Piotr Opacian, laureat Kolosa 2005 za samotną wyprawę kajakiem 450 km w górę boliwijskiej rzeki Madidi

01.05.2007 00:00

Fot. Archiwum rodzinne

Serce zostało w Amazonii. Zaczęło się przed laty od wyjazdów nad polską Amazonię - Narew, Narewkę, Biebrzę
Pływałem kajakiem, chodziłem w waderach [nieprzemakalne buty połączone ze spodniami], jeździłem rowerem. W młodości moim idolem był Arkady Fiedler, przeczytałem wszystkie jego książki. To on obudził we mnie zainteresowanie Ameryką Południową. Poszukuję nieskażonej przyrody, a Amazonia dzierży tu palmę pierwszeństwa. To największy dziki obszar na świecie, jego płuca (tragedią jest, że znika w takim tempie). Żyje tu około 20 proc. wszystkich ptaków na ziemi oraz 2,5 mln gatunków owadów, a zaledwie półtora roku temu odkryto nowy gatunek małpy... Udając się w podróż po Amazonii, można spodziewać się absolutnie wszystkiego. W dżungli łatwo się zagubić, trzeba robić znaki (np. nacięcia na drzewach), GPS nie działa (baldachim drzew jest zbyt gęsty). Najdokuczliwszym przeciwnikiem są bezszelestne meszki - nie odstraszają ich żadne środki, są aktywne przez całą dobę i bez względu na pogodę. Niezbędne są wtedy skarpetki, rękawiczki i moskitiera, co przy upale i dużej wilgotności bywa nie do zniesienia. Trud osładza obcowanie z dziewiczą naturą - trzeba wiosłować wiele dni, by dotrzeć do jakiejkolwiek osady.

Niezapomniany dzień...

To ten, w którym spotkałem jaguara. Oko w oko. Od dawna o tym marzyłem. Rzeka Mandidi jest dość wąska, przy brzegach rosną wysokie trzciny, a w nich kryją się zwierzęta. Najpierw zobaczyłem cętki wśród traw, wyjąłem aparat, ale bałem się, że jaguar przestraszy się i ucieknie. Wyszedł jednak na łachę piachu i zaczął podchodzić w moim kierunku - zbliżył się na odległość 25-30 m. W pewnym momencie przysiadł i zaczął poruszać ogonem, szykując się do ataku. Wtedy się przestraszyłem. Odłożyłem aparat i chwyciłem strzelbę. Zacząłem krzyczeć i machać rękami, ale nie zrobiłem ani kroku. Wiedziałem, że w takiej sytuacji trzeba być stanowczym, "puszyć się", okazywać siłę, a nie lęk. Pomogło. Odszedł spokojnie i położył się w trawach. Dopiero wtedy wsiadłem do kajaka i odpłynąłem. Jeszcze kilka godzin później czułem drżenie rąk.

W Polsce lubię...

Biebrzę i Narew, całą "ścianę wschodnią" z perełkami takimi jak Białowieża. Uwielbiam tamtejszą społeczność, drewniane domy, przyrodę. Za kilka dni będę spływał Bugiem wzdłuż granicy.

Podróżuję z...

Zawsze z plecakiem (nawet do pracy z nim chodzę). Poza tym oczywiście z mapą i kompasem. Uwielbiam śledzić przyszłe trasy na mapie. Od pewnego czasu zabieram też aparat - chcę uwiecznić to, co widzę.

Mój ulubiony hotel to...

namiot.

Niebo w gębie poczułem...

gdy po dwóch miesiącach wiosłowania w dżungli trafiłem do pięciogwiazdkowego hotelu (zafundowały mi go linie lotnicze z powodu nagłej zmiany rozkładu). W trakcie spływu kończyło mi się już jedzenie, musiałem racjonować porcje - zostałem z ryżem, makaronem i solonym mięsem. Schudłem 7 kg. W hotelu czekała na mnie góra wspaniałych dań, wina i deserów.

Moja noga więcej nie stanie w...

wielkich miastach, zwłaszcza na północy Włoch. Za dużo tam samochodów, skuterów, przekrzykujących się kierowców, turystów, sklepów, lokali. Zabytki są oczywiście wspaniałe, dlatego tam bywałem, oddaję hołd katedrom, ale więcej się tam nie wybieram.

Wkrótce będę w drodze...

nad Bajkał. Chciałbym znowu nad Amazonię, ale te wyjazdy są bardzo kosztowne, nie mogę pozwolić sobie na nie co roku. Azja jest znacznie tańsza, nie są to tereny tak dziewicze, ale równie wspaniałe. Zamierzam opłynąć Bajkał kajakiem. Nie będzie to żaden wyczyn, raczej odpoczynek. Choć jezioro jest dla kajakarza trochę trudniejsze niż rzeka - nie ma nurtu, a jest fala.

Wymarzony cel podróży:

Nowa Gwinea. W tym odległym kraju żyją dzikie, wojujące ze sobą plemiona. Nie byłaby to już wycieczka, tylko ekspedycja. Za dwa-trzy lata chciałbym spłynąć kajakiem po tamtejszych rzekach. Zdaję sobie sprawę, że to niebezpieczne, trudne i dość drogie. Musiałbym mieć ze sobą zaufanego towarzysza.

Skomentuj:
Piotr Opacian, laureat Kolosa 2005 za samotną wyprawę kajakiem 450 km w górę boliwijskiej rzeki Madidi
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

  • Hotele
  • Szukaj hotelu

  • Szukaj hotelu w Zurychu

  • Szukaj hotelu w Bazylei