Karnawały na liście UNESCO. Diabły tańczą dla Matki Boskiej

Z setek karnawałów świata na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO wpisano tylko trzy: w boliwijskim Oruro, kolumbijskiej Barranquilli i belgijskiej Binche
Karnawał w Oruro, górniczym mieście w Andach (3700 m n.p.m.), to wielkie widowisko, w którym uczestniczą tysiące tancerzy i muzyków w niezwykłych, barwnych kostiumach. Choć pogoda jest kapryśna, słońce przeplata się z deszczem, bywa chłodno, ale przeżycia karnawałowe należą do niezapomnianych.

Jego tradycja sięga XVIII w., ale opiera się na znacznie starszych obyczajach - prekolumbijskich i hiszpańskich. Najważniejsze są dwa dni karnawału - ostatnia sobota i niedziela (w tym roku 25 i 26 lutego). Sobotni pochód przemierzający czterokilometrową trasę wiąże się ściśle ze świętem ku czci Marii Dziewicy, patronki miasta i górników. Zmierza do Iglesia Virgin del Socavon, kościoła wzniesionego w miejscu, gdzie objawiła się Matka Boska.

Diabladę - najsławniejszy taniec karnawału - wykonują tancerze w demonicznych maskach i malowniczych płaszczach. Według chrześcijańskiej interpretacji są oni wcieleniem diabłów, a ich taniec uosabia walkę dobra ze złem. Tak więc w Oruro nawet diabły tańczą dla Matki Boskiej. Maski wyobrażają zarazem boga Supaya, który według ludowych wierzeń górników jest władcą strzegącym podziemnych skarbów.

Z masek tancerzy diablady wyrastają nie tylko rogi, wpleciono w nie węże, jaszczurki, żaby (sztuczne oczywiście), co nawiązuje do starego mitu Inków o bogu Huari, który zesłał na ludzi przeróżne plagi, bo niszczyli ziemię i nie składali ofiar Pachamamie (Matce Ziemi). Przed wejściem do kościoła tancerze zdejmują diabelskie maski.

W karnawałowym pochodzie uczestniczą odtwórcy kilku innych tradycyjnych tańców. Wykonawcy morenady, w maskach i kostiumach przypominających barwne obręcze, wyobrażają czarnych niewolników. Posuwają się bokiem, naśladując chód ludzi skutych łańcuchami.

Z kolei tzw. corporales tańczący w afroboliwijskich rytmach imitują brutalnych zarządców czarnych i indiańskich robotników. Popularny jest również pujllay, wykonywany przez tancerzy trzymających w rękach rodzaj długich fletów, przeniesiony do Oruro z festiwalu Indian w Tarabuco.

Ostatnie karnawałowe grupy taneczne docierają do placu przed kościołem ok. 1.30 w nocy. W niedzielę o wschodzie słońca (4.30) odbywa się uroczysta msza, a potem kolorowe grupy tancerzy rozpraszają się na wielkim jarmarku. Ostatnie widowisko to diablada - symboliczna walka Michała Archanioła z siedmioma diabłami uosabiającymi siedem grzechów głównych. Kończy ona karnawał w poniedziałek.



Kolumbijski karnawał w Barranquilli trwa cztery tygodnie - od 21 stycznia do 28 lutego (do wtorku przed środą popielcową). Na wybrzeżu karaibskim jest wtedy ciepło, a przyjemne orzeźwienie przynosi morska bryza. Wielogodzinne parady ciągną wtedy nabrzeżem rzeki Magdaleny. Sąsiednie ulice także zajmują tancerze i muzycy, więc codzienne życie w mieście jest skutecznie sparaliżowane. Tańce przeplatają się z widowiskami historycznymi i współczesnymi o polityczno-satyrycznym ostrzu.

Początki karnawału sięgają XIX wieku - jego rozwojowi sprzyjał gospodarczy rozkwit portowego miasta. Jest on mieszanką kulturowych tradycji mieszkańców Barranquilli: imigrantów europejskich (zwłaszcza z Hiszpanii), afrykańskich i ludów pochodzących z Ameryki. Widać to szczególnie dobrze w tańcach - paloteo pochodzi z Hiszpanii, congo z Afryki, a mico y micas ma rdzenne korzenie. W muzyce przeważają ludowe instrumenty perkusyjne i dmuchane (17 lutego odbędzie się tzw. Noc Guacherna, w której uczestniczą zespoły muzyczne kultywujące ginące tradycje).

