Wędrówki po Białorusi: w sercu bagien

Przewodnik szedł bez wahania, śmiejąc się z naszych niewyraźnych min. Wskoczył do wody, a my za nim...




Wyprawa na bagno Jelnia była częścią naszej trzytygodniowej podróży po północno-zachodniej Białorusi (przedwojenne województwo wileńskie). Wędrówkę rozpoczęliśmy w Budach. Tak jak większość wsi na tym terenie wyglądała jak żywy skansen - wszystkie domy z potężnych drewnianych bali, uszczelnionych mchem.

Jeden z mieszkańców zgodził się poprowadzić nas nad jezioro Jelnia, w samo serce bagien, ok. 10 km w jedną stronę. Wyruszyliśmy w południe, my w kaloszach do kolan, nasz przewodnik do pół łydki. Wywnioskowaliśmy, że nie będzie zbyt grząsko. Bardzo się myliliśmy!

Rezerwat, który powstał tu w 1961 r., ma 25 tys. hektarów! To jedno z największych torfowisk wysokich w Europie, wpisane na międzynarodową listę IBA (Important Bird Area). Jest tu ponad 30 jezior ukrytych wśród rozciągających się po horyzont mszarów - największe jest jezioro Jelnia. Środkowa część bagna jest o kilkanaście metrów wyższa niż jego obrzeża. Torfowiska wysokie zwykle mają kształt kopulasty, ale tak duże różnice wysokości są ewenementem.

***

Błotnista droga prowadziła przez rozległe pastwiska. Dzień był słoneczny i ciepły, pierwszy taki od tygodnia. Olbrzymia, otwarta przestrzeń kończyła się przy tzw. okrajku, który zawsze otacza mszar. To pas silnie podmokłego terenu porośniętego mrocznym, bagiennym lasem. Tutaj spływają wody z kopuły torfowiska. Zagłębiliśmy się w ten las nie bez obaw - chaszcze, badyle, śladu drogi. Przewodnik szedł jednak bez wahania, śmiejąc się z naszych niewyraźnych min. Podążaliśmy więc za nim, potykając się o korzenie, pokonując zwalone drzewa, rozgarniając gałęzie, opędzając się od komarów. Muchy pchały się do oczu, nosa, ust. Grunt był coraz bardziej grząski, zapadaliśmy się coraz głębiej. Las podszyty paprociami, krzakami malin i jeżyn. Potężne stare drzewa, wiele z nich uschniętych. To ofiary olbrzymiego pożaru, który przeszedł tędy w 1999 r. Lato było gorące, spaliło się ponad 500 ha lasu i olbrzymie połacie torfowisk. Byliśmy podrapani, spoceni, a nasz przewodnik co chwila wylewał wodę z kaloszy. Pokazywał nam odciśnięte w błotnistej ziemi ślady łosi, wilków, lisów, dzików. Miał na sobie tylko cienką koszulę, niezwykle zwinny, szedł tak szybko, że ledwie za nim nadążaliśmy. Przeskakiwał przez zwalone drzewa, my, obciążeni plecakami i aparatami fotograficznymi, gramoliliśmy się ślamazarnie.

Potem las się przerzedził i zniknęło czarne błoto. Pojawiły się mchy, zielone i gładkie niczym najstaranniej wypielęgnowany trawnik. Na nim sosenki i brzozy sięgające nam do pasa i ramion - rzadkie karłowate odmiany. To właśnie był mszar. Widok wspaniały. Było tu trochę bardziej sucho, rosły jagody, borówki i żurawiny. Garściami wsypywaliśmy je do ust - były pyszne, bardzo słodkie, tylko żurawiny jeszcze trochę niedojrzałe. Miejscowi zbierali je od zawsze, ale po pożarze, który zniszczył poszycie, owoców jest znacznie mniej i ludzie rzadko tu przychodzą. Ścieżki pozarastały, spaliły się gałęzie i bale, które w najtrudniejszych miejscach tworzyły rodzaj kładek. Dlatego tak ciężko iść. A przed nami długa droga. Przewodnik wskazuje na horyzoncie dwie wyspy wśród mszarów porośnięte wysokopiennym lasem, śródbagienne skrawki gruntu zwane Wyspami Jelneńskimi. Pomiędzy nimi jest jezioro Jelnia.

