Podróże kulinarne. Norwegia - ryby, baranina, nabiał i chleb

Możliwe, że pierwszy chleb w naszej strefie klimatycznej był podobny do norweskiego flatbrota
Cieniutki, przaśny, chrupki krążek pieczony na płaskim kamieniu, w piecu, potem na blasze, na kuchennej płycie, w foremkach. Jego jedynymi składnikami były razowa mąka i woda. Podczas uroczystych okazji na flatbrota kładziono kawałek ryby, skwarki z jagnięcia, żurawinowe powidła, smażone grzyby albo ser. Podpłomyk kruszono do mleka, do roztopionego tłuszczu albo do ziołowych polewek. W dawnych czasach w Norwegii istniał zawód związany z wypiekiem flatbrota - bakstedeie. Była to najczęściej kobieta, która chodząc od sadyby do sadyby, robiła farmerom chlebowe zapasy. Jeśli gospodarz miał dosyć mąki i suchego drewna, potrafiła upiec dziennie 120 pachnących krążków (w razie potrzeby chleb służył jako zapłata dla medyka, datek dla Kościoła albo jałmużna). Bakstedeie cieszyła się szacunkiem i spełniała ważną rolę nośnika informacji. Potrafiła ostrzec przed epidemią, przed złymi duchami i grasującymi w okolicy rzezimieszkami.

Od stuleci podstawą kuchni norweskiej są ryby, baranina i nabiał. Befsztyk z wieloryba, gotowany łosoś i rybne puddingi dzieci jadają już w przedszkolach. Farikal, baranina duszona w kapuście i dyrestek, pieczeń z renifera, to symbole kuchni tego kraju. Na deser podawany jest dżem z maliny moroszki - aby ją zebrać, Skandynawowie są gotowi przewędrować dziesiątki kilometrów po bagnistym terenie. Potomkowie wikingów przodują na świecie w ilości zjadanych śledzi, lodów i serów twardych, wypijają też zawrotne ilości kawy i mleka.

Wielu potrawom towarzyszą sałatki i surówki. Króluje żurawina, pełna smaku i witamin jagoda z borealnego lasu. Pasuje do wędzonej siei, pieczonego combra łosia, do befsztyka, duszonej pardwy i ... byczych ozorów.

Typowa jadłodajnia w nazwie zawiera człon stua lub kro - to określenie przytulnego miejsca z kominkiem, gdzie można odpocząć, posilić się, a często też zanocować. Spotkamy je głównie na prowincji, w okolicach parków narodowych i na atlantyckim wybrzeżu.

W Oslo koniecznie należy zajść do House of Norway, Lofoten Fiskerestaurant lub do Kaffistova. Możemy zamówić lutefisk - ługowanego dorsza, lammestek - pieczoną jagnięcinę lub pardwę z żurawiną, oraz pannekaker - zwykłe naleśniki, ale na sześćdziesiąt sposobów (!), np. z pomarańczowym kawiorem, syropem klonowym, konfiturą z moroszki, gorącym brązowym serem, bryndzą, farszem jagnięcym, pasztetem z gęsich wątróbek.

Norwegowie są fanami gofrów, zwanych tutaj vaffler. Zwykły kosztuje ok. 15 koron, posmarowany (lub nadziany) kwaśną śmietaną, dżemem z moroszki, słodkim serem brunost, migdałową masą lub syropem klonowym - nawet 50. Popularne są drożdżowe bułeczki nadziane napoleonkową masą i migdałami, polane lukrem i posypane kruszonką.

Sieja zapiekana w śmietanie

4 marchewki kroimy w cienkie plastry i gotujemy 10 min w osolonym wrzątku. Kilogram filetów z siei myjemy, osuszamy, dzielimy na 4 porcje i układamy w brytfance wraz z marchwią. Skrapiamy sokiem z połowy cytryny, posypujemy solą i pieprzem, dodajemy 4 łyżki sosu pesto z bazylią, kilka łyżeczek drobno pokruszonego pieczywa tostowego i 15 dag śmietany kremówki. Pieczemy ok. 30 min w nagrzanym piekarniku w temperaturze 200 stopni. Wyłożone na talerz dekorujemy natką pietruszki lub świeżymi listkami bazylii.

Trochę cen

•  1 korona norweska = ok. 0,47 zł

•  przystawka (kanapka z serem, szynką, sałatka) - 30-70, zupa - 60-100, danie mięsne (stek z renifera, befsztyk, jagnię) - 160-350, danie rybne (smażony pstrąg, owoce morza) -160- 400, deser (borówki w musie waniliowym, lody) - 40-100; butelka średniej klasy wina stołowego - 190-400, piwo 0,5 l - 40-70

W sieci

www.visitnorway.com

www.valdressamband.org/cuisine.html

www.femundsmarka.net

www.lofotenfiskerestaurant.no