Azory - po krawędzi krateru

Ze szczelin skalnych wydobywają się fumarole, bulgoce błoto, biją gorące źródła
Po dwóch godzinach lotu z Lizbony airbusem portugalskich linii lotniczych TAP z Oceanu Atlantyckiego wyłoniły się wyspy grupy centralnej archipelagu azorskiego: Terceira, Graciosa, Sao Jorge, Pico i Faial (pozostałe to Santa Maria i Sao Miguel leżące najbliżej Europy oraz Flores i Corvo na zachodnim skraju archipelagu). Odległość pomiędzy najbardziej oddalonymi od siebie Flores i Santa Maria wynosi ok. 600 km. Stewardesa przypomina o cofnięciu zegarków o godzinę - jesteśmy przecież aż 1400 km od wybrzeży Portugalii.

***

Z powietrza Faial przypomina regularny pięciokąt z kraterem pośrodku. Wyspa jest nieduża, ma ok. 173 km kw., w najszerszym miejscu 21 km długości i 14 szerokości. Gdy podchodzimy do lądowania, wydaje się, że samolot wpadnie do oceanu, gdyż pas startowy leży na skraju wybrzeża.

Komunikacja publiczna jest słabo rozwinięta, zwłaszcza po sezonie, dlatego do jedynego tu miasta - Horta - trzeba pojechać taksówką (zapłaciłem 10 euro). Na miejscu okazuje się, że hotele są bardzo drogie, ale można się zatrzymać na kempingu (2 euro + 3 za namiot) lub w jednej z licznych kwater prywatnych (wynegocjowałem 20 euro za dzień).

Zwiedzanie najlepiej rozpocząć od stolicy - Horta (ok. 15 tys. mieszkańców) uchodzi za jedno z najpiękniejszych miast archipelagu. Zachowało się tu wiele XVIII- i XIX-wiecznych budynków, ale sporą ich część znacznie uszkodziło trzęsienie ziemi w 1998 r. Obecnie są remontowane, głównie przez... Rosjan i Ukraińców.

Rozwój miasto zawdzięcza znakomitemu położeniu nad dwoma zatokami rozdzielonymi wąskim przesmykiem i osłoniętymi przez wzgórze Monte da Guia (145 m n.p.m.), z którego można podziwiać jego panoramę.

Na pierwszym planie, nad zatoką Porto Pim, znajdują się najstarsze budynki, ufortyfikowana brama i mury obronne. Historia tego miejsca związana jest z burzliwym rozwojem wielorybnictwa w XVIII w. W pobliżu wyspy przebiega szlak wędrówek tych największych ssaków świata, Horta stała się więc centrum rekrutacji załóg statków wielorybniczych, miejscem ich szkolenia i odpoczynku. Przechadzając się pustymi i cichymi uliczkami, trudno sobie wyobrazić, że kiedyś tętniło tu życie. Obecnie nikt już nie poluje na wieloryby, za to można wypłynąć pontonem lub łodzią na otwarty ocean i oglądać je z bliska (kilkugodzinna wyprawa - 54 euro, organizatorzy gwarantują spotkanie z delfinami, w przeciwnym razie zwracają pieniądze).

Blisko portu jest plaża pokryta piaskiem wulkanicznym, czarnym, ale bardzo drobnym i przyjemnym. Mimo że jest początek października, z przyjemnością kąpiemy się w ciepłej wodzie.

