Niebieski pierścień w zielonej głuszy

Gdy wyjeżdżaliśmy nad Rospudę, była bohaterką pierwszych stron gazet - zapadła decyzja o budowie międzynarodowej drogi biegnącej estakadą nad rzeką i jej niezwykłą doliną. Chcieliśmy zobaczyć, co na tej decyzji stracimy...
Przejechaliśmy rowerowym szlakiem wzdłuż rzeki całą dolinę Rospudy. Nie jest to długa trasa, ale niezwykle malownicza. Rzeka liczy niewiele ponad 100 km, wypływa z jeziora Czarnego Filipowskiego na zachodnim krańcu Suwalszczyzny, a kończy bieg w jeziorze Rospuda koło Augustowa. To jedna z trzech rzek umieszczonych w herbie powiatu suwalskiego (pozostałe to Czarna Hańcza i Szeszupa).

Przepływa przez dwie wyraźnie odmienne krainy - Pojezierze Suwalskie z bogatą rzeźbą polodowcową oraz płaską równinę Puszczy Augustowskiej. Zmienia charakter - od rzeki bez mała górskiej, o przełomach z kamienistym dnem, do nizinnej, silnie meandrującej i wolno płynącej przez zabagnioną dolinę. Mija dziewięć jezior, w większości rynnowych, o wysokich i stromych brzegach. Jest wąska, zaledwie kilkumetrowa (miejscami rozlewa się do kilkunastu metrów), ale jej dolina - polodowcowa rynna - jest znacznie szersza.

***

Przygodę z Doliną Rospudy zaczynamy w Filipowie, pierwszej miejscowości, przez którą przepływa rzeka. Dziś to wieś gminna, ale od II połowy XVI do XIX w. była miasteczkiem. Z czasów lokacji zachował się układ przestrzenny z rynkiem oraz herb miejski z wizerunkiem raka. Pod koniec XVI w. był Filipów liczącym się ośrodkiem arianizmu, znajdowało się tu również pierwsze na Suwalszczyźnie gimnazjum. W okresie międzywojennym mieszkało tu wielu Żydów i Niemców, silny był Kościół mariawitów. Zachowały się cmentarze aż czterech wyznań: katolicki, ewangelicki, żydowski i mariawicki. W pobliżu wsi znajduje się kilka rynnowych jezior. Najbliżej - Kamienne, połączone z jeziorem Rospuda. To długie na 6 km jezioro jest trzecim co do wielkości na Suwalszczyźnie (po Wigrach i Szelmencie), przy jego brzegach sporo głazów narzutowych. Nieco dalej Czarne - to z niego wypływa rzeka Rospuda.

Jedziemy drogą gruntową, przeważnie żwirową, czasem piaszczystą, czyli taką, jakiej nie znoszą właściciele samochodów, a bardzo lubią właściciele rowerów. To oznakowany na niebiesko Pierścień Rowerowy Suwalszczyzny (liczy 200 km). Prawie żadnego ruchu, raz na godzinę przejeżdża jeden "maluch". Rowerzystów, niestety, też nie ma - przez następne cztery dni nie spotkamy ani jednego. A szkoda, bo trasa wiedzie przez niezwykle piękne tereny: od Suwałk przez Wigierski Park Narodowy, Sejny, wzdłuż granicy z Litwą aż do Wiżajn, dalej skrajem Puszczy Rominckiej, a później przez niemal całą dolinę Rospudy.

***

Za Filipowem droga prowadzi krawędzią doliny. Początkowo po obu stronach zamykają ją kilkunastometrowe zbocza, trawiaste lub porośnięte sosnowym lasem i pocięte jarami (ślady lodowca są tu czytelne niczym schemat w szkolnym podręczniku).

Mamy wspaniałe, rozległe widoki. Wokół łagodne wzgórza i dojrzałe, żółte zboże, a w dole zarośnięta szuwarami zielona dolina, wijąca się rzeka i lśniące w dali kolejne jezioro - Długie. Na zboczach i u ich stóp ciągną się pastwiska, na nich krowy i konie. Przeważnie masywne, pociągowe, choć zdarzają się i te do jazdy wierzchem. Konie podobnie jak krowy nie są latem sprowadzane na noc do gospodarstw, chodzą swobodnie po dużych, ogrodzonych terenach (źrebięta chętnie zbliżają się do ogrodzenia i dają się głaskać, korzystamy więc z tej przyjemności, gdy tylko jest okazja).

