Spływ Rurzycą

Krystalicznie czysta woda, urocze rynnowe jeziora, a na ich brzegach - raj dla grzybiarzy
Rurzycą, prawym dopływem Gwdy, spłynęliśmy w ostatni weekend sierpnia. Po raz drugi i nieostatni, bo to rzeka magnes. Prosta technicznie trasa sprawia, że spłynąć Rurzycą może każdy. A kto by nie chciał? Pod względem krajobrazu to jeden z najładniejszych szlaków kajakowych w Polsce.

Nasze cztery kajaki wodujemy przy pomoście, kilkadziesiąt metrów przed mostem w Trzebieszkach (przy drodze nr 22 Wałcz - Jastrowie). Jako że spływ zaczynamy w piątek, a przed nami do niedzieli tylko 25 km wiosłowania, postanawiamy udać się najpierw w górę rzeki. Po 500 metrach wpływamy na jezioro Krąpsko Długie w nadziei, że na jego brzegach urządzimy pierwszy biwak. Nic z tego. Brzegi są niedostępne, wysokie. Nie ma żadnych pól biwakowych - ani zorganizowanych, ani dzikich. Próbujemy wcisnąć się jeszcze kawałek w górę Rurzycy, ale musimy zawrócić, bo rzeka jest tu zarośnięta i mało zachęcająca, zwłaszcza w deszczu, który nas właśnie dopadł.

Wytrwałym polecam jednak tę krótką, niespełna półtorakilometrową wycieczkę do źródeł Rurzycy (zaczyna bieg od jeziora Krąpsko Małe) głównie ze względu na utworzony w 1961 r. rezerwat Diabli Skok. Na obfitujących w liczne źródła stromych zboczach chroni on starodrzew (m.in. bukowy), mechowiska z rzadkimi gatunkami roślin torfotwórczych i - co osobliwe - występującą lokalnie roślinność górską (przetacznik górski, świerząbek kosmaty). Z nazwą rezerwatu wiąże się legenda o nadzwyczaj przystojnym młodzieńcu, który zauroczył słynące z urody panny z pobliskiej miejscowości Szwecja. Zaloty do jednej z nich doprowadziły tamtejszych kawalerów do takiej pasji, że postanowili spuścić przybyszowi lanie. Kiedy ruszyli za nim w pogoń, a ten uznał, że pościgowi nie ujdzie, odbił się od ziemi i skoczył. Wzbiły się za nim tumany kurzu - kiedy pył opadł, po młodzieńcu nie było śladu. W miejscu, w którym odbił się od ziemi, widniały ślady diabelskich racic. Odtąd dolinę tę nazywano Diabelskim Skokiem i nikt nie chciał już tu zaglądać. Panny ze Szwecji zaś na mężów wybierały tylko miejscowych chłopaków...

Urody panien ze Szwecji nie ocenialiśmy, za to po kąpieli w niezwykle przezroczystej wodzie Krąpska Długiego popłynęliśmy z powrotem i rozbiliśmy się na polu biwakowym tuż przed mostem w Trzebieszkach (restauracja tuż obok serwuje wyśmienite pstrągi). Pole jest doskonale przygotowane (przystrzyżona trawa, miejsce na ognisko, zadaszona wiata ze stołami i ławami, kominek, a nawet murowana toaleta z umywalką!) i może służyć jako boisko piłkarskie. Za nocleg właściciel firmy W Pięknej Dolinie pobiera 6 zł od osoby (na miejscu można też wypożyczyć kajaki - 20 zł dzień powszedni, 25 zł weekend, transport 1,70 zł/km). Wieczór spędziliśmy przy kominku, piekąc na ruszcie pstrągi przywiezione nam przez - jak zwykle niezawodną - firmę Kapitan (patrz ramka).

***

Nad ranem wzmógł się deszcz. Już układaliśmy plan B, kiedy chmury się przerzedziły i można było wyjść na grzyby. Okoliczne lasy nie dość, że piękne, to bardzo szczodre dla grzybiarzy. We trzy nazbierałyśmy dwie pękate siatki borowików, podgrzybków, maślaków i kurek. Kiedy wróciłyśmy z lasu, namioty były już suche i można było ruszać w drogę.

Pod mostem w Trzebieszkach jest bystrze, a rzeka w tym miejscu bardzo wąska, więc na początek czekało nas trochę gimnastyki. Po 500 metrach jezioro Trzebieszki - rynnowe, tak jak pozostałe jeziora na trasie, o wysokich zalesionych brzegach. Urocze! Wypływ Rurzycy łatwy do znalezienia, potem kolejne 500 m rzeki i jezioro Krąpsko Górne (Łękawe). Trudno jednak cieszyć oko widokami - niebezpiecznie zaczęła zbliżać się oddalona dotąd burza, musimy uciekać na brzeg (uwaga! NIGDY nie wolno pływać kajakiem podczas burzy i chronić się pod dużymi drzewami!).

