Szkocja pieszo i na rowerze

Chcesz w kilka dni poznać legendarną szkocką krainę? Odwiedź Edynburg, Glasgow i malutką wyspę Arran
Soczyście zielone wzgórza i zamglone, skaliste góry Szkocji w V wieku były areną walk Celtów z Piktami, Normanami, Rzymianami i Anglami. Po wygranej bitwie Celtowie urządzali wielką ucztę, która trwała kilka dni, a pieśniarze opiewali męstwo wojowników. Echa tej celtyckiej dumy, ale i radość życia można dziś odnaleźć w tradycyjnej muzyce - Szkoci chętnie raczą gości grą na dudach. Oczywiście w tradycyjnych kraciastych kiltach, które noszą od XVI w.

Ten pięciomilionowy, nowoczesny kraj wydaje się być pełen kontrastów. Rzekomo skąpi Szkoci, zamiast ciułać, lubią luksus, a ich pomysłowość i gospodarność tworzą klimat przyjazny dla pracy i działań artystycznych (nawet jeśli na początku pozornie coś jest nie tak).

***

W 1996 r. w zimnym Edynburgu (stolica Szkocji) słynnej dziś powieściopisarki Joanne Kathleen Rowling nie było stać na ogrzewanie mieszkania, a w dodatku grasowały w nim szczury. Całe dnie przesiadywała więc w kawiarni The Elephant House przy 21 George IV Bridge. Ze stolika w środkowej części lokalu doskonale widziała wzgórze zamkowe. Tu właśnie w jej wyobraźni narodziła się Szkoła Magii i Czarodziejstwa zamku Hogward, do której trafił Harry Potter. "Na tle gwiaździstego nieba wznosił się ogromny zamek z wieloma basztami i wieżyczkami" - pisała w pierwszym tomie przygód młodego czarodzieja "Harry Potter i kamień filozoficzny".

Monumentalny, romański zamek powstał 800 lat temu na szczycie wygasłego wulkanu w zachodniej części starego miasta. Dziś to koszary połączone z muzeum wojskowym. A przede wszystkim jeden z najwspanialszych punktów widokowych Edynburga. Przez wieki był siedzibą władców Szkocji i obronną warownią. W skarbcu (Crown Room) można zobaczyć insygnia szkockich królów - korony i miecze oraz dwa największe narodowe skarby: Kamień Przeznaczenia - głaz, przy którym od XII w. byli koronowani, oraz pierścień koronacyjny Roberta I "Bruce'a" z 1306 r. (to on w 1328 r. wyzwolił Szkocję po 38 latach angielskiego panowania).

Na przełomie XVIII i XIX w. zamek był m.in. więzieniem wojskowym. W 1781 r., gdy Wielka Brytania była w stanie wojny z Francją, Hiszpanią i Holandią, wtrącono tu blisko tysiąc przechwyconych na morzu jeńców. W zakamarkach lochów, na drewnianych drzwiach cel obok rysunków okrętów można odczytać wydrapane przez nich przesłania do świata za murami. Na ścianach wiszą hamaki, w których spali więźniowie do czasu uwolnienia w 1814 r.

Podobnych mrocznych miejsc jest w Edynburgu więcej. Wewnątrz wzgórza Castle Hill, na którym stoi starówka, w 1645 r. wieku rozegrał się dramat mieszkańców zarażonych dżumą. W obawie przed rozprzestrzenianiem się choroby całą dzielnicę przeniesiono do podziemi. The Real Mary King's Close to multimedialna pamiątka po tamtych czasach. Po podziemnych ulicach, nad którymi wisi pranie, oprowadzają odziani w XVII-wieczne stroje przewodnicy. Z wykutych w skałach domów dobiegają odgłosy bawiących się dzieci, rodzinnych kłótni, skargi umierających. - Rezyduje tu wiele duchów - wyjaśnia przewodniczka, kiedy w jej dłoniach gaśnie świeca, a z ciemnych czeluści zaczynają dobywać się jęki ( bilety po 6,25 funta).