Idąc brzegiem oceanu w kierunku centrum, mijamy XVI-wieczny fort Santa Cruz (obecnie pensjonat i restauracja) i dochodzimy do mariny - dla braci żeglarskiej jednej z najważniejszych na świecie. Tutaj zatrzymują się wszystkie jachty płynące przez Atlantyk, a ich załogi pozostawiają ślady swej bytności w postaci malowideł na ścianach portu. Mówi się, że kto tego nie zrobi, nie dotrze do celu podróży... W porcie trzeba koniecznie odwiedzić Peter's Sport Café, najsłynniejszą na całym archipelagu. Właściciel to człowiek instytucja - każdy żeglarz lub tramp może się do niego zwrócić o pomoc. Kawiarnia jest punktem kontaktowym - można tu odebrać korespondencję, wymienić pieniądze (złotówek jeszcze nie), no i coś zjeść, np. zupę z wieloryba. Nad Peter's Sport Café mieści się małe, ale ciekawe Scrimshaw Museum, w nim pokaźna kolekcja zębów i kości wielorybów pokrytych malowidłami o tematyce morskiej (wstęp 2 euro).

Warto też zobaczyć Muzeum Sztuki Sakralnej w XVII-wiecznym klasztorze św. Franciszka, Wieżę Zegarową z XVIII w., nowoczesny gmach parlamentu azorskiego oraz bogato wyposażony XVII-wieczny kościół Igreja Matriz de Sao Salvador. Jego fasada jest dobrym przykładem stylu manuelińskiego ukształtowanego w Portugalii w XVI w. pod wpływem zetknięcia z odległymi cywilizacjami. Stworzyli go Diogo Boytac, nadworny architekt króla Manuela I, oraz Mateus Fernandes Młodszy. Ulubionymi elementami kompozycji były instrumenty nawigacyjne, takielunek i heraldyka.

Na koniec zajrzyjmy do muzeum miejskiego w dawnym kolegium jezuickim, by zapoznać się z rozwojem miasta i obejrzeć eksponaty etnograficzne i nautyczne (wstęp 1,50 euro). Ale najciekawsza jest chyba wystawa miejscowego artysty Euclidesa Rosa. Stosując własną, unikatową technikę obróbki miąższu gałęzi drzew figowych, odwzorował z niego w najdrobniejszych szczegółach m.in. okręty i budynki. Niektóre budowle składają się z 10 tys. elementów, a ważą zaledwie 200 g!

***

Chcąc poznać resztę wyspy, najlepiej wypożyczyć samochód (35 euro bez limitu kilometrów) i wyruszyć na zachód od miasta w kierunku wulkanu położonego w jej centrum. Droga jest kręta, wąska, tonie w kwiatach i drzewach. Choć do pokonania mamy niewiele ponad 10 km, trzeba wspiąć się prawie na 1000 m n.p.m. Droga kończy się parkingiem u podnóża najwyższego szczytu wyspy Cabeco Gordo (1043 m). Stąd krótkim tunelem wydrążonym w ścianie kaldery przechodzimy na platformę widokową zbudowaną w jej wnętrzu. Widok intrygujący - nie co dzień jest okazja, by zajrzeć do wnętrza wygasłego wulkanu. Ma tylko 2 km średnicy i aż 400 m głębokości, naprawdę warto go obejść. Pierwszym etapem jest 15-minutowa wspinaczka na szczyt Cabeco Gordo. Roztacza się stąd wspaniały widok na wyspy Pico i Sao Jorge. Dalej ścieżka biegnie brzegiem kaldery. Jest wąska, miejscami zawieszona niemal nad przepaścią. Dwugodzinny spacer to świetna okazja, by dokładnie obejrzeć Faial z góry.

Jadąc ciemnordzawą drogą, po kilku kilometrach mijamy piękną zatokę z górującym nad nią olbrzymim blokiem skalnym Castelo Branco. Specyficzny mikroklimat i źródła mineralne sprawiają, że leżąca tu miejscowość Varadouro jest małym uzdrowiskiem.

