List z Bali. Demony odlatują o zmierzchu

Balijczycy wierzą, że istnienie dobra i zła stanowi o harmonii wszechświata. Żadna ze stron nie może być pokonana, gdyż zaburzyłoby to odwieczny porządek
Bali podoba mi się coraz bardziej. Zadziwiające, bez ilu rzeczy człowiek może się obejść i jak bardzo czuje się z tym szczęśliwy! Pamiętam moje pierwsze dni na wyspie. W sklepie spotkałam młodą dziewczynę z Holandii, która mieszka tu od trzech lat. Żaliłam się jej, że w wynajętym mieszkaniu nie mam ciepłej wody, przez dziurę przedostają się w nocy szczury (biegające po ścianach jaszczurki zdążyłam już polubić), a za toaletę służy wąska dziura w podłodze. Uśmiechnęła się i skwitowała: - Zobaczysz, że pokochasz to miejsce.

***

Od dwóch miesięcy mieszkam w Kucie, gwarnym miasteczku tuż obok Denpasar, stolicy Bali. Na skrzypiącym rowerku codziennie jeżdżę do szkoły, w której zgłębiam tajniki ziołolecznictwa i indonezyjskiej odnowy biologicznej. Zaczynamy o 7 poranną medytacją. W jednakowych tradycyjnych balijskich strojach - biała, płócienna koszula i kolorowy sarong (rodzaj spódnicy) - siedzimy w pustej sali, intonując mantrę Om suastisastu om. Potem zaczynają się zajęcia, które trwają do późnego popołudnia.

Jestem jedyną studentką z zagranicy. Na szczęście większość młodych Balijczyków świetnie mówi po angielsku, więc nie mam problemów z porozumiewaniem się. Mówią na mnie tourist - tak określają wszystkich białych, którzy przyjeżdżają na wyspę, "turystami" są nawet osoby, które mieszkają tu od lat, mają swoje domy, żyją w związkach małżeńskich z tubylcami. Dla "turystów" wszystkie produkty w sklepach są co najmniej pięć razy droższe. Wszyscy odnoszą się do nich z największym (choć nie zawsze szczerym) szacunkiem. Wyżej od "turystów" plasują się tylko Japanese (Japończycy). Ci są prawdziwymi VIP-ami i słono za to płacą.

***

W ostatni weekend odwiedziłam z moją szkolną koleżanką Komang jej rodzinną wioskę Kakuh Kerambitan w prowincji Tabanan (ok. 40 km na wschód od Kuty). Jechałyśmy tam ponad dwie godziny zdezelowanym motorem - najpierw ruchliwymi ulicami Denpasar, potem wiejskimi drogami. Wśród niekończących się pól ryżowych, w zagajnikach palm kokosowych i bananowców drzemały wioski. Zbliżał się wieczór. W oddali majestatyczny Gurung Agung w ponurym milczeniu spoglądał na swoich poddanych. Balijczycy wierzą, że ten najwyższy na wyspie wulkan (3142 m n.p.m.) jest siedzibą bóstw i demonów. Codziennie składają ofiary, by nie wzbudzić ich gniewu.

Motocykl Komang zatrzymał się przed kamiennym murem. W ciemnościach odnalazłyśmy bramę. Komang jednym pchnięciem otworzyła drewniane wrota i moim oczom ukazał się widok jak ze snu. Przywitał nas kamienny posąg Ganesha - hinduskiego boga mądrości. W niewielkim ogrodzie tu i ówdzie migotały pochodnie, unosił się zapach kadzideł. Pośrodku, wśród pachnących krzewów frandzipani, skrył się malutki staw z fontanną w kształcie dzbana. Balijczycy otaczają wodę szczególną troską i czcią, używają jej we wszystkich religijnych rytuałach. Odłam hinduizmu wyznawany na Bali to Agama Tirtha, czyli Religia Świętej Wody - mieszkańcy wierzą, że staw lub fontanna jest źródłem życiowej energii i szczęścia. Szłyśmy dalej w głąb ogrodu. Na kamiennych podestach stały wiklinowe klatki z ptakami, w jednej gwarek naśladował ludzkie głosy. Ogród wieńczyła weranda, na której czekali rodzice Komang. Przywitali mnie bardzo serdecznie i zaprosili na kolację.

