Bratysława na winnym szlaku

Małe Karpaty na dwa dni otworzyły właśnie swoje przepastne piwnice - cały region wraz z Bratysławą żyje winem






Podłoga drży i czasem czuję się trochę nieswojo, za to widok mam wspaniały: na wprost katedra św. Marcina ze złotą koroną na poduszce ulokowaną na czubku wieży, dalej potężny zamek (przypomina postawiony do góry nogami stół), tuż obok współczesna siedziba parlamentu, no i Dunaj z nowiutkim mostem Apollo podobnym do łuku (tyle że od "cięciwy" biegną w górę liny). Nawet socjalistyczne osiedle-moloch Petržalka (czyli Pietruszka, były tu pola i ogrody) z wysokości 85 m wygląda interesująco. Spędzamy bowiem wieczór w UFO, snobistycznej restauracji-spodku, świeżo po remoncie, ulokowanej na trzech połączonych w górze pylonach mostu SNP (Słowackiego Powstania Narodowego). Ściany spodka są szklane i miasto można oglądać nawet z toalety.

***

Jest pierwsza połowa listopada i Bratysława wydaje się nieco senna. Na rynku Hlavne' Na'mestie trwają przygotowania do dorocznego bożonarodzeniowego jarmarku, który rozłoży się tu od 23 listopada do 23 grudnia. Do rynku przylega śliczny renesansowy dziedziniec dawnego ratusza. Wcześniej katedra, dziś Muzeum Miejskie i Muzeum Tradycji Winiarskich - jak to często w Bratysławie: dół gmachu gotycki, góra barokowa. Obydwa te miejsca od rana do nocy wypełni piknikowy tłum. Obsiądzie nawet najstarszą w mieście Fontannę Rycerza Rolanda (1572 r.), na co dzień ulubione miejsce spotkań młodzieży. Można będzie krążyć od straganu do straganu, popijając gorzką ziołową, słodkie grzane wino i miód, pogryzając pyszne lokše - cienkie kartoflane placki przypominające naleśniki, nadziewane wątróbką, kapustą bądź makiem. Stragany będą sprzedawać wyłącznie słowackie rzemiosło: ceramikę z Modrej, szopki i lalki z kukurydzianych liści, haftowane serwety... - Na miesiąc Hlavne' Na'mestie stanie się ulubionym miejscem spotkań mieszkańców i licznych przybyszy - mówi nasza polska przewodniczka Beata Wojnarowska, która mieszka w Bratysławie od 20 lat. - Hucznie zapowiada się też sylwester - pięć scen pod gołym niebem.

***

No, ale do jarmarku jeszcze tydzień. Tymczasem ruszamy na przejażdżkę stylizowanym na staroświecki czerwonym tramwajem na kółkach (jest trochę zimno, a tramwaj wygodny, wyściełany aksamitem; jeździ od marca do połowy listopada, pół godz. 6 euro, zniżki dla grup). Start z głównego i arcydługiego placu Hviezdoslava. Na jednym jego końcu piękny gmach Teatru Narodowego (XIX w., styl wiedeński), u wejścia fontanna z Ganimedesem porywanym do nieba przez orła - Zeusa. Tuż obok secesyjna Reduta w żółtym kolorze, dziś siedziba Filharmonii Słowackiej i największego w mieście kasyna. Wkrótce powstanie w pobliżu - jak co roku - miejskie lodowisko.

Na środku placu bruk zamienia się w olbrzymią szachownicę - to pomnik urodzonego w Bratysławie w 1734 r. barona Wolfganga von Kempelena, który ok. 1770 r. wynalazł automat do szachów, "mechanicznego Turka". Za nim ciągnie się fontanna z bardzo długim korytem, nad którym przerzucono nawet mostek - to na pamiątkę Dunaju; kiedyś płynął tuż obok, teraz dzieli nas od rzeki kilkaset metrów. A długi plac wziął się stąd, że biegły tędy mury miejskie. Zaczęto je burzyć w 1775 r. na rozkaz cesarzowej Marii Teresy (to za jej panowania Bratysława przeżywała okres prosperity i bardzo się rozrosła, mieszkańcy wciąż darzą ją wdzięczną pamięcią). Nasz tramwaj rusza spod szklanej niby-studni, która głęboko pod poziomem gruntu kryje resztki murów i baszty. A po Bramie Rybarskiej, którą rybacy dostarczali swój towar na targ (sięgało tu ramię Dunaju), pozostała tylko tabliczka w chodniku u wejścia na stare miasto.

