Przemyśl - fajka dla Szwejka

Na ulicach 70-tysięcznego miasta duży ruch, bo tu krzyżują się trakty handlowe i turystyczne na Ukrainę i w Bieszczady. Większość przybyszy spieszy się gdzieś dalej. Nie wiedzą, co tracą
Można z tego miasta wyruszyć w szeroki świat, ale też chce się do niego wracać. Prof. Zbigniew Brzeziński, sławny amerykański politolog i honorowy obywatel Przemyśla, wyjechał stąd za ocean jako 10-letni chłopiec, gdy jego ojciec dyplomata objął w 1938 r. placówkę w Kanadzie. Ilekroć po latach profesor wracał do Polski, nie zapominał o Przemyślu, chociaż urodził się w Warszawie. Ufundował nawet przyznawane co roku stypendia dla miejscowych licealistów. Przy ul. Sienkiewicza 5 odnajduję okazały podniszczony dom jego dziadka Kazimierza, przedwojennego sędziego. Zbigniew mieszkał w nim od 1935 do 1938 r. Miał dwa kroki do stojącej obok podstawówki. Skromna tablica, wmurowana w 1989 r. przez "Solidarność" (zdominowana przez sąsiedni krzykliwy szyld handlowy) przypomina, że tu mieszkali Brzezińscy: "Zasłużeni dla Polski, Kanady i USA". Brama Przemyska, naturalne obniżenie terenu między Karpatami i Roztoczem, to od wieków doskonały trakt komunikacyjny. Nad płynącym tędy Sanem szybko wyrosło jedno z najstarszych miast polskich. XV-wieczny kronikarz Jan Długosz wywodzi jego nazwę od imienia księcia Przemysława (VII/VIII w.), który - według legendy - miał założyć osadę tam, gdzie upolował niedźwiedzia (widnieje on w herbie miasta). Od początku o miasto toczyły się nieustanne walki, przechodziło z rąk do rąk: Polski, Rusi, Węgier. Do Polski przyłączył go znów Kazimierz Wielki w 1340 r., król, który zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną i w Przemyślu zbudował zamek, który bieleje nad parkowym wzgórzem. Urody dodają mu późniejsze renesansowe baszty z attykami.

***

Mam wrażenie, że każdy tu czytał "Przygody dobrego wojaka Szwejka". Powód jest prosty - powieściowy bohater Haška trafia jako jeniec do austriackiej Twierdzy Przemyśl. To nic, że jest postacią fikcyjną i w Przemyślu nigdy nie był. Za to słynna Twierdza Przemyśl jest jak najbardziej autentyczna. W przemyskim pejzażu co rusz natykam się na ruiny fortyfikacji z czerwonej cegły i betonu. Twierdza, zbudowana przez Austriaków w latach 1854 i 1873-1914 była jedną z największych fortyfikacji obronnych w Europie. Jej rdzeń tworzyło miasto. A otaczały go dwa obronne pierścienie kilkudziesięciu fortów artyleryjskich i pancernych z koszarami, kazamatami, okopami. Zewnętrzny, oddalony od centrum o 8-12 km, miał obwód 45 km i liczył 42 forty. Na wewnętrzny - o obwodzie 15 km - składało się 18 fortów. Były integralną częścią Twierdzy Przemyśl, bronionej podczas I wojny przez 128 tys. żołnierzy. Długo krążę po mieście tropem bohatera Haška. Gdzie go szukać, podpowiadają przemyscy szwejkolodzy. Najaktywniejsi założyli Stowarzyszenie Przyjaciół Dobrego Wojaka Szwejka w dawnej fortecznej Bramie Sanockiej i co roku organizują Dni Szwejkowskie, z zapałem lokalizując przygody Szwejka na mapie. Szwejk wszedł do miasta od południa, bramą Dobromilską (obecnie ul. Słowackiego). W centrum, między ul. Słowackiego a Mickiewicza, stacjonowała generalicja. Przy Dworskiego 39 znajduję rezydencję (dziś siedziba Banku Śląskiego), w której mieszkał feldmarszałek twierdzy Hermann Kusmanek von Bergneustadt. Jednak dla Szwejka to, rzecz jasna, za wysokie progi. Najpierw rzucono go do jakiejś stajni fortu w Bakończycach, potem przesłuchiwano w Odwachu Głównym przy Katedralnej 1 (lub w koszarach przy Smolki 13), odstawiono do aresztu komendy garnizonu przy Mickiewicza 24 (te adresy to dziś na ogół mieszczańskie kamienice). A sądzono przy Rokitniańskiej, w sąsiedztwie obecnego więzienia. W końcu opuścił miasto koleją. Musiał więc być także na przemyskim dworcu, wzorowanym na wiedeńskim, z salonowymi żyrandolami i muzami na malowidłach. Szkoda, że ten świetny budynek z czasów monarchii austro-węgierskiej popada dziś w ruinę. Chyba już nie dogonię Szwejka - myślę z żalem przy kawie po wiedeńsku i wracam na starówkę. Tam niespodziewanie staję z nim twarzą w twarz. Wychynął przede mną nagle, roześmiany, na plakacie w ścianie kamienicy przy Zaułku Szwejkowskim ukrytym na tyłach rynku.

