Przytulnie obok mnichów, czyli Oktoberfest w Monachium

"Monachium promienieje" - pisał Tomasz Mann w noweli "Gladius Dei" z 1902 r. Promienieje w podwójnym znaczeniu: przenośnym - blaskiem sztuki i dobrobytu oraz dosłownym - intensywnym światłem słońca odbijającego się od kremowych fasad okazałych promenad
W tej noweli Tomasz Mann był sceptyczny, by nie powiedzieć sarkastyczny, wobec metropolitarnych pretensji Monachium z początku XX stulecia. Dostrzegał w nim prowincjonalizm i efekciarstwo. Mimo to spędził w mieście niemal 40 lat życia, do 1933 r., gdy już nie chciał i nie mógł doń powrócić. Jego willa w dzielnicy Herzogspark nie przetrwała wojny.

Coś z tego, co mógł odczuwać wielki pisarz, pozostało. Monachium pozostaje jednym z głównych miast Niemiec i europejską metropolią - centrum sztuki, gospodarki, polityki. To zarazem miejsce, gdzie podkreśla się, a nawet kultywuje regionalne odrębności i zwyczaje. Nie ściga się z Berlinem czy Frankfurtem na drapacze chmur, choć stać je byłoby na to. Zachowuje swój charakter, swoją duszę, której jedną z cech jest potrzeba Gemütlichkeit - przytulności, swojskości. Dzięki temu ma wszystkie zalety wielkiego miasta (ok. 1,2 mln mieszkańców), ale nie jest molochem i chce się w nim mieszkać.

***

Początki Monachium związane są z klasztorem benedyktynów założonym w VIII w. na wzgórzu w zakolu Isary. Z biegiem czasu w pobliżu powstało siedlisko nazywane "obok mnichów" - Villa Munichen. Prawa miejskie uzyskało w połowie XII w. Od 1240 r. panowanie nad nim i praktycznie nad całą Bawarią obejmuje ród Wittelsbachów, który rządzi nieprzerwanie do 1918 r., gdy zniesiono monarchię i proklamowano republikę.Wśród setek królestw, księstw i miast niemieckich Bawaria zawsze wyróżniała się niezależnością i znaczeniem. Jej władcy obejmowali tytuł cesarza Niemiec, odgrywali rolę w polityce europejskiej. Przedstawiciele Wittelsbachów panowali m.in. w Danii, Szwecji, Norwegii, Czechach i Grecji. Sojusz z Bawarią, choćby przez związki małżeńskie z jej książętami, był ceniony, także przez królewskie rody Rzeczypospolitej. Pełną suwerenność traciła na krótko, np. na rzecz Francji za Karolingów i Napoleona. Najdłużej opierała się zjednoczeniu Niemiec. Ulegając ostatecznie sile i podstępom Bismarcka zachowała w Rzeszy odrębny status - jako królestwo z własnym wojskiem, pocztą i koleją. Odrębność i pewną niezależność polityczną i kulturową Bawaria zachowuje do dziś jako kraj związkowy federalnych Niemiec. Nosi się tu na co dzień ludowe stroje, pielęgnuje tradycje i odrębny język, utrzymywana jest własna wersja partii chrześcijańsko-demokratycznej (CSU). Istnieje nawet obywatelstwo bawarskie - o symbolicznym, choć ważnym dla Bawarczyków znaczeniu. Realna jest natomiast potęga gospodarcza - to land o najwyższej w Niemczech wydajności, dochodzie na głowę mieszkańca i innowacyjności. Także aspiracje Monachium jako centrum nauki, mediów i kultury trudno podważać.

