Warszawa: Łazienki o piątej rano
01.05.2007
, aktualizacja: 13.08.2009 09:45
Park piękny, wiadomo, ale lepiej nie przychodzić tu w słoneczną niedzielę. Wszyscy wiedzą, że jest czynny do zmroku, ale nie wszyscy, że od świtu
Ciężko wstać o czwartej. Idziemy pustymi ulicami. Cicho. Warszawa dziwnie wygląda o tej porze. Brama Łazienek otwarta, co stwierdziłam z ulgą, bo trochę nie dowierzałam. Nikogo, tylko my i park. Świta. Białe rozproszone światło, słońca jeszcze nie widać, na niebie biało-różowe chmurki.
***
O piątej siedzimy w XVIII-wiecznym Teatrze na Wyspie zaprojektowanym przez Jana Chrystiana Kamstezera na wzór Herculanum zasypanego przez popioły Wezuwiusza. Na scenie strzaskane kolumny, fragmenty architrawów, kamienne rzeźby bez głów. Pijemy kawę z termosu. Wschodzi słońce, obok widać księżyc. Baśniowo. Wokół nas pawie. Siedzą na półkolistej widowni, niczym publiczność, nonszalancko wylegują się pomiędzy posągami poetów, chodzą po drewnianej scenie, wskakują na korynckie kolumny z piaskowca. Traktują teatr jak własną grzędę. Architektura, którą zawładnęły zwierzęta (przypominają mi się filmy o miastach pochłoniętych przez dżunglę). Kilka pawi dostrzegamy na drzewach - doskonale maskują się wśród ciemnej zieleni liści. Razem ponad dwadzieścia sztuk. To przede wszystkim dla nich zerwaliśmy się tak wcześnie. W dzień chodząc po ziemi, szukają nasion, pędów młodych roślin i owadów. Noc spędzają wysoko na drzewach, zazwyczaj na tych samych starych dębach i akacjach, które rosną wokół amfiteatru.
Niezwykle wygląda lecący paw. W powietrzu niezgrabny, duży i ciężki z trudem unosi długi mieniący się tren (dorosły samiec ma ponad dwa metry długości, z czego półtora przypada na pióra). Pawie należą do rodziny bażantowatych. Ich ojczyzną są Indie Wschodnie i Cejlon, gdzie żyją w tropikalnych lasach, trzymając się blisko wody w grupach złożonych z poligamicznego samca i kilku strzeżonych przez niego zazdrośnie samic. Do Europy przywieziono je już w czasach starożytnej Grecji. Łatwo przystosowały się do życia u boku ludzi. Cenione były jako ptaki ozdobne, choć hodowano je też ze względu na znakomite i delikatne mięso. Dziś mieszkają w parkach na całym świecie.
Głowa koguta z efektownym czubem jest lśniąca, niebiesko-zielona, tak samo jak szyja i pierś. Pokrywy skrzydeł jasnoszare z poprzecznymi, czarnymi prążkami. No i tren, wspaniały, błyszczący zielenią, miedzią i purpurą, zakończony "pawimi okami". Długie, ozdobne pióra wyrastają samcom dopiero w trzecim roku życia. Kury dla odmiany są skromne: znacznie mniejsze, mają maskujące upierzenie, które pomaga im ukryć się podczas samotnego wysiadywania jajek. Szarobrunatne, z lekkim zielonym połyskiem na szyi, spód ciała mają prawie biały. Kolory pawi zmieniają się w zależności od pory dnia. Szyje samców o zmroku wydają się morskie, teraz o świcie są raczej turkusowe.
Rozpoczyna się poranny popis. Samiec rozłożył długie pióra w wielki wachlarz i powoli obraca się, od czasu do czasu mocno potrząsając nimi i szeleszcząc. Ornitolodzy twierdzą, że to nie ogon, tylko "zwielokrotnione i wydłużone pokrywy nadogonowe". Natomiast rzeczywisty ogon składa się z krótkich brązowych sterówek, które podczas tokowania podpierają wachlarz. Liczba "pawich ok" na trenie dochodzi do stu. Ich ilość ma znaczenie - ogromne "pawie oka" mieniącego się wachlarza działają na samice hipnotyzująco. My podziwiamy, a one drzemią bez ruchu, z przymkniętymi oczami. Pewnie dlatego, że pora godów już się skończyła. Teraz jest już czas wysiadywania jaj, składanych w starannie ukrytych przed ludźmi gniazdach: na ziemi, w gęstych krzakach, w miejscach niedostępnych. Jaj jest od pięciu do ośmiu. Młode, które wylęgają się po czterech tygodniach, ukrywają się z matkami w zaroślach. Jaja składa tylko kilka z blisko 30 żyjących w parku samic, część z nich jest jeszcze za młoda, część już za stara. Pawie są długowieczne, dożywają nawet 30 lat.