Babcia przyniosła na głowie ogromną tacę, na której stał dymiący kociołek z zupą, sok z papai oraz tradycyjna potrawa balijska i>nasi goreh - porcje smażonego z warzywami ryżu na ostro zawinięte w liście bananowca. Siedziałam na podłodze trochę skrępowana, gdyż nie znałam ani słowa w języku gospodarzy. Uśmiechałam się więc i dyskretnie rozglądałam dookoła. Pomarańczowy budynek, w którym (jak przypuszczałam) mieszka rodzina Komang, oraz weranda były niezwykle bogato zdobione płaskorzeźbami z szarej wulkanicznej glinki. Do domu prowadziły drewniane wrota, które mieniły się kolorami złota, czerwieni, zieleni i błękitu. Pokrywały je setki miniaturowych obrazów przedstawiających hinduskie bóstwa, sceny z życia rodziny i uroczystości religijne. Rozpoznałam zaślubiny, narodziny dziecka, zbieranie ryżu z pola, ceremonię piłowania zębów. Ta ostatnia to bardzo ciekawy rytuał, któremu poddaje się każdą dziewczynę po pierwszej menstruacji i każdego chłopca po przejściu mutacji. Balijczycy wierzą, że w ich duszy drzemie sześć demonów ujawniających najgorsze cechy ludzkiej natury: namiętność, chciwość, gniew, skłonność do odurzania się, niewiedza i zazdrość. Spiłowanie sześciu górnych zębów osłabia te cechy i jednocześnie symbolizuje przejście w okres dojrzałości.

Obok werandy wznosiła się rodzinna świątynia. Naprzeciwko stał zadaszony podest służący do rodzinnych ceremonii, m.in. przygotowania zwłok do kremacji. W głębi ogrodu, w ciemnościach, jawił się spadzisty dach, który nazajutrz okazał się spichlerzem na ryż - w obawie przed gryzoniami i wilgocią stoi na wysokich palach. Za nim pomieszczenia gospodarcze - kuchnia, łaźnia i chlew.

***

Po kolacji udałyśmy się do wiejskiej świątyni, by obejrzeć pokaz tradycyjnych tańców, wśród nich najważniejszy - święty taniec Rangdy i Baronga. Aby móc wziąć udział w ceremonii, musiałam się przebrać w odpowiedni strój. Komang pożyczyła mi jedwabny sarong i koronkową koszulkę, pod którą zakłada się gorset, w pasie zawiązałam szarfę.

Przedstawienie odbywało się przed świątynią. Najpierw obejrzałam wykonywany przez cztery kobiety taniec Tari Monuk Rawa - nazwa pochodzi od barwnego ptaka żerującego na polach ryżowych. Kobiety, tańcząc, naśladują jego ruchy. Potem trzej chłopcy odtańczyli wojenny taniec Gopala. Na koniec na scenie pojawili się dwaj aktorzy ubrani w maski i barwne kostiumy i zawodzącym śpiewem opowiadali historię Rangdy i Baronga. Ranga to wiedźma, złowieszcze uosobienie hinduskiej bogini Durgi, małżonki Śiwy - boga śmierci, zniszczenia, ale i odrodzenia. Rangda przewodzi demonom chorób i straszy na cmentarzach, potrafi rzucić zły urok na ludzi i pogrążyć ich w transie, by wykonywali jej polecenia. Barong to mistyczna istota obdarzona magicznymi zdolnościami, które umożliwiają jej odstraszanie złych duchów. Ma wiele wcieleń: słonia, małpy, demona, człowieka. Najczęściej występuje w czerwonej masce z wyłupiastymi oczami, ogromnymi zębami, rogami jelenia, długimi włosami i brodą. Taniec Rangdy i Baronga symbolizuje odwieczny konflikt pomiędzy dobrem i złem. Balijczycy wierzą, że istnienie obok siebie tych sił we wszechświecie stanowi o jego harmonii. Żadna ze stron nie może zostać pokonana, gdyż zaburzyłoby to odwieczny porządek.