Drugi koniec placu Hviezdoslava wieńczy "morowy słup" z 1713 r., na znak końca epidemii cholery, która pochłonęła 3860 ofiar. Po dzielnicy żydowskiej, która znajdowała się właśnie tu, nie ma ani śladu, prócz rysunku synagogi na marmurowym pomniku-ścianie - wszystko zburzono w latach 60., budując most SNP.

Tramwaj przemierza brukowane bądź wykładane kamiennymi płytami ulice (większość zamknięta dla samochodów). Przy nich odnowione fasady kamienic i pałaców, piękne portale i bramy, liczne pasaże z głębokimi podwórkami.

Najwięcej ciekawych budowli stoi - nomen omen - przy ul. Pańskiej. A więc barokowe pałace Keglewiczów i Esterhazych, pałac możnej rodziny Palffy (dziś galeria miejska) z XV w. ale z klasycystyczna fasadą, secesyjna apteka - Lekarna u Salvatora z 1904 r., z szyldem po słowacku, węgiersku i niemiecku (w dawnym Pressburgu, jak zwano Bratysławę, na początku XX w. Słowacy stanowili zaledwie 15 proc. obywateli, ich sąsiadami byli Niemcy, Żydzi, Węgrzy, powszechnie używało się kilku języków). Dalej brukowana kostką śliczna - choć trochę zapyziała - ulica Kapitulska, jedna z najstarszych w mieście, przy której zachowało się sporo renesansowych siedzib z gotyckimi portalami, a która kończy się przy gotyckiej katedrze św. Marcina (XIV/XV w.). Koronowano tu 11 królów (w tym Marię Teresę) oraz osiem królewskich małżonek. Te koronacje od trzech lat odgrywane są - w historycznym porządku - na początku września, rzecz jasna w kostiumach i z należnym ceremoniałem. W tym roku koronowano Rudolfa II, za rok Macieja II. Ostatnie widowisko zgromadziło 100 tys. osób.

Przy ul. Venturskiej, która wraz z Michalską tworzy Korzo - najsłynniejszy deptak - mijamy najstarszy w mieście uniwersytet, Academia Istropolitana, założony przez Macieja Korwina w 1465 r. (dziś wyższa szkoła muzyczna). Niemal vis-a-vis kolejny pałac Palffich, jeden z najpiękniejszych w Bratysławie, siedziba ambasady Austrii. Tu w 1762 r. koncertował sześcioletni Mozart, co upamiętnia tablica.

Z trzech bram miejskich zachowała się jedna - św. Michała, gotycko-barokowa, z ozdobnym kartuszem ku czci Marii Teresy. W bruk wpasowano mosiężny okrąg z nazwami miast (w linii prostej stąd do Warszawy 530 km, a do Rzymu 783). Docieramy tu ulicą Basztową, wąską (tramwaj ledwo się mieści!) i odludną. Przesądni mieszkańcy boją się w nią zapuszczać - tu mieszkał kat, u wejścia do jego domu wisiał na sznurku miecz, jeśli zadrżał, mijający go przechodzień miał umrzeć w ciągu roku. Chętnie za to odwiedzają bistro Czekolada pod Michalskou, tuż za rogiem, które słynie z najlepszej w mieście czekolady i kawy.

Przemierzamy teraz długą ulicę Palisady, by zakończyć przejażdżkę u stóp zamku z czasów Zygmunta Luksemburczyka (nieustająco rekonstruowany, siedziba licznych muzeów). Stoi na wzgórzu nad Dunajem, które było zamieszkane już 5 tys. lat p.n.e., znaleziono tu ślady Celtów, Rzymian i Słowian.