Z kolei trasa wycieczkowa Mercat Tours prowadzi m.in. śladami Dr. Jekylla i Mr Hyde'a. Wędrując w stronę głównego dworca Waverley Station, wstąpmy do pubu "Deacon Brodie" przy Royal Mile, gdzie przesiadywał Robert Luis Stevenson. To właśnie tu poznał historię Williama Brodie, diakona-schizofrenika żyjącego w Edynburgu w latach 1741-88. W dzień pobożny i pogodny, w nocy przeobrażał się w rozpustnika, złodzieja, hazardzistę. Dla Stevensona stał się inspiracją do stworzenia thrillera o człowieku o dwóch obliczach.

***

Edynburg nad zatoką Firth of Forth mimo swoich 400 tys. mieszkańców jest kameralnym, niezwykle zielonym zakątkiem. Dzieli się wyraźnie na dwie części: Nowe Miasto z czasów oświecenia powstało w stylu greckiego klasycyzmu, Stare Miasto z ciemnego kamienia zachowało średniowieczny charakter. Kusi, by się w nim na kilka chwil zagubić. Miło jest schować do plecaka mapę, podążyć spod zamku na wschód i zatopić w wąskich uliczkach. Pełno tu kafejek, minigalerii, sklepików z pamiątkami. W sprzedaży obowiązkowo kraciaste kilty (od 30 funtów, wszystkie rozmiary i kolory, m.in. w Scottish Crafts przy 328 Lawnmarket). Przy Royal Mile jest minikino, gdzie można odbyć multimedialną podróż w poszukiwaniu słynnego potwora z jeziora Loch Ness.

Ivonne Press z biura promocji turystyki zachęca do wizyty w Museum of Scotland przy Chambers Street, gdzie zgromadzono 10 tys. najważniejszych narodowych pamiątek. Wśród nich m.in. gilotyna Maiden z XVI w., którą ścinano czarownice i pierwszy na świecie odbiornik telewizyjny wykonany w 1924 r. przez Szkota Johna Logie Bairda. Warto też wstąpić do jednego z licznych pubów, gdzie odbywają się koncerty muzyki celtyckiej z popisami dudziarzy; wieczorami występy przeradzają się w głośne imprezy taneczne ( zapowiedzi i terminy).

Stary Edynburg zamyka od wschodu sąsiadujący z łąkami i wzgórzami futurystyczny gmach szkockiego parlamentu z 2002 r., projekt katalońskiego architekta Enrica Miralesa. Wyraźnie odcina się od reszty miasta - jasny beton i ostro zakończony spadzisty dach przypominają ekstrawagancki dworzec kolejowy Oriente w Lizbonie. Dla Szkotów to ważne miejsce. Po faktycznym uzależnieniu Szkocji od Korony Brytyjskiej i upadku tutejszego parlamentaryzmu w 1707 r. przez blisko 300 lat domagali się możliwości samostanowienia. Udało się to dopiero w 11 września 1997 r., kiedy 60 proc. obywateli Wielkiej Brytanii wyraziło na to zgodę w referendum. Posłowie decydują tu m.in. o edukacji, rolnictwie, zdrowiu, sporcie, dziedzictwie historycznym, turystyce. Parlament można zwiedzać za darmo, a nawet zasiąść na widowni, by przysłuchiwać się obradom 129 posłów.

Połacie zieleni przy głównej ulicy Princess Street stanowią od wiosny do jesieni miejsce spotkań muzyków, aktorów i kuglarzy z całego świata. Najwięcej zjeżdża ich na słynny festiwal teatru, piosenki, tańca i sztuki ulicznej, który od 1947 r. w sierpniu ożywia miasto i okolicę. O szczegóły można pytać przez cały rok w biurze festiwalu przy Royal Mile. Nietrudno doń trafić, bo mieści się w dawnym anglikańskim kościele. Ten powstał w XIX w. i działał tylko kilkanaście lat. - Zabrakło wiernych. Nie było dla kogo odprawiać nabożeństw - wyjaśnia Lorna Hutchison, miejska przewodniczka.