Ze świątynnej bramy wyszła prowadzona przez kilku mężczyzn Ranga w płaszczu z długich, białych włosów i z płonącym językiem. Na jej obwisłych piersiach kołysał się naszyjnik z ludzkich wnętrzności. Na głowie miała zarzuconą rytualną chustę. Zaczęła taniec, wymachując uzbrojonymi w pazury dłońmi. Skacząc i jęcząc, zdawała się rzucać uroki na mieszkańców wioski. Po chwili naprzeciw niej stanął Barong. Kłapiąc potężnymi kłami i trzęsąc poruszanym przez dwóch rosłych mężczyzn masywnym, włochatym cielskiem, ruszył do ataku na wiedźmę. Ta jednak skutecznie się mu opierała. Stojąca obok grupa mężczyzn, uzbrojona w sztylety, ruszyła z pomocą Barongowi. Widząc to, wiedźma rzuciła na nich urok. Mężczyźni wpadli w trans i - zamiast w Rangę - wymierzyli sztylety w swoją pierś. Wili się w spazmach, wbijając ostrza w ciało. Co chwila któryś z mieszkańców wioski upadał w konwulsjach na ziemię. Zły czar się rozprzestrzeniał. Kapłani układali bezwładne ciała obok siebie, by pokazać ogrom szkód wyrządzonych przez wiedźmę. Barong okazał się bezsilny wobec mocy Rangdy i usunął się w głąb świątyni. Triumfująca Ranga podążyła za nim, a pogrążonych w transie mieszkańców uratował kapłan, kropiąc ich świętą wodą.

***

Następnego dnia czekała mnie kolejna uroczystość - wigilia balijskiego Nowego Roku, niezwykle barwne i radosne święto, do którego przygotowania trwają miesiącami. Jego główną atrakcją jest taniec ogoh, czyli demonów. Ogoh-Ogoh to pochód potężnych kukieł misternie wykonanych przez mieszkańców wioski. Są wśród nich demony, mistyczne stwory, ale także karykatury np. surfera, "turysty" czy piłkarza. Każda wioska buduje potwora, jednego lub więcej (zależnie od liczby mieszkańców). Wieczorem wszyscy zbierają się w świątyni na ceremonię ożywienia Ogoh-Ogoh świętą wodą.

Ustawione na bambusowych podestach, niesione przez dziesięciu czy nawet dwudziestu mężczyzn, Ogoh-Ogoh wędrują w paradnym orszaku od wioski do wioski. Barwnemu pochodowi towarzyszy Galangan - tradycyjna balijska orkiestra i tancerze. Po obejściu kilku wiosek orszak wraca do świątyni. Tam Ogoh-Ogoh zostają zniszczone. Ceremonia tańca demonów wiąże się z legendą. Balijczycy wierzą, że w ostatnim dniu roku (29 marca 2006 r. na Bali zakończył się rok 1925) na wyspę zstępują demony. Dzień wcześniej, podczas tańca Rangdy i Baronga, mieszkańcy zostają uzbrojeni w magiczne siły, które pozwalają im zgładzić siły nieczyste. Taniec Ogoh-Ogoh przedstawia właśnie walkę ludzi z demonami.

Chociaż w wigilię Nowego Roku potwory zostają zgładzone, to jednak w dzień Nowego Roku ożywają na nowo. Dzieje się tak, by równowaga pomiędzy Dobrem i Złem nie została zachwiana. Tego dnia Balijczycy nie mają już magicznej siły. Chcąc zatem ochronić się przed atakami demonów, udają, że na wyspie nikt nie mieszka. W Nyepi (dzień ciszy) nikt nie może opuścić domu, rozmawia się szeptem, a o zmroku gasną wszystkie światła. Nawet turystyczne miejscowości wydają się wymarłe. Co prawda w hotelach światło nie gaśnie, ale gości są proszeni, by tego dnia nie opuszczali pokoi.

***

W zapadającym zmierzchu siedziałam w ogrodzie z rodziną Komang. Za chwilę wioska pogrąży się w głębokiej ciszy i ciemności. Nad głowami mieszkańców będą przelatywać mityczne potwory. Nie zastawszy jednak życia na wyspie, odlecą w przestworza i wszyscy szczęśliwie rozpoczną nowy rok.