Na ścieżce leży ponadmetrowe pawie pióro. Nikt go nie wyrwał, choć zdarzają się i tacy brutale. Dorosłe samce gubią je w sierpniu - tracą wspaniałe treny, a zaczynają zbierać zapasy tłuszczu przed zimą. Nowe odrosną im w marcu. Pióro oglądamy, ale go nie podnosimy. Istnieje przesąd, że przynosi nieszczęście. Może dlatego, że paw uważany jest za symbol próżności, dumy, a nawet pychy. Szczególnie boją się ich aktorzy, pawie pióra są wręcz zakazane na scenie. Niektórzy wierzą, że pawie chronią przed piorunami. W Indiach natomiast uważane są za święte.
***
Naszą uwagę przykuwa duży lecący nad nami ptak z charakterystycznie wygiętą szyją. Aż trudno uwierzyć, ale to czapla (pytałam później pracowników parku, potwierdzili jej obecność). Po stawie pływa para łabędzi. Z dużej dawniej hodowli zostały tylko te dwa. Zaprzestano podcinania im lotek i łabędzie wybrały wolność. Ta para nie może odlecieć, bo samica miała kiedyś złamane skrzydło. Przywieziono ją z Mazur, nieźle poturbowaną. Samiec jej towarzyszy, bo jak wiadomo, łabędzie łączą się w pary na całe życie.
Na 76 ha parku zaobserwowano prawie 70 gatunków ptaków, w tym aż 44 gniazdujące w Łazienkach. Najbardziej popularne to gołębie i wróble, kaczki, gawrony, kawki, sikory, jeżyki. Ale są też szczygły, kowaliki, dzwońce i dzięcioły. Rzadziej pojawiają się kukułki, wilgi i słowiki. Mieszka tu również większa zwierzyna, nawet lisy. Jest jedna przygarnięta sarenka, dużo jeży, łasice i kuny. Z wyjątkiem wiewiórek, resztę trudno zaobserwować w ciągu dnia. Najłatwiej o świcie, czasem też pod wieczór.
***
Gdy wychodziliśmy na ulicę, dzień zaczął się w najlepsze. Zgiełk, spaliny, hałas, autobusy, ludzie. Pośpiech. O tej porze mało kto myśli o tym, co dzieje się w parku. Przyjdą tu później. W słoneczny weekend nawet 30 tysięcy osób.
***
O piątej siedzimy w XVIII-wiecznym Teatrze na Wyspie zaprojektowanym przez Jana Chrystiana Kamstezera na wzór Herculanum zasypanego przez popioły Wezuwiusza. Na scenie strzaskane kolumny, fragmenty architrawów, kamienne rzeźby bez głów. Pijemy kawę z termosu. Wschodzi słońce, obok widać księżyc. Baśniowo. Wokół nas pawie. Siedzą na półkolistej widowni, niczym publiczność, nonszalancko wylegują się pomiędzy posągami poetów, chodzą po drewnianej scenie, wskakują na korynckie kolumny z piaskowca. Traktują teatr jak własną grzędę. Architektura, którą zawładnęły zwierzęta (przypominają mi się filmy o miastach pochłoniętych przez dżunglę). Kilka pawi dostrzegamy na drzewach - doskonale maskują się wśród ciemnej zieleni liści. Razem ponad dwadzieścia sztuk. To przede wszystkim dla nich zerwaliśmy się tak wcześnie. W dzień chodząc po ziemi, szukają nasion, pędów młodych roślin i owadów. Noc spędzają wysoko na drzewach, zazwyczaj na tych samych starych dębach i akacjach, które rosną wokół amfiteatru.
Niezwykle wygląda lecący paw. W powietrzu niezgrabny, duży i ciężki z trudem unosi długi mieniący się tren (dorosły samiec ma ponad dwa metry długości, z czego półtora przypada na pióra). Pawie należą do rodziny bażantowatych. Ich ojczyzną są Indie Wschodnie i Cejlon, gdzie żyją w tropikalnych lasach, trzymając się blisko wody w grupach złożonych z poligamicznego samca i kilku strzeżonych przez niego zazdrośnie samic. Do Europy przywieziono je już w czasach starożytnej Grecji. Łatwo przystosowały się do życia u boku ludzi. Cenione były jako ptaki ozdobne, choć hodowano je też ze względu na znakomite i delikatne mięso. Dziś mieszkają w parkach na całym świecie.