Zaraz za Capelo bujna roślinność ustępuje miejsca pyłom wulkanicznym. To znak, że już blisko do jednej z największych atrakcji wyspy - przylądka Ponta dos Capelinhos. Przedziwnie powyginane skały opadają do oceanu stromymi klifami, na brzegu leżą bloki zastygłej lawy, wszystko pokrywa pył wulkaniczny. To efekt potężnej erupcji na przełomie lat 1957-58, ok. kilometra od brzegu Faial. W jej wyniku powstała mała wysepka, później połączona z lądem wąskim przesmykiem. Leżąca tu wioska została zrównana z ziemią, pozostały tylko ruiny. Mimo że od erupcji minęło już prawie 50 lat, nawet rośliny z wielkim trudem ponownie zarastają ten niegościnny obszar. Miejsce to ma jednak niepowtarzalny urok - panuje niezwykła cisza, zakłócana jedynie przez uderzające o brzeg fale.

Na północnym wybrzeżu Faial co chwila mija się urocze miejscowości otoczone poletkami poprzecinanymi ogrodzeniami z hortensji. Czasem widać pasące się krowy, w innych miejscach sady owocowe, nieodłącznym elementem krajobrazu są liczne wiatraki.

Brzeg morski jest poszarpany, niedostępny. Tuż przed powrotem do Horty zatrzymujemy się na wysokim klifie górującym od północy nad miastem. Roztacza się stąd doskonały widok przede wszystkim na Pico, oddaloną zaledwie o 8 km. W promieniach zachodzącego słońca budzi nasz niekłamany zachwyt.

***

Na Pico, drugą co do wielkości wyspę archipelagu (447 km kw.), płyniemy promem (3,30 euro). U wejścia do portu Madalena mijamy dwie wulkaniczne wysepki o charakterystycznych kształtach, zwane Deitado (Leżąca) i Em Pe (Stojąca), pół godziny później dobijamy do nabrzeża. Wyspa ma kształt wrzeciona o długości 42 km, w którego szerszym, zachodnim końcu dominuje imponująca sylwetka Pico, najwyższego szczytu Portugalii (2351 m). Każdy, kto chce go zdobyć, musi zameldować się w miejscowej jednostce straży pożarnej - jeśli nie zgłosi się do wieczora, zostanie wysłana ekipa ratunkowa.

Do podnóża Pico na wysokości 1200 m n.p.m. jedziemy taksówką (ok. 15 euro), gdyż nie dociera tu komunikacja lokalna. Jest tu mała jaskinia ze studnią - wyżej nie będzie już wody. Choć szlak znaczą słupki (bez oznaczeń), jest słabo widoczny, często idzie się na wyczucie. Podejście jest dość ciężkie - mamy do pokonania ok. 6 km przy różnicy poziomów niemal 1200 m n.p.m. Przez 2,5 godz. idziemy ostro pod górę. Spod nóg usuwają się drobne kamienie i żużel, trzeba uważać, by noga nie wpadła do szczeliny. Na tej wysokości rośnie już tylko kosodrzewina, ale i ona wkrótce ustępuje miejsca gołym skałom. Dalej już tylko lawa. Wreszcie docieramy do krawędzi rozległego krateru, z którego wyrasta mały wierzchołek nadający górze charakterystyczny wygląd. Schodzimy do wnętrza - krajobraz księżycowy. Nie ma tu nic prócz lawy uformowanej w przeróżne kształty. Ostry zapach dwutlenku siarki i wydobywająca się ze szczelin para przypominają, że to wulkan - ostatnio wybuchł 300 lat temu.

Teraz pozostaje już tylko podejście na wierzchołek. Widok robi niesamowite wrażenie. Szczyt wznosi się majestatycznie w górę zaledwie kilka kilometrów od brzegu oceanu. Pobliska wyspa Faial wygląda jak drobina rzucona na fale oceanu, bardzo dobrze widać też Sao Jorge.

Droga powrotna nie jest łatwiejsza - śliski żużel, gęste chmury, które potrafią pojawić się w okamgnieniu. Po ponad dwugodzinnej wędrówce zmęczenie daje znać o sobie, ale warto było podjąć ten trud. Jeszcze tylko meldunek o powrocie w remizie i czas na odpoczynek. W nagrodę można wypić lampkę wyśmienitego wina Lajido. Główny cel wyprawy został zrealizowany - czas na kolejną wyspę.

