Punk, weteran wojenny, pisarz

Recepta Colby'ego Buzzella na zostanie pisarzem: kiepskie stopnie w szkole, odmowa pójścia do college'u, podejmowanie niskopłatnych, frustrujących prac i doprowadzenie się do takiego stanu, że zaciągnięcie się do wojska wysyłanego do Iraku jest jedyną opcją wróżącą świetlaną przyszłość

Z antywojennej stolicy Stanów Zjednoczonych 27-letni długowłosy Colby Buzzel, fan Jimiego Hendrixa, punk, skater, imprezowicz, który na komisji rekrutacyjnej do armii amerykańskiej przeraził oficera poziomem narkotyków we krwi, trafia na wojnę w Iraku i zostaje operatorem karabinu maszynowego. Na początku jest zupełnie nakręcony na wojnę, strzelanie i wojsko, po kilku miesiącach entuzjazm opada i zaczyna się odliczanie do końca 2-letniego kontraktu. Pisze bloga.

Spotykamy się pod ratuszem w San Francisco i idziemy do ulubionego baru 31-letniego dziś Colby'ego. Mieszka w tej części Tenderloin, do której niektórzy na wszelki wypadek nie chodzą w nocy samotnie. Restauracje etniczne, bary, kluby, alternatywna scena, prostytutki, bezdomni i narkotyki. Jako chłopak z przedmieść zawsze chciał mieszkać w San Francisco, a Tenderloin jest jedynym miejscem, na które go stać.

Za swoją książkę "My War: Killing Time in Iraq", którą napisał na podstawie bloga prowadzonego od listopada 2003 r. do stycznia 2005 r. w maju dostał dostał nagrodę Lulu Blooker i 10 tys. dol. - dla najlepszej książki, która najpierw ukazywała się jako blog. Współpracuje z magazynem ?Esquire" - pisze o podróżach.

Wchodzimy do baru ?Coctail" z różowym neonem - ten sam bar w tym samym miejscu od sześciesięciu lat. Dwóch smutnych panów popija piwo przy barze. Starszy mężczyzna, który prowadzi go od 10 lat podaje herbatę i piwo trzęsącymi się rękoma. Nie ma mowy, żeby cokolwiek się wylało.

Wróciłbyś do Iraku?

- Nie.

Twój ojciec, weteran z Wietnamu, próbował ci to wybić z głowy, jeszcze przed twoim wyjazdem.

- Jak będę miał kiedyś dzieci to też im będę mówił, żeby nie jechały na wojnę. Ojciec mi powtarzał: dobrze się ucz, idź do college'u, a jak nadal będziesz chciał iść do wojska, będziesz przynajmniej mógł zostać oficerem i przynajmniej mieć z tego lepsze pieniądze.

To dlaczego tak bardzo chciałeś pojechać?

- Bo miałem dość tego, że ciągle jestem spłukany. Bo chciałem przeżyć przygodę. Ja nigdy wcześniej nie byłem za granicą. Zanim wyjechałem mieszkałem w San Francisco i miałem dwie prace: w ciągu tygodnia od godz. 10 do 24 wprowadzałem dane z formularzy do komputera, w weekendy byłem parkingowym - odwoziłem samochody bogaczy na parking. I ledwie wiązałem koniec z końcem. Jak zaczęła się wojna w Iraku pomyślałem, że to szansa dla mnie: zarobię na college, bo nie chciałem się uczyć za pieniądze rodziców, i będę miał pieniądze dla siebie.

Czyli pojechałeś dla pieniędzy?

- Jak większość. Jeśli miałbym 100 tys. dol. na koncie i byłbym zadowolony z życia, nie pchałbym się na wojnę.

Wierzyłeś, że jedziesz na sprawiedliwą wojnę?

- W ogóle nie miało to wtedy dla mnie znaczenia. Wierzyłem, że skoro państwo wysyła nas na wojnę, to jest ona tego warta. Teraz już w to nie wierzę. Wiem, że mogą nas wysłać gdziekolwiek i nawet nie mrugną okiem.

Co było najgorsze?

- Nuda. Siedzenie i czekanie. Pobudka wcześnie rano, zbierasz graty, jedziesz do miasta i siedzisz godzinami. Załadunek i jazda z powrotem - Colby przerywa na chwilę. - I może jeszcze wtedy, kiedy napisałem rozdział ?Men in Black". Wtedy zdałem sobie sprawę, w co tak naprawdę się wpakowałem.

Po akcji z 4 sierpnia 2004 r., w której według oficjalnych danych zginęło 12 Irakijczyków a 16 zostało rannych, Colby napisał na blogu, jak się wtedy czuł:
?Paliłem jak smok, jednego papierosa za drugim. Nerwy miałem w strzępach, byłem wyczerpany psychicznie i zdałem sobie sprawę, że ręcę ciągle mi się jakoś tak trochę trzęsą. ( ) Myślałem o szczęściu, jakie miałem, że przeżyłem. Nigdy wcześniej się tak nie bałem. Parę razy pomyślałem o kolesiu, który wypadł zza rogu z tą złością na twarzy, wycelował AK w moją głowę i pociągnął za spust. ( )
Sierżant Vance zapytał, czy wszystko w porządku. Sekundę się zastanowiłem: . Wypuścił dym z ust i zapytał: Powiedziałem mu, że nie jestem w nastroju, żeby wracać na kolejne starcie z tymi kolesiami, i powiedziałem też, że nie daje mi spokoju to, że nie wszyscy, z którymi zaangażowałem się w wymianę ognia mieli w rękach broń. I nie byłem do końca pewien, co się stało z niektórymi z nich. Vance zaczął mi opowiadać o ojcu, który był w Wietnamie i który dał mu radę na takie sytuacje: ". Do dzisiaj nie otworzyłem pudełka.