***

Targ staroci ściąga mnie na dziedziniec współczesnego Klubu Garnizonowego przy Grodzkiej. Oryginalnych pamiątek z czasów szwejkowskich na nim nie znajduję. Za to pełno ich w środku - w Muzeum Twierdzy, założonym przez pasjonatów ze Stowarzyszenia 3 Historycznego Galicyjskiego Pułku Artylerii Fortecznej im. Księcia Kinsky'ego. Mundury, mnóstwo broni odnalezionej w fortach, nawet rekonstrukcja polowej ziemianki i szczegółowa mapa fortów. Największy z nich to Fort I Salis-Soglio nosi imię szwajcarskiego inżyniera. Przy okazji dowiaduję się, że w Łętowni jest jeszcze jedna ekspozycja forteczna (zorganizowana przez Towarzystwo Przyjaciół Fortyfikacji). Do ruin fortów warto dotrzeć, ale do objechania wszystkich konieczny jest rower lub samochód. Chętni powinni pamiętać o mapie, przewodniku, latarce i... ostrożności, by nie runąć w dół z walącym się stropem lub nie uwięznąć w jakiejś szczelinie. Taką ekspedycję odkładam na następną okazję i ruszam na Zamek Kazimierzowski, tylko 300 m dalej. Na jego dziedzińcu odkrywam fundamenty rotundy i palatium - przedromańskie ślady tajemniczych budowli z czasów piastowskich, podobne do tych w Ostrowie Lednickim czy na Wawelu. Przemyski zamek ma też swą romantyczną legendę. Podobno nocą na jego murach krąży nieszczęśliwie zakochana para. Anna, rodowita przemyślanka i Jan, rycerz z francuskiej Alzacji, który trafił na zamek z jeńcami pojmanymi po bitwie pod Grunwaldem. Młodzi zapałali miłością od pierwszego spojrzenia, ale rodzice dziewczyny wydali ją za strażnika. Zrozpaczona Anna skoczyła z zamkowej baszty. Jan, ułaskawiony przez króla Władysława Jagiełłę, szukał jej daremnie. Kto woli happy endy, niech wybierze się wieczorem do występującego na zamku Teatru Fredreum, jednego z najstarszych zespołów amatorskich w Polsce, założonego w 1869 r. Teatr bawi widzów najczęściej humorem fredrowskim.

