Zielone Szlaki Greenways. Rowerem wokół Otrytu

Mijając ciągnące się setkami metrów kubiki pociętego drewna, zastanawiam się, ile można jeszcze wyciąć drzew w Bieszczadach.
Z pośród 600 km bieszczadzkich szlaków rowerowych wybrałam trasę wokół pasma Otrytu, a potem wzdłuż doliny Sanu. 118 km, wiele trudnych podjazdów (najdłuższy 6 km), ale równie dużo wspaniałych zjazdów. A dookoła dzika przyroda.

Dzień 1. Lutowiska - Chata Socjologa

Do Lutowisk, gdzie rozpoczyna się trasa rowerowa, dojeżdżam autobusem z Zagórza (tutaj dochodzi pociąg). Spod Urzędu Gminy w Lutowiskach niebieski szlak rowerowy prowadzi w kierunku Ustrzyk Górnych, początkowo po asfalcie. Po 2,8 km skręca na tzw. stokówkę, czyli drogę do zwożenia drewna, którą trasa będzie prowadzić przez kolejne kilkadziesiąt kilometrów. Ze stokówek korzystają tylko pojazdy należące do Lasów Państwowych, nawierzchnię mają przeważnie żwirową, na niektórych odcinkach pokrytą starym asfaltem.

Jadę lekko pod górkę przez wysoki, świerkowy las. Z Lutowisk wyruszyłam przed godz. 15, a w marcu zmierzch zapada koło 18. Do Sękowca, najbliższej wsi, gdzie mogę liczyć na nocleg, jest ponad 20 km. Postanawiam nocować w słynnej Chacie Socjologa na Otrycie, która nie leży na trasie rowerowej. Po przejechaniu 5,5 km skręcam więc na zielony szlak turystyczny prowadzący na grzbiet Otrytu. Pchanie roweru po stromej, błotnistej drodze, której środkiem płynie już całkiem wartki potoczek (od godziny pada), jest dość karkołomne. Na pociechę tuż obok przebiega kilka saren. Patrzę z podziwem, jak szybko pokonują wysokość. Gdy po godzinie docieram na grań, droga robi się prawie płaska, ale zjawia się nowa przeszkoda - całkiem głęboki śnieg. Więc znowu pcham rower

Do Chaty docieram o zmierzchu. Mokre ubranie rozwieszam przy kominku, myję się w misce, a kolację jem przy świecach. Nie ma tu ani bieżącej wody, ani prądu. Jest za to wspaniała atmosfera. Duże drewniane stoły, ławy, na ścianach czarno-białe zdjęcia i bukiety suszonych ziół, a w zlewie sterta brudnych naczyń. Chatę zbudowała w 1973 r. grupa studentów Uniwersytetu Warszawskiego, tworząc tzw. Klub Otrycki. Miał charakter lewicowy, lecz odległy od oficjalnej ideologii lat 70. Później wielu "otrytczyków" działało w "Solidarności". Zimą 2003 r. chata doszczętnie spłonęła, bardzo szybko jednak odbudowano ją w prawie niezmienionej postaci.

Dzień 2. Otryt - Chmiel

Rano wracam zielonym szlakiem, tym razem stromo w dół, i po godzinie znowu jestem na trasie rowerowej. Wokół żywej duszy. Kręta droga, las i ja. Na 17. km trasy (licząc od jej początku) docieram do tzw. osady smolarzy. Stoją tu cztery okrągłe metalowe retorty do wypału węgla drzewnego, każda ma sześć wysokich i wąskich kominów. Dym z licznych w Bieszczadach wypałów węgla budzi ostatnio coraz więcej kontrowersji. Ekolodzy podnoszą jego szkodliwość, mieszkańcy natomiast bronią wypałów - miejsca pracy dla ok. 300 smolarzy.

O tej porze roku nie ma tu nikogo. Obok pustych retort stoi drewniany barak i stół pod wiatą. Zjadam kanapkę i do pracy - przede mną 2-kilometrowy podjazd. Trasa rowerowa łączy się tutaj z niebieskim szlakiem turystycznym i prowadzi na wysokość 785 m. Trochę podjeżdżam, trochę pcham rower (kiepsko z kondycją po zimie). Mija mnie para turystów (pierwsi i ostatni, jakich spotkałam w ciągu czterech dni), zazdroszczę im, że nie mają rowerów ani sakw. Na szczęście to przykre uczucie towarzyszy mi tylko do przełęczy, bo potem rozpoczyna się długi zjazd, który trwa już do końca dzisiejszej trasy. Krętą drogą prowadzi przez wspaniały bukowy las - rezerwat Hulskie.

Dzień kończę w gospodarstwie agroturystycznym we wsi Chmiel. Znowu muszę zjechać z trasy rowerowej (ok. 10 km), bo w Sękowcu noclegi są, ale tylko latem.