***

W sezonie letnim pomiędzy wszystkimi wyspami kursują promy. Teraz na Sao Miguel można dostać się tylko samolotem (70 euro). Lotnisko (kilka kilometrów od Madaleny) znajduje się na północnym wybrzeżu, tuż nad oceanem. Przed odlotem warto pójść na krótki spacer, aby zobaczyć Arcos do Cachorro, zadziwiające formacje wulkaniczne - łuki i tunele, przez które przewalają się fale oceanu przypominają wyglądem wielką psią głowę, stąd nazwa. Pobliska wioska ze starymi domami z bloków bazaltowych jest świetnym przykładem tradycyjnej, azorskiej zabudowy. Wracamy, by zdążyć na samolot. Już po 40 min lądujemy w Porcie Lotniczym im. Jana Pawła II w Ponta Delgada, największym mieście wyspy, a zarazem Azorów (ok. 30 tys. mieszkańców). Przybywa tu większość turystów odwiedzających archipelag, dlatego ma ono zupełnie inny charakter niż spokojne miasteczka na innych wyspach. Są kluby, sklepy, dyskoteki, zaciszne knajpki. Poza winem, ulubionym trunkiem, jest produkowane tutaj piwo Especjal. Miejscowi oddają się swej ulubionej rozrywce - oglądają mecze ligi portugalskiej, żywo reagując na każde zagranie piłkarzy.

Na wyspie bez trudu znajdziemy nocleg w wielu hotelach i pensjonatach. Najlepiej jednak zatrzymać się w niedrogim i pięknie położonym schronisku młodzieżowym (w sezonie 15 euro, potem 12). Stąd w ciągu kilku minut dotrzemy do centralnego punktu - placu Goncalo Velho Cabrala, otwartego ku zatoce, nad którą leży Ponta Delgada. Stoi tu pomnik tego wielkiego żeglarza i odkrywcy portugalskiego z XV w. oraz symboliczna Brama Miejska z XVIII w. Tuż obok Ratusz Miejski - świetny przykład miejscowej architektury barokowej - i XVI-wieczny kościół św. Sebastiana z pięknym portalem w stylu manuelińskim.

Mieszkańcy Azorów są bardzo religijni, w kościołach zawsze można zastać modlących się wiernych. Często odbywają się festiwale i procesje - najważniejsza w piątą niedzielę po świętach wielkanocnych ku czci Santo Cristo dos Milagres (Chrystusa Cudotwórcy), którego figura znajduje się w kaplicy klasztoru Nossa Senhora da Esperança, wyłożonej bezcennymi, błękitnymi azulejos z XVIII w.

Przechadzając się wąskimi uliczkami, warto zatrzymać się przy renesansowym forcie Sao Brás. Odrobinę wytchnienia od palącego słońca znajdziemy w parku otaczającym pałac Sant'Ana (siedziba Regionalnego Rządu Azorów) lub zwiedzając Muzeum Carlosa Machado w dawnym klasztorze Santo André.

W przeciwieństwie do innych wysp komunikacja publiczna jest tu bardzo dobrze rozwinięta. Jazda autobusem przez wioski zawieszone nad brzegiem oceanu, przeciskanie się przez wąskie uliczki z uczuciem, że za chwilę autobus zawadzi o jakiś balkonik, pozostawiają niezapomniane wspomnienia. Jak na niewielki obszar (65 km długości, ok. 14 szerokości) krajobraz wyspy jest bardzo urozmaicony. Dominują wzniesienia dochodzące do 1100 m oraz kratery wulkanów, które są bądź jeziorami, bądź żyznymi dolinami. Krater Sete Cidades (Siedmiu Miast) na zachodnim końcu wyspy ma 12 km średnicy, a jego dno wypełniają dwa jeziora rozdzielone wąską groblą z lawy, jedno zielone, drugie błękitne - nad większym leży malownicza wioska. Obrzeże krateru wyrasta stromymi ścianami 260 m nad taflę wody, porasta je las oraz wszechobecne azalie i hortensje. Ten wspaniały pomnik przyrody powstał w 1445 r. w wyniku wybuchu wulkanicznego. Krąży o nim wiele legend i podań (niektórzy doszukują się pozostałości mitycznej Atlantydy).