Na świątynie w nowej roli natkniemy się Szkocji często. W monumentalnych budowlach są kawiarnie, restauracje, a nawet luksusowe apartamentowce (przeszklone mieszkania tworzone w nawach bocznych osiągają zawrotne ceny, nawy główne pełnią rolę dziedzińców). - W XIX w. wybudowano za dużo kościołów. Bywają skrzyżowania, przy którym stoją nawet trzy, a w okolicy tylko garstka mieszkańców. Zamiast je burzyć, postanowiono przerabiać - mówi Lorna.

***

Pociągiem z Edynburga do Glasgow dotrzemy w 45 minut. Za oknem migają zamglone wzgórza, sadzawki, soczyście zielone łąki. Pociąg zatrzymuje się przy głównym placu miasta, George Square. Otoczony neoklasycystycznymi kamienicami z centralnie usytuowanym wiktoriańskim ratuszem (City Chambers) jest jednym z symboli potęgi XIX-wiecznego Zjednoczonego Królestwa.

Ale to tylko przedsmak architektonicznej wiktoriańskiej uczty, która czeka nas w rozległym, starym Glasgow. Kamienice z ciemnoszarego kamienia ciągną się wzdłuż deptaku Buchanan Street, tworzą sąsiednie ulice i zaułki, które przyjemnie zwiedza się wieczorem, gdy wszystko jest podświetlone. Całość tworzy jedną z najmodniejszych w Wielkiej Brytanii strefę zakupów - Golden Z.

Jednak styl tego miasta to przede wszystkim Mackintosh, odmiana art nouveau. Stworzył go pod koniec XIX w. ekscentryczny artysta Charles Rennie Mackintosh (1868-1928). Dom-muzeum Hunterian Gallery na terenie uniwersytetu jest przykładem jego niepowtarzalnego spojrzenia na świat. Cechą charakterystyczną są nienaturalnie wysokie elementy zdobień łagodzone podłużnymi liniami i kropkami. Prócz architektury i mebli styl ten znalazł odbicie w unikatowym liternictwie - kaligrafia "Mackintosh" jest w Glasgow bardzo modna.

Można zwiedzać miasto szlakiem architektonicznych dzieł projektanta: w Domu-Latarni przy 11 Mitchell Lane mieści się Mackintosh Interpretation Centre, a herbatę warto wypić w Willow Tea Room przy 217 Sauchielhall Street. Jednak przede wszystkim nie wolno pominąć Glasgow School of Art przy 167 Renfiew Street - pierwszego w Wielkiej Brytanii budynku w stylu art nouveau.

Z kolei styl Glasgow to wymyślne połączenie architektury klasycyzmu z XX-wieczną nowoczesnością. A więc sala koncertowa Armadillo, Fabryka Dywanów Templetona, metro Clockwork Orange (Mechaniczna Pomarańcza)... To również i moda - m.in. łączenie ubrań Armaniego czy Versace z dodatkami z tanich sklepów, noszenie sukienek z butami Martensa (tak ubierała się m.in. słynna wokalistka Shinead O'Connor).

Glasgow przez setki lat było miastem kupieckim. Świetność zawdzięcza głównie unii Szkocji z Anglią z 1707 r., skutkiem czego była zgoda na handel z zamorskimi koloniami. Tutejsi handlarze wyspecjalizowali się w imporcie bawełny, tytoniu i cukru. W XIX w. Glasgow przekształciło się w miasto robotnicze z gigantyczną stocznią. Przy nabrzeżu wciąż widać ślady doków. - Teraz statki produkuje się w Polsce, bo są tańsze - uśmiecha się przewodniczka Sylvia Power, z którą spacerujemy po nabrzeżu.

Szkoci twierdzą, że ich legendarne skąpstwo to dziś jedynie mit - w rzeczywistości wydają znacznie więcej pieniędzy, niż powinni. Z czego więc żyją? Glasgow stało się prężnym ośrodkiem techniki elektronicznej i jednym z największych w Europie skupisk call-center. Wędrując ulicami, mijamy przeszklone biura, dziesiątki osób siedzą przed komputerami ze słuchawkami na uszach. - Specjaliści od marketingu zbadali, że szkocki akcent jest najbardziej przyjazny spośród wszystkich odmian angielskiego. Jest miękki, przyjemny dla ucha, a to zachęca do klientów zakupów - mówi Sylvia Power.