Wracamy na starówkę. Schoener Na'ci zaprasza do Kaffe Mayer przy Hlavne' Na'mestie (działa od 1862 r., specjalność - ciastka, m.in. kasztanowe). Podobno chodził Na'ci we fraku i w białym cylindrze, i niemal przez 40 lat w pierwszej połowie minionego wieku codziennie pił kawę u Mayera. Jego pomnik naturalnej wielkości dołączył do długiej listy zabawnych, spiżowych postaci, na które natykamy się w wielu miejscach. Jest wśród nich Napoleon (opiera się o ławkę), paparazzi (olbrzymi aparat wystaje zza rogu knajpki Paparazzi właśnie), biznesmen (spieszy pasażem, sprawdzając, która godzina), dziewczyna lekkich obyczajów (pod latarnią) i - najsłynniejszy, pupil miasta - Cumil, czyli Podglądacz, czyli Norek - w kombinezonie i kasku wychyla się ze studzienki kanalizacyjnej. Jakiś czas temu poturbował go samochód - przy włazie pojawił się więc znak drogowy: "Man at work!".

***

Region Małych Karpat, w którym leży Bratysława, stawia dziś na wino i gastronomię. - To nasze mocne atuty. Właśnie stąd pochodzi 2/3 słowackiego wina - zapewnia Igor Kuhn z magistratu. - Nasza stolica to zazwyczaj punkt tranzytowy, do Wiednia mamy 65 km, do Budapesztu 190. A przecież miasto ma wielkie tradycje. Chcemy zatrzymać gości na dłużej, choćby na winnym szlaku. Winorośl uprawia się tu już od czasów rzymskich, niedaleko biegła naddunajska granica imperium - Limes Romanus.

Winiarska tradycja, która na dziesięciolecia "zeszła do podziemia", znów się odradza. Czego wyrazem jest choćby świętowanie Beaujolais Nouveau (w tym roku od 11 do 13 listopada). Ale okolice Bratysławy to przede wszystkim Małokarpacki Szlak Wina. Znalazły się na nim 63 miejsca, które można zwiedzać podczas trwających właśnie Dni Otwartych Piwnic (18-19 listopada). Przy okazji gospodarze uraczą nas winiarskimi pogadankami: co z czym i jak. Niestety karnet trzeba rezerwować znacznie wcześniej, ale można się też umówić kiedy indziej, wystarczy telefon...

***

Veltlin Zeleny, Tramin Cerveny, Frankovka Modra (Frankovka zawsze musi być na stole - mawiała podobno cesarzowa Maria Teresa) - popijając je, o wiele przyjemniej zwiedza się region Małych Karpat. Wszędzie towarzyszą nam figurki św. Urbana, patrona winiarzy. No i charakterystyczny znak winnego szlaku: góry, grono i kieliszek.

Szlak wiedzie z Bratysławy do Trnavy. Wokół łagodne pagórki - najwyższe wzniesienie Małych Karpat liczy 536 m, najniższe 126. A wino robią tu od siódmego wieku p.n.e. Wiekowe piwnice ma niemal każdy dom, powoli przywraca się je do życia.

Jedne z najwspanialszych piwnic, jakie widziałam, znajdują się pod zamkiem Czerwony Kamień (XIII w.), 30 km od Bratysławy: wysokie na 9 m, szerokie na 7, długie na ok. 80, ciągną się w dodatku na dwóch poziomach (na razie pokazuje się tylko jedną trzecią podziemi). Kupiecka rodzina Fuggerów (polski Fukier!) budowała je 21 lat, potem przeszły w ręce węgierskiego rodu Palffich. Sam zamek był ostatnio niedostępny dla zwiedzających - akurat kręcono superprodukcję z udziałem Bena Kingsleya. Ale z poprzedniej wizyty doskonale pamiętam przestronne komnaty, które kryją ponoć największą na Słowacji kolekcję mebli z różnych epok, jak też mnóstwo pięknych kominków i pieców kaflowych, obrazy i militaria.