***

Starówka kształtem przypomina rozłożony wachlarz. U podstawy znajduje się rynek, na krawędziach zamek, a po przeciwnej stronie - wieża zegarowa, pierwotnie XVIII-wieczna dzwonnica, która miała być zaczątkiem nowej greckokatolickiej katedry (nie zbudowano jej jednak). Dziś jest tu Muzeum Fajek i Dzwonów, jedyne takie w Polsce (wstęp - 5 zł). Nic dziwnego, że właśnie tutaj, w stolicy polskiej fajki. Fajki zaczęto produkować w Przemyślu w latach 70. XIX w. Pracowało tu wówczas 24 fajczarzy, działała m.in. sławna wytwórnia Wincentego Swobody z Czech. Dziś wytwórni jest jedenaście. Szczególną popularnością cieszą się tzw. walatówki (od nazwiska rzemieślnika Ludwika Walata) produkowane od lat 20. XX w. Muzealna kolekcja fajek przemyskich i europejskich jest imponująca. Gliniane, porcelanowe, drewniane, długie niczym fajki pokoju i krótkie "marszowe". Najstarsze pochodzą z XVII w. Nieraz wyglądają jak rzeźby: biedermeierowska ma kształt głowy damy w kapeluszu, inna - głowy konia (legenda mówi, że podobną palił Bohdan Chmielnicki). Z żołnierskich fajek spogląda jak żywy cesarz Franciszek Józef. Ludwisarstwo, inna specjalność Przemyśla, to głównie zasługa rodziny Felczyńskich (już ósmego pokolenia). Dzwony tej firmy rozbrzmiewają w Polsce i na świecie. W muzeum Felczyńskich zobaczymy m.in. dzwon Paweł z 1935 r. Jedna z najcenniejszych pamiątek to dzwon z przemyskiego ratusza z 1740 r. Najstarszy dzwon miasta - Benedykt z 1649 r. - pozostaje w kościele św. Trójcy. Na szczycie wieży panorama miasta przyprawia mnie o zawrót głowy!

***

Pochyły rynek brukowany kamieniami to kolejna przemyska osobliwość. Opada do podnóża Zniesienia, najwyższego wzgórza (352 m n.p.m.), na które wspina się miasto. Nie mam pewności, czy zachowam na nim równowagę. Ale spiżowa niedźwiedzica, kąpiąca się w fontannie na rynku (i ściągająca tłum dzieciaków) ani drgnie. Pomnikowy Adam Mickiewicz i Jan III Sobieski też trzymają pion. Narożną błękitną kamienicę zajmuje od połowy XIX w. urząd miasta (renesansowy ratusz rozebrali zaborcy). Skręcam ku wschodniej pierzei. Przyciąga mnie zielona fasada Muzeum Historii Miasta (bilet - 5 zł), które niedługo przeniesie się do nowego gmachu na pobliskim placu Berka Joselewicza. Stylizowane mieszczańskie wnętrza z XVIII w. upewniają mnie, że dawni Przemyślanie żyli wygodnie. Fotografie ożywiają wielokulturowy przedwojenny Przemyśl. Wiele w nim synagog, bo jedną trzecią mieszkańców (14 tys.) stanowili Żydzi. Z wojny ocalały dwie. W centrum piękna synagoga Szul przy ul. Słowackiego (dziś miejska biblioteka). A po drugiej stronie Sanu druga, dużo skromniejsza (obecnie własność prywatna). Najbardziej dramatyczna część ekspozycji przypomina czasy II wojny światowej, gdy miasto dzieliło się na część sowiecką i niemiecką, z granicą na rzece. Zgodnie z paktem Ribbentrop-Mołotow od września 1939 do czerwca 1941 r. prawobrzeżna część miasta (Zasanie) nosiła nazwę Peremyszl, lewobrzeżna - Deutsch Przemysl. Pozostałości bunkrów z tego czasu sterczą jeszcze nad Sanem. Na Zasanie - bardziej płaskie od Starówki, choć też ma swoje wzgórze, Winną Górę (278 m) - przechodzę współczesnym mostem Orląt Przemyskich, prowadzącym pod pomnik kresowych obrońców polskości i klasztor Dominikanów. Nad prawobrzeżnym Przemyślem górują potężne kopuły białej cerkwi bazylianów (zamkniętej po wojnie i otwartej dopiero w latach 90.) i smukła neogotycka czerwona wieża kościoła Salezjanów pod wezwaniem św. Józefa - obie świątynie pochodzą z początku XX w. U Salezjanów (kościół zaprojektował w 1912 r. architekt Mario Ceradini, profesor Akademii Sztuk Pięknych w Turynie) środkiem nawy głównej biegnie zaskakująca mozaika ze znakami Zodiaku i tzw. swastykami buddyjskimi, symbolami szczęścia.

