Podróże Marzeń: Brazylia

Pobudka ze wschodem słońca, potem płyniemy (gdzie, wie tylko kapitan), wychodzimy na brzeg (jeśli się da) i o 20 spać do hamaka
Po pięciodniowym spływie Rio Madeira tęsknie wyglądamy momentu zejścia z łodzi w Porto Flutuante w Manaus. Im bliżej portu, tym większy ruch: cumują duże statki, maleńkie dłubanki, luksusowe jachty i biedne łódeczki. Cumujemy i my, a po chwili stoimy na jednym z pomostów. Wokół kręcą się naganiacze hotelowi i organizatorzy wypraw do dżungli. Jeszcze pamiątkowe zdjęcia z kucharką i sąsiadem z hamaka, i taksówką jedziemy do centrum.

***

Obok słynnej Opery znajdujemy porządny i tani hotel (polecany przez przewodnik Pascala). Rozpakowanie, prysznic i w drogę. Chcemy pojechać do rezerwatu Jau, największego na świecie i drugiego co do wielkości w Ameryce Południowej. Niestety, agenci turystyczni twierdzą, że wstęp mają tam tylko naukowcy - postanowiono chronić plemiona Indian przed wpływem białych. Chcąc dotrzeć tam, gdzie nie jeżdżą turyści, decydujemy się na samodzielną wyprawę w górę rzeki. Dzięki uprzejmym i pomocnym urzędnikom i szefowi osady Novo Airao po pięciu godzinach dostajemy wymaganie pozwolenia. Wszyscy powtarzają, że w okolicach Jau bardzo rozmnożyły się jaguary...

Przez resztę popołudnia włóczymy się po Manaus, w okresie boomu kauczukowego nazywanego Paryżem Ameryki Południowej. Opera dziwnie wygląda na tle podniszczonego miasta. Jej kopuła lśni jak bombka w kolorach flagi brazylijskiej. Minęło zapotrzebowanie na kauczuk amazoński, minął dobrobyt, ale teraz dzięki ekoturystyce miasto znowu odżywa.

Obiad jemy w jednej z popularnych w Brazylii restauracji serwujących jedzenie na kilogramy (Comida a Kilo lub Restaurante a Kilo) - zapłacisz tyle, ile waży danie, dopłaca się tylko za picie. Polecany przez przechodniów bar oferował ryby, mięsa i owoce. Dokładkom nie było końca. Nie wiem, co jedliśmy, ale wszystko było pyszne.

Na orzeźwienie wpadliśmy do jednego z Casa dos Sucos - Domu Soków. Na tablicy wypisano kredą dostępne dzisiaj owoce - banan, papaja, mango, ananas, marakuja (reszta brzmi obco), na życzenie klienta miesza się je z wodą, mlekiem, alkoholem, lodami. Zdajemy się na barmana i każdy bierze coś innego. Wszystko smakuje wspaniale. Koktajle (z kilkunastu owoców) można doprawić sproszkowaną guaraną, uzyskaną z rośliny o właściwościach pobudzających (4 razy mocniejsza od kawy).

***

Następnego dnia o świcie ruszamy autobusem w sześciogodzinną drogę do Novo Airao, ostatniej osady w dżungli (200 km w linii prostej od Manaus). Przeprawa promowa na przedmieściach Manaus przedłuża się, stoimy w kolejce nad brudną tu Rio Negro. Rude błoto, chude psy, śmierdzące ścieki, wokół portu targ. Na palach na wodzie spora dzielnica mieszkaniowa. Między domami deski, mostki, pomosty, przycumowane dłubanki, przed chatami rybacy naprawiają sieci.

Początkowo droga jest asfaltowa, ostatnie dwie godziny jedziemy przez dżunglę. Gdzieniegdzie widać małe plantacje bananów, pastwiska, domki na palach, kościoły i kapliczki różnych wyznań. Po drodze zabieramy paru pasażerów. Cabocle (potomkowie Indian i białych), wchodząc do autobusu, zostawiają maczety na specjalnej półce przy kierowcy.

Novo Airao. Szerokie, asfaltowe ulice, murowane domy, solidny kościół, przychodnia i hotel. Przewodnicy się spóźniają, więc zajmuje się nami Pierre, Szwajcar mieszkający tu od lat, ożeniony z córką miejscowego notabla, tak jak i on bardzo oddanego lokalnej społeczności. Dzięki funduszom pozarządowym założył szkołę rękodzieła, gdzie młodzież uczy się nie tylko rzeźbienia figurek zwierząt amazońskich, malarstwa, ekonomii, podstaw biznesu, ale przede wszystkim poszanowania przyrody.

***

Schodzimy nad Rio Negro, aby zaokrętować się na łódź, jest już kapitan z pomocnikiem i kucharz. Przedtem kupujemy wodę i zrobimy zakupy - po drodze nie będzie sklepów. Wracamy obładowani zapasami - ryż, fasola, makaron, cebula, kawa.

