Odkryj Kaszëbë: Od lina do gąski

Dużo tu do odkrycia. Trzeba mieć tylko jakiś środek transportu - auto, rower, kajak - albo przynajmniej dobre buty. Trzeba się rozglądać i nadstawiać ucha, bo informacji pisanej niewiele i nawet przyzwoitego przewodnika nikt nie wydał. Ale przede wszystkim trzeba mieć czas, bo Kaszuby i Kaszubi odsłaniają się powoli. Nie trzeba za to mnóstwa pieniędzy, bo jest tu tanio
Krajobraz wyrzeźbiony przez lodowiec - porośnięte lasami pagóry, rynnowe wąskie jeziora, granitowe głazy, które co roku wypluwa piaszczysta gleba. Ludzie o płowych włosach, jasnej karnacji, niebieskich oczach. Kaszubi są cisi i hermetyczni, w pierwszym kontakcie trochę nieufni, porządni i zazwyczaj bardzo uczciwi. I religijni - w maju i czerwcu całe rodziny klęczą popołudniami przy krzyżach, odmawiając litanie. Mówią językiem kaszubskim, wydają w nim gazety, gdzieniegdzie tabliczki z nazwami miejscowości i ulic pełne są liter z kropkami na górze, których nie znajdziemy w polskim alfabecie. W dodatku posługują się składnią niespotykaną w innych regionach - zamiast na przykład powiedzieć "dawno zwiozłem drewno", powiedzą "dawno miałem drewno zwiezione".

Jedzą rybno i słodko, jak ich sąsiedzi po drugiej stronie Bałtyku. Większe przyjęcia rozpoczynają od tortów z tłustym, słodkim kremem, dopiero w następnej kolejności na stole lądują rosoły.

Ale to tylko początek rzeczy dziwnych...

***

Radunia to niewielka pomorska rzeka (97 km), która wypływa z Jeziora Ostrzyckiego i dalej w dół ku morzu, by w ostatnim odcinku swego biegu w grzecznej już i uregulowanej formie przepłynąć przez Gdańsk. Mało kto jednak wie, że ma ona swój dramatyczny przełom - przedzierając się przez wąskie wąwozy, staje się nagle niedostępna, dzika i rwąca (jadąc szosą z Trójmiasta do Kościerzyny w miejscowości Babi Dół, należy skręcić w prawo). Przełom przypomina dżunglę. Koryto rzeki porasta pierwotny, gęsty las. Drzewa padają, wyrastają na nich następne. Wilgotno i duszno.

Po ziemi i zwalonych konarach pełzną bluszcze, w spróchniałych pniach jak w donicach rosną gigantyczne paprocie, kikuty drzew wskazują na obecność bobrów. Skrzypy i widłaki karykaturalnie wielkie, jak u Celnika Rousseau, przenoszą nas w świat sprzed setek lat.

Przez rwącą rzekę można przeprawić się po mostach ze zwalonych drzew. Ostrożnie! - są śliskie, porośnięte mchami i hubami. Kiedy przystaniemy na chwilę i popatrzymy w wodę, na dnie zobaczymy cienie pstrągów. Wokół nie ma żywej duszy.

***

Mgły ścielą się nisko. Przy każdym kroku czuje się falowanie grubego, grząskiego dywanu. Ale zapaść się i dać wciągnąć do środka jest trudno, bo kożuch mocny i kto włoży kalosze, może spacerować suchą stopą. Krajobraz trzęsawisk jest niezwykły, przywodzi na myśl całą "bagienną" literaturę z "Psem Baskerville'ów" na czele. Więc jeśli ktoś ma bujną wyobraźnię, niech wybierze się na spacer w rozmownym towarzystwie.

Bagna porastają rzadkie, małe brzózki. Wszędzie mchy, miękkie i grube jak kobierce. Na kępach można znaleźć żurawiny (na razie zielone, czerwoną dojrzałość osiągną późną jesienią) albo wypatrzyć rosiczkę okrągłolistną, jedyną owadożerną polską roślinę (jej listek wygląda jak kosmata łapka, która zamyka się, gdy usiądzie na niej nieostrożna muszka).

Bagno pachnie bagnem, ale też bujnością i rozkładem. Wokół niemal idealna cisza, słychać tylko mlaśnięcia kroków intruza i bzyk owadów. Ale czasami wszystko milknie i robi się dość przejmująco i dziwnie...

Ta wzbudzająca metafizyczne uczucia okolica znajduje się pomiędzy Półcznem i Studzienicami. Należy skręcić w prawo na wysokości starej i pięknej leśniczówki Róg. Szerokie na ok. 500 m bagna ciągną się przez 3-4 km.

***

Zbudowane przed drugą, a nawet przed pierwszą wojną, ukryte w lasach leśniczówki były przyczółkami państwowości na tych przygranicznych, dyskusyjnych terenach (państwowości zarówno polskiej, jak i niemieckiej - wędrując po Kaszubach, nie zdajemy sobie sprawy, że kilka razy dziennie przekraczamy przedwojenną granicę).