Pierwszą noc spędzamy kilka kilometrów za Filipowem, rozbijając się na łące. Miejsce miłe, ale bez możliwości kąpieli. Doszliśmy nad Rospudę, nabraliśmy nawet wody do mycia, ale było to dość karkołomne - do pokonania szeroki pas olch, podmokłych traw, szuwarów, trzcin i wodnych pałek. Woda, którą ciężar naszych ciał wyciska z podłoża, prawie zakrywa nam stopy - niesamowite uczucie spaceru po uginającej się gąbce! Brzeg jest tu gęsto zarośnięty, na rzece kwitną żółte nenufary. Czysta i zimna woda przy panującej tego dnia temperaturze jest zbawienna (na marginesie: korzystamy z genialnego wynalazku, jakim jest plastikowy worek o pojemności 10 l, z jednej strony zamykany jak typowy worek kajakowy, z drugiej zakończony zaworkiem z sitkiem; zawieszony na drzewie działa jak prysznic; swoją drogą to zdumiewające, w jak niewielkiej ilości wody można się za jego pomocą umyć).

***

Nazajutrz upał od rana daje się we znaki, liczymy na kąpiel w jeziorze Długie. Niestety, choć malowniczo usytuowane, jest bardzo płytkie, muliste, o zabagnionych brzegach porośniętych trzcinami. Podobno wędkarze lubią je, bo łatwo złowić tu leszcze, okonie, a nawet szczupaki.

Nasze nadzieje spełniło dopiero następne jezioro - Garbaś. Brzegi ma wyniosłe, częściowo porośnięte lasem, dno miejscami piaszczyste, miejscami żwirowe, a wodę przezroczystą. To akwen o cechach oligotroficznych, czyli ubogi w roślinność, ma niską zawartość substancji odżywczych rozpuszczonych w wodzie, dobre natlenienie i małą ilość osadów - typowe cechy jezior dużych i głębokich lub górskich. Garbaś ma aż 48 m głębokości i ciągnie się przez 3,5 km, trasa rowerowa biegnie cały czas wzdłuż jego brzegów. Swoimi walorami przyciągnął już niejednego. W leżącej nad jeziorem wsi Matłak są gospodarstwa agroturystyczne, pola biwakowe i z roku na rok coraz więcej działek rekreacyjnych. Te ostatnie nie dodają miejscu urody - małe, każda inaczej ogrodzona, z domami nieproporcjonalnie dużymi w stosunku do działek, o chaotycznej architekturze. Im bliżej Puszczy Augustowskiej, tym więcej będzie takich widoków (miejscami wbrew przepisom posesje schodzą do linii brzegowej jezior, odcinając wręcz dostęp do wody)...

***

Bakałarzewo to kolejna wieś gminna na naszej drodze. Podobnie jak Filipowo od drugiej połowy XVI do XIX w. miała prawa miejskie, zachował się układ przestrzenny z dużym rynkiem i centralnie usytuowanym murowanym kościołem z lat 30. XX (oczywiście na miejscu poprzedniego). Mamy tu tablicę z obszernym opisem okolicznych jezior, szlaków pieszych oraz spływu Rospudą. Kończy go zdanie: "Niski stopień degradacji środowiska naturalnego oraz niepowtarzalne walory krajobrazowe sprzyjają rozwojowi turystyki". Na razie to prawda, ale co będzie za rok, dwa?

Za Bakałarzewem zjeżdżamy z trasy rowerowej, która oddala się w tym miejscu od rzeki i omija kolejne jeziora - Sumowo i Bolesty. Decydujemy się na niebieski szlak turystyczny - prowadzi wzdłuż zachodnich brzegów obu jezior (przy panującym upale ratują nas kąpiele), a z rowerowym łączy się kilkanaście kilometrów dalej, we wsi Raczki.

Pomiędzy Sumowem a Bolestami w małej wsi Kotowina trafiamy do gospodarstwa agroturystycznego tuż nad Rospudą. Gospodyni podaje regionalne smakołyki - kartacze, kiszkę i babkę ziemniaczaną - i opowiada o bobrach, które wychodzą z rzeki na podwórko. Jest ich tyle, że niszczą nawet drzewa w sadzie (trzeba było zabezpieczyć je metalową siatką).

W Małych Raczkach spotyka nas kolejna niespodzianka - zapora na rzece. To mała prywatna elektrownia połączona ze stanicą wodną. Można przenocować i zjeść, biwakuje tu większość spływów kajakowych. Gospodarze hodują konie wierzchowe rzadkiej rasy małopolskiej. Została ona wyodrębniona w latach 60., ale jej historia sięga kilka wieków wstecz. Konie małopolskie są potomkami staropolskich, mają wiele cennych cech: są urodziwe (typ anglo-arabski), dość rosłe, o spokojnym charakterze niepozbawionym jednak temperamentu i odwagi, odporne na choroby i złe warunki atmosferyczne, długowieczne. Jako jedyną szlachetną polską rasę objęto je programem ochrony zasobów genetycznych (hodowcy mogą liczyć na unijne dofinansowania).

