Piękne miasta Hiszpanii - złota Salamanka

Wszędzie lśni złoty piaskowiec, najlepsza dyskoteka mieści się w klasztorze, a w sierpniu nadlatują bociany
Spalona słońcem Salamanka to jedno z najstarszych miast Hiszpanii. Słynie z tradycji uniwersyteckiej i mnóstwa zabytków, których bogate fasady wykuto w złotym piaskowcu z pobliskich kamieniołomów (wywoławszy zdjęcia, można odnieść wrażenie, że w laboratorium zaszła pomyłka i odbitki wykonano w odcieniach sepii). W podobnej tonacji utrzymane są okoliczne pejzaże - rozległe, wysuszone słońcem złote pola, z majaczącymi w oddali rudawymi górami (ok. 30 km na południe zaczynają się pierwsze wzniesienia Kordyliery Centralnej). Choć zieleni sporo, wciąż brakuje wody i liście mają popielaty odcień.

Upały są tu nieznośne, stąd niezwykłe przywiązanie mieszkańców do poobiedniej sjesty. Widać ich na ulicach rano oraz od popołudnia do późnej nocy. Propozycja "spotkajmy się o północy w kawiarni" może nas zaskoczyć, ale w Salamance to rzecz normalna (w końcu możemy wyspać się w dzień, więc warto korzystać z chwilowego ochłodzenia). Dla turysty klimat staje się bardziej przyjazny pod koniec sierpnia, gdy upały stają się lżejsze, a wieczory chłodniejsze. Wtedy też miasto przeżywa kilkudniowy nalot bocianów - to jeden z ich ulubionych przystanków na trasie do Afryki. Na dachach i wieżach kościołów zobaczymy setki białych skrzydeł.

***

Salamanka leży praktycznie w środku Półwyspu Iberyjskiego, na rozległym płaskowyżu nad rzeką Tormes (jest stolicą prowincji o tej samej nazwie w południowej części regionu Kastylia León). Miasto otaczają pola i pastwiska ze stadami młodych byków, które trafią na corridę (hodowla bydła to jedno z głównych źródeł utrzymania regionu).

Pierwsze wzmianki o Salamance znajdujemy u greckiego historyka Polibiusza w II w. p.n.e., a pierwsza osada pojawiła się na tych terenach około dwustu lat wcześniej. W 89 r. n.e., za panowania Trajana, Rzymianie zbudowali tu pierwszy most - Puente Romano, który do dziś łączy brzegi rzeki Tormes. Na początku naszej ery nastali tu Arabowie. Dopiero w VII w. Wizygoci odbili Salamankę z ich rąk i wprowadzili chrześcijaństwo. Ale wkrótce Maurowie znów wrócili, by władać miastem niemal do końca XI w., kiedy rozprawił się z nimi król Alfons VI.

Dwa wieki później miało miejsce arcyważne dla rozwoju miasta wydarzenie - w 1218 r. król Alfons IX ufundował Gabinet Generalny, zalążek uniwersytetu (najstarsza szkoła wyższa na Półwyspie Iberyjskim). Uczelnia rozwinęła się za panowania jego następcy, Alfonsa X, który do dziś jest jej patronem. Rozkwit uniwersytetu przypadł na wiek XVI, zwany Złotym. Mieszkańcy wzbogacili się wówczas na handlu i wyszynku, właśnie z tego okresu pochodzi większość wspaniałych kamienic w charakterystycznym stylu plateresco - to fuzja ornamentów późnego, kwiecistego gotyku z typowo renesansowym kształtem budowli (misterne rzeźbienia przypominają pracę złotnika czy srebrnika; platero - to po hiszpańsku srebrnik, stąd nazwa stylu). Jego znakiem rozpoznawczym są fasady budynków gęsto pokryte kunsztownymi detalami: herbami, medalionami, wzorami roślinnymi. W tym stylu utrzymana jest m.in. fasada uniwersytetu i dekoracje miejskich katedr.