Na brzegu rzeki wielki plac budowy. Pojawiają się botos, różowe delfiny słodkowodne, zwabione zapachem ryb wrzucanych do wody. Podpływają, zjadają z ręki rybki i odpływają. Wokół kręcą się ścierwojady. Brzydkie sępy są bezczelne, nie boją się ludzi, grzebią w śmieciach, korzystając ze swojej uprzywilejowanej pozycji - są pod ścisłą ochroną.

Ustalam z kucharzem menu - rano kawa, suchary, dżemy, na obiad gulasz z kury lub wołowiny z ryżem albo makaronem; na kolację to samo, co na śniadanie. Za lodówkę służą dwie styropianowe skrzynie z lodem. Jest malutka ubikacja, kuchenka gazowa z dwoma palnikami, za prysznic służy wiaderko przymocowane sznurem do rufy.

Wypływamy. Mijamy archipelag Anavilhanas (400 wysp). Wypatrujemy stację naukowo-badawczą IBAMA (Agencja Ochrony Środowiska Naturalnego) i próbujemy namówić jej pracowników, by pozwolili nam pochodzić po dżungli. Nic z tego - archipelag jest ścisłym rezerwatem, załoga chodzi z bronią u pasa.

Popływaliśmy pomiędzy wysepkami Anavilhanas, a o świcie dotarliśmy do kolejnego posterunku IBAMA nad Rio Carabinari, granicę Jau. Wpisujemy się do rejestrów, podpisujemy zobowiązanie o przestrzeganiu reguł zachowaniu się w parku. Na ma mowy o przedostaniu się do ścisłego rezerwatu - rzekę przegradza metalowa estakada, którą mogą przekraczać tylko naukowcy i rolnicy. Cumujemy i przesiadamy się na naszą łódkę, by popłynąć w głąb lasu tropikalnego. Ta część dżungli - igapo - jest stale pod wodą. "Drogi" w takim lesie tworzą igarapes i varezios - określeń na strumyki i dopływy, jest w języku tutejszej ludności bardzo dużo. Wydaje się nam, że kręcimy się w kółko po wodnych bezdrożach, ale przewodnicy nie potrzebują map ani busoli - śmieją się z naszych obaw. W brązowej, przezroczystej jak coca-cola (tak zresztą miejscowi nazywają Rio Negro) wodzie drzewa odbijają się jak w lustrze. Widzieliśmy wydry, leniwce, małpy, papugi, tukany, dużo różowych delfinów. Obserwację zwierząt utrudnia niezwykle gęsta, zbita masa drzew. Jednak właśnie ona robi największe wrażenie - niekończąca się dżungla, wkoło niewiarygodna masa wody. Chociaż rzeka płynie szybko, temperatura wody przekracza 25 st. C. Zakwaszona torfem, ma specyficzną florę i faunę i ponoć właściwości lecznicze - kucharz i kapitan pili tylko wodę z rzeki (na szczęście kwaśnej wody nie lubią komary). Także glina, do której ptaki zlatują się na żer, zawiera cenne dla zdrowia minerały. Kąpiel w Rio Negro kusi, ale piranie, węgorze elektryczne, płaszczki z trującymi kolcami, kajmany... Te wszystkie strachy przewodnicy zbywali pogardliwym wzruszeniem ramion. Ostrzegali nas tylko przed malutkimi sumami, które rozmnażają się w organizmach żywicieli. Na wszelki wypadek kąpaliśmy się tylko przy wodospadach.

Bać się należy panter. Gdy schodziliśmy na ląd, przewodnicy powtarzali, aby nie zostawać w tyle i nie rozdzielać się na małe grupy. Sami głośno pokrzykiwali i walili drągami w pnie drzew, by odstraszyć duże koty. Pantery, będąc pod ścisłą ochroną, bardzo się rozmnożyły i nauczyły, że najsmaczniejsze i najłatwiejsze do zdobycia dania krążą wokół osad ludzkich.

Kolejny punkt wyprawy - Velho Airao, osada zbieraczy i handlarzy kauczuku. Kamienne pałacyki wybudowano w 1880 r., a osada została opuszczona już w 1950 r. Liany pokryły mury, reszta rozpadła się w stertę ruin. Na miejscu został potomek jednego z mieszkańców, który dba o cmentarzyk i kapliczkę. Do najbliższej osady - Novo Airao - ma trzy dni łodzią. W Velho Airao są petroglify (ryty naskalne) widoczne tylko wtedy, gdy woda jest na najniższym poziomie. Naliczyłam ich ok. 15, wielkości do 30 cm. Naukowcy wiedzą o nich tylko tyle, że mają co najmniej 800 lat.

