Szydłów

Zamek, gotyckie kościoły, synagoga, a nawet zbójecka jaskinia - i to wszystko w filigranowym miasteczku
Polskie Carcassonne - pokazuje z dumą przewodnik. Stoimy na podmokłej łące, która służy też za boisko. Za nami hektary śliw (ależ musi być pięknie, gdy kwitną!), przed nami Szydłów. Palec wskazujący przewodnika celuje prosto w jego mury - właśnie z tej łąki widać je najlepiej.

Wczuwam się posłusznie w klimat południowej Francji. Tak, jest coś na rzeczy. Mury Carcassonne są jasne, kamienne, mają zębate wykończenia i okalają całe stare miasto. Mury piastowskiego Szydłowa - tak samo. Nawet prostokątne baszty się zgadzają. Czas stanął tu przed wiekami, żadnych bloków w zasięgu wzroku!

***

Już w XIII w. pisano o nim "miasteczko". Przywilej lokacyjny wydał Łokietek w 1329 r., a mury kazał zbudować Kazimierz Wielki. Ale od rozbiorów Szydłów zaczął podupadać, w 1869 r. utracił prawa miejskie. Dziś to gmina wiejska, zaledwie 5 tys. mieszkańców. Tuż za murami malownicze zielone pagórki, sady i lasy, gdzieś w dali wiejskie chałupy.

Wystarczy kilkanaście minut, by przejść przez cały Szydłów. Atmosfera senna. Przysadziste murowane domy przywodzą na myśl staropolskie dworki - stoją w rynku (niestety szpeci go parking, nie ma gdzie wypić choćby kawy) i bocznych uliczkach (wiele brukowanych kocimi łbami). Wszędzie pełno zieleni. Dumą Szydłowa jest piękna gotycka fara z czerwonej cegły z 1355 r. Stromy dach kryje gont (do 1630 r. dachówka), nad nim góruje urocza wieżyczka. Strzeliste okna, łukowe portale. Wchodzę do środka i... konsternacja. Przede mną potężny filar, za nim drugi (nie można stąd dostrzec ołtarza) - symetrycznie dzielą na pół dwunawowy kościół. To przekora Kazimierza Wielkiego, który świątynię pod wezwaniem św. Władysława zmuszony był ufundować w ramach pokuty.

A wszystko przez królewskie romanse. Po kolejnym, z Esterką z krakowskiego getta, ksiądz Marcin Baryczka w grudniu 1349 r. publicznie zarzucił Kazimierzowi grzeszne życie i zagroził karą kościelną. Został za to uwięziony i skazany - dworzanie utopili go w Wiśle pod Wawelem. By zmazać swą winę, Kazimierz postawił sześć kościołów (najsłynniejszy w Wiślicy). I wszystkie ponoć z filarami na wejściu...

W ołtarzu piękny tryptyk z 1517 r. Drewniane polichromowane płaskorzeźby przedstawiają sceny z życia Najświętszej Maryi Panny oraz świętych Piotra i Pawła. Zaglądam do zakrystii - zachowało się otynkowane na biało oryginalne krzyżowo-żebrowe sklepienie (to w nawach ucierpiało podczas drugiej wojny światowej).

***

Na skraju miasta leży synagoga - przed wojną przy przychodził tu co czwarty mieszkaniec Szydłowa (w 1929 r. wszystkich szydłowian było ok. 2250). Prostokątny wysoki budynek przy ul. Targowej 3 powstał w połowie XVI w. Grube mury z dziesięcioma dużymi oknami, w środku jasno i przestronnie, renesansowe sklepienie zdobią stiuki. Nie zachowała się bima ani polichromie, za to na wschodniej ścianie można podziwiać ładnie odrestaurowany Aaron ha Kodesz z XVII w., w którym trzymano święte księgi.

Przy wejściu wnęka, nad nią hebrajski napis i płaskorzeźba dłoni złożonych jak do błogosławieństwa. Stała tu dawniej skarbonka. - Nie było składania ofiary na pokaz i porównywania, kto ile dał - wyjaśnia przewodnik.

Do głównego kamiennego budynku synagogi "przyklejono" drewniany babiniec. Tu modliły się kobiety. Głos rabina dochodził do nich przez małe kwadratowe okienka, zza których pewnie w ogóle nie było ich widać.

