Z poetą na świętej wyspie

Z tej wyspy na Hebrydach 15 wieków temu chrześcijaństwo ponownie ogarnęło Brytanię. Ionę planował odwiedzić Jan Paweł II. Nie dotarł tu jednak, więc na najświętszą wyspę Europy ruszamy śladem podróży poetyckiej
Gdy jesienią 1963 r. Zbigniew Herbert zwiedzał Szkocję, spędził chwilę na wyspie, którą wspomniał później w "Modlitwie Pana Cogito - podróżnika". Prosił, by Bóg wynagrodził "Miss Helen z mglistej wysepki Mull na Hebrydach / za to że przyjęła mnie po grecku i prosiła żeby w nocy / zostawić w oknie wychodzącym na Holy Iona / zapaloną lampę aby światła ziemi pozdrawiały się". Nie było to jedyne zapisane przez poetę wspomnienie Iony. Cztery lata po jego śmierci i prawie 40 lat od tamtej wizyty "Zeszyty Literackie" pod hasłem "Herbert nieznany" opublikowały tekst "Holy Iona, czyli kartka z podróży" (zima 2002 r.).

Herbert zaczyna opis wyprawy na Ionę, jakby się usprawiedliwiał: "Nie wiem dlaczego, ale od paru lat nawiedza mnie obraz wyspy. Wyspy nie należą do krajobrazu mego dzieciństwa. Urodziłem się w środkowej Europie, w połowie drogi między Morzem Bałtyckim a Czarnym. Pejzaż mojej młodości to podlwowskie okolice: jary i łagodne pagórki porośnięte sosną, na której najpiękniej kwitnie pierwszy sypki śnieg. Morze było tutaj czymś niewyobrażalnym, a wyspy miały posmak baśni. Była późna jesień, kiedy zdecydowałem się w małym szkockim porcie Oban popłynąć na jedną z wysp Hebrydów. Cel podróży - Holy Iona".

***

Do portowej miejscowości Oban można dojechać dziś w trzy godziny bezpośrednim pociągiem ScotRail z Glasgow. Z obu stron wąskiego wagonu tuż za oknem zielenią się drzewa. Im dalej na północny zachód od Glasgow, tym więcej gór. Co parę stacji obsługa ogłasza kilkuminutową przerwę, a pasażerowie wychodzą na peron.

Oban ma do zaoferowania zrujnowany zamek, wieżę widokową i prom do Craignure na wyspie Mull. Jeśli nie zdążymy na ostatnie połączenie, można spędzić noc w schronisku. Herbert nie mógł jednak odpłynąć z Obanu zwykłym rejsowym promem: "Tylko dzięki wyjątkowej życzliwości szkockich rybaków - jako że pora była późna i regularna żegluga statkiem od paru tygodni zawieszona - dotarłem na wyspę Mull".

Dziś przez całą długość wyspy Mull, z Craignure do Fionnporth, jeżdżą autobusy lokalnej firmy Bowman's. Wąską drogą jedzie się niebezpiecznie szybko, a gdy z naprzeciwka wyjeżdża inny pojazd, drogi ustępuje ten kierowca, który ma najbliższy zjazd po swojej lewej stronie. Tak właśnie teoretycy gier prezentowali wyścig zbrojeń - jako dwa pojazdy pędzące wprost na siebie. Ale dziwnym trafem "iona" to po hebrajsku "gołębica", symbol pokoju. Choć więc na wyspie Mull hamowanie bywa ostre, dojeżdżamy cało. Poeta inaczej wspomina drogę przez wyspę Mull do Fionnporthu: "Pustym autobusem przeprawiłem się na drugi jej koniec, do małej osady rybackiej (jeśli osadą godzi się nazwać parę rozproszonych domków) położonej na wprost Holy Iona. Tutaj gospodyni, u której zamieszkałem, wydzwaniała w ciemną noc do rybaków, którzy zechcieliby popłynąć ze mną".

Dziś prom firmy Caledonian MacBride (tej samej, która przewozi pasażerów z Obanu na Mull) odpływa z Fionnporthu na Ionę co godzina. Płynie kwadrans, zdarza się, że bez pasażerów. Czterdzieści lat temu jeszcze nie kursował. Herbert wspominał: "Zimny, wilgotny, siwy ranek. Stoję w pobliżu jetty, która jest po prostu betonową ścieżką wchodzącą w morze. Ocean jest wzburzony, wysokie fale rozbijają się na skałach urwistego brzegu. Nagle z mgły wyłania się mała łódka rybacka płynąca w moim kierunku. Było to jak podanie ręki marzeniu".