Dwa kroki stąd (a dokładniej - dwa kilometry) leży wieś Easta, niegdysiejsze podgrodzie Czerwonego Kamienia. Długa i kręta wieś ma charakterystyczną dla tych okolic zabudowę: kilkusetletnie przysadziste domki z drewnianymi bramami i spiczastymi dachami krytymi dachówką ciągną się nieprzerwanie po obydwu stronach drogi. Proste (a nawet niepozorne) parterowe fasady kryją głębokie podwórka, obszerne "ciągi dalsze", no i piwnice. Całe pokolenia ich właścicieli zajmowały się przecież uprawą winorośli i wyrobem wina, więc domy były zarazem tłoczniami trunku. Na szczęście posesje odzyskują dawny blask (nowych budynków raczej się nie widzi). Tak jak dom Fuggerów z 1540 r. na ostrym zakręcie w samym środku Easty. Renesansową, prostokątną budowlę z małymi oknami poznamy po połówkach beczek i innych "insygniów" winiarskich przyczepionych do kamiennego muru. Zbudowane przez włoskich mistrzów imponujące półkoliste piwnice (długie na 50 m, wysokie na 7) kryją Vinotekę - skład win połączony z salami do degustacji (konieczna rezerwacja, tel./faks 033 649 91 02).

***

Podobnie jest w nieodległym miasteczku Modra, które w herbie ma winną latorośl. Słynie co prawda przede wszystkim z manufaktury wytwarzającej od stu lat malowaną ceramikę (dzbany, misy, flaszki na wino, a nawet piece kaflowe), ale i piwnic tu nie brakuje. Główną, szeroką ulicę, miejscami zamienioną w deptak, otaczają po obu stronach domy o renesansowej proweniencji (jest też pomnik i muzeum Ludovita Stura, który skodyfikował język słowacki). Za dość ponurą (jeszcze nieodnowioną) bramą i fasadą kamienno-ceglane izby łączą się z niezliczonymi dziedzińcami - w sumie 27 pomieszczeń! Piwnica Hacay może przyjąć na raz trzystu gości. U wejścia data: 1592. W środku beczki, drewniane prasy do wyciskania moszczu, rzeźbione starodawne ławy, no i niezliczone butelki. Aż nie chce się stąd wychodzić...

***

Ale czeka na nas wyglądający niczym z bajki Smolenický Zamek koło Smolenic, również bastion wina. Już w XV w. istniała tu ważna forteca rodziny Palffy, ale obecny gmach pochodzi z początków XX w. Od czasów powojennych to siedziba Słowackiej Akademii Nauk, miejsce zjazdów i kongresów (parę komnat można zwiedzać). Ale baszta, dawna kaplica zamkowa i piwnice pod nią od dziesięciu lat stanowią królestwo firmy Vintour, która zajmuje się winną turystyką (degustacje i wycieczki po regionie). W wysokiej neogotyckiej kaplicy (wąskie okienka z witrażami, u sufitu drewniany balkonik) półki wypełniają butelki i ceramika z Modrej. Cztery razy w roku Ivan Dudo, szef Vintouru, zaprasza na winne imprezy, oczywiście także podczas Dni Otwartych Piwnic (winem zajmuje się od 15. roku życia i jest niezrównanym gawędziarzem). - Oczywiście w naszym klimacie trudno osiągnąć taką jakość jak we Francji, Włoszech, czy w Hiszpanii, więc nastawiamy się głównie na wina białe - mówi Ivan i częstuje wybornym i słodkim Veltlinem lodowym (grona zbiera się po przymrozkach).

Wynajmuje też i drugą piwnicę (dawny skład węgla, a wcześniej więzienie) tuż koło ratusza w pobliskim Świętym Jurze (czyli Jerzym). Pięciotysięczne miasteczko u podnóża Małych Karpat to najmniejsze z czterech miast królewskich w województwie bratysławskim (są tu ruiny zamku, resztki murów obronnych i gotycki kościół św. Jerzego).

