Od Szczuczyna do Wąsoszy. Tropem bohaterów "Trylogii"

Któż nie pamięta imć pana Rzędziana, który wywodził się właśnie z tych stron?
W deszczowe przedpołudnie okrążyliśmy ryneczek w Szczuczynie - ze skwerkiem, parkiem i pomnikiem ku czci lokalnych wydarzeń. Deszcz lał jak z cebra, co nie przeszkadzało miejscowym władzom wieszać narodowe flagi na domach i latarniach. Następnego dnia w całej Polsce obchodzono Święto Wojska Polskiego i rocznicę cudu nad Wisłą. A gdzie jak gdzie, lecz na tym kurpiowsko-podlasko-mazowieckim pograniczu, gdzie bolszewika z pasją przepędzano, jest to data czczona solennie.

***

Nie bez przyczyny ta okolica trafiła na karty "Trylogii" Henryka Sienkiewicza. Któż nie pamięta imć pana Rzędziana z Wąsoszy, który wywodził się właśnie z tych stron? Przypomnijmy: "Gdy więc Kmicic pozwolił mu jechać dalej, nie tracił Rzędzian czasu i w godzinę później wjeżdżał już do Szczuczyna późną nocą (...). Ów Szczuczyn uchodził za miasto, ale nim nie był rzeczywiście, nie miał albowiem jeszcze ani wałów, ani ratusza, ani sądów, ani kolegium pijarskiego, które dopiero za czasów króla Jana III powstało, a domów szczupło i więcej chałup niż domów, które dlatego tylko miastem się zwały, że w kwadrat były pobudowane tworząc rynek, niewiele zresztą mniej błotnisty od stawu, nad którym mieścina leżała".

Kwadratowy rynek do dziś się nie zmienił. Można podziwiać pijarskie kolegium i kościół, które imć Rzędzian mógł pewnie oglądać. Budowla powstała w latach 1697-1711. Dziś, świeżo odrestaurowana, wyrasta ponad miasteczko. Imponujący gmach ufundował właściciel włości podkanclerzy Stanisław Antoni Szczuka. Uważa się, że autorami projektu barokowej świątyni był Holender Tylman van Gameren i warszawski architekt Józef Piola (inni twierdzą, że nie Gameren, ale Szymon Belottti maczał w tym dziele palce). Kościół był jednym z wielu wzniesionych w Rzeczypospolitej jako dar wotywny za zwycięstwo pod Wiedniem. Do fundacji miał się dołożyć król Jan III Sobieski, przeznaczając na ten cel aż 20 tysięcy złotych polskich z osobistej kasy. Ofiarował również obraz Matki Boskiej Łaskawej otrzymany w darze od papieża Innocentego IX, który nie skąpił łask obrońcy chrześcijaństwa i jego ojczyźnie.

Elewację kościoła zdobi u szczytu oko Opatrzności, z którego rozchodzą się złociste promienie zakończone główkami cherubinów. Wnętrze tchnie świeżym remontem - filary w pseudostiukach, a na sklepieniach wiją się girlandy.

Prawdziwy rozkwit miasteczko przeżywało w XVIII w. W kolegium pijarskim studiowało co roku 300 uczniów, nie tylko z rodzin szlacheckich, ale także włościańskich i z ubogiej szlachty szaraczkowej. Połowa z nich uczyła się bezpłatnie dzięki wspaniałomyślności Szczuków. W Szczuczynie odbywały się doroczne huczne jarmarki, na które ściągali handlarze z Polski, Prus Książęcych i Litwy. Przez cały okres zaboru pruskiego było to miasto prywatne, choć kolegium pijarskie zostało zlikwidowane w ramach sekularyzacji.

***

Jedziemy dalej tropem Sienkiewiczowskich bohaterów. Zajrzyjmy do "Potopu": "Tymczasem, nie dojeżdżając Wąsoszy, zatrzymali się w przydrożnej karczmie, »Pokrzyk « zwanej, i roztasowali się na nocleg (...). Lecz zaledwie Kmicic z trzema Kiemliczami i Soroką zasiedli do wieczerzy, gdy z zewnątrz dał się słyszeć hurkot kół i tętent koni. (...). Kmicic wyszedł przed karczmę popatrzeć, kto przyjeżdża, bo był ciekaw, czy nie jaki podjazd szwedzki, ale zamiast Szwedów ujrzał brykę, za nią dwa wozy i ludzi zbrojnych około wozów. (...) Bryka była zaprzężona w cztery konie, dobre, pruskie, o grubych kościach i malikowatych grzbietach, foryś siedział na jednym z lejcowych, trzymając dwa psy piękne na smyczy; na koźle woźnica, a obok hajduczek przybrany z węgierska, na tylnym zaś siedzeniu sam pan wsparty pod boki, z wilczurą bez rękawów, spinaną na rzęsiste złocone guzy. (...) Był to człowiek bardzo jeszcze młody, choć personat, lat ledwie dwudziestu kilku. Twarz miał pucołowatą, czerwoną, a i na całej osobie znać było, że sobie na jadło nie żałował".

