryż. Tajemnice Palais-Royal

Warszawę Niemcy zburzyli doszczętnie. Paryż od wieków burzą sami paryżanie
Burzą i odbudowywują. Równają z ziemią całe dzielnice lub patroszą budowle od środka, zostawiwszy tylko nietknięte fasady, wypełniane od środka szkłem, drewnem, aluminium. Pod koniec XIX w. baron Haussmann wyburzył i odmienił Paryż najbardziej, ale Paryż wyburzał się ciągle i wyburzać nie przestanie. W "Paryskich pasażach" Walter Benjamin nie zapomniał umieścić fragmentu "Mozaiki ruin" Théophile'a Gautiera: "Wysokie mury, pręgowane brązowymi smugami po rozebranych kominach, ujawniają niczym plan architektoniczny tajemnicę wewnętrznego rozkładu pomieszczeń. (...) Ciekawy to widok - owe rozwarte na oścież domy z podłogami wiszącymi nad przepaścią, z kolorowymi bądź kwiecistymi tapetami znaczącymi jeszcze zarysy pokoi, ze schodami, które nie wiodą już nigdzie, z odsłoniętymi piwnicami, z dziwnymi osypiskami i stromymi pagórami gruzu; gdyby nie przyczerniona tonacja, można by rzec, iż są to zawalone budowle, wyludnione konstrukcje z akwafort rytowanych gorączkową igłą Piranesiego".

Nawet te paryskie kwartały, które wydają się nietknięte od wieków, przechodziły cykle wyburzania i budowania od nowa, np. Palais-Royal, Luwr i Tulerie.

***

Pod arkadami Palais-Royal krążę codziennie. Kiedy świeci słońce, cienie ścielą pod nogi spieszne opowieści. Kiedy pada deszcz, ciche głosy posłuchania proszą. Pod kolumnadą krążę i nasłuchuję. Cieniom się przyglądam, ucha nadstawiam. Co usłyszę - opowiadam. Co wyczytam - powtarzam.

Diderot: "Czy ładnie jest, czy brzydko, o piątej godzinie po południu zwykłem promenować po Palais-Royal". Diderot nie zmyślał - do Palais-Royal chodził uparcie. Pod koniec życia pisał do córki: "Nudzę się w domu. Wychodzę, żeby się jeszcze bardziej nudzić. Tylko jedna, za to największa rozkosz mi została: codziennie, punktualnie o piątej po południu, wstępuję na lody do Petit-Caveau".

Petit-Caveau słynęła z lodów w dzień i z panienek, zwanych "półboberkami" w nocy. Ludzie Robespierre'a woleli chodzić na lody do Corazza, pod kolumnadę północną, ale wtedy Palais-Royal zwał się Palais de l'Egalité. Dziwny pałac, wypełniony kawiarniami, restauracjami, spelunami, szulerniami wciśniętymi pod kolumnadę, w drewnianych barakach postawionych byle jak w poprzek podwórca. Oto "stolica Paryża" - jak nazywał Mercier ten kwartał miasta.

***

Diderot wysłał do córki list o lodach 28 czerwca 1781 roku. W tym samym roku diuk Chartres, przyszły Philippe Egalité, powierzył architektowi Victorowi Louisowi przebudowę pałacu wybudowanego na życzenie kardynała Richelieu. Z kardynalskiej siedziby pozostała tylko Galeria Dziobowa i skrzydło budowli od ulicy Walezjuszy, czyli oficyna dzisiejszej Rady Stanu, oddzielonej od Luwru asfaltowym placykiem pełnym rollerowców-akrobatów oraz ulicą Rivoli. Na murach bocznej oficyny kardynalskiego pałacu - atrybuty morskie (Richelieu był także nadintendentem Żeglugi).

Z pałacowego dziedzińca przed Galerią Orleańską wybudowaną w roku 1828 na miejscu spalonych baraków galerii drewnianej wystaje od ponad ćwierćwiecza kolumnada artysty Daniela Burena - "Colonnes de Buren". Niektóre kolumny pomalował w czarne paski, jedne przyciął przy asfalcie, innym zezwolił na wystawanie, jeszcze inne wcisnął pod ziemię. Kolumnadę Burena oblegają dzieci i turyści. Na kamiennych pieńkach ucztują niekiedy bezdomni.