W niedalekim Pezinoku, dawnym królewskim mieście, które słynie z licznych kościołów turyści mogą też zwiedzać (w grupach) nowiutką fabrykę prawdziwego winnego potentata Petera Matyšáka. Można tu degustować nie tylko wina, ale także nalewki i dżemy. Matyšák jest też właścicielem Vinum Galeria Bożen - restauracji na Starówce połączonej z winiarnią. Wyborny smak likieru orzechowego zapamiętam na długo.

PS Małokarpacki Szlak Wina łączy się z kulinarnym - popisowe dania to pieczone gęsi i kaczki. Ale to już całkiem inna historia.



W łaźni i na rowerze

•  Po 15 latach przerwy od września ruszyła kolejka linowa z Železnej studnieky (nazwa od występujących tu wód zdrojowych z zawartością żelaza) na wzgórze Kamzik (ok. 438 m) w dzielnicy Koliba. Znajduje się w środku wielkiego parku (3100 ha) na lewym brzegu Dunaju, kwadrans od centrum, którego dwie trzecie zajmuje las pełen buków i dębów. Są tu cztery jeziora, place zabaw, tor saneczkowy, dużo miejsc piknikowych, ścieżek i tras rowerowych. Można zjeść obiad w restauracji Veža (http://www.veza.sk) na 68. metrze wieży telewizyjnej (200 m) z panoramą Bratysławy.

•  Od lata w dzielnicy Petržalka działa wielki kompleks handlowo-usługowo-rozrywkowy Aulandia (http://www.aulandia.sk), z centrum wodnym Aupark, który reklamuje się jako "Aqua & Spa Paradise". Zażyjemy w nim m.in. kąpieli na wzór rzymskich.

Blisko i tanio

Bratysława (prawa miejskie od 1291 r.) reklamuje się jako "Małe wielkie miasto" (ok. 450 tys. mieszkańców) i jedna z najmłodszych stolic świata (od 1993 r.).

•  Samolotem z Warszawy - ok. 50 min., np. tanimi liniami Sky Europe (http://www.skyeurope.com ). Z lotniska do centrum ok. 10 km.

•  Nocleg - od 350 koron, 8 tys. miejsc noclegowych: http://www.travelguide.sk, http://www.hotelsearch.sk, http://www.ubytujsa.sk

•  Główne dania w UFO - ok. 500 koron; szklaneczka grzanego wina/miodu na straganie - 25 koron; piwo w pubie - ok. 25; kanapka, espresso - po 30;

1 euro = ok. 38,7 korony

Ochutnávka s predajom

•  Karnet na Dni Otwartych Piwnic - 800 koron, w tym ochutnávka (degustacja) i zakupy pół na pół

•  Dom Fuggerów - ochutnávka 200 koron od osoby: 6 rodzajów win i zimne przekąski

•  Vintour - degustacja 30 koron: jeden gatunek wina, 350 koron: 10 gatunków wina i przekąski

•  Butelka wina z piwnicy - od kilkudziesięciu do 1 tys. koron

W sieci

http://www.mvc.sk, http://www.moska.sk - Małokarpacki Szlak Wina

http://www.gtexpres.sk - wycieczki po Bratysławie, winny szlak i inne (po polsku)

http://www.snm.sk - Zamek Czerwony Kamień

http://www.majolika.sk - wytwórnia ceramiki Modra

http://www.smolenice.chrvala.sk - Smolenický zamek

http://www.vintour.sk - Vintour

http://www.vinomatysak.sk - wino Matyšák

http://www.jmvinar.sk - dom Fuggerów

http://www.u-f-o.sk - restauracja UFO

http://www.cyklotrasy.sk - ścieżki rowerowe

Informacja turystyczna

<b>W Bratysławie</b>, tel. 421 254 433 715, e-mail: bkis@bkis.sk

http://www.bratislava-info.sk, http://www.bkis.sk

<b>Narodowe Centrum Turystyki Słowackiej w Polsce</b>, Krakowskie Przedmieście 13/17, Warszawa, tel./faks: 0048/22/827 00 09, e-mail: sacr@poczta.onet.pl

http://www.slovakiatourism.sk