Znowu odpoczywamy, upał nie pozwala na pedałowanie w słońcu. Oglądamy konie, kąpiemy się, wskakując do rzeki z zawieszonych przez gospodarzy na drzewie grubych lin.

Wieczorem mijamy wieś Raczki (w 1870 r. utraciły prawa miejskie nadane w 1651 r.). Tu ciekawym zabytkiem jest klasycystyczny kościół z drugiej połowy XVIII w. według projektu Piotra Aignera, a przebudowany przez Henryka Marconiego.

Rozbijamy się w Dowspudzie na torfowej, uginającej się przy każdym kroku polanie na brzegu rzeki.

***

Następny dzień zaczynamy oczywiście od kąpieli. Rospuda płynie tu zakolami, jest głęboka, bardzo zimna i zupełnie przezroczysta, a dno ma prawie czarne od torfu.

Teraz kolej na ruiny słynnego pałacu Paca i otaczający go historyczny park. Zabytkowa aleja lipowo-grabowa prowadzi do imponującego rozmiarami neogotyckiego portyku. To prawie wszystko - oprócz wysokiej, narożnej wieży, fragmentu murów i kordegardy - co zachowało się z dawnego przepychu.

A pałac Ludwika Michała Paca w Dowspudzie był wspaniały, o potężnej kubaturze. Zbudowano go w stylu angielskiego gotyku w latach 20. XIX w., według projektów włoskich architektów - Piotra Bosio i Henryka Marconiego. We wnętrzach znajdowały się rzeźby i polichromie włoskich artystów, galeria obrazów, olbrzymia biblioteka i zbiór militariów. Jego gospodarz był postacią niezwykle zasłużoną. Urodzony we Francji, aktywny uczestnik kampanii napoleońskich (otrzymał stopień generalski), po kongresie wiedeńskim osiadł w dobrach rodzinnych (mógł zarządzać nimi po 1815 r. na mocy carskiej amnestii). Z Anglii, Niemiec i ze Szkocji sprowadzał całe rodziny wykwalifikowanych osadników, upowszechniał uprawę ziemniaków, warzyw i roślin pastewnych, a także wprowadził hodowlę rasowych odmian krów, koni i owiec. W Dowspudzie uruchomił wytwórnię maszyn i narzędzi rolniczych oraz szkołę rolniczą. Za udział w powstaniu listopadowym (przejściowo pełnił nawet funkcję naczelnego wodza) rząd carski skonfiskował mu majątek, a pałac nadał rosyjskiemu generałowi Sulimie. Według współczesnych na rozkaz Sulimy pałac został zdewastowany - wyrwano okna i drzwi z futrynami, zerwano parkiety oraz dachówkę i miedzianą blachę z koronkowych neogotyckich ozdób dachu. Kryształowy basen, w którym pływały ryby, rozbito. W drugiej połowie XIX w. pałac rozebrano na cegłę, z której prawdopodobnie powstały koszary i cerkiew w Suwałkach.

Do tej przygnębiającej historii przewodniczka z lokalnego punktu informacji turystycznej dodaje jeszcze jeden smutny, już współczesny wątek. Zachowana ceglana wieża zwana jest Bocianią, od lat mieszkały tu kolejne ich rodziny. Niestety, kilka lat temu kruszące się mury na zlecenie konserwatora zabezpieczono żywicą. Po tym zabiegu ptaki zniknęły, a gniazdo stoi puste.

***

Za Dowspudą trasą rowerową biegnącą od Raczek razem z niebieskim szlakiem turystycznym wjeżdżamy w wysokopienny, sosnowo-świerkowy las. Zaczyna się Puszcza Augustowska. Niczym fale perfum uderza nas zapach poziomek. W lesie trasa rowerowa oddziela się, skręcając na Suwałki, a my - robiąc przerwy na maliny, poziomki i jagody - szlakiem turystycznym docieramy do Świętego Miejsca. Podobno w czasach pogańskich ta urocza polana nad Rospudą była miejscem kultu. Wewnątrz drewnianego ogrodzenia stoi kaplica, w środku wisi kilkanaście wizerunków Matki Boskiej i Chrystusa. Na drzewach przy kaplicy krzyżyki i małe kapliczki szafkowe. Obok wysoki drewniany świątek i dwa krzyże - kamienny i drewniany. Miedziana tabliczka na drewnianym krzyżu informuje, że postawili go w 1283 r. ochrzczeni Jaćwingowie z drużyny Skomęta. Podobno palony i niszczony przez pogan cudownie ocalał. I stoi do dziś. Miejsce otacza nimb tajemniczości i niezwykłości. Opowiada się od dawna o cudach, które objawiły się za sprawą Najświętszej Marii Panny. Co roku w dniu św. Jana miejscowa ludność odprawia tu modlitwy. Ma tu również miejsce niezwykłe zjawisko przyrodnicze - wpadająca do Rospudy rzeczka Jałówka okresowo zmienia bieg i odprowadza wody do niedalekiego jeziora Jałowego.