***

Iona ma opinię świętej wyspy, może nawet najświętszej w Europie. Herbert nie nazywa jej inaczej niż "Holy Iona" (Święta Iona). Dziś przeważnie mówi się po prostu "Iona", świętość pozostawiając w domyśle. Na jedną z plaż tej właśnie wyspy celtyckich druidów zszedł w 563 r. płynący z Irlandii św. Kolumban. Jego religię mieszkańcy starobrytyjskich wysp znali już wcześniej. Gdy ludzie o chrześcijaństwie zapomnieli, Kolumban przypłynął, by rozpowszechniać je na nowo. Wraz z dwunastoma innymi zakonnikami założył na Ionie klasztor, który oddziaływał na całą Szkocję i doprowadził do powstania ponad 50 innych klasztorów. Niewiarygodnie brzmi więc krytyka Kolumbana w "Mgłach Avalonu" Marion Zimmer Bradley. W owej feministycznej i raczej antychrześcijańskiej powieści fantasy czytamy o nim, że "został księdzem, bo żaden zakon druidów nie chciał mieć w swoich szeregach takiego głupca". Przywoływane przez Herberta podania mówią jednak, że mnich rozmawiał z celtyckimi druidami mądrze i pokojowo. Dziś nazwalibyśmy go misjonarzem, bo przybył z duchową misją nawrócenia szkockich królów na chrześcijaństwo. Jako że było to chrześcijaństwo w celtyckiej odmianie, a nieco później pojawiło się w Brytanii także chrześcijaństwo praktykowane na sposób rzymski, doszło do pewnych napięć. Iona, choć deklaruje szacunek dla wszystkich wyznań, uchodzi za światowe centrum Kościoła celtyckiego. Jeszcze sto lat po przybyciu Kolumbana celtyckich i rzymskich chrześcijan dzieliła np. data obchodzenia Wielkanocy - inaczej ją ustalali względem wiosennej równonocy. Problemu nie rozwiązano aż do roku 664 (wg innych źródeł - 663), kiedy to król Northumbrii obchodził Wielkanoc 14 kwietnia według celtycko-chrześcijańskiego zwyczaju, a jego żona, wychowana w innej części kraju, wciąż pościła - dla niej była to dopiero Niedziela Palmowa. Król nakazał zwołanie synodu, który ustalił datę Wielkanocy według rzymskiego porządku. Było to już po śmierci świętego. Mnisi z Iony opierali się jednak zmianom i w 716 r. Nechtan, jeden ze szkockich władców, wyrzucił ich za to z wyspy, zastępując duchownymi praktykującymi rzymską wersję chrześcijaństwa. Te skomplikowane religioznawcze zagadnienia wciąż budzą kontrowersje. Tym bardziej że ani "celtyccy", ani "rzymscy" mnisi wcale nie mieli na Ionie łatwego życia. W początkach IX w. na jednej z piaszczystych plaż wyspy wikingowie dwukrotnie wycięli ich w pień. Właśnie z tamtego stulecia pochodzi rzeźbiony z kamienia celtycki Krzyż św. Marcina (St. Martin's Cross), który stoi przed wejściem do opactwa zbudowanego - podobnie jak pobliski, zrujnowany dziś żeński klasztor - 400 lat później. Oba benedyktyńskie klasztory funkcjonowały aż do reformacji, potem oczywiście podupadły. W XX w. George MacLeod, weteran pierwszej wojny światowej, zobaczył w maleńkiej wyspie Iona miejsce, z którego powinna zacząć się duchowa odnowa świata. Rok przed drugą wojną przystąpił do odbudowywania opactwa wraz z członkami założonej przez siebie wspólnoty religijnej Iona Community.

***

Po drugiej stronie cieśniny, na wyspie Iona jest taka sama jetty, betonowa ścieżka wchodząca w morze, jak w Fionnporcie. W 1982 r. podczas swojej pielgrzymki do Szkocji papież Jan Paweł II miał tam zejść z pokładu promu. Witałby go wówczas właśnie MacLeod, charyzmatyczny założyciel i wieloletni przywódca religijnej wspólnoty Iona Community (kilka lat wcześniej bezskutecznie nominowano go do pokojowej Nagrody Nobla). Jednak ćwierć wieku temu sam przylot Jana Pawła II do Zjednoczonego Królestwa stał pod znakiem zapytania, bo właśnie wybuchła argentyńsko-brytyjska wojna o Falklandy. Ostatecznie Papież zdecydował, że odwiedzi oba skonfliktowane państwa. Szkocki publicysta Ron Ferguson, następca MacLeoda i jego biograf, pisze, że Jan Paweł II miał wówczas zamiar odwiedzić i Ionę, ale watykańscy doradcy odradzili mu tę wizytę. Chrześcijańska wspólnota religijna z wyspy Iona była bowiem nieco na bakier z nauczaniem Kościoła katolickiego, a sam MacLeod wydawał się Watykanowi nie do końca przewidywalny. Biograf MacLeoda widzi w tym odbicie dawnych napięć między rzymskim i celtyckim pojmowaniem chrześcijańskiej wiary.