Po kilkunastu minutach płyniemy dalej. Rurzyca opuszcza jezioro we wschodniej jego części, kilka lat temu można było tu biwakować (i był to jeden z najpiękniejszych biwaków, jakie kiedykolwiek widziałam), dziś można się tylko wykąpać. Od 2005 r. to miejsce, jak i cały prawy brzeg Rurzycy - począwszy od jeziora Krąpsko Górne, a skończywszy kilka kilometrów za jeziorem Dębno - obejmuje rezerwat krajobrazowy Dolina Rurzycy. W najbliższej przyszłości planowane jest rozszerzenie go również na lewy brzeg rzeki (Rurzyca biegnie granicą między województwem zachodniopomorskim i wielkopolskim, na razie o utworzeniu rezerwatu zdecydowało tylko to pierwsze).

Po króciutkim, zaledwie 300-metrowym odcinku rzeki mamy jezioro Krąpsko Średnie. Niecałe 2 km od wpływu na lewym brzegu jeziora stoi obelisk upamiętniający biwak, który latem 1978 r. rozbił w tym miejscu kardynał Karol Wojtyła (spływ kajakowy Rurzycą był jego ostatnim urlopem w Polsce przed wyborem na Stolicę Piotrową). Betonowy pomnik z wtopionymi kamieniami przywiezionymi z Dunajca, ulubionej rzeki "Wujka", postawili jego krakowscy przyjaciele w 1979 r. Odbywają się tu msze święte, m.in. w rocznicę śmierci Papieża. Z okazji 25-lecia pontyfikatu w październiku 2003 r. na drzewie obok pomnika zawieszono dębowy krzyż z wyrzeźbionymi wiosłami i głową Chrystusa. Cały szlak kajakowy Rurzycy, podobnie jak i pobliskiej Drawy, którą też pływał Karol Wojtyła, nosi dziś imię Jana Pawła II.

800 metrów za obeliskiem na prawym brzegu jeziora Krąpsko Średnie Nadleśnictwo Płytnica prowadzi przeogromne (wielkości kilku boisk piłkarskich), ale bardzo malownicze i zapewniające turystom intymność pole biwakowe Wrzosy (5 zł/os., 5 zł/namiot, 6 zł/wiązka drewna, 5 zł/5 min pod ciepłym prysznicem). Urządzamy na nim drugi i ostatni biwak (uwaga! na trasie do Wrzosów nie ma innych miejsc do biwakowania). Nie można rozpalać tu ognisk. Kierownictwo pola namiotowego oferuje jedynie miejsce przy kominku pod gigantyczną zadaszoną wiatą. Właśnie w jej pobliżu pospiesznie rozstawiliśmy namioty (znów słychać odgłosy burzy) i zabraliśmy się do duszenia grzybów. Było ich tak wiele, że od kierowniczki pola pożyczyliśmy garnek, a do mieszania zamiast łyżki użyliśmy ociosanego kija. Potrawa była wyborna, ale nie zdołaliśmy zjeść wszystkiego - połowę zawartości garnka sprezentowaliśmy sąsiadującym biwakowiczom.

***

Ostatni dzień spływu, przed nami 12 km. Kilkaset metrów po opuszczeniu Wrzosów wodujemy kajaki w miejscu zastawki (zalecana w przewodniku przenoska nie była konieczna). Po niecałych 2 km ostatnie na trasie jezioro - Dębno (Krąpsko Dolne). Tu ostatni postój na kąpiel i - ile pary w wiosłach - płyniemy dalej.

Czujemy, że spóźnimy się na umówiony termin, bo za dużo czasu spędziliśmy w jeziorze (jakoś nie mogliśmy się rozstać z tymi pięknymi jeziorami na szlaku Rurzycy). Rzeka doprowadza nas wkrótce do dwóch następujących po sobie malowniczych murowanych mostów (pierwszy na rozebranej linii kolejowej koło stacji PKP w Płytnicy, drugi na linii kolejowej Piła-Szczecinek), za którymi przyspiesza, przyjmując prawie górski charakter. Mimo iż woda na tym odcinku jest szybka, trasa od Wrzosów do Krępska jest łatwa technicznie.

Płytka, czysta Rurzyca sprawiła nam wielką frajdę. Właśnie przenosiliśmy kajaki przy pstrągarni w Krępsku (przenoska lewym brzegiem ok. 30 m), kiedy oberwała się chmura. W ciągu minuty ściana deszczu wgniotła nas w kajaki i przemoczyła do suchej nitki. Na szczęście meta była kilkaset metrów za pstrągarnią. Gdybyśmy się nie spóźnili, oberwanie chmury oglądalibyśmy zza szyb samochodu.

*Iza Szumielewicz jest dziennikarką Radia Zet

Skąd kajaki?

Kapitan, Andrzej Szeremeta - wynajem i transport kajaków, przewóz osób i bagażu, opieka instruktorska i ratownicza, catering; 20-25 zł/kajak/doba, 1,6 zł za 1km transportu (maksymalnie 12 kajaków); tel. 067 387 40 89, 0 600 599 678,

W Pięknej Dolinie, Andrzej Tomajczyk - wynajem i transport kajaków (maksymalnie 40), tel. 067 258 16 37, 0 604 34 25 28,

Przewodnik: "Gwda, Piława i Rurzyca; przewodnik dla kajakarzy", Z. Galiński, Pascal, 2003