Głowa koguta z efektownym czubem jest lśniąca, niebiesko-zielona, tak samo jak szyja i pierś. Pokrywy skrzydeł jasnoszare z poprzecznymi, czarnymi prążkami. No i tren, wspaniały, błyszczący zielenią, miedzią i purpurą, zakończony "pawimi okami". Długie, ozdobne pióra wyrastają samcom dopiero w trzecim roku życia. Kury dla odmiany są skromne: znacznie mniejsze, mają maskujące upierzenie, które pomaga im ukryć się podczas samotnego wysiadywania jajek. Szarobrunatne, z lekkim zielonym połyskiem na szyi, spód ciała mają prawie biały. Kolory pawi zmieniają się w zależności od pory dnia. Szyje samców o zmroku wydają się morskie, teraz o świcie są raczej turkusowe.
Rozpoczyna się poranny popis. Samiec rozłożył długie pióra w wielki wachlarz i powoli obraca się, od czasu do czasu mocno potrząsając nimi i szeleszcząc. Ornitolodzy twierdzą, że to nie ogon, tylko "zwielokrotnione i wydłużone pokrywy nadogonowe". Natomiast rzeczywisty ogon składa się z krótkich brązowych sterówek, które podczas tokowania podpierają wachlarz. Liczba "pawich ok" na trenie dochodzi do stu. Ich ilość ma znaczenie - ogromne "pawie oka" mieniącego się wachlarza działają na samice hipnotyzująco. My podziwiamy, a one drzemią bez ruchu, z przymkniętymi oczami. Pewnie dlatego, że pora godów już się skończyła. Teraz jest już czas wysiadywania jaj, składanych w starannie ukrytych przed ludźmi gniazdach: na ziemi, w gęstych krzakach, w miejscach niedostępnych. Jaj jest od pięciu do ośmiu. Młode, które wylęgają się po czterech tygodniach, ukrywają się z matkami w zaroślach. Jaja składa tylko kilka z blisko 30 żyjących w parku samic, część z nich jest jeszcze za młoda, część już za stara. Pawie są długowieczne, dożywają nawet 30 lat.
Na ścieżce leży ponadmetrowe pawie pióro. Nikt go nie wyrwał, choć zdarzają się i tacy brutale. Dorosłe samce gubią je w sierpniu - tracą wspaniałe treny, a zaczynają zbierać zapasy tłuszczu przed zimą. Nowe odrosną im w marcu. Pióro oglądamy, ale go nie podnosimy. Istnieje przesąd, że przynosi nieszczęście. Może dlatego, że paw uważany jest za symbol próżności, dumy, a nawet pychy. Szczególnie boją się ich aktorzy, pawie pióra są wręcz zakazane na scenie. Niektórzy wierzą, że pawie chronią przed piorunami. W Indiach natomiast uważane są za święte.
***
Naszą uwagę przykuwa duży lecący nad nami ptak z charakterystycznie wygiętą szyją. Aż trudno uwierzyć, ale to czapla (pytałam później pracowników parku, potwierdzili jej obecność). Po stawie pływa para łabędzi. Z dużej dawniej hodowli zostały tylko te dwa. Zaprzestano podcinania im lotek i łabędzie wybrały wolność. Ta para nie może odlecieć, bo samica miała kiedyś złamane skrzydło. Przywieziono ją z Mazur, nieźle poturbowaną. Samiec jej towarzyszy, bo jak wiadomo, łabędzie łączą się w pary na całe życie.
Na 76 ha parku zaobserwowano prawie 70 gatunków ptaków, w tym aż 44 gniazdujące w Łazienkach. Najbardziej popularne to gołębie i wróble, kaczki, gawrony, kawki, sikory, jeżyki. Ale są też szczygły, kowaliki, dzwońce i dzięcioły. Rzadziej pojawiają się kukułki, wilgi i słowiki. Mieszka tu również większa zwierzyna, nawet lisy. Jest jedna przygarnięta sarenka, dużo jeży, łasice i kuny. Z wyjątkiem wiewiórek, resztę trudno zaobserwować w ciągu dnia. Najłatwiej o świcie, czasem też pod wieczór.
***
Gdy wychodziliśmy na ulicę, dzień zaczął się w najlepsze. Zgiełk, spaliny, hałas, autobusy, ludzie. Pośpiech. O tej porze mało kto myśli o tym, co dzieje się w parku. Przyjdą tu później. W słoneczny weekend nawet 30 tysięcy osób.
Reklama: Na wycieczkę z Internetem mobilnym!
-
Warszawa: Łazienki o piątej rano
alex-alexander
18.01.09, 16:53
Praga Czeska: spacerowalem tu od godz. 03:00 rano do 05:00. Cos pieknego.»
-
Ciekawe, tym bardziej ze nigdy w zyciu
hard-ass
07.04.09, 20:38
nie wstalem przed 11 rano. Dobrze chociaz poczytac jak to jest.»
- hotele
- loty
- noclegi
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
- Oferty Meteor
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletter


więcej zdjęć