Rozmawiałeś o tym ze swoim ojcem?

- Nie. Mamy lepsze tematy do rozmów. Jak byłem dzieckiem namawiałem go, żeby mi opowiedział o Wietnamie. Trochę opowiadali dziadkowie. On nie chciał. Teraz rozumiem.

Co myślisz o filmie ?Jarhead"?

- Czytałem książkę już po powrocie. Nic nie warta. Naprawdę najgłupsze, co można było napisać, to, że na końcu strzelali w niebo. Nikt nie strzela w niebo, bo wiadomo, że kule prędzej czy później jednak spadną. Albo kradzieże. Przez całą książkę miałem nadzieję, że główny bohater jednak zginie. Miałem wrażenie, że to najgłupsza książka o tematyce wojskowej, jaką czytałem. Facet chciał być pisarzem, pisał ją siedem lat. Ja swoją pisałem, kiedy w uszach miałem jeszcze terkot karabinu maszynowego. On miał czas, żeby sobie różne rzeczy poukładać, ja pisałem na gorąco. Jeszcze jak tam byłem, zaczęli się do mnie odzywać wydawcy, że chcieliby opublikować mojego bloga w formie książki.

Po powrocie poszedłeś na ?kurs kreatywnego pisania"? Mam wrażenie, że kto tylko myśli tutaj o pisaniu, zapisuje się na taki kurs.

- Nie poszedłem. Więcej można się nauczyć po prostu żyjąc i czytając książki. Pojechałem na misję. Bloga zacząłem pisać z nudy. Nie sądziłem, że ktokolwiek będzie to czytał. A po kilku tygodniach zaczęło do mnie pisać po kilka tysięcy ludzi. Po trzech tygodniach miałem 10 tys. wejść dziennie i liczba ta się z dnia na dzień podwajała i potrajała.

Gdzie pisałeś bloga?

- W kafejce internetowej w bazie w Mosulu.

W bazie wojskowej?

- Tak.

Jak to?

- To był drugi rok wojny. Wojsko nie znało się na blogach, to była nowa technologia. Nie wiedzieli jeszcze, jak sobie z nią poradzić.

Ale próbowali cię powstrzymać.

Uśmiecha się: - Trochę się denerwowali. W całej historii wojen listy i rozmowy telefoniczne zawsze były kontrolowane. Żeby żołnierze nie opisywali na własną rękę tego, co się dzieje na wojnie. Ale z internetem wojsko nie dało sobie rady. Teraz wielu żołnierzy pisze bloga. I jeśli na stu blogach każdy mówi, że wojna to g , to chyba jest coś na rzeczy.

Ukarali cię.

- Nie mogłem przez tydzień opuszczać bazy, nie mogłem wyjeżdżać na misje. Było mi naprawdę głupio. To była najgorsza kara, jaką mogłem dostać.

Dlaczego?

- Było mi wstyd. Wiedziałem, że chłopaki mnie potrzebują, a mnie tam nie było. W Iraku wszyscy wszystko o sobie wiedzą. Musimy ufać sobie nawzajem. Nic gorszego poza zakazem nie mogli mi zrobić. Nie mieli się do czego przyczepić.

Chciałeś zostać operatorem karabinu maszynowego?

Colby nie ukrywa zakłopotania: - Za dużo filmów się naoglądałem w dzieciństwie. W Kuwejcie, gdzie mieliśmy trening, nosiłem amunicję do karabinu maszynowego

W książce pisałeś ?Moja praca była generalnie pracą muła, który nosi na grzbiecie ciężkie cholerstwo. Kiedy wybrałem piechotę, myślałem, że będę strzelał i wysadzał różne rzeczy w powietrze jak Rambo "

- Poszedłem do dowódcy i powiedziałem, że chcę strzelać. On mi odpowiedział, że jak trafię do każdego celu, który mi wyznaczy, dostanę karabin maszynowy. Strasznie się tym stresowałem, bo naprawdę chciałem, a do tego operatorem do tej pory był mój najlepszy przyjaciel. Ale trafiłem we wszystkie cele.

Co teraz myślisz o wojnie?

- Nie wiem, od czego zacząć.

Dołączysz do ruchu antywojennego?

- Nie. Wielu z nich nie wie, dlaczego jest przeciwko wojnie. Nie chcę, żeby mnie wykorzystywali do swoich celów. Z drugiej strony, jeśli miałbym do wyboru zwolenników i przeciwników wojny, stanąłbym po stronie przeciwników. To przerażające, ale wielu zwolennikow wojny nawet nie było nigdy w wojsku. Ich dzieci też nie. Wysłali za mało wojska, bo martwią się tylko o swoje kontrakty w Iraku. Ja przez cały pobyt miałem wrażenie, że jesteśmy tam, żeby być. Kiedy wróciłem, zacząłem więcej czytać o wojnie.

W ?Helikopterze w ogniu" Hoot z Delta Force mówi do Eversmanna, Rangersa: ?Kiedy nad głową przelatuje ci pierwsza kula, polityka nie ma żadnego znaczenia. Liczy się facet obok ciebie".

- Tylko, że kiedy wracasz i zaczynasz czytać, to się okazuje, że coś nie gra. Że ludzie tutaj w ogóle nie zdają sobie sprawy z tego, że tam jest wojna. Powoli zaczyna do ciebie docierać, że nikomu tak naprawdę na tej wojnie i na tych żołnierzach nie zależy. W Iraku przychodzili do nas ludzie i opowiadali horror, jaki im zgotował Saddam. Dziękowali. Jestem za usunięciem Saddama, ale co my tam jeszcze robimy?

Na kogo będziesz głosował w wyborach prezydenckich?

- Na tego, kto wyprowadzi wojska z Iraku.