***

Najwspanialsze kościoły ocalały jednak w lewobrzeżnej części miasta. Wznoszą się nad rynkiem, jeden nad drugim, jak w amfiteatrze. Trzy kościoły to barokowe świątynie. Rokokowe figury na balustradzie schodów przy kościele franciszkanów pod wezwaniem św. Marii Magdaleny zapraszają do XVII-wiecznego wnętrza niemal tanecznym ruchem. W środku pastelowoseledynowe ściany i sklepienia zdają się wirować od natłoku malowideł i rzeźb. W ołtarzu głównym, dziele lwowskiego architekta Piotra Polejowskiego, cudowny obraz Matki Boskiej w karminowej szacie. Co roku 25 sierpnia rusza spod Franciszkanów procesja z relikwiami św. Wincentego, patrona miasta dla upamiętnienia cudu z 1657 r. Tatarzy uciekli wówczas spod bram miasta jak rażeni gromem, gdy ujrzeli wyniesione na mury relikwie. Wyżej archikatedra greckokatolicka ze złotym wielopiętrowym ikonostasem z Lubaczowa. A nad nią kościół św. Teresy przy klasztorze karmelitów, o którym było głośno w całej Polsce, gdy zamierzano przekazać go grekokatolikom. Spór rozwiązał w 1991 r. Jan Paweł II, pozostawiając Karmel ich właścicielom, a cerkwi oddając sąsiedni nieczynny pojezuicki kościół. W prezbiterium XVII-wieczne freski ze scenami z życia św. Teresy z Avila, a nad nawą główną dryfuje drewniana barokowa ambona w kształcie łodzi, z której święci Piotr i Paweł ciągną rybacką sieć. Najważniejsza, czwarta już w tej okolicy świątynia, to katolicka bazylika archikatedralna Wniebowzięcia NMP i św. Jana Chrzciciela. Podziwiam jej gotycką, mocną, lecz strzelistą bryłę (XV/XVI wiek) i wolnostojącą barokową dzwonnicę. Wewnątrz na krawędzi prezbiterium stoi najsławniejsza w Przemyślu cudowna figurka Matki Boskiej Jackowej z Dzieciątkiem - alabastrowa rzeźba, którą według legendy przywiózł do Przemyśla w XIII w. św. Jacek Odrowąż uchodzący przed Tatarami z Kijowa. W głębi wielobarwne witraże Józefa Mehoffera. W prawej nawie wspaniała barokowa kaplica z czarnego marmuru z epitafiami zmarłego w 1734 r. biskupa Aleksandra Fredry i alegoryczną postacią Chronosa z kosą. W sąsiedztwie katedry zatrzymuje mnie jeszcze dworek Stanisława Orzechowskiego, głośnego politycznego publicysty Oświecenia (i zbuntowanego księdza, który wbrew naukom kościoła ożenił się) i dwa wspaniałe muzea: Narodowe Ziemi Przemyskiej i Archidiecezjalne, założone w 1902 r. przez ks. Józefa Sebastiana Pelczera, późniejszego świętego. Oba z nieprzebranymi skarbami sztuki sakralnej wszystkich wyznań na Ziemi Przemyskiej. Robi się tak późno, że porzucam myśl o wspinaniu się na piechotę na szczyt Zniesienia i wjeżdżam tam wyciągiem krzesełkowym, z którego zimą korzystają narciarze (przejazd w dwie strony - 5 zł). Nad szczytem góruje 22-metrowa postać Chrystusa pod Krzyżem zawierzenia miasta Bożemu Miłosierdziu z 2000 r., dzieło rzeźbiarza Dariusza Jasiewicza z Jarosławia i architektów Barbary i Wiesława Czekierdów. Za krzyżem usypany przed wiekami tajemniczy Kopiec Tatarski. Według jednych to grobowiec tureckiego chana, według innych księcia Przemysława. Widok stąd na miasto i Pogórze Przemyskie jest niebywały!