Po drodze ze Szczuczyna do Wąsoszy (4 km) rozglądamy się za rzeczoną karczmą. Pola płaskie, rolne, lasów nie za wiele, a jeszcze w XV w. rosła tu wielka puszcza. Wreszcie Wąsosz, gdzie pan Rzędzian gospodarzył. Ni to wieś, ni miasteczko. Kto by pomyślał, że kiedyś było to miasto powiatowe, dzięki szlakom handlowym łączącym Mazowsze z Rusią, Prusami i Litwą. Zniszczone w czasie wojen polsko-krzyżackich i (za czasów Rzędziana) przez Szwedów, później nieco się podniosło, ale w 1870 r. utraciło prawa miejskie. Chlubnej przeszłości nikt mu nie odbierze. Ziemię wąsoską upatrzyli sobie książęta mazowieccy, którzy zawładnęli tym terenem nad rzeką Wissą. Z ich błogosławieństwem Wąsosz miał założyć Jaśko z Roman z powodzeniem handlujący drewnem z gdańskimi kupcami. Ustanowiono w Wąsoszy miasto i starostwo, był tu nawet zameczek książęcy wykorzystywany do celów obronnych i pewnie także jako dworek myśliwski. Na miejskiej tarczy nie bez przyczyny umieszczono jelenia. W grodzie była łaźnia, waga i postrzygalnia sukna.

Obchodzimy dookoła kościół Przemienienia Pańskiego. Późnogotycki, ceglany, z solidnymi szkarpami (przyporami) wspierającymi krzepką budowlę, wysoki fundament wzmacniają polne kamienie. Osobno stoi okazała drewniana dzwonnica. Niestety, kościół zamknięty, a pewnie można by tam znaleźć ławkę kolatorską imć Rzędziana...

Dawnej świetności Wąsoszy dowodzi kościółek pokarmelicki w rynku, przy placyku imienia Rzędziana. Uważa się, że stojąca w krypcie trumna nieznanego miejscowego wielmoży, zawiera szczątki uwiecznionego przez Sienkiewicza dzierżawcy znad Wissy. Znajdujący się w świątyni obraz Matki Boskiej, słynący łaskami, podarował na początku XVII w. wąsoskim karmelitom trzewiczkowym imć Grajewski z Grajewa. Podobno "pewnego razu obraz spadł z zawieszenia, gdy pan domu chciał popełnić grzech". Srebrna sukienka Maryi datowana jest na ok. 1740 r., jeszcze wcześniejsze są korony nad Matką i Dzieciątkiem.

***

Jedziemy na Grajewo, rozglądając się, gdzie odbić na Bęćkowo - w starym przewodniku wypatrzyłam tam dwór murowany. Błądząc bocznymi drogami wśród popegeerowskich pól i mizernych lasków docieramy do Bęćkowa. W kępie zieleni przebłyskuje jasna fasada przysadzistej budowli. Dostępu broni drut kolczasty rozpięty na palikach, ale można się przedrzeć i z bliska obejrzeć domostwo. Pod koniec XVII w. Bęćkowo należało do Grajewskich, wcześniej do Iłowskich i Mężyńskich. Dziś oglądamy późnobarokowy dworek murowany wzniesiony na początku XIX w. przez Klimontowiczów. Dzięki temu, że mieściła się w nim szkoła, został porządnie wyremontowany. Wprawdzie piękny mansardowy dach kryje paskudny eternit, ale dwór trzyma się nieźle. Może nowi właściciele przywrócą mu trochę dawnej świetności? Wprawdzie Sienkiewiczowski Rzędzian mieszkał niewątpliwie w modrzewiowym dworku, ale potomkowie tak sprytnego rządcy, który w wieku dwudziestu kilku lat miał już hajduczka, forysia i dwa piękne psy na smyczy, z całą pewnością mieszkali już w murowanych dworach.

W sieci

http://www.szczuczyn.pl

http://www.wasosz.com.pl

http://www.szlachta.org/beckowo.htm