Karnawał w Barranquilli uważany jest za drugi co do wielkości w Ameryce Południowej po Rio de Janeiro, lecz nie jest tak skomercjalizowany. Mieni się również od barwnych kostiumów i masek. Najważniejszą postacią od 1888 r. jest farsowy król Momo, który kieruje zabawą w czapce z dzwonkami, masce, z laską błazna lub berłem. Choć mówi się, że kardynalną zasadą karnawału jest brak zasad, jego program jest zawczasu starannie opracowywany przez fundację karnawałową. Królem Momo 2006 będzie 64-letni Arming Zambrano, a królową - 24-letnia Maria Isabel Dávila Clavijo, znakomita tancerka i studentka public relations w Teksasie. Koronacja królowej odbędzie się 10 lutego, króla Momo - 11 lutego, a 25 lutego król powiedzie przez miasto wielką paradę (patronuje on także karnawałom w innych regionach, m.in. w Rio de Janeiro i na Goa w Indiach). Król Momo wywodzi się z grecko-rzymskiej mitologii, gdzie był synem Snu i Nocy, bogiem żartów i kpin. Do Ameryki Łacińskiej przybył wraz z hiszpańskimi kolonizatorami.



Karnawał w Binche, 32-tysięcznym belgijskim miasteczku (60 km na południe od Brukseli), trafił na listę UNESCO jako jeden z najstarszych ulicznych karnawałów europejskich - udokumentowana tradycja sięga XVI wieku. Początek dała mu wielka feta w 1549 r. zorganizowana na cześć cesarza Karola V i jego syna Filipa, następcy tronu hiszpańskiego.

Mieszkańcy Binche przygotowują się do wielkiej publicznej zabawy przez sześć tygodni. Liczne stowarzyszenia karnawałowe ćwiczą muzyczne rytmy wybijane na werblach i bębnach oraz taneczny krok w sabotach stukających o bruk. To także czas miejskich bali kostiumowych.

Kulminacja karnawału, ściągająca mieszkańców i tłumy turystów, przypada na trzy ostatnie dni przed środą popielcową (w tym roku od 26 do 28 lutego). W niedzielę przez miasto przeciąga wielki kolorowy pochód, do którego stopniowo dołączają wszystkie karnawałowe grupy. Poniedziałek to dzień kolejnej parady (głównie młodzieży) z bitwą na konfetti i fajerwerkami. Apogeum zabawa osiąga we wtorek (Mardi Gras). Wtedy na ulice wylegają główni kostiumowi bohaterowie - Gille. Są ubrani w pasiaste czerwono-żółto-czarne bluzy wypchane słomą. Pod szyją mają koronkowe kołnierze. Koronki zdobią również mankiety rękawów i nogawek spodni (na kostium jednego Gilla zużywa się od 150 do 200 m koronki). W pasie dźwięczą im przyczepione dzwoneczki. Na głowie noszą coś w rodzaju czepka, na który wkładają 1,5-metrowy kapelusz z pióropuszami. Twarze przesłania woskowa maska z domalowanymi wąsami i zielonymi okularami. W rękach trzymają małe miotełki i koszyki z pomarańczami. Gillów na ulice Binche wylega zatrzęsienie, ale prawo do tego przebrania zastrzeżone jest tylko dla mieszkańców. Legenda mówi, że Gille mają wyobrażać Inków z południowoamerykańskich kolonii podbitych przez hiszpańskich konkwistadorów.

Inne popularne postacie to Wieśniacy w zaskakująco eleganckich strojach, wielobarwni Pierroci i Arlekiny. W ostatnim pochodzie we wtorkowe ostatki kostiumowi bohaterowie obrzucają tłum gapiów pomarańczami. Karnawałową zabawę kończy taneczny krąg Gillów na rynku i bajecznie kolorowe fajerwerki.

Karnawał w Binche szczegółowo opisuje także Wojciech Dudzik w książce "Karnawały w kulturze"

W sieci

http://www.unesco.org/culture/intangible-heritage/masterpiece.php

http://www.prefuro.gov.bo/oruro/carnaval

http://www.boliviacontact.com

http://www. carnavaldebarranquilla.org

http://www.carnavaldebinche.be