Glasgow od zawsze dzieliło się na biedny East End i bogaty West End. Sylvia wyjaśnia, że ten podział wymusił m.in. przeprowadzkę uniwersytetu z dość ponurego, zdominowanego przez handlarzy East Endu. Nowy uniwersytet w neoklasycystycznym stylu stanął więc po przeciwnej stronie miasta. Tu oprócz spokoju studenci mają wiele zielonej przestrzeni.

W mieście znajdują się dwa stadiony piłkarskie: Celtic Glasgow (gra tu m.in. bramkarz Artur Boruc i napastnik Maciej Żurawski) oraz Glasgow Rangers. Celtic jest dziś najlepszą drużyną brytyjskiej ligi, Rangersi tracą do nich aż 23 punkty. Kibice obu drużyn się nie znoszą. Sylvia Power wyjaśnia, że podłoże tej awersji leży w religii. - Celtic stworzyli katolicy. Protestanci nie mogli patrzeć na ich sukcesy i założyli własną drużynę. Derby miasta to zawsze ostry bój.

Glasgow dobrze jest poznawać na rowerze (o najbliższą wypożyczalnię najlepiej zapytać w recepcji hotelu). Warto przejechać uliczkami, parkami i dojechać do m.in. do muzeum kolekcji Burrell w Pollock Country Park. Znajduje się tu 8 tys. dzieł sztuki zebranych przez żyjącego na przełomie XIX i XX w. przemysłowca sir Williama Burrella. Ozdobą kolekcji jest słynna rzeźba "Myśliciel" Augusta Rodina. Wstęp bezpłatny.

Kochamy miejskie rowery! więcej w serwisie kobieta.pl



Na rowerze można też dojechać do jednej z wielu środkowej Szkocji destylarni narodowego trunku - whisky. Fabryki łatwo odróżnić od innych budynków - mają charakterystyczne trójkątne daszki na kominach. W okolicach wsi Killearn (ok. 20 km od Glasgow) powstaje sławna Glengoyne. To jeden z nielicznych gatunków "czystej" whisky niemieszanej z innymi.

- Większość szkockich gatunków stanowią "blended", czyli mieszane; w ten sposób łatwiej osiągnąć odpowiednią nutę smakową. Ale prawdziwym kunsztem jest stworzenie trunku w bezpośrednim procesie fermentacji kiełkującego jęczmienia i jego destylacji - opowiada Sarah Bottomley z destylarni. - Liczą się trzy rzeczy: znakomita woda (ta spływa z okolicznych wzgórz), dobrze przygotowany jęczmień oraz beczki z dębowego drewna.

70-procentową, przezroczystą whisky miesza się z wodą, by złagodzić jej moc do ok. 45 proc. Teraz trafia do beczek, gdzie nabiera złocistego koloru. - W destylarni nie można używać aparatów fotograficznych ani telefonów komórkowych. Stężenie oparów w połączeniu z polem elektromagnetycznym alkoholu mogłoby wywołać detonację - przestrzega przewodniczka.

Beczki leżakują przez dziesięciolecia w magazynach. Ostateczna cena trunku w butelce zależy od wieku. Podczas zwiedzania można popróbować tych najdroższych, 50-letnich. W sklepie prócz whisky kupimy także przysmaki na bazie Glengoyne- musztardę czy konfitury (od 3 funtów).

***

Szkocja zajmuje blisko 79 tys. km kw. - od wzgórz Cheviot Hills na południu, po najdalsze północne wyspy Wielkiej Brytanii. Można się pokusić o kilkudniowy objazd całości, ale trzeba przygotować się na spore wydatki. Wypożyczenie auta to ok. 40 funtów dziennie plus paliwo, noclegi w znakomitych kwaterach Bed&Brekfast to minimum 50 funtów dziennie. Jeśli jednak mamy dość czasu, a mało pieniędzy, możemy zwiedzić "Szkocję w miniaturze", czyli wyspę Arran.

