Prowansja: wyprawa w kolorze lawendy

Rower, Prowansja i lawenda to naprawdę dobry zestaw
Dostaliśmy go w małej wsi od nieznajomej. Tylko na początku był okazały. Wraz z kolejnymi kilometrami kruszał i malał. Ale dotrwał aż do Warszawy. Mam go do dziś. Bukiet lawendy z doliny Rodanu...

Tulon - Marsylia, 150 km

Zaczynamy w Tulonie. Witają nas wysokie palmy, lazurowe morze, piękne secesyjne kamienice i awaria trzech z pięciu rowerów. Czy jednak takie drobiazgi jak rozwalony bagażnik lub koło mogą przeszkodzić w miejscu, z którego Napoleon ruszył na Egipt?

Kierujemy się na wschód, w stronę Nicei. Kwitną oleandry, zielenią się palmy i pinie. Droga wije się tuż nad brzegiem morza, wzdłuż skał Masywu Maurów. Poznamy go lepiej w okolicach Saint Tropez. Średniowieczne wioski na wzgórzach otaczają mury, nad nimi ruiny zameczków - pozostałość po czasach, gdy na wybrzeżu grasowali piraci. Dziś petits villages toną w kwiatach i spadzistych dachach z czerwonej terakoty. Wąskie strome uliczki, kamienne schodki, małe dziedzińce z fontannami. Można tu spacerować bez końca.

W Masywie Maurów nasze rowery przechodzą chrzest bojowy, na szczęście do Marsylii będzie zjazd...

Marsylia - Aix-en-Provence, 45 km

Marsylia. Największy francuski port na Morzu Śródziemnym (ponad milion mieszkańców). Rozkwitła wraz z otwarciem Kanału Sueskiego. Tu zwożono arabskie przyprawy i herbatę z Indochin, stąd wyruszały do Afryki i na Daleki Wschód statki pełne francuskich towarów. Handlowano opium i żywym towarem. Marsylia była wtedy miastem Algierczyków, Marokańczyków, Lewantyńczyków i przybyszy z Dalekiego Wschodu (i dziś na ulicach głównie Francuzi pochodzenia arabskiego).

Współczesna Marsylia, zwłaszcza po uroczych górskich wioskach, robi wrażenie paskudnej, brudnej metropolii, bez śladu romantycznej egzotyki. Przedmieścia pełne niskich bloczków ciągną się kilometrami, a z dziewiętnastowiecznego, zatłoczonego centrum zmykamy jak najszybciej. Decydujemy się na sztampową atrakcję turystyczną: wycieczka promem do Chateau d'If. To wysepka u wybrzeży Marsylii, kiedyś jedno z najcięższych więzień Francji uwiecznione przez Dumasa w powieści "Hrabia Monte Christo". W pogodny lipcowy dzień próżno szukać w Chateau d'If śladów tamtej mrocznej twierdzy. Na tle błękitu morza ruiny stają się oślepiająco jasne.

Wracamy na ląd. Przed nami droga do malowniczego Aix-en-Provence. Żar, pomarańczowa ziemia i gaje oliwne.

W kameralnym Aix wszystko jest chique - od elitarnej dzielnicy Mazarin (dawne włości rodziny kardynała - szarej eminencji na dworze małoletniego Ludwika XIV), poprzez urocze ogrody, pałace, kamieniczki, budynki uniwersytetu, po ekskluzywne kawiarnie. Kelnerami są studenci (Aix to miasteczko akademickie). Przepychamy się z rowerami wśród ulicznych restauracyjek akurat w porze lunchu. Prawie na każdym stole sałatka nicejska: sałata, pomidor, tuńczyk, jajko, oliwki i cebula, z pysznym sosem. Czy można się nie skusić po tylu kilometrach?

Po obiedzie czeka nas Atelier Cezanne'a. W pięknym ogrodzie stoi dom pracownia. Wielkie okna, malarskie przybory, a na stole kompozycje martwych natur, jakby czekające na pędzel mistrza...

Aix-en-Provence - Awinion, 70 km

Dalej przez Prowansję! Wąskimi drogami, przez pola lawendy, gaje pełne cytryn i pomarańczy. Mieszkańcy petits villages częstują nas wodą i dopytują, czy nie jesteśmy trop fatigues. Polewamy się wodą z rzeźbionych fontann. W jednej z wiosek nocujemy w parku (za zgodą pani merowej), innym razem rozbijamy się nad rzeką przy starym kamiennym mostku obok rozwalającego się barokowego pałacu.