***

W drodze powrotnej odwiedzamy rodzinę jednego z naszych przewodników w domu na palach, z pięknym widokiem na rzekę. W drewnianej skrzyni leży boa złapany w ogródku warzywnym - czeka na wywiezienie w dalsze okolice. Nim wyjdziemy w głąb dżungli, by zobaczyć groty Matabe, ponownie słyszymy: uwaga na pantery - w nocy podeszły blisko domu. Po drodze przewodnik pokazuje nam różne rośliny - większość z nich używana jest w lecznictwie, do ozdabiania ciała, do jedzenia. Pijemy wodę z przeciętych lian, smarujemy się na czerwono sokiem z owoców drzewa urucum (rośnie tylko tutaj, dochodzi do wysokości 10 m; z czerwonych nasionek jego owoców robi się proszek używany od tysięcy lat do malowania ciała; chroni też przed słońcem i owadami). Podszycie dżungli jest cieniste, zielono robi się w wyższych partiach lasu. Potężne fikusy-dusiciele oplatają inne drzewa swoimi konarami i zaduszają. Duże wrażenie robią palmy o pniach gęsto pokrytych długimi, ostrymi kolcami (rany goją się długo!). W półcieniu pięknie wyglądają olbrzymie motyle Morpho z błyszczącymi, metalicznoniebieskimi skrzydłami. Latają powoli, od czasu do czasu migocąc, gdy dostaną się w strumień światła. Groty Matabe to kilka skał tworzących jaskinie zamieszkane przez nietoperze, pająki i inne owady (brrr!).

Co wieczór byliśmy świadkami widowiska "Światło i dźwięk w lasach deszczowych". Nie wiadomo skąd nagle pojawiały się olbrzymie cumulusy i zaczynała się ulewa. Kapitan szybko dobijał do najbliższego brzegu, gdzie czekaliśmy na koniec popisów natury. Wszystko wokół robiło się szaro-brązowe, słychać było tylko dudnienie grzmotów, niebo rozświetlały błyskawice. Po godzinie było już po wszystkim i zaczynało się wielkie parowanie.

Czas na stateczku płynął powoli, a my żyliśmy w zgodzie z naturą. Pobudka o 6 ze wschodem słońca, potem płyniemy (gdzie, wie tylko kapitan), wychodzimy na brzeg (jeśli się da), i o 20 spać do hamaka. Najdłużej zostawał pomocnik kapitana, który przed snem czytał Biblię.

Wracamy w stronę Novo Airao. Ostatnią noc spędzamy zacumowani przy plaży z białym piaskiem, kontrastującym z rudą, przezroczystą wodą Rio Negro.



W sieci

http://www.amazonastravel.com.br

http://www.viverde.com.br/hoteis_de_selva.html

http://www.turismo.gov.br/site/en/cidades/materia.php?produtos=211&id_cidade=3099&regioes=207&estados=330

http://portalamazonia.globo.com

http://www.brazilonboard.com.br/mao/9438.asp

http://www.amazonastur-en.am.gov.br

http://www.madada.hpg.ig.com.br



Hulaj dusza

Bilet lotniczy Warszawa-Sao Paulo - ok. 800 dol., plus opłaty; Sao Paulo-Manaus - ok. 500 dol., najlepiej kupić brazylijski airpass na określoną ilość lotów krajowych, np. 4 przeloty - ok. 400 dol.

Pogoda - pora deszczowa grudzień-maj, sucha czerwiec- listopad (leje wieczorem); wysoka woda - maj-lipiec, niska - październik-grudzień. Średnia temperatura roczna 34 st. C, wilgotność 80 proc.

Zapakuj

Nakrycie głowy, koszulę z długim rękawem, długie spodnie, zakryte buty, poncho przeciwdeszczowe, środki przeciw komarom i biegunce, krem z mocnym filtrem, lornetkę, hamak (o ile nie zapewnia go przewodnik).

Ceny

W jungle-lodges (ekologiczne pensjonaty w dżungli) - doba od 70 dol. od osoby, cena zależy od odległości od Manaus, długości pobytu, wyposażenia itp. W Manaus jest dużo biur organizujących wycieczki do dżungli (pośredników, którzy kręcą się wszędzie, nie należy się bać, ale trzeba porównać kilka ofert), zawierają m. in.: opiekę licencjonowanego przewodnika, wyżywienie, spacery po dżungli, wypatrywanie zwierząt, łowienie piranii, nocne polowanie na kajmany, pływanie łódką po igarapes (lasach zalanych wodą).

Bezpieczeństwo

W mieście nie należy prowokować drogim sprzętem, nie wyróżniać się z tłumu, nie kręcić się po zaułkach ani w dzień, ani po zmroku. Miejscowi są bardzo przyjaźni, starają się pomóc, nawet nieproszeni, ale wszędzie zdarzają się wyjątki od reguły.