***

Choć miasto stale rośnie (dziś liczy ok. 160 tys. mieszkańców), starówka zachowała średniowieczny charakter. To plątanina wąskich ulic, najczęściej zamkniętych dla ruchu kołowego. Wokół Plaza Mayor, powstałego na początku XVIII w. prostokątnego rynku otoczonego arkadami, znajdziemy deptaki, ulice i paseos - ciasne przejścia tylko dla pieszych. Wąskie kamieniczki ze złotego piaskowca są na ogół trzypiętrowe, z niewielkimi balkonami. Na parterze mieści się zazwyczaj tylko niewielki bar, gdzie wieczorem warto wstąpić na kieliszek wina i drobne przekąski (tapas) lub skromny sklep z pamiątkami. Większość z nich nawiązuje do słynnej fasady Uniwersytetu Salamanki. Na koszulkach, kubeczkach i gipsowych figurkach najczęściej zobaczymy nieoficjalny symbol miasta - żabę. Można ją dostrzec właśnie na fasadzie uczelni, pośród wielu skomplikowanych ornamentów, niedaleko portretu Królów Katolickich Izabeli i Ferdynanda (ma zaledwie kilka centymetrów). Każdy student, który ją dostrzeże, niebawem zda egzaminy i się ożeni. Jeśli już jest żonaty, może pomyśleć dowolne życzenie, a ono się spełni. La rana (żaba) najprawdopodobniej była podpisem artysty rzeźbiarza. Inna teoria mówi, że symbolizuje ona jeden z grzechów głównych - żądzę.

Uniwersytet to przede wszystkim dwa spore renesansowe budynki z XVI w. w sąsiedztwie katedr (nieopodal Plaza Mayor na Patio Escuela) oraz kilka nowoczesnych budowli w innych częściach miasta (m.in. Campus Miguel de Unamuno). Prócz słynnej fasady koniecznie trzeba obejrzeć wspaniały renesansowy dziedziniec z niskimi krużgankami zwieńczonymi attyką, sale wykładowe z drewnianymi pulpitami i wielką bibliotekę, pełną starych woluminów, które spoczywają na rzeźbionych regałach z ciemnego drewna (są tu również liczące po kilka wieków globusy). Warto wejść do Sala de Fray Luis de León, pojmanego w 1573 r. przez inkwizycję poety, mistyka i profesora teologii metafizycznej. Gdy po pięcioletnim więzieniu i torturach wrócił na katedrę, rozpoczął zajęcia od słów: "Jak mówiliśmy wczoraj ". W tej auli zachował się XVI-wieczny pulpit i ławki.

Kaplica uniwersytecka została nieco zmieniona w połowie XVIII w., gdy do Salamanki dotarła fala trzęsienia ziemi - tego samego, które 1 listopada 1755 obróciło w ruiny i zgliszcza połowę oddalonej o 400 km Lizbony (ucierpiały także katedry - kopułę Catedral Nueva trzeba było odbudować; do dziś mieszkańcy opowiadają, że gdy zatrzęsła się ziemia, zaczęły bić dzwony wszystkich kościołów - w przeddzień Wszystkich Świętych wspomina się to wydarzenie wieczornym uderzeniem w dzwon Catedral Nueva właśnie).

Niech nie zdziwią nas grupy młodzieży w czarnych sutannach o wielkich kołnierzach snujących się wieczorami po starówce - to nie duchowni (uniwersytet jest uczelnią świecką ), lecz ubrani w tradycyjne stroje członkowie tunas, zespołów muzycznych (niektórzy grają na gitarach).