Z synagogi niedaleko do resztek XIV-wiecznego zamku, tuż przy murach obronnych. Przechodzimy przez białą kamienną bramę, która dzieli go od miasteczka (warto zwrócić uwagę na widniejący na niej barokowy kartusz z herbem Wazów). Przed nami pusty, porośnięty trawą dziedziniec. Po lewej stronie sterczą smętnie wysokie ściany z czerwonej cegły - pozostałości Sali Rycerskiej, po prawej straszy niebieska szkoła tysiąclatka. Zamek zniszczyły w czasie potopu wojska szwedzkie (1655-1660). Przebudowany w 1723 r., pod koniec XVIII w. został opuszczony i popadł w ruinę. Trudno uwierzyć, że kiedyś zatrzymywali się tu królowie, od Kazimierza Wielkiego po Zygmunta III Wazę.

Najciekawszy jest XVI-wieczny Skarbczyk naprzeciwko szkoły. To zgrabny dwukondygnacyjny budynek powstały w miejscu dwóch rozebranych wież. Mieści się w nim Muzeum Regionalne. Poznamy tu historię Szydłowa i wiele ciekawostek: w XIV w. prowadził tędy królewski szlak handlowy (tranzyt m.in. tak pożądanych dóbr jak wino i chmiel); kupcy i sukiennicy konkurowali z powodzeniem z sandomierskimi; w XVI w. istniało kilkanaście cechów - od mieczników i wędzidlarzy po siodlarzy i czapników; król Zygmunt Stary pozwolił mieszkańcom zbudować własny wodociąg - nadzorował go "rurmistrz", a dzięki systemowi zbiorników i kanałów w Szydłowie działały nawet miejskie łaźnie (za korzystanie z nich płaciło się łaziebne).

***

Przechodzę przez kamienną Bramę Krakowską (na jej ścianach widać rowki, po których spuszczano żelazną kratę), dalej idę wzdłuż zielonej fosy (wyschła przed wiekami) do wzgórza z XIV-wiecznym gotyckim kościołem Wszystkich Świętych (otwarty od środy do niedzieli 10-18, w poniedziałki i wtorki wstęp dla grup zorganizowanych). Przewodnik otwiera drzwi, gmerając wielkim kluczem w olbrzymim zamku. Stajemy jak wryci - wnętrze jest puste, za to wszystkie ściany pokrywają wspaniałe polichromie. Wykonali je czescy mistrzowie w 1375 r. Przez długie wieki były zasłonięte, dopiero podczas pożaru w 1944 r. opadły tynki i świątynia odkryła swą tajemnicę. Freski są utrzymane w ugrach, ochrach i ceglastej czerwieni, z czarnymi akcentami. Rozpoznajemy sceny z życia Maryi oraz sceny pasyjne. Nad ołtarzem wymalowano płomienną różę.

Wzgórze z kościołem Wszystkich Świętych kryje jeszcze jaskinię. Wcale nie wygląda groźnie (szerokie wejście, w środku kamienne ściany, dość jasno), ale miejscowi przekonują, że właśnie tu ukrywał się zbój Szydło. Według legendy był postrachem okolicy, a pewnego dnia napadł na przejeżdżającego tędy króla. Ów zaczął modlić się o ocalenie i przyrzekł, że jeśli wyjdzie cało z rąk Szydły, zbuduje kościół. Tak też się stało. Pokonany Szydło wskazał drogę do swej jaskini - skarbca zrabowanych łupów. To za nie zbudowano świątynię, a potem i całe miasteczko. Nic dziwnego, że wygląda jak z bajki.

Gmina Szydłów leży w Górach Świętokrzyskich, ok. 40 km na południowy wschód od Kielc. Nie ma tu knajpek - najbliższe znajdziemy w Kurozwękach, ok. 6 km na wschód, lub nad zalewem Chańcza, ok. 10 km na północ. Są za to gospodarstwa agroturystyczne, ich oferta oraz informacje o mieście:

http://www.szydlow.pl

Informacja Turystyczna: ul. Targowa 3 (synagoga), tel. 0 41 35 45 313