***

Ostatnie kilometry naszej trasy biegną przez las, aż do jeziora Rospuda połączonego z Neckiem. Nie mogliśmy obejrzeć ostatniego odcinka rzeki, która płynie teraz przez najbardziej zabagnione obszary (tędy właśnie ma wieść planowana obwodnica Augustowa) - można go poznać, jedynie płynąc kajakiem.

Niebieski szlak oddala się od Rospudy zapewne ze względu na bagienne podłoże doliny i nieoczekiwanie wyprowadza nas na trasę w stronę Litwy. Po dniach spędzonych na przemierzaniu bezludnych, pięknych terenów nie możemy znieść koszmarnej drogi pełnej pędzących tirów. Martwiąc się poważnie o życie, docieramy do Augustowa. Wrażenia mocne: szosa przecina kanał Augustowski (niezwykły zabytek XIX-wiecznej techniki, kandydat do listy UNESCO), prowadzi obok jego muzeum i dalej przez dzielnice mieszkaniowe Augustowa...

Nasza wycieczka kończy się nagle. W huku tirów i smrodzie spalin.

Noclegi i nie tylko

Jan i Jadwiga Wasilewscy, Matłak 4, tel. 0 87 569 40 20, nocleg w dwójce 20 zł (w cenie możliwość wypożyczenia łódki), pole namiotowe 6 zł od namiotu

Ryszard i Marianna Kozicz, Bakałarzewo, ul. Filipowska 10, nocleg w dwójce 25 zł, pole namiotowe 5 zł od osoby, wypożyczenie kajaka 25 zł/doba

Alicja i Józef Zaborowscy, Kotowina 6, tel. 0 87 569 31 37, nocleg w dwójce 18 zł (w cenie wypożyczenie kajaka), całodzienne wyżywienie - 28 zł, gospodyni oferuje dania regionalne: kartacze, kiszkę i babkę ziemniaczaną

Stanica Wodna, Małe Raczki 7 b, tel. 0 87 568 55 88, domki kempingowe 15 zł/os., pole namiotowe 4 zł/os., całodzienne wyżywienie 35 zł, jazda w terenie na koniach rasy małopolskiej - 35 zł za1,5 godz.

U Paca, przy Zespole Szkół im. gen. L.M. Paca, Dowspuda, tel. 0 87 568 50 85; nocleg w czwórce 15 zł, trójce - 20, jedynce - 30, pole namiotowe - 4 zł/os. lub 10 zł za namiot, całodzienne wyżywienie 30 zł; wypożyczalnia kajaków - 4 zł za godz., 18 za dobę, rowerów - 4 zł za godz., 16 za dobę; nauka jazdy konnej - 25 zł za godz., 14 zł za 30 min, jazda po terenie 30 zł za godz.; przejażdżki bryczką - 45 zł za godz., 5 zł za 30 min, lub furmanką - 60 zł za godz., 35 zł za 30 min

Spływy kajakowe po Rospudzie

Przedsiębiorstwo Turystyczne Rospuda, Marcin Sidor, ul. Wita Stwosza 1, 16-420 Raczki, tel. 0 604 18 00 82, http://www.rospuda.pl

Biuro Turystyki Kajakowej Astour, Krutyń 4, tel. (0 89) 742 14 30, http://www.splywy.pl

Przedsiębiorstwo Turystyczne "Szot", Augustów, ul. Konwaliowa 2, tel. 0 87 644 67 58, http://www.szot.pl

Komentarz Adama Wajraka

Tekst Magdaleny Stopy pokazuje, że w otoczeniu niezwykłej przyrody wyrastają niezwykle cenne wartości kulturowe. Jedno z drugim wiąże się bardzo ściśle, nie można pozwolić, by ta więź została zerwana.

Przeprowadzenie drogi ekspresowej przez bagienną dolinę spowoduje nieodwracalne zmiany w krajobrazie. Ucierpi na tym przyroda, ale również kulturowe dziedzictwo tych okolic.

Być może nasza autorka jest jedną z ostatnich osób, które miały okazję obcować z niezniszczoną jeszcze rzeką. Chcielibyśmy, żeby tak się nie stało - żeby buldożery nigdy nie wjechały w dolinę Rospudy i by mogły ją podziwiać kolejne pokolenia Polaków i Europejczyków.