Mercier: "Wyjątkowe to miejsce na ziemi. Wizytujcie Londyn, Amsterdam, Madryt, Wiedeń, niczego podobnego nie znajdziecie: więzień tu posadzony nawet po wielu latach nie zamarzy wcale o wolności... Oto stolica Paryża. Wszystko tu znajdziesz!".

***

Pod koniec panowania Ludwika XVI pod kolumnadami Palais-Royal konspirowali konspiratorzy. W lipcu 1789 roku w ogrodzie i w przypałacowych pasażach, które stały się, jak pisał Hugo, "jądrem rewolucyjnej planety" - wrzało. Camille Desmoulin tak opisał wydarzenia z 13 lipca 1789 roku: "O godzinie wpół do trzeciej sprawdzałem w Palais-Royal nastroje ludu. W mym łonie wrzał straszny gniew przeciw despotom. Tłum był liczny, wzburzony i głośny, ale jeszcze nie gotów do buntu. Podeszło do mnie trzech trzymających się za ręce młodzieńców, najwyraźniej wewnętrznym ogniem ożywianych. Rychło odgadłem, że w tych samych co ja zamiarach zjawili się w Palais-Royal. - Panowie - rzekłem do nich - oto początek obywatelskiego poruszenia! Trzeba, by jeden z nas przemówił do ludu! - Ty przemów! - odrzekli młodzieńcy. Natychmiast znalazłem się na stole z Café de Foy. Otoczył mnie gęsty tłum. Przemówiłem: "Obywatele, nie mamy chwili do stracenia. Tej nocy regimenty szwajcarskie i niemieckie wyjdą z koszar na Polach Marsowych, by poderżnąć nam gardła. Do broni, obywatele! Przypinajcie kokardy, byśmy się poznali!".

13 lipca roku pamiętnego w Paryżu srożył się upał. Bywalcy Café de Foy słuchali Desmoulin'a łapczywie. Łyżeczki zamarły im w dłoni. Lody malinowe powoli kapały na obrus, jak jeszcze nie przelana krew.

***

Galerie drewniane piętrzyły się od roku 1792 do 1828 na niewielkiej przestrzeni, którą od początku lat 30. XIX w. wyznacza podwójna kolumnada Galerii Orleańskiej architekta Fontaine'a. Galerie drewniane piętrzyły się w poprzek kolumnad Palais-Royal, zamykając dostęp do ogrodu od strony Luwru. Balzac opisał w "Straconych złudzeniach" owe baraki tak, jak Prus rudery Powiśla - magicznie. Jules Janin, dziennikarz rzutki i sprawie polskiej przez pewien czas oddany, poruszony Balzakowym stylem, dał świadectwo lektury powieści w "Revue de Paris": "Wiadomo, że pan Balzac celuje w tego rodzaju przyziemnych opisach: zbutwiałego drewna, stojącej wody, bielizny wypranej w saganach ze śladów występku i rozwieszanej na sznurze. Nic mu nie umknie: dojrzy każdą fałdkę, każdą kleistą wydzielinę w tym trędowatym świecie. Wielką siłę pisarz mieć musi, by osiągnąć tak wiele, a jednak wypada się zastanowić, jakie przyjemności znaleźć mogą czytelnicy pana Balzaca w szczegółach tak okropnych".

Balzac wiedział, co robi, jaki pożytek płynie z "odmalowania bazaru nikczemności". Wiedział, dlaczego "maluje", bo przez 36 lat drewniane galerie w Palais-Royal odgrywały tak wielką rolę w życiu paryskim, że "niewielu jest mężczyzn czterdziestoletnich, którym ten niewiarygodny opis, sporządzony dla ludzi młodych, nadal nie sprawiałby przyjemności".