Foremne i zgrabne, z czerwonej, mocno wypalonej cegły, nieotynkowane trzymają się świetnie. Ich dachy pokrywają mchy, a ściany oplata dzikie wino. Dęby, które przed nimi sadzono, wyrosły na potężne drzewa i dodają leśniczówkom stosownego majestatu.

Uważam, że - prócz architektury sakralnej i wspaniałych drewnianych rezydencji gburów, czyli bogatych chłopów (znakomite przykłady w Kaszubskim Parku Etnograficznym we Wdzydzach Kiszewskich) - leśniczówki należą do najciekawszych przykładów pomorskiego budownictwa. Można je zwiedzać w czasie pieszych i rowerowych wędrówek, a trafiwszy do jednej, zawsze znajdziemy drogę do następnej - bo leśniczy chętnie powie, którędy iść i poradzi, na co warto zwrócić uwagę.

Jeśli już o leśniczych mowa, są to zazwyczaj ludzie niezwykle otwarci i przyjaźni. Jak Borys, który od lat mieszka w uroczej leśniczówce Zdroje, kilometr od drogi łączącej Kościerzynę i Bytów (jest drogowskaz). Ma też stado pięknych koni i bywa, że organizuje kilkudniowe, konne rajdy - przez parę godzin jedzie się po wąskich ścieżkach, przeprawia przez rzeki i mokradła, galopuje przez płycizny jezior, by wieczorem stanąć na popas w zaprzyjaźnionej leśniczówce. Więc wyprawy z Borysem to nie tylko piękno ziemi kaszubskiej oglądanej w towarzystwie jej znawcy, ale też leśniczówki i ich gospodarze snujący opowieści. A na kolację trafi się czasem nawet dzik!

***

Kalwaria w Wielu to jedno z najpiękniejszych miejsc na Kaszubach. 14 stacji Drogi Krzyżowej (kryte czerwoną dachówką kaplice, niektóre z witrażami, i wolno stojące rzeźby z początku XX w.) stanęło na zboczach Białej Góry, w otoczeniu jezior. Spacer zajmie nam około dwóch godzin.

Sam kościół św. Mikołaja ma ze sto lat, ale wnętrze zdobią elementy barokowe. Rzeźbione w miękkim drewnie ołtarze, szare ławki, cyzelowane kazalnice i świetne (choć już zupełnie niedawne) freski na ścianach. I to wszystko w kolorze mlecznej mgły. Niesłychana harmonia barw wywołująca metafizyczne uczucia, przedziwna. Znajduje się tu cudowny obraz Matki Boskiej Pocieszenia (odpust w ostatnią niedzielę sierpnia, Droga Krzyżowa w poprzedzającą sobotę o godz. 15).

Poniżej kościoła rozpościera się cmentarz-ogród. Nie widać krzyży ani nagrobków, bo uwagę przykuwają kobierce kwiatów, głównie zresztą sztucznych. Plastikowa łąka jest długa i szeroka, przypomina ogromną grządkę. Na jej obrzeżach stoją małe domki, podwórka wychodzą wprost na cmentarz, ludzie huśtają się w hamakach...

***

Ze smacznym jedzeniem na Kaszubach kłopot. Ze świecą szukać dobrych restauracji ze świeżymi, słodkowodnymi rybami. Chlubny wyjątek od lat stanowiła smażalnia "Grube ryby" w Chmielnie. Jej właściciel, młody kucharz (a właściwie prawnik - jak się w końcu okazało), nie tylko podaje liny, szczupaki i węgorze, które codziennie przywożą mu łodziami okoliczni rybacy, ale własnoręcznie uciera sosy - doskonałe (nie mam nawet żalu, że przepisu nie chciał zdradzić). Ale "Grube ryby" to klasyka znana dobrze smakoszom i jak do tej pory niemal samotna wyspa na gastronomicznym bezrybiu Kaszub.

Z tym większą radością odkryłem malutką restaurację w Olpuchu niedaleko Wdzydz. Drewniana buda z tarasem wychodzącym na jezioro, w środku piecyk-koza, sympatyczny właściciel i kucharz (a dawniej leśniczy!) w jednej osobie, a w jadłospisie same dziwy: przepiórki wędzone lub jak kto woli, duszone w winie, kotlety z dzika i innej dziczyzny, mnóstwo ryb, a wśród nich piękny lin w śmietanie. W sezonie jeszcze grzyby. W dodatku knajpka czynna jest do późnej jesieni, jak mówi właściciel - do ostatnich grzybiarzy. To dobrze, bo gąski we wdzydzkich lasach można znaleźć jeszcze na początku listopada.

Kaszubi i Kaszuby w sieci

• http://www.kaszuby.info.pl - przewodnik, noclegi, agrowczasy, informacje praktyczne

• http://www.naszekaszuby.pl - wiadomości, imprezy, artykuły, zdjęcia

• http://www.kaszuby.com.pl - Stowarzyszenie Turystyczne Kaszuby

• http://www.kaszubia.com - o narodzie kaszubskim i miejscach z nim związanych (po kaszubsku, polsku i niemiecku)

• http://www.cassubia-dictionary.com - słownik polsko-kaszubski (w obie strony), kaszubsko-angielski i niemiecko-kaszubski (w jedną)

• http://www.ga.pl/kaszuby.htm - piękne zdjęcia