***

Obecny charakter i architektoniczny ład centrum miasta ukształtował się w XIX w. Powstały wtedy główne ulice i budynki użyteczności publicznej, muzea, uniwersytet, akademia sztuk pięknych i dzielnica artystów Schwabing. A zaczęło się od przekształcenia Bawarii w 1806 r. z księstwa w królestwo. Nowe Königreich musiało mieć odpowiednią stolicę. Przeobrażanie miasta rozpoczął Maximilian I (1806-26). Powstał wtedy m.in. Brienner Strasse, trakt wiodący do letniego zamku Wittelsbachów Nymphenburg, architekturą i ogrodem nawiązującego do Wersalu. Za panowania króla Ludwika I (1825-48) zbudowano Ludwigsstrasse, imponującą promenadę z budynkami w stylu renesansowym, rozbudowano też Residentz, główną rezydencję królewską. Dzieło kontynuował Maximilan II (1848-1864), który stworzył aleję defilad, nazwaną od jego imienia Maximilianstrasse; dziś to jedna z najelegantszych i najdroższych ulic Europy. Za panowania regenta Luitpolda (1866-1912) powstała Prinzregentenstrasse - mieszczańska aleja, którą zamyka miejski teatr. Monachium wcześnie zelektryfikowano i podłączono do sieci kolejowej. Na przełomie XIX i XX w. stało się kwitnącym gospodarczo i duchowo, drugim po Berlinie miastem Niemiec, ściągającym ludzi biznesu i nauki, pisarzy, malarzy, muzyków. Szczupłość miejsca pozwala jedynie na opis wybranych (subiektywnie) monumentów i osobliwości Monachium. Wymienione już cztery ulice na pewno należą do listy obowiązkowych miejsc ekskursji - dają wyobrażenie i o historii, i o współczesności miasta. Oglądając jego zabytki, trzeba jednak pamiętać, że to, w dużej mierze, staranne powojenne rekonstrukcje. Monachium, które nosiło niechlubne miano kolebki nazizmu, zostało podczas wojny niemal zrównane z ziemią w trakcie serii nalotów. W starym centrum nienaruszone zostały jedynie wieże katedry Frauenkirche. Bliźniacze gotyckie wieże z XVI w. zwieńczone charakterystycznymi dla Bawarii cebulowatymi kopułami są znakiem rozpoznawczym Monachium. Wyznaczają też miarę innym budynkom - w 2004 r. mieszkańcy zdecydowali w referendum, że nowe budowle w centrum nie powinny przewyższać 99-metrowych wież. Ikoną miasta jest też plac Mariacki (Marienplatz), staromiejski rynek z ratuszem z XV w., rozbudowanym w XIX w. w tym samym gotyckim stylu, z bogatą ornamentyką i zegarem mechanicznym. Raz dziennie o 11 przy akompaniamencie kurantowej muzyki prawie naturalnej wielkości figury odgrywają na dwóch poziomach sceny z turnieju rycerskiego oraz tzw. tańca bednarzy, który upamiętnia zakończenie średniowiecznej epidemii zarazy.