W powietrzu unosił się niezwykły zapach. To pachniał bahonnik, czyli bagno zwyczajne. Najbardziej odurzającą woń wydziela w czerwcu, kiedy kwitnie, ale i teraz powietrze przesiąknięte było eterycznym aromatem. Podobno mszary raz w miesiącu zmieniają barwę. Rosnące tu rośliny kwitną kolejno, a kolor ich kwiatów zabarwia cały teren. Teraz jest czas wrzosów, właśnie zaczęły kwitnąć. Również mchy zmieniają kolor, od biało-szarego, poprzez wszystkie odcienie żółci i zieleni, do intensywnego koralu, brązu i czerwieni.

Przejście kobierca mchów zajęło nam kilka godzin. Do pierwszej wyspy doszliśmy późnym popołudniem. Stał tu do połowy zagłębiony w ziemi szałas myśliwych (służy im nawet zimą).

Potem było jezioro Czarne - niezwykłe, gładkie jak szyba. Niepokojąca cisza, ani śladu wiatru, nie słychać ptaków. Mszar grubym kożuchem zachodził na taflę jeziora. Przewodnik wyszukał twardy grunt i wskoczył do wody. My, niewiele myśląc, za nim. Była lodowata i mętna. Jezioro Czarne połączone jest z Jelnią krótkim przesmykiem. Postanowiliśmy jednak wracać, zrobiło się późno.

W drodze powrotnej zniknęły nikłe ślady, którymi kierował się nasz przewodnik. Kiedy zaszło słońce, wszystko zmieniło swój wygląd. Sceneria jak z ekspresjonistycznego filmu o Drakuli: oświetlone księżycem spalone drzewa i bagno kołyszące się pod nami jak materac. Trochę strasznie. Wokół szumy, szelesty, coś przemyka, chrzęści. Staraliśmy się stąpać po kępach traw, bo mchy zapadały się coraz bardziej. Nie było to łatwe, ledwo widzieliśmy swoje buty. Długie kije też niewiele pomagały. Brodząc w grzęzawisku, co chwila zapadaliśmy się powyżej kolan. Na twardy grunt wyszliśmy po północy. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak się cieszyłam.

Następnego dnia, mogąc tylko leżeć, czytaliśmy przedwojenne wspomnienia Franciszka Wysłoucha z wyprawy nad Jelnię: "Brzeg był całkowicie pokryty żmijami. Po prostu i dosłownie żmija przy żmii, jak rozsypane zapałki. Nie obawiały się mnie, tylko podniosły łebki i syczały ostrzegawczo. Jasna sprawa, że usłuchałem ostrzeżenia" (cytat za: Grzegorz Rąkowski: "Smak Kresów. Wśród mszarów i jezior wileńszczyzny").

Co za ulga, że przynajmniej to nas ominęło!





Torfowisko wysokie



Tworzy się w środowisku bezodpływowym, zazwyczaj na terenie polodowcowym. Na nieprzepuszczalnym i bardzo ubogim w składniki mineralne podłożu, zasilanym głównie przez wody opadowe, rosną mchy torfowce o budowie przypominającej gąbkę. Obumierając w dolnych fragmentach, stale rosną ku górze, zatrzymując ogromne ilości wody. Z czasem stają się podłożem dla innych roślin: płożącej się żurawiny, brusznicy, czarnej borówki, bagna zwyczajnego czy owadożernej rosiczki okrągłolistnej, a także karłowatej sosny i brzozy. Torfowisko wysokie może wyrastać nawet do 5 m ponad dno niecki. W Polsce są nad Biebrzą, w Sudetach, na Podhalu i na terenach nadmorskich.



Jelnia w sieci



http://www.bagna.pl