Barbara Kanold, dziennikarka

Serce zostało w Juracie. Czyżby na plaży? Otóż nie tylko, chociaż plaża na Półwyspie Helskim jest najpiękniejsza ze wszystkich, jakie znam (a znam ich sporo).
Można ją porównać tylko z kubańską Varadero czy plażą na Dominikanie, ale od strony Punta Cana. Do plaży w Juracie, jej rozległości, białego, drobnego piasku nie umywa się ani ta nad oceanem we francuskim La Baule, ani Grande Marina na włoskim Capri, nie wspominając o brudnych i zatłoczonych plażach w Ostii czy Lido.



Po raz pierwszy pojechałam do Juraty...

jako młoda dziewczyna w sezonie letnim. Najlepiej pamiętam potańcówki w starym Domu Zdrojowym i piosenkę "Chodź, pójdziemy pożegnać się z morzem".



Ciekawe jest tam to, że...

najprzyjemniej przyjeżdżać do tego magicznego miejsca wczesną wiosną, późną jesienią czy nawet zimą. Zeszłoroczny przedświąteczny tydzień Jurata przywitała w białym puchu, wśród ośnieżonych świerków i sosen, w iście zakopiańskiej scenerii. W ruch poszły kije do modnego także już nad Bałtykiem Nordic walking. Przemierzaliśmy z nimi ogromne leśne połacie, aż po sam Hel, albo w odwrotną stronę - do latarni morskiej w Jastarni. Przestrzeń, słońce i nieogarniona wzrokiem dal dawały poczucie szerokiego oddechu i... zwycięskiej walki z własną słabością czy zmęczeniem.

Jurata wiosną i jesienią to dla mnie przede wszystkim rowerowe wyprawy znakomicie urządzoną i utrzymaną ścieżką wzdłuż zatoki. Do zeszłego roku ruszaliśmy z Juraty leśnym duktem przez Jastarnię, zatrzymując się po najlepsze w świecie ciepłe bułeczki (trzeba mieć własną torbę na pieczywo i odliczone pieniądze!). Dalej wzdłuż rozwieszonych wszędzie sieci rybackich w Kuźnicy, gdzie w krómie (po kaszubsku sklep spożywczy) wypijamy energetyzujący sok z czarnych porzeczek i jedziemy do krzyża na skraju Chałup. Można tu chwilę wypocząć, zwiedzając Uroczysko Każa, pełne ptaków i rzadkich roślin. Potem skok do Władysławowa. Po drodze mijamy stada łabędzi i siwe czaple podrywające się co rusz do lotu. A na każdym pomoście mewy karnie ustawione w rządek.

Dla władz gmin helskich wielkie brawa, bo kilka tygodni temu rowerzyści dostali prezent w postaci przecinającej las ścieżki prowadzącej do Helu - można teraz przejechać cały półwysep bez stresu i obaw o potrącenie przez samochód.

A na Helu nie tylko plaża i rower, bo w samej Juracie jest co najmniej kilku ośrodków SPA, m.in. Neptun, Morskie Oko czy Klinika Zdrowia i Urody w hotelu Bryza.



Niebo w gębie poczułam...

we francuskiej Prowansji, w Moustiers Sainte Marie u Madame Mireille Servan w jej La Treille Muscate, czyli w muszkatelowej altanie. Jadłam wspaniały comber barani duszony w koprze ze smardzami i medalion cielęcy pieczony w migdałach. A na deser była zupa czosnkowa na zimno! Macza się w niej kawałeczki mandarynek, kiwi, liczi i mango. Czosnek nie zabija aromatu owoców, nadaje im zupełnie nowy smak. Ale też w "mojej" Juracie jadam bosko - nie znam lepszych kotletów schabowych z pyszną surówką z młodej kapusty, które od maja do października serwowane są w barze Obiady domowe, gdzie młoda Kaszubka zapewnia: - Już się dla was kotlety pieczą.



Moja noga nie postanie więcej w...

Tunezji. W maju było nie tylko zimno i deszczowo, ale przeraźliwie brudno. W Sousse brodziłam po kostki w ściekach kanalizacyjnych, które płynęły całą szerokością ulic!



Podróżuję zawsze...

w dobrym towarzystwie, dużo młodszym ode mnie, ale cieszy mnie, że dorównuję im kondycją w pływaniu, w marszach, a przede wszystkim na rowerze. Więc gdzie tylko mogę, zabieram moją sprawdzoną "damkę retro" ze zwykłą kierownicą, dobrymi oponami i sporym bagażnikiem.



Wkrótce będę w drodze...

na karnawał do Nicei, ale na odpoczynek po tanecznych szaleństwach na pewno pojadę do Juraty.