Wyspa Iona nie znalazła się więc w programie pielgrzymki Jana Pawła II. Dziś MacLeod już nie żyje. Iona Community jest bardziej przewidywalna. Czy jest szansa, że kolejny papież odwiedzi tę małą świętą wyspę na Hebrydach? Na razie nie wiadomo, czy w ogóle dojdzie do trzeciej w historii wizyty papieża na brytyjskiej ziemi. Papież Benedykt XVI odrzucił właśnie zaproszenie do odwiedzenia Wielkiej Brytanii w 25. rocznicę pielgrzymki Jana Pawła II. Brytyjscy katolicy mogą czuć się zawiedzeni - od pierwszego przybycia w te strony świata głowy Kościoła rzymskiego Klemensa VII do pielgrzymki Jana Pawła II w 1982 r. upłynęło ponad 450 lat. Gdyby Papież odwiedził Ionę, odprawiłby pewnie mszę przy którymś z celtyckich krzyży. Odwiedziłby też może kameralny dziedziniec opactwa. Tak w każdym razie uczynił Zbigniew Herbert: "Tutaj tylko soczysta trawa, a w środku bardzo nowoczesna, ale nie burząca nastroju rzeźba przedstawiająca Madonnę. Na rzeźbie napis, żeby było dziwniej, po francusku. Ów napis brzmi: »Leo Lipschitz - Żyd wierny wyznaniu swoich przodków - wyrzeźbił tę Madonnę, aby ludzie porozumieli się między sobą i aby duch zapanował na ziemi «". Herbert przywołał ową inskrypcję niedokładnie. Cytowany rzeźbiarz Madonny z Iony to Jacques Lipchitz (twórca pomnika Johna Kennedy'ego, stojący w Londynie od 1965 r.). Znawcy Herberta wiedzą, że taka niedbałość o detal była dlań typowa, więc mniejsza o szczegóły. Poeta dziękował rzeźbiarzowi: "I wdzięczny jestem żydowskiemu artyście, że mając pod ręką tyle słów nienawiści, zdobył się na słowa pojednania".

***

Choć droga na wyspę była długa i wymagała noclegu w Fionnporcie, Herbert niedługo zabawił na Ionie. Tak czyni wielu turystów, spędzając tu ledwie kilka godzin. Wystarczy, by odwiedzić klasztor odbudowany przez Iona Community. Tymczasem, choć wyspa ma wymiary 1,6 na 5,6 km, warto zabawić na niej dłużej, nawet tydzień. Można wtedy Ionę obejść dookoła i zobaczyć kamienistą zatokę św. Kolumbana (St. Columba's Bay), gdzie piętnaście wieków temu przybiła łódź irlandzkiego duchownego. Ze wzgórz, z których święty widział swoją ojczyznę - Irlandię - można zapolować na widok delfina w wodach Atlantyku. A na koniec obrócić się wokół własnej osi, widząc dookoła ocean.

Nieznane w czasie podróży Herberta telefony komórkowe tracą tu zasięg, więc tym łatwiej o wyciszenie. Odległość od cywilizacji i większych skupisk ludzkich jest na tyle duża, że wolontariuszy i pracowników z zewnątrz Iona Community zatrudnia tylko na kilka miesięcy, najwyżej na kilka lat. Świadomość określonego w czasie powrotu do rzeczywistości jest bowiem niezbędna dla zdrowia psychicznego zatrudnionych. Poza pracownikami Iona Community na wyspie mieszka ledwie kilkudziesiąt osób.

Na zabytkowym cmentarzu Iony pochowano w 1994 r. przywódcę brytyjskiej lewicy Johna Smitha, który zabiegał o to jeszcze przed swą gwałtowną śmiercią na atak serca. Leży wśród dawnych szkockich władców (między innymi sławnego Makbeta, pierwowzoru szekspirowskiego bohatera). Wspominając powrót z wyspy, pisał Herbert: "Do portu, gdzie czekał na mnie cierpliwy rybak, idzie się przez cmentarz. W rudej trawie leżą płyty grobowe panów szkockich. Przez butwiejące liście i słoną wodę płyną do swej dalekiej wieczności rycerze zakuci w skorupę zbroi. Ich rysy są nie do odczytania. Płaskie, podobne do siebie twarze owadów. Wróciłem na wyspę Mull. Po kolacji gospodyni prosiła mnie, abym postawił małą lampkę w oknie wychodzącym na Holy Iona. Taki jest zwyczaj. Nocą światła obu wysp rozmawiają ze sobą". Dziś, niestety, zwyczaj zdaje się zanikać. Noce nadal obywają się bez ulicznego oświetlenia, ale już i bez świateł w oddali. Może więc warto pojechać na Ionę i zapalić ową lampkę w oknie. Jak bowiem pisał Herbert: "Nie wiadomo, co przyniesie przyszłość i jak długo trwać będzie rozdarcie świata. Ale dopóki w jedną bodaj noc roku światła tej ziemi będą się pozdrawiały, niecała chyba nadzieja jest pogrzebana".

Św. Kolumban miał przed śmiercią przepowiedzieć, co czeka Ionę, nim przeminie świat: "Iona mego serca, Iona mej miłości, / Zamiast mnisich głosów będzie tu muczeć bydło: / Lecz nim świat dojdzie do końca / Iona będzie jak była". Tę właśnie przepowiednię realizowano, odbudowując opactwo. Poprzez duchowy wymiar podróż na ten święty zachód Szkocji nabiera więc niespotykanej głębi.

Skomentuj:
Z poetą na świętej wyspie
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX