Widoki, żętyca i bundz

Moim celem był najwyższy szczyt Pienin - Wysoka (1050 m n.p.m.), zwana też Wysokimi Skałkami
Jadąc do Szczawnicy, gdzie krzyżują się szlaki wodne, rowerowe i piesze w tym rejonie, nie sposób ominąć Krościenka - tu kończą trasę flisackie tratwy spływające przełomem Dunajca (ze Sromowców Niżnych do Szczawnicy 39 zł, do Krościenka 48), tu jest magiczna uliczka biegnąca równolegle do Dunajca - Zdrojowa. Niebywałe są jej kolorowe drewniane domy pełne rzeźbionych balkoników i podcieni, barwnych ogrodzeń, zadbanych ogródków i uśmiechniętych młodych ludzi. Tak, bo teraz oni zaczynają nadawać ton i charakter tej uliczce.

***

Pierwszym etapem mojej wędrówki w stronę Wysokiej było zdobycie Trzech Koron (982 m n.p.m.). Zostawiam samochód na parkingu przy przystani flisackiej w Szczawnicy i czerwonym szlakiem koło starego schroniska Orlica idę wzdłuż Dunajca w stronę Czerwonego Klasztoru (już po słowackiej stronie), skąd jest chyba najlepszy widok na Trzy Korony. Można dojechać wypożyczonym przy parkingu rowerem, ale ja, wcześniej spotykając szlak niebieski, przeprawiam się za symboliczną opłatą stale kursującą tu łodzią na drugi brzeg Dunajca. Stąd ścieżka zaczyna ostro wspinać się na Sokolicę (747 m). Po 40 min intensywnego podejścia niespodzianka - kasjer w budce. Wejście na szczyt i galerię widokową kosztuje 4 zł (choć szczerze mówiąc, widok z Sokolicy jest bezcenny). Skalne ściany opadają prawie pionowo 300-metrową przepaścią do bajecznego przełomu Dunajca, rzeki wijącej się u naszych stóp pomiędzy ostro wznoszącymi się szczytami. A przed nami znakomita panorama na Małe Pieniny (z Wysoką), Magurę Spiską i Tatry zamykające horyzont od południa. Na skraju przepaści kilka sosen trzyma się w niewiarygodny sposób pajęczyną grubych korzeni kamienistego podłoża.

Nasyciwszy oczy widokami, ruszam dalej niebieskim szlakiem przez Czerteż (774 m) w stronę góry zwanej Bajków (685 m), gdzie u zbiegu szlaków niebieskiego i żółtego ruchomy bufet (dwa kamienie i deska z piramidą kolorowych metalowych kubków do kwaśnego mleka) ustawiła góralka. Warto się tu posilić, bo aż do schroniska Trzy Korony nie dostaniemy po drodze nic do jedzenia czy picia.

Po kilkunastu minutach zostawiam żółty szlak i dalej wspinam się niebieskim na Zamkową Górę (799 m). Z Sokolicy to dwie godziny marszu. Na szczycie znajdują się ruiny Zamku Pienińskiego zaliczanego do najwyżej położonych w Polsce. Zbudowano go w latach 1257-87 jako zamek strażniczy. Ponoć po najeździe Tatarów schroniła się tu św. Kinga, której niewielka rzeźba stoi przy śliskich kamiennych schodach prowadzących na szczyt ruin.

Jeszcze parę zejść i podejść i znowu wita mnie kasa (wejście na metalową platformę widokową 4 zł). Ale warto podziwiać z Okrąglicy, najwyższej z pięciu turni Trzech Koron wyrastających ponad 500 m skalnym urwiskiem ponad poziom Dunajca, wspaniały widok na przełom rzeki, Sokolicę i wiele masywów górskich aż po Tatry. Można tu zatrzymać się na dłużej, jeśli nie przepędzi nas hulający wiatr lub kolejna wycieczka. Polecam Trzy Korony wcześnie rano - widoki lepsze w rześkim powietrzu i tłok mniejszy.

Schodząc ze szczytu, po 20 minutach na Przełęczy Szopka (lub Chwała Bogu) spotykam się znów z żółtym szlakiem, którym przez malowniczy Wąwóz Szopczański, pełen wyrastających po obu stronach białych skał poprzecinanych wąskimi żlebami, docieram do szerokiej polany. U jej początku stoi nowo zbudowana bacówka, gdzie górale częstują zmęczonych i spragnionych turystów żętycą i oscypkami, a miejscowy rzeźbiarz oferuje filigranowego orła wystruganego w drewnie. Możemy też wybrać bardziej urozmaicone menu w schronisku, które widoczne jest stąd jak na dłoni. Pod nim szumi wartki Dunajec, którym między 1 kwietnia a 31 października możemy wrócić z flisakami do Szczawnicy tratwą (nieco ponad 2 godz.). Inną opcją jest busik lub pekaes ze Sromowców Niżnych albo powrót górami.

***

Po dobrze spędzonej nocy (możliwości noclegowych w Szczawnicy i Krościenku jest bez liku, choć w sezonie warto pomyśleć o rezerwacji) wcześnie rano pojechałem pod Wąwóz Homole w Jaworkach, by stąd zdobyć Wysoką. Sprawdziło się przysłowie "Kto rano wstaje... ten nie płaci za wstęp" (oszczędność niewielka, bo tylko 1,5 zł, za to parkingowy kasuje przy wyjeździe 2 zł za godzinę postoju). Przejście wąwozem o ścianach ze skalnych bloków (i ciekawych nazwach, np. Kamienne Księgi) po licznych mostkach i kładkach wzdłuż potoku Kamionka to duża przyjemność (pamiętajmy o dobrych butach, bo skaliste podłoże jest bardzo śliskie, jak zresztą w całych niemal Pieninach). Po wyjściu z wąwozu wspinam się rozległymi polanami do miejsca, gdzie szlak zielony, który prowadził przez Homole, spotyka się z niebieskim. I nim idę dalej pod górę aż do zalesionej przełęczy. Tu szlak skręca w prawo, ale wyraźna, nieoznakowana ścieżka prowadzi na Wysoką w lewo. Podążyłem nią, bardzo stromym podejściem na skalisty szczyt (od parkingu 2 godz.). Ale satysfakcja gwarantowana - widoki przezacne i wspinaczka momentami niczego sobie. Zasłużone śniadanie na szczycie nieco się przeciągnęło, ale żal było schodzić.

Powrót na przełęcz i niebieski szlak to krótka, ale uciążliwa walka ze śliską stromizną. Dobrze, że grube korzenie drzew wystają ponad ziemię, bo jest się czego złapać! Dalszy marsz w kierunku Durbaszki przez Borsuczyny (939 m) to już tylko przyjemność. Chociaż szlak niebieski wspina się na szczyt Durbaszki (942 m), ja obchodzę go, jak chyba większość turystów, mocno wydeptaną ścieżką bokiem góry, wychodząc na przestronną polanę z pięknymi widokami na Szczawnicę, Pieniny i Beskid Sądecki. Zaraz za stacją końcową wyciągu orczykowego, przy tablicy informującej o schronisku Pod Durbaszką, opuszczam szlak i schodzę w dół lekko wydeptaną w tym miejscu łąką, kierując się na dobrze widoczny dach budynku. Spotkanie z bacą pasącym duże stado owiec, pogaduszki o górach i ciężkiej pracy przy wypasie, kończą się zaproszeniem do bacówki, gdzie górale, jak się okazuje spod Zakopanego, mają świeży bundz i oscypki. Po krótkiej wizycie w rozbudowującym się w zadziwiającym tempie schronisku, które pamiętałem sprzed lat jako małą chatkę, zasiadam z nimi do sera i żętycy. Lubię te klimaty. Dym z ogniska wędzący ustawione pod okapem oscypki niemiłosiernie gryzie w oczy. Ich nie, bo przecież przy tym ognisku mają ustawione drewniane łóżko i stół - tu żyją.

Trasą ścieżki rowerowej, szeroką szutrową drogą schodzę do parkingu.

Pieniny w sieci

http://www.kroscienko.pl

http://www.pieninypn.pl - Pieniński Park Narodowy

http://www.flisacy.com.pl - spływ Dunajcem

http://www.trzykorony.pl - schronisko w Sromowcach Niżnych

http://www.durbaszka.pl - schronisko pod Durbaszką

http://www.niedzica.com.pl - wszystko o rejonie Zalewu Czorsztyńskiego