Liczba studentów przekracza 30 tys. Nic więc dziwnego, że nadają ton całemu miastu. Salamanka żyje nocą, gdy w centrum zapełniają się kluby. Jak choćby urządzony w dawnej klasztornej kaplicy El Camelot przy Calle Bordadores 3 (tańczyłam tu na skrzydłach naturalnej wielkości śmigłowca) czy przypominająca średniowieczną piwnicę, zdobna witrażami Morgana przy Calle Iscar Peira 30 (obydwa miejsca kilka kroków od Plaza Mayor). Warto gdzieś wstąpić na chupito - kieliszek likieru lub wysokoprocentowego alkoholu. Otwarta dopiero po godz. 20 La Chupiteria przy Plaza Monterrey 9, również niedaleko rynku, to miejsce owiane sławą z uwagi na wielki wybór słodkich likierów. Polecam czekoladowo-miętowy lub melonowy, a dla wytrwałych El Cerebro (dosłownie "mózg") - "chmurkę" z likieru czekoladowego zanurzoną w likierze malinowym. Rzeczywiście wygląda jak preparat z prosektorium, ale smak ma nieziemski. Uwaga - w barze jest mało miejsc siedzących, a około północy sala wypełnia się po brzegi.

***

Nad Salamanką górują dwie przeogromne katedry przy Plaza de Anaya. Kiedy XIII-wieczna Catedral Vieja (Stara) przestała wystarczać wciąż rosnącemu miastu, w 1512 r. zaczęto wznosić nową, gotycką. Dobudowano ją do ściany Catedral Vieja, która groziła zawaleniem. Budowa ciągnęła się dwieście lat - brakowało funduszy. Największy wpływ na kształt świątyni mieli bracia Alberto i José Churriguera i to od nich wywodzi się nazwa barokowego stylu churrigueresco, który cechują wyjątkowo bogate zdobienia (płaskorzeźby z figurami świętych i kwiatowymi ornamentami; widać je szczególnie w stallach ustawionych wzdłuż prezbiterium i na kopule). Warto przyjrzeć się zewnętrznej dekoracji najdłuższej ze ścian katedry wykonanej, jak i cała budowla, ze złotawego piaskowca. Po pewnym czasie dostrzeżemy coś, co nie pasuje do reszty - wśród gotyckich płaskorzeźb przedstawiających świętych, smoki i motywy roślinne współczesny konserwator zabytków umieścił figurki kosmonauty oraz smoka liżącego lody!

Catedral Vieja wyróżnia się swoją kopułą zwaną media-naranja (połówka pomarańczy) nie tylko ze względu na kształt, ale i ognistą barwę piaskowca (dziś częściowo pokryta blachą) oraz Wieżą Kogucią, na której szczycie żelazny kogut wskazuje kierunek wiatru. Świątynia jest niewielka (surowy i oszczędny styl romański), a jedyne wejście do niej wiedzie przez Nową Katedrę. Najciekawszym zabytkiem jest ogromny, pięciokondygnacyjny ołtarz Nicolasa Florentina z XV w. przedstawiający malowane na drewnie sceny z ewangelii i przerażający (nawet dziś) Sąd Ostateczny. Obrazy umieszczone są w rzeźbionej, pozłacanej ramie. Inny skarb to niepozorne, ukryte w jednej z kaplic nieczynne dziś organy z połowy XIV w., najprawdopodobniej najstarszy taki instrument w Europie

W Starej Katedrze znajduje się też niewielkie muzeum słynnego malarza z Salamanki, autora scen religijnych Fernando Gallego (ok. 1440-1507), ze stałą wystawą jego obrazów inspirowanych sztuką flamandzką (bilet wspólny do obu świątyń - ok. 3 euro).

Na tyłach katedr warto zobaczyć dwie XVI-wieczne budowle: renesansowy kościół i klasztor San Esteban z ołtarzem José Churriguery oraz zakon De Las Duenas z krużgankami z piaskowca (wstęp ok. 1,5 euro).

***

Przy Calle Gibraltar nad rzeką Tormes znajduje się Museo de Art Déco y Art Nouveau. Nazywane Domem Lilii (Casa Lis, http://www.museocasalis.org ), mieści 19 kolekcji dekoracyjnych przedmiotów z przełomu XIX i XX w. - w sumie ok. 2500 eksponatów. Na szczególną uwagę zasługuje 300 porcelanowych lalek oraz szkło m.in. z wytwórni René Lalique'a. Hall zdobi witrażowy sufit z początku XX w. udający morskie głębiny, projekt Joaquina Vargasa. Na fasadę muzeum warto popatrzeć nocą od strony rzeki - podświetlone, wielkie witraże tworzą świetliste malowidło gigantycznych rozmiarów (wstęp 2-3 euro).