***

Pobliski zamek królewski (Residenz) utrzymany jest w stylu klasycystycznym na wzór florenckiego Palazzo Pitti. Kryje wspaniałe wnętrza i zbiory sztuki, także polskie akcenty. Polskie tropy wiodą głównie do córek naszych królów poślubionych bawarskim władcom. W tzw. galerii przodków są m.in. portrety: Teresy Kundegundy, córki Jana III Sobieskiego, wydanej za Maksymiliana II; Anny Katarzyny Konstancji, córki Zygmunta III Wazy i żony Wilhelma Neuburskiego z bocznej linii Wittelsbachów; Marii Anny Zofii, córki Augusta III, wydanej za Maksymiliana III. Na mnie w Rezydencji zrobiło wrażenie tzw. Antiquarium, wielka sala wybudowana w połowie XVI w. na kolekcję rzeźb. Uchodzi za największe renesansowe pomieszczenie na północ od Alp. Ma kształt tunelu długiego na ok. 70 m, zwieńczonego zdobnym we freski i groteski sklepieniem beczkowym, przy czym zewnętrzna część łuku jest oszklona. Odbywają się tu uroczystości państwowe i koncerty, to zarazem część zamkowego muzeum. Najbardziej przypadł mi jednak do gustu zamkowy teatr, nazywany obecnie Cuvilliés-Theater, od nazwiska jego architekta - miniaturowa dworska scena (na "Weselu Figara" czułem się niemal współuczestnikiem akcji) z połowy XVIII w. w stylu rokokowym. Wystrój jest przy tym oryginalny. Dosłownie na dzień przed bombardowaniem w marcu 1944 r., którego pastwą padł niemal cały zamek, zdołano rozmontować i ukryć drewnianą ornamentykę teatru. Niestety, obecnie jest on restaurowany i niedostępny do zwiedzania do połowy 2008 r. Na przylegającym do zamku Odeonsplatz zwróćmy uwagę na kościół Teatynów. Barokowa świątynia z końca XVII w. zyskała w następnym stuleciu imponującą rokokową fasadę. Jej autorem jest wspomniany Cuvilliés, który wyraźnie uległ wpływom włoskim, dzięki czemu kościół harmonizuje z "florenckim" charakterem zaczynającej się tu Ludwigstrasse. Na frontonie - dość nieoczekiwanie - mamy dwie tarcze herbowe: Bawarii i Rzeczypospolitej Obojga Narodów z polskim Orłem i litewską Pogonią. Herby umieszczono na życzenie elektora bawarskiego Maksymiliana III, wnuka wspomnianej córki Sobieskiego Teresy Kunegundy, a męża Marii Anny, córki Augusta III.

***

Od XIX stulecia ma Monachium opinię "miasta sztuki", o co dbali Wittelsbachowie. Obecnie w podtrzymywaniu jej pomaga konstytucja bawarska nakładająca na gminy obowiązek (nie dobrą wolę!) wspierania nauki i sztuki. W dotowaniu ich rywalizują też wielkie firmy monachijskie, niektóre utrzymują własne galerie i muzea. Część sławy Monachium wiąże się z Akademią Sztuk Pięknych. Założona w 1808 r. zdobyła międzynarodową renomę i stała się ośrodkiem, w którym kwitły talenty i rodziły się nowe kierunki i grupy, jak szkoła realizmu, secesja czy Der Blaue Reiter. Przez uczelnię przewinęła się też - w roli profesorów lub uczniów - plejada polskich malarzy, m.in. Jan Matejko, Józef Brandt, Alfred Wierusz-Kowalski, Maksymilian i Aleksander Gierymscy, Leon Wyczółkowski, Olga Boznańska. Część miasta wokół Akademii, Schwabing, stała się dzielnicą bohemy. Do dziś niektóre jej fragmenty z licznymi galeriami, knajpkami i offowymi teatrami zachowały ten charakter. Najważniejsze muzea skupione są bardzo wygodnie w promieniu kilkuset metrów. Ta swoista "strefa sztuki" obejmuje przede wszystkim trzy pinakoteki. Stara, Alte Pinakothek, powstała w latach 30. XIX w. na zlecenie Ludwika I, by pomieścić zbiory mistrzów gromadzone od wieków przez rodzinę Wittelsbachów. Nową, Neue Pinakothek, ufundował Ludwik ćwierć wieku później z przeznaczeniem na europejską sztukę XVIII i XIX w., dziś obejmującą dzieła od klasycyzmu po art nouveau. I wreszcie najnowsza, Pinakothek der Moderne, oddana do użytku w 2002 r., poświęcona jest sztuce nowoczesnej - od ekspresjonizmu po pop art i minimalizm. Ich kolekcje, zaliczane do najbogatszych na świecie, pozwalają zwłaszcza na bliższy kontakt z mniej znaną sztuką niemiecką, od Dürera do Kirchnera i Beckmanna. W tej samej "strefie" leży moje ulubione muzeum - Lenbachhaus. Lubię zarówno jego zbiory, jak i architekturę. W końcu XIX w. wzięty malarz portrecista Franz von Lenbach wybudował willę w toskańskim stylu otoczoną egzotycznym ogrodem. W 1924 r. miasto odkupiło nieruchomość i przekształciło w muzeum. Znaczną część ekspozycji tworzą dzieła artystów związanych z Monachium, w tym przedstawicieli secesji, jak Lovis Corinth, oraz powstałej w 1911 r. grupy ekspresjonistów Der Blaue Reiter (Franc Marc, August Macke, Paul Klee i inni). Podobną historię i niepowtarzalny urok ma muzeum Villa Stuck przy Prinzregentenstrasse. To neoklasycystyczna willa z końca XIX w. należąca do malarza i rzeźbiarza Franza von Stuck, współtwórcy monachijskiej secesji. To on ją zaprojektował, łącząc pomieszczenia mieszkalne z atelier. Willa sama w sobie jest dziełem sztuki, w latach 90. zeszłego stulecia odkupiło ją miasto zamieniając w muzeum - prócz wnętrz można oglądać wystawy czasowe, związane głównie z secesją.