Z monstrualnego wiktoriańskiego dworca głównego Glasgow w godzinę dojedziemy pociągiem do Ardrossan. Tu w porcie czeka prom, który w 50 min zawiezie nas na wyspę, do portu w Brodick. Na pokładzie można popróbować szkockich porannych "przysmaków". Są więc: jajecznica z proszku, smażony boczek, pieczone kiełbaski, fasolka w sosie pomidorowym oraz ulubiony śniadaniowy specjał - gorąca bułka z racuchem i smażoną kaszanką. Do tego obowiązkowo mocna kawa.

Wyspę objedziemy w dwie godziny samochodem (wypożyczalnia firmy Avis lub Holiday Autos) albo rowerem w sześć (wypożyczalnię wskaże biuro informacji turystycznej). Wiele tu pięknych kamiennych nabrzeży z piaszczystymi plażami pełnymi skorup małż. Nie ma wydm, okolice porastają jedynie wysokie trawy. - To charakterystyczny dla Szkocji układ linii brzegowej. Różnica pomiędzy tą wyspą a resztą wybrzeża polega jedynie na wysokości nadmorskich stromizn - wyjaśnia Guillian Bussell, przewodniczka po Arran.

Przejeżdżamy przez kolorowe, ukwiecone wioski. Białe domki, czerwone dachy, a na podwórkach oprócz drzew owocowych - palmy! Jak mówi Guillian, ciepłe wiatry od Morza Północnego tworzą dla nich przyjazny mikroklimat. W zachodniej części wyspy rosną też cytrusy. To w Szkocji pod koniec XV w. narodził się "gowlf" - gra polegająca na wbijaniu kulki do dołków. Pierwszy na świecie klub golfowy powstał w 1754 r. jako Stowarzyszenie Golfistów im. Św. Andrzeja w mieście St. Andrews. W 1848 r. Szkot James Patterson wykonał pierwszą golfową piłkę, która szybko wraz z całą dyscypliną podbiła świat. Na wyspie znajdziemy kilka znakomicie przygotowanych pól (najsłynniejsze w okolicach miejscowości Sannox), w weekendy zjeżdża tu wielu miłośników tego sportu. Oczywiście rozgrywają partie w tradycyjnych kiltach, z torebkami przepasanymi na przedzie, które mają chronić przed bolesnymi uderzeniami piłki.

Koniecznie trzeba odwiedzić miejscowość Machrie Moor w zachodniej części wyspy. Znajdują się tu pogańskie kamienne kręgi - podobne (choć o wiele mniejsze) do słynnych kręgów sprzed 4 tys. lat z Calanais na wyspie Lewis w północno-zachodniej Szkocji.

W środkowej części wyspy ciągną się góry Beinn Tarsuinn. To kamieniste, monumentalne pasmo ze szczytami dochodzącymi do tysiąca metrów bardzo przypomina ulubione przez piechurów góry Glen Coe w północnej Szkocji. Po jego zachodniej stronie leżą dwa jeziora - Loch Tanna i Loch Lorsa - gdzie turyści mają nadzieję sfotografować choćby miniaturowego potwora podobnego do tego z Loch Ness.



Co, gdzie i jak

Dojazd

Do Glasgow z Krakowa i Wrocławia lata Ryanair. Lotnisko w Prestwick, ok. 40 km na zachód od miasta. Co pół godziny darmowa kolejka kursuje na dworzec główny w Glasgow. Uwaga! Trzeba mieć przy sobie kartę pokładową samolotu.

Do Edynburga z Gdańska, Katowic i Warszawy można polecieć Centralwings, a z Krakowa Sky Europe. Lotnisko BAA Edinburgh leży kilka kilometrów od miasta. Autobusy (co 10 min) w 25 min dowożą pasażerów do Waverly Bridge w centrum. Bilet w jedną stronę 3 funty, w obie 5.

Noclegi

Dobre, tanie hotele w śródmieściu Glasgow.

W Edynburgu

Hostel World , Hostel Point

Bardzo dobrze przygotowane kwatery Bed&Breakfast

W lecie czynne świetne pola namiotowe.

Kursy językowe

W Szkocji mieszka obecnie ok. 20 tys. Polaków. Według prognoz ma być ich tam wkrótce nawet 100 tys. Przyjeżdżają do pracy, ale i na kursy językowe. Oferty nauki języka (różne poziomy): Kursy językowe, Lingua Viva, Szkocja.net, EU