Nie można pominąć jeszcze jednego znaku rozpoznawczego Salamanki. XV-wieczna Casa de las Conchas, czyli Dom Muszli przy Calle Compania 2 (pięć minut piechotą od rynku, w połowie drogi do katedr; wstęp gratis, ale wnętrz się nie zwiedza, można obejrzeć tylko patio na parterze) pozornie wygląda na zwykłą kamienicę. Jednak gdy przyjrzeć się dokładniej, zauważymy, że jej gładką fasadę pokrywają setki kamiennych muszli. Być może miały one symbolizować pielgrzymkę do grobu św. Jakuba w Composteli, a może - jak twierdzą niektórzy badacze - kochanka właściciela kamienicy miała przydomek Concha (Muszla). Do dziś trwa spór.



Co, gdzie i jak

•  Autobusy z całej Hiszpanii i międzynarodowe docierają na dworzec przy Avenida de Filiberto Villalobos 73-83 (http://www.auto-res.net). Pociągi zatrzymują się na Paseo de la Estación (http://www.renfe.es). Z dworca autobusowego i kolejowego (leżą po dwóch stronach miasta) dojdziemy na rynek piechotą w 15 min. Salamanka ma również lotnisko - ok. 15 km od miasta, dojazd wyłącznie taksówką. Latają tu głównie nowe hiszpańskie linie lotnicze Hola Airlines (http://www.holaairlines.com ), mają połączenia z większością europejskich miast

•  Główne oddziały informacji turystycznej mieszczą się w dogodnych punktach - na Plaza Mayor i w Casa de las Conchas

•  W studenckim schronisku Albergue Juvenil przy Calle Escoto 13-15 nocleg w sali wieloosobowej, bez śniadania kosztuje ok. 12 euro. W wąskich uliczkach kryje się wiele pensjonatów, które najczęściej nie mają stron internetowych - ok. 30 euro za noc, różnie bywa ze standardem pokoi, ale zazwyczaj właściciele są bardzo uprzejmi i możemy liczyć na śniadanie

Uff, jak gorąco

Salamanka leży w centralnej części mesety iberyjskiej - płaskowyżu otoczonego masywami gór Kantabryjskich, Iberyjskich i Sierra Morena. To niezwykłe ukształtowanie terenu ma decydujący wpływ na pogodę - w Kastylii León panuje klimat kontynentalny, deszcz nie pada prawie nigdy, latem temperatury wahają się od 16 stopni w nocy i wczesnym rankiem do 40 w południe. Zimą klimat się zaostrza i trafiają się przymrozki (najsroższe to -5 st. C.), ale zazwyczaj temperatura oscyluje wokół 5-10 stopni, a śnieg nie pojawia się nigdy.

Kursy w kolebce

Salamanka uznawana jest za kolebkę współczesnych norm języka hiszpańskiego (nienaganną wymową i poprawnością językową szczycą się wszyscy mieszkańcy), a dokładniej kastylijskiego - odmiany przyjętej jako wspólny urzędowy język zróżnicowanej kulturowo Hiszpanii. Stąd właśnie niezwykła popularność tutejszych kursów językowych - mimo oddalenia od plaż wielu studentów wybiera to miasto, by osłuchać się z czystym castellano. Ja uczęszczałam do Colegio Delibes przy Avenida Italia 21 (http://www.colegiodelibes.com ) - dwutygodniowy kurs - 265 euro, w tym 40 godzin lekcyjnych plus codzienne darmowe wykłady lub filmy wideo wieczorem, dostęp do internetu oraz wspólna cotygodniowa dyskoteka; weekendowe wycieczki dodatkowo płatne. Szkoła zapewnia noclegi u rodzin hiszpańskich - za 17 euro otrzymamy łóżko w dwuosobowym pokoju i pełne wyżywienie.

W sieci

http://www.spain.info