Ślady działalności wulkanicznej wyraźnie widać też we wschodniej części wyspy. Leży tu Vila Franca do Campo, jej pierwsza stolica. Trzęsienie ziemi i gigantyczne fale morskie zniszczyły ją doszczętnie w 1522 r. Pamiątką tego wydarzenia jest leżąca u brzegu skalista wysepka rozszczepiona na połowę i tworząca naturalną, niemal idealnie kolistą lagunę.

Kilkanaście kilometrów dalej znajduje się jedna z największych atrakcji wyspy - dolina Furnas. Tworzy ją krater częściowo wypełniony przez jezioro, do którego wpadają dwa strumienie - gorący i zimny - przepływające przez pobliską miejscowość o tej samej nazwie co dolina. Jest to jeden z najbogatszych obszarów hydrologicznych świata i zarazem uzdrowisko - 22 źródła termalne oraz gejzery błotne pomagają leczyć wiele przewlekłych chorób, m.in. oddechowych, gastrycznych, reumatycznych i nerwowych. Szybszemu powrotowi do zdrowia sprzyja mikroklimat oraz spacery w pięknym parku zdrojowym Terra Nostra założonym w XVIII w. Rośnie tu wiele egzotycznych roślin z całego świata, można się kąpać w basenie z ciepłą wodą leczniczą.

Z kolei nad jeziorem przekonamy się, że procesy wulkaniczne zachodzą na tym skrawku ziemi nieustannie. Ze szczelin skalnych wydobywają się fumarole (gorące wyziewy gazów wulkanicznych z dodatkiem pary wodnej, dwutlenku siarki i chlorowodoru), bulgoce błoto, biją gorące źródła. Energia geotermalna wykorzystywana jest także w celach kulinarnych. Do otworów wywierconych w ziemi opuszcza się zamknięte garnki i po kilku godzinach potrawa gotowa. Tak przygotowuje się słynne danie Cozido nas Caldeiras (rodzaj gulaszu z warzywami). Północne wybrzeże Sao Miguel w okolicach Ribeira Grande świetnie nadaje się do uprawiania surfingu. Na uwagę zasługują też plantacje herbaty w Gorreana i ananasów w okolicach Ponta Delgada - z tych ostatnich wyrabia się pyszny likier, specjalność wyspy, np. Acor Pineapple.

Opuszczam Sao Miguel oszołomiony wrażeniami, żałując, że nie mogę zostać tu dłużej. Na szczęście została mi jeszcze jedna wyspa.

***

Terceira, pierwotnie Wyspa Jezusa Chrystusa, trzecia co do wielkości na Azorach, ma 382 km kw. Od samego początku dominującą rolę odgrywała tu osada Angra, z racji znakomitego położenia nad osłoniętą, głęboką zatoką. Jako pierwsza na archipelagu w 1534 r. uzyskała status miasta i zaczęła robić zawrotną karierę jako przystanek w drodze do Brazylii, Afryki i Azji. Rola portu jeszcze wzrosła po przyłączeniu Portugalii do Hiszpanii w 1580 r. Przez miasto zaczęło płynąć złoto i srebro z Nowego Świata. Szybko wyrosły bogate domy kupców i dostojników państwowych, kościoły, klasztory i budowle obronne. Okres świetności trwał ok. 300 lat i zakończył się wraz ze spadkiem znaczenia Portugalii na początku XIX w. W 1829 r. Angra odegrała po raz ostatni znaczącą rolę jako silny punkt oporu przeciwko absolutystom. W uznaniu zasług zmieniono nazwę miasta na obecną - Angra do Heroismo, a w 1983 r. wpisano je na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, doceniając jego znaczenie dla historii odkryć geograficznych i rozwoju handlu oraz zachowany oryginalny układ urbanistyczny.