***

W Monachium widać dbałość o mieszkańców. Dawniej i dziś. W końcu XVIII w. wielkie połacie po drugiej stronie rzeki wykorzystywane do polowań i ćwiczeń militarnych książę Carl Theodor przeznaczył na publiczny park nazwany Englische Garten. To chyba najstarszy i największy park miejski na świecie, liczy 200 lat i prawie 400 ha. Zaprojektowany jako naturalny ogród krajobrazowy służy różnym celom. Są tam: wzorcowe gospodarstwo rolne, ścieżki rowerowe (notabene rowerem wygodnie i bezpiecznie objedziemy całe miasto) i konne, wielkie łąki, jeziorko i strumienie, miejsca na pikniki, ogródki piwne, kawiarnie i plaża nudystów. Nikt przy tym nikomu nie przeszkadza. Na skraju Ogrodu Angielskiego przy Oettingenstrasse w latach 1952-1994 miało swą siedzibę Radio Wolna Europa. Kilkuset dziennikarzy przygotowywało tu w kilkunastu językach programy nadawane do krajów komunistycznych. W 1981 r. dokonano na Radio zamachu bombowego - zlecił go prawdopodobnie rumuński wywiad, a wykonali terroryści grupy Carlosa-Szakala, rannych zostało osiem osób. Po tym wydarzeniu gmach otoczono murem. Po przeprowadzce Radia do Pragi budynek przejął Uniwersytet. Mało estetyczny mur pozostał, ale nie broni już wejścia do budynku. Tablica tuż za nim przypomina, że stąd przekazywano "przesłanie wolności do narodów za żelazną kurtyną".

Z osobliwości polecam łaźnię miejską (Volksbad). Obiekt sfinansował w 1901 r. bogaty przemysłowiec Karl Müller z myślą o potrzebach uboższych warstw społecznych. Nie jest to jednak zwykły przybytek higieny, lecz dzieło architektury secesyjnej o wystroju iście królewskim. Mieści dwie pływalnie, łaźnię rzymską i turecką (klasyczne!) oraz fińską saunę. Wszędzie marmury, sztukaterie, witraże, kolumny, rzeźby, kute lampy i fontanny. Imponujące sklepienie beczkowe nad główną pływalnią nadaje wnętrzu niemal sakralny charakter. Ewenement na skalę - co najmniej - europejską.

***

Ogromną zaletą Monachium jest jego położenie geograficzne. Leży na drodze z lub do Austrii, Włoch, Szwajcarii, Francji. W zasięgu ręki jest wspaniała natura: Alpy, największe niemieckie jeziora Chiemsee i Starnbergersee, dziewicze lasy parku narodowego Bayeriesche Wald, a także niezwykłe zabytki, jak choćby autentyczne średniowieczne miasteczko Rothenburg, zaliczona do skarbów światowego dziedzictwa Ratyzbona czy bajkowe zamki króla Ludwika II zwanego Szalonym. Ale to temat na osobną opowieść.

