Pomysł na weekend: Wiślica - pod opieką Uśmiechniętej Madonny

Aż nie chce się wierzyć, że w XVI w. Wiślica liczyła 2 tys. mieszkańców, a teraz zaledwie 600, ale za to dumnych z przeszłości swego grodu
Małe niezmiennie pozostaje piękne. Wiślica, historyczny gród księcia Wisława, to jedna z najstarszych miejscowości w kraju, posadowiona na 15. kilometrze za Buskiem-Zdrojem. Miasteczko jest najbardziej znane ze statutów wiślickich (1347 r.), pierwszego w Polsce spisanego zbioru praw zwyczajowych, który stał się podstawą praw obowiązujących aż do rozbiorów.

Już z oddali widzę górującą nad Wiślicą strzelistą bryłę kolegiaty. Można byłoby przypuszczać, że świątynię ufundował Władysław Łokietek, wdzięczny Stwórcy za skuteczne ukrywanie się w tych okolicach, kiedy musiał uchodzić przed prześladowcami. Tymczasem kolegiatę wzniósł, i to niezupełnie z dobrej woli, Kazimierz Wielki.

***

Nie darmo jednak otoczona kultem płaskorzeźba Matki Boskiej z Dzieciątkiem w ołtarzu głównym kolegiaty nosi nazwę Łokietkowej. Jak głosi tradycja, Łokietek modlił się przed nią o zjednoczenie kraju po strąceniu z tronu przez zbuntowanych możnowładców. "Idź i zwyciężaj" - powiedziała Madonna. I tak się stało. Wieloletni wiśliczanin ksiądz Jan Długosz, autor "Dziejów Polski", początkowo nie oszczędzał Łokietka: " (...) Nie zajmował się obroną i powiększaniem Królestwa Polskiego, ale ciemiężeniem i łupieniem poddanych (...), uciskał kościoły Boże i jego sługi (...), bezcześcił niewiasty i szlachetnie urodzone dziewczęta". Później, kiedy Łokietek osiadł na tronie, zaczął go chwalić, nazywając - słusznie - walecznym i odważnym. Pamiątką po Długoszu w Wiślicy jest dzwonnica i dom dla wikarych, tzw. Dom Długosza, sąsiadujące z kolegiatą.

W 1966 r. Madonnę Łokietkową, zwaną też Matką Bożą Uśmiechniętą, podczas kościelnych obchodów milenijnych z udziałem arcybiskupa Karola Wojtyły ukoronował kardynał Stefan Wyszyński (film archiwalny z tej uroczystości można obejrzeć w piwnicach Domu Długosza).

Nie tylko Łokietek, ale i Władysław Jagiełło miał do Wiślicy sentyment. Wszak tutaj w 1389 r. jego żonę, 16-letnią Jadwigę oczyszczono z podejrzeń o wiarołomstwo, a sprawca pomówienia szlachcic Gniewosz, szczekaniem przyznał, że łgał jak pies.

O rzeczywistym fundatorze wiślickiej kolegiaty zaświadcza kamienna tablica przedstawiająca Kazimierza - później zwanego Wielkim - ofiarowującego Matce Boskiej miniaturę tejże świątyni. Na tablicy widnieje napis (po łacinie): "Roku Pańskiego 1350 Najjaśniejszy Kazimierz II z Bożej łaski król Polski wzniósł kościół Przenajświętszej Marii Panny Wiślickiej z ciosanego kamienia...".

A dlaczego niezupełnie z własnej woli? Otóż Kazimierz rozkazał utopić wikariusza wawelskiej katedry ks. Marcina Boryczkę za to, że zarzucał mu niemoralne prowadzenie się. O kochankach króla było zresztą dosyć głośno. Niepohamowany temperament Kazimierza Wielkiego zaowocował ufundowaniem sześciu kościołów, wśród nich tego w Wiślicy.

***

Przypuszcza się, że Wiślica pierwotnie była stolicą państwa Wiślan. Wniosek taki nasuwa się niejako automatycznie ze względu na zbieżność obu nazw. Ale historykom to nie wystarczyło. Pierwszy pisany ślad Wiślan pojawił się już w r. 843 w "Geografie Bawarskim" - opisie ludów i krajów położonych na wschód od terytoriów monarchii karolińskiej sporządzonym z rozkazu Ludwika Niemieckiego, wnuka Karola Wielkiego. A w "Żywocie św. Metodego" z IX w. jest mowa o "pogańskim księciu, potężnym bardzo, siedzącym w Wiślech". Nie byle jakie musiało to być państwo, skoro słyszał o nim nawet król angielski Alfred Wielki, panujący na przełomie IX i X w.! Dociekliwi historycy próbowali zweryfikować personalia władcy Wiślan. XIII-wieczna "Kronika Wielkopolska" podaje, że włodarzem Wiślicy był Wisław z rodu Popielidów. Lecz jako postać z legendy nie budził pełnego zaufania. Ale kiedy okazało się, że wśród wodzów prowadzących hufce słowiańskie przeciwko Ludwikowi Niemieckiemu w 872 r. był książę Witysław (przydomek Piękny), chętnie zgodzono się, że Wisław i Witysław to jedna i ta sama osoba.