Wreszcie Awinion. I to w samym środku teatralnej gorączki. Do stutysięcznego miasta zjechało ćwierć miliona gości! Kemping pęka w szwach.

Podczas dorocznego festiwalu Awinion zamienia się w wielką scenę. Na każdym rogu jakaś trupa, wciskają nam ulotki, zwołują widzów. Tu pantomima, tam połykacze ognia, gdzie indziej komedia dell'arte. Na ulicach najlepsi reżyserzy z całego świata (także ekipa warszawskich Rozmaitości).

Nad tym wszystkim góruje kamienny Pałac Papieży. Olbrzymi, masywny, emanuje chłodem i spokojem. Sale są przestronne, wysokie i puste (oryginalny wystrój się nie zachował). Papieże mieszkali tu w XIV wieku, w czasach tzw. niewoli awiniońskiej, później zastąpieni przez antypapieży (Watykan wybierał swoich, a kardynałowie francuscy swoich). Z Pałacu można wyjść na słynny most z wiersza Baczyńskiego, ten, na którym "tańczą panowie, tańczą panie...". Zachowało się tylko parę łuków.

Awinion - Arles, 60 km

Jedziemy doliną Rodanu. Winnice, dęby korkowe i lawenda. Trochę zbaczamy, by zobaczyć Pond du Gard - majestatyczny most z I w. p.n.e. To fragment rzymskiego akweduktu, doskonale zachowany, trzy rzędy ogromnych łuków (najniższe są najpotężniejsze). Na samym środku mostu rozkładamy "warsztat": przy zjeździe nad rzekę Gard jeden z rowerów złapał kapcia.

Okolice Arles van Gogh malował w kolorach wściekle intensywnych: jego niebo jest aż kobaltowe, a słońce płomiennoceglaste. Szukamy tej jaskrawości - bez skutku. Miejsc, w których przebywał w roku 1888, już nie ma. Dom, w którym się zatrzymał, zburzono, nie istnieje też kawiarnia z obrazu "Cafe de nuit". Ale wszyscy i tak robią na van Goghu biznes: knajpki stylizowane na fin de siecle, w nich reprodukcje Vincenta... W Arles powstało ponad sto obrazów, w tym kilkanaście wersji najbardziej znanych słoneczników. Nie pozostał tu ani jeden. Zachował się za to list mieszkańców, w którym żądają, by "usunąć wariata z miasta".

W czasach cesarza Konstantyna Arles stało się głównym miastem Prowansji. Zachował się ogromny amfiteatr Arenes (na 20 tys. widzów) i nieopodal teatr antyczny. W Arenes odbywają się bezkrwawe korridy - torreadorzy (zwani tu razeteurs) muszą bykowi zawiązać na rogach wstążkę.

Zwiedzamy jeszcze St. Trophime, niegdyś romański kościół, rozbudowany w XV w. Skromna fasada stoi w ciągu kamienic i nikt by się nie spodziewał, że kryje wysoką, gotycką katedrę.

Arles - Camargue, 80 km

W delcie Rodanu czeka Camargue - jeden z największych parków narodowych Francji (86 tys. hektarów!) Mokradła ciągną się aż po horyzont i przechodzą w Morze Śródziemne. Camarque jest znany z trzech rzeczy: upraw ryżu, różnorodności ptactwa (ponad 300 gatunków) i hodowli siwych koni, które podobno przez cały rok nie nocują w stajniach, tylko na bagnach; opiekują się nimi farmerzy (gardians) mieszkający w samotnych chatach krytych strzechą (nie widzieliśmy). Konne wycieczki to główna atrakcja turystyczna.

Przez całe Camargue wiedzie grobla między jeziorami i bagnami. Przejeżdżamy ją za jednym zamachem (i tak nie ma się gdzie zatrzymać) - 40 km. Zupełne odludzie. Upał niemiłosierny, nad głową latają różowe flamingi.

Za mokradłami powraca Prowansja ze wszystkimi urokami i przede wszystkim zielono-fioletowymi polami lawendy. A potem wybrzeże i plaże...

Gościnni mieszkańcy petits villages pozwalają rozstawić namioty w ogródku, fotografują się z nami i zapraszają na przyszły rok.

Liczącą 1200 km trasę pokonaliśmy w