Korzystałem z książki Aleksandra Menharda "Polskimi śladami. Monachium i okolice", Monachium 1991

W sieci:

http://www.niemcy-turystyka.pl

http://www.bayern.by

http://www.spidertrip.de

http://www.oktoberfest.de

Monachium i piwo

Od 100 lat obchodzi się w Monachium słynne święto piwa - Oktoberfest. Rok w rok zjeżdżają na nie z różnych stron świata masy ludzi i wypijają hektolitry piwa. W 2006 r. naliczono 6 mln gości, którzy wypili w ciągu 2 tygodni ok. 6 mln l piwa. Trochę wbrew nazwie piwne święto zaczyna się od jakiegoś czasu wcześniej, w końcu września (pogoda sprzyja wtedy piwnym ogródkom). W tym roku uroczyste otwarcie - z barwnym pochodem browarników i uroczystym wybiciem przez burmistrza pierwszego szpunta - nastąpi w sobotę 22 września. Święto potrwa do 7 października. Centrum Oktoberfestu ulokowane jest na Theresienwiese, wielkim placu (dosłownie "łące"), na którym staje kilkanaście wielkich namiotów-hal na 1000 i więcej osób, karuzele, stragany. W żadnym razie nie należy próbować dojazdu samochodem! Znalezienie parkingu graniczy z cudem. Wzmaga się też czujność policji. Na Wiesen, jak mówią Monachijczycy, bardzo wygodnie dostaniemy się metrem, tramwajem lub autobusem. Komunikacja miejska, w ogóle znakomita, działa podczas Oktoberfestu do późna w nocy.

Na to święto bawarskie browary warzą specjalne piwo zwane Wiesenbier. Jest to jasne, mocniejsze (ok. 6-proc.) i bardziej aromatyczne, a przez to zdradliwe piwo. Poza tym - jak przez okrągły rok - można się raczyć dziesiątkami gatunków. Najważniejsze to: Helles, czyli jasne łagodne, Pils - jasne, gorzkawe, z aromatem chmielu, Weissbier - jasne, musujące, z pszenicy o posmaku drożdżowym, Dunkles - ciemne, mocne z posmakiem słodu. Popularny jest też Radler - jasne piwo zmieszane pół na pół z cytrynową lemoniadą. Do tego jeszcze liczne odmiany i wersje poszczególnych browarów. Kwestia gustu i sporej wiedzy. Theresienwiese to oczywiście niejedyne miejsce spotkań piwoszy. Monachium ma ok. setki piwiarni i ogródków piwnych. Najbardziej znaną, ale i zatłoczoną piwiarnią jest Hofbräuhaus. Należy do najstarszego, założonego w końcu XVI w. książęcego browaru monachijskiego. Trochę trudno ją znaleźć, warto jednak pokluczyć urokliwymi zaułkami, by wreszcie dotrzeć na uliczkę Platzl na starym mieście choćby po to, by obejrzeć sam lokal - z łukowymi sklepieniami i wielkimi drewnianymi stołami mogącymi pomieścić ok. 1000 gości. Ale są też piwiarnie mniej komercyjne, kameralne, jak np. Max-Emanuel-Brauerei niedaleko Akademii przy Adalbertstrasse. W ciepłe pory roku życie "po godzinach", a zwłaszcza w weekendy, przenosi się do ogródków piwnych. Bodaj największy może pomieścić 7000 osób i znajduje się w Ogrodzie Angielskim przy tzw. chińskiej wieży (drewniana budowla w stylu pagody służąca za podium orkiestry). W dobrą pogodę i tu jest tłoczno, ale na świeżym powietrzu, pod kasztanami, nawet wielki ścisk nie jest męczący. Poza tym i w piwiarniach, i w ogródkach panuje przyjazna atmosfera, ludzie są życzliwi, a pijani należą do rzadkości, choć piwo pochłania się litrami. Dosłownie. Na ogół po zamówieniu otrzymuje się bowiem ein Mass, czyli litrowy kufel; półlitrowe Halbe są rzadkością i na wyraźne życzenie (uchodzi to jednak za ekstrawagancję).