W 1949 r. na wzgórzu otoczonym starorzeczem Nidy (tuż za miasteczkiem) rozłożył się pierścieniowaty wał grodziska, pojawiło się ogrodzenie i załopotała flaga Uniwersytetu Warszawskiego. Po wieloletnich badaniach wiadomo o grodzisku prawie wszystko. Nie będę wchodził w szczegóły, podobnie jak zagadnięci na ryneczku wiśliczanie. Wiedzą, że mieszkają w nie byle jakim historycznym miejscu, i to im wystarczy. W każdym razie pierwszy gród powstał już u schyłku X w., a w XII w. był tu otoczony kamiennym 2-metrowym murem gród kasztelański, na którego miejscu Kazimierz Wielki zbudował zamek i wzniósł nowe mury obronne z bramami: Krakowską, Buską i Zamkową. Niestety, w połowie XVIII w. rozebrano mury i resztki zamku.

W 1958 r. podczas prac wodociągowych na ul. Batalionów Chłopskich dokonano kolejnych odkryć, m.in. ujawniły się fundamenty z IX, X i XI w. oraz ponad 4-metrowa misa chrzcielna. Jest bardzo prawdopodobne, że w misie tej Wisław przyjął przez zanurzenie chrzest już ok. 880 r., wyprzedzając chrzciny Mieszka I o ponad 80 lat. Wykopaliska przykryte oszklonym pawilonem są udostępnione do oglądania.

Za najcenniejszy zabytek Wiślicy uważa się gipsową płytę (odkrytą z fundamentami kościoła z XII w.) z wyrytą na niej kompozycją przedstawiającą modlące się postaci, prawdopodobnie księcia Henryka Sandomierskiego z rodziną w towarzystwie biskupa.

W kolegiacie na ścianach prezbiterium znajduje się przepiękna (niestety, tylko częściowo zachowana) rusko-bizantyjska polichromia z lat 1397-1400: Zwiastowanie, Boże Narodzenie, Wjazd do Jerozolimy, Ostatnia Wieczerza, Sąd Piłata, Biczowanie, Ukrzyżowanie, Zdjęcie z Krzyża, Zaśnięcie Marii - te sceny można rozpoznać bez trudu.

Po wyjściu z kolegiaty warto nie przegapić... wisielca wykutego w kamieniu na frontonie świątyni. To nieznany z imienia budowniczy świątyni, który musiał podpaść królowi, skoro doczekał się takiego wyroku. Na szczęście, faktyczny wyrok miłosierny władca unieważnił, lecz pozostał zaklęty w kamieniu.

***

Zanurzony w historię zupełnie zapomniałem o obiedzie. W restauracji Ponidzie przy ul. Długosza dostałem dzianie - miejscowy specjał, wywodzący się z żydowskiej tradycji (w Izraelu znany teraz jako kishke) - ciasto z utartymi ziemniakami, kurzym tłuszczem, cebulą i jajkiem zapiekane w jelitach.

W latach 90. ubiegłego stulecia można było dojechać do Wiślicy kolejką z Jędrzejowa. Dziś Ciuchcia-Express Nida kończy bieg w Pińczowie (w tym roku zdobyła trzecie miejsce w plebiscycie "Gazety Wyborczej" na skarb turystyczny woj. świętokrzyskiego). Władze miasta marzą, aby przywrócić atrakcyjne połączenie, ale jest to bardzo kosztowne. A w dodatku co jakiś czas znikają w tajemniczy sposób kolejne odcinki torów. Bo przeszłość przeszłością, ale życie w Wiślicy toczy się swym codziennym trybem. Na Łące Polskich Świętych i Błogosławionych odbywają się latem spotkania młodzieży. Grzegorz Bobowski kontynuuje meblarską pasję rodu i cieszy się, że jego syn Wojciech, chociaż potrafi grać na organach, też idzie meblarskim śladem pradziada. W czwartki na targowy plac zjeżdżają furmanki. Wójt Stanisław Krzak dzieli się władzą z księdzem prałatem Zygmuntem Pawlikiem. A Madonna w kolegiacie uśmiecha się jak przed siedmioma wiekami.

W sieci

http://www.wislica.pl

http://www.wislica.org

http://www.wislica.muzeum.pl