W sieci:

http://www.przemysl.pl

http://www.przemysl24.pl

http://www.twierdza11.republika.pl

http://www.przemysl24.pl/noclegi

http://przemysl.pttk.pl

ZOBACZ WIĘCEJ

•  Arboretum Bolestraszyce. Wspaniały park krajobrazowy - 3800 gatunków roślin na 308 ha - w dawnym majątku wybitnego malarza Piotra Michałowskiego (1800-55) i w Cisowej. W białym dworze Michałowskich z klasycystyczną kolumnadą znajduje się Muzeum Przyrodnicze. Czynne 1 maja-31 października, wstęp - 5 zł, 7 km od Przemyśla, dojazd PKS w kierunku Wyszatyc, http://www.bolestraszyce.com .

•  Krasiczyn. Magnacka rezydencja zbudowana przez Stanisława i Marcina Krasickich w okresie XVI-XVII w., od XIX w. własność Sapiehów (dziś hotel). Posiadłość (wstęp - 6 zł) to fantazyjna, potężna budowla, z murami zwieńczonymi ażurowymi attykami oraz czterema basztami: Boską, Papieską, Królewską, Szlachecką, które odpowiadają feudalnemu porządkowi świata. Na ścianach wspaniałe sgrafitti (dekoracje na tynkach), przedstawiające książąt i królów polskich, rzymskich cesarzy i orszak świętych. W rodzinie Sapiehów kultywowano tradycję sadzenia w krasiczyńskim parku dębów na urodziny syna i lip - córki. Potężny dąb Adam upamiętnia urodziny Adama Sapiehy (1822-1903), galicyjskiego polityka i kardynała. W parku trzeba trzykrotnie okrążyć stuletni modrzew, co podobno gwarantuje spełnienie najtajniejszych życzeń. Warunek: nie mogą dotyczyć spraw materialnych. 12 km od Przemyśla, dojazd miejskim autobusem nr 40, http://www.krasiczyn.com.pl.

•  Kalwaria Pacławska. Sanktuarium zwane Jasną Górą Podkarpacia z XVII-wiecznym klasztorem Franciszkanów i kościołem Znalezienia Krzyża Św. na wzgórzu (465 m) z kalwaryjskimi dróżkami i kaplicami Męki Pańskiej. W kościele cudowny obraz Matki Bożej Słuchającej, przeniesiony z Kamieńca Podolskiego, modlili się przed nim m.in. Stanisław Żółkiewski, Jan Kazimierz, Jan III Sobieski. 24 km od Przemyśla, dojazd autobusem PKS, http://www.kalwaria.franciszkanie.pl.

•  Jarosław. 40-tysięczne miasto, równie stare jak Przemyśl. Sławna renesansowa kamienica Orsettich przy rynku z podziemnymi korytarzami pod nim, XVI-wieczna kolegiata św. Jana, XVII-wieczne obronne opactwo Benedyktynek, barokowe sanktuarium (obecnie Dominikanów) Matki Bożej Bolesnej z cudowną gotycką pietą, potężną XVIII-wieczną cerkwią Przemienienia Pańskiego, synagogami. 30 km od Przemyśla, dojazd pociągiem i autobusem PKS, http://www.jaroslaw.itl.pl , http://www.jaroslaw.pl