W piwiarniach i ogródkach można też coś zjeść - od przystawek do dań obiadowych. Pogryza się precle, białą rzodkiew, pastę serową z brie, camemberta, cebuli i papryki (Obadzda), jada się gotowane lub pieczone golonki i kiełbaski. Do monachijskich specjalności należy gotowana biała kiełbasa, ale niewiele mająca wspólnego z naszą polską - jest z cielęcego, drobno zmielonego mięsa, do tego słodka musztarda. Ale uwaga! Dostaniemy ją tylko do 12 w południe, gdyż musi być świeża. Do niektórych ogródków można przynieść własne jedzenie (trzeba spytać albo podpatrzeć inne stoły).

Klasztor i piwo

Jednym z celów wycieczek w okolice Monachium może być Andechs, mała miejscowość oddalona o 40 km, w pobliżu jeziora Ammersee. Jej główną atrakcją jest stojący na wzgórzu klasztor benedyktynów. W średniowieczu górował tu zamek hrabiów Andechs, rodziny, z której wywodzi się św. Jadwiga, żona śląskiego księcia Henryka Brodatego (pochowana w Trzebnicy, kanonizowana w 1267 r., 24 lata po śmierci). Już od XI w. wzgórze było miejscem pielgrzymek do licznych relikwi przechowywanych w zamkowej kaplicy. W połowie XV w. do opiekowania się relikwiami i pielgrzymami sprowadzono benedyktynów. Zakonnicy, mając do dyspozycji spore gospodarstwo rolne, pomagali też ubogim, prowadzili aptekę i szpital. Od XIX w. zaczęli na większą skalę warzyć cenione piwo. Z czasem otworzyli piwiarnię. By skosztować klasztornego piwa na tarasie z rozległym widokiem na morenowy krajobraz, ludzie przybywają nawet z daleka. Najsłynniejszy jest dubeltowy ciemny koźlak (Doppelbock Dunkel), zwany też "postnym" - ze względu na kaloryczność (duża zawartość ekstraktu) mnisi podobno cenili go w poście. Klasztorny kościół ma obecnie XVIII-wieczny, rokokowy wystrój, a w dawnych pomieszczeniach gospodarczych odbywają się imprezy kulturalne, m.in. koncerty muzyki Carla Orffa ("Carmina Burana") spoczywającego na miejscowym cmentarzu. Okolice pełne jezior zachęcają do wędrówek pieszych, rowerowych i samochodowych.

Wesele co 4 lata

Polsko-bawarskie związki matrymonialno-dynastyczne sięgają średniowiecza. Najbardziej znana jest historia Jadwigi, córki Kazimierza Jagiellończyka i Elżbiety Rakuszanki, zwanej matką królów. Rękę 18-letniej Jadwigi oddano księciu Jerzemu o przydomku Bogaty, mając na oku ewentualny polsko-bawarski sojusz antyturecki. Ich wesele w 1475 r., w oddalonym o 50 km od Monachium Landshucie, z udziałem (jak chce legenda) 10 tys. gości pamiętane jest do dziś. Od kilkudziesięciu lat odtwarzane są co cztery lata niemal równie okazałe inscenizacje tego wydarzenia - z paradnym orszakiem weselnym, turniejami i biesiadami. Ściągają na nie tysiące turystów. Najbliższe odbędzie się między 27 czerwca a 19 lipca 2009 r. Małżeństwo, o czym się już głośno nie mówi, było mniej udane. Po kilku latach małżonek oddalił Jadwigę umieszczając ją w zamku Burghausen, w którym spędziła w odosobnieniu resztę życia. Zmarła, mając 45 lat.