***

W miejscu nowej i zimnej Galerii Orleańskiej przypominającej cieplarnię bez kwiecia zachodziły na siebie baraki, a raczej budy zbite z desek, źle zadaszone i ciasne. Światło dnia przedostawało się do nich z trudnością przez półokrągłe, podzielone listewkami okna, pokryte gęstą warstwą mazi. Budy stały w trzech rzędach, otwierając dwa pasaże. Wydobywał się z nich niebywały smród, a ludzkie i zwierzęce odchody zastygały w skorupę. Dwie uliczki, rudery zapadnięte niemal niżej bruku, z dachami porosłymi mchem, w tył powychylane ściany, okna łatane papierem albo zatkane łachmanem. Szafy bez drzwi, krzesła na trzech nogach, kanapy z wytartym siedzeniem, zegary z porozbijanymi cyferblatami.

Tu się grało: w tryktraka, w wista, w kości w galerii drewnianej i w spelunach pod kolumnadą zamykającą ogród z trzech stron. Szulernia pod nr. 9 zapraszała do stolików na kości, na oko, na płonący poncz. Szulernia pod nr. 113 dysponowała ośmioma salami z ruletą. W niej Blücher, zwycięzca pod Waterloo, przegrał sześć milionów i zastawił cały majątek. Gdy wszystko przegrał, wymusił na Banku Francji pożyczkę w wysokości 100 tys. franków jako kapitał do gry. Dzięki okupantom Świętego Przymierza Paryż zarobił więcej, niż musiał zapłacić z tytułu odszkodowań wojennych.

Pod szulerniami kręcili się lichwiarze, wieczorem "półboberki" przechadzały się po drewnianej galerii i ogrodowych alejkach. "Boberki" promenowały pod kamienną kolumnadą, "nadboberki" plasowały się na tarasie Petit Caveau, w której Diderot zwykł codziennie jadać lody.

***

"Prostytucja, gra". Tytuł jednej z części "Paryskich pasaży" Benjamina. Wśród cytatów czyhających na czytelnika jak zbójcy przy drodze, by ograbić go z przyzwyczajeń i z poglądów, fragment "Briefe geschrieben auf einer Reise nach Paris" J.F. Benzenbergera (1805): "Kobiety upadłe pierwszej klasy mieszkają głównie na drugim piętrze. (...) Na trzecim, na paradyzie i w mansardach, żyją te pośledniejszej rangi; ich fach zmusza je do rezydowania w centrum miasta, w Palais-Royal, w przecznicach i okolicach. (...) W Palais-Royal jest ich od 600 do 800, ale nieporównanie większa ich liczba wieczorem przechadza się tam, gdyż jest to punkt spotkań większości próżniaków. Na ulicy Saint-Honoré i w uliczkach przyległych wieczorem wystają one szeregami tak gęstymi jak za dnia dorożki w Palais-Royal. Jednakże ich liczba szybko spada, w miarę jak oddalamy się od Palais-Royal".

Liczbę femmes perdues autor określił "na jakieś dziesięć tysięcy"; w jednym ze spisów policyjnych sprzed rewolucji figurowała liczba 28 tysięcy. Johan Huizinga w "Jesieni średniowiecza": "Cmentarz Niewiniątek jako miejsce przechadzek. Miejsce to było zatem dla XV-wiecznych paryżan czymś takim jak posępny Palais-Royal w roku 1789. Pośród nieustannych pogrzebów i ekshumacji odbywała się tam nieustanna promenada, podczas której spotykali się wszyscy. Obok kostnic znajdowały się kramy, a pod arkadami gromadziły się kobiety lekkich obyczajów".

Kawiarnie, restauracje i spelunki w Palais-Royal rozkwitały od roku 1815 do północy 31 grudnia 1836 roku. Oficerowie pruscy, angielscy, rosyjscy przegrywali tu fortuny, nabawiali się wstydliwych chorób, uczyli się francuskiego oraz wyrafinowanych figur erotycznych od aktorek z Varieté. Świeciły trzewiki dandysów, bielały jedwabne suknie. Kiedy Ludwik Filip zakazał w 1837 r. hazardu w Paryżu, Palais-Royal opustoszał, towarzystwo przeniosło się kilkaset metrów na północ, na Bulwary. Ogród i arkady zapadły w sen, z którego nie przebudziły się do dzisiaj. Sen o dostępnym natychmiast szczęściu.

* pisarz, tłumacz, dziennikarz RFI