Dzień 3. Wzdłuż Sanu

Rano, wróciwszy na trasę rowerową, jadę wzdłuż Sanu. Wezbrana rzeka płynie niezwykle malowniczym, krętym korytem. Wokół wzgórza i lasy - to rezerwat Krywe utworzony w 1991 r. Przed wojną były tu wsie: Hulskie, Krywe, Tworylczyk, Tworylne i Studenne. Dzisiaj żyją jelenie, sarny, rysie, żbiki, a nawet żubry. Krywe jest ostoją eskulapa, jedynego żyjącego w Polsce węża dusiciela. Gad ma do 1,5 m długości, osiąga grubość nadgarstka dorosłego mężczyzny. Trasa oddala się od rzeki. Jadę w górę przez las, wypatrując na gałęziach eskulapa (prowadzi nadrzewny tryb życia). Krążą nade mną drapieżne ptaki - myszołowy? orliki? - jednych i drugich żyje tu dużo. Pokonując liczne podjazdy i zjazdy, na 36. km trasy docieram znowu do rzeki i przejeżdżam przez most na drugą stronę.

Przede mną kolejny 2,5-kilometrowy podjazd pod przełęcz Szczycisko (629 m n.p.m.), potem trawersy szczytów Żołobina, Stołów i Magurki i stromy zjazd do wsi Sękowiec. Stąd - znowu poza trasą rowerową - do Chmielu, w którym nocuję. Dzisiejsza droga to ponad 30-kilometrowa pętla wzdłuż Sanu, którą wieczorem kończę w tym samym miejscu, z którego rano wyruszyłam.

Dzień 4. Sękowiec - Lutowiska

Rano wracam do Sękowca. Ostatni etap wyprawy jest krótszy od poprzednich, ale rozpoczyna go 6-kilometrowy podjazd. Naprawdę męczący. Po drodze mijam niewielkie wodospady spływające ze stoków. Droga prowadzi przez piękny las, szpeci ją tylko zrywka drewna. Potężny pojazd na gąsienicach z piekielnym hałasem zjeżdża po stromym zboczu, zostawiając błotniste koleiny głębokości pół metra. Niszczy poszycie i drobne drzewa, wręcz narusza strukturę zbocza. W ten sposób zwozi się z góry drewno, które rozładowuje się na stokówce. Mijając ciągnące się setkami metrów kubiki pociętego drewna, zastanawiam się, ile można jeszcze wyciąć drzew w Bieszczadach!

Gdy podjazd kończy się, osiągam wysokość 825 m n.p.m. (Sękowiec był 300 m niżej). Teraz prowadzi mnie wspaniały, również 6-kilometrowy zjazd aż do wsi Nasiczne. Tutaj po raz pierwszy od czterech dni wyjeżdżam na asfalt. Cóż za komfort! Gdy po 5 km trasa rowerowa wraca znowu na stokówkę, ja zostaję już na drodze asfaltowej i wczesnym popołudniem kończę moją podróż w Lutowiskach.

Ich dzisiejszy wygląd nie ma nic wspólnego z charakterem dawnego miasteczka. O historii świadczą tylko cmentarze: żydowski (największy w Bieszczadach po leskim), prawosławny i katolicki. W 1939 r. mieszkało tu 3,5 tys. ludzi - dziś 760. Były synagoga, cerkiew unicka i kościół katolicki. W czerwcu 1942 r. Niemcy rozstrzelali Żydów i spalili synagogę. Polacy, którzy przetrwali okupację, w lipcu 1944 r. opuścili Lutowiska w obawie przed Sowietami i UPA. Ci, którzy zostali, zginęli zamordowani we własnych domach. W 1945 r. Lutowiska znalazły się w granicach ZSRR, a gdy w 1951 r. wróciły do Polski w ramach wymiany terenów przygranicznych, nie było tu już ludności ukraińskiej. Jako obywateli ZSRR wysiedlono ich w okolice Odessy. Kościół, zamieniony na magazyn, był zdewastowany. Nowi osadnicy do lat 60. używali cerkwi jako kościoła katolickiego. Potem popadła w ruinę, rozebrano ją w 1980 r., a z resztek zbudowano kościół w Dwerniku. Bieszczady pełne są podobnych historii.

W Lutowiskach zatrzymuję się w Chacie Magoda. Jej gospodarze, Jadwiga Miłoszewicz i Maciej Pawlik, przyjechali tu aż ze Szczecina. Drewniany dom z lat 30. przenieśli z Rzeszowa, starannie wyremontowali i urządzili stylowymi meblami. Gospodyni rozpieszcza gości. W kuchni z widokiem na połoniny przygotowuje knysze, pierogi, gołąbki. Na drogę dostaję konfitury własnej roboty z... marchewki i migdałów.



Korzystałam z rowerowej mapy Bieszczad "Zielony Rower" w skali 1:100 000 wydawnictwa Compas, na odwrocie szczegółowe opisy szlaków. Chata Socjologa na Otrycie - nocleg w sali zbiorowej 10 zł. Gospodarstwo Agroturystyczne w Chmielu, Maria i Zbigniew Lula - pokój z łazienką 30 zł, tel. 013 461 08 39; Chata Magoda - dwójka z łazienką oraz śniadanie i obiadokolacja 89 zł, tel. 0 609 229 826.

Jak dojechać?



Po kliknięciu na mapę pokaże się opisywana okolica. Możesz zaplanować dojazd ze swojej miejscowości.

Utrudnienia:



Planowanie trasy i informacje o utrudnieniach w ruchu: Targeo.