Zwiedzanie najlepiej rozpocząć od wzgórza Monte Brasil, krateru wygasłego wulkanu i zarazem naturalnej osłony dla zatoki. Hiszpański władca Filip II nakazał tu wznieść olbrzymią fortecę. Budowę zamku Sao Filipe, obecnie zwanego Sao Joao Baptista, zakończono w 1592 r. W szczytowym momencie stacjonowało w nim 1500 świetnie wyszkolonych żołnierzy obsługujących ok. 400 dział na powierzchni 3 km kw. - była to największa hiszpańska forteca na świecie. Do dziś przebywa tu wojsko, ale dużą część kompleksu można zwiedzać. Powyżej, na krawędzi wulkanu, stoi pomnik upamiętniający portugalskie odkrycia geograficzne (mamy stąd wspaniałą panoramę miasta).

Spacer po Angrze to wielka lekcja historii. O jej bogactwie świadczą piękne domy kupieckie z XVII i XVIII w., jeden z najpiękniejszych i największych ratuszy w Portugalii, liczne pałace, m.in. barokowy Bettencourt Palace (obecnie biblioteka i archiwum miejskie) oraz wspaniale wyposażony Palácio dos Capitaes-Generais w dawnym kolegium jezuickim. Imponująca jest też liczba bogatych budowli sakralnych. Zwłaszcza XVI-wieczna katedra oraz kościół św. Franciszka są pod tym względem wyjątkowe. Dekoracja ścian, sufitów i ołtarzy z azulejos i drewna cedrowego pokrytego złotem lub srebrem oraz bezcenne obrazy i artefakty robią wielkie wrażenie. Pięknym przykładem baroku portugalskiego są rzeźby z drewna brazylijskiego (pau-brasil), kości słoniowej i wielorybiej.

Nie wolno pominąć muzeum miejskiego, XVI-wiecznej twierdzy św. Sebastiana oraz obelisku Alto da Memória ustawionego na miejscu XV-wiecznego zamku.

Na jedynej na wyspach arenie do walk z bykami można obejrzeć przedstawienie w innym stylu niż hiszpańska korrida. W Portugalii byka się rani, nie zabija. Jeżeli ktoś oczekuje mocniejszej dawki wrażeń, może wziąć udział w dorocznej fieście ku czci Ducha Świętego. Kończy się ona tradycyjnym tourada a corda przypominającym sławny bieg w Pampelunie, ale tutaj jest to uliczna walka z bykiem trzymanym na linie.

Wnętrze wyspy jest bardzo zróżnicowane. Łąki i pola uprawne poprzedzielane kamiennymi murkami przeplatają się z kraterami i połaciami skał bazaltowych. W rezerwacie geologicznym Algar do Carvao natura stworzyła wiele jaskiń osiągających do 100 m głębokości. Imponujące wrażenie robią ponad 1000-metrowe szczyty, a także poszarpana i bardzo zróżnicowana linia brzegowa, szczególnie na północy wokół miejscowości Biscoitos, która słynie z produkcji wina Verdelho. Winorośl rośnie tu na bogatej glebie powulkanicznej, w zamknięciach z kamiennych murków, zwanych curraletas, co w połączeniu z idealnymi warunkami klimatycznymi daje znakomity efekt. Na zakończenie warto wybrać się do Muzeum Wina, aby zapoznać się z produkcją tego szacownego trunku (wstęp bezpłatny).

W sieci

www.destinazores.com/index.php

www.visitazores.org

www.destination-portugal.co.uk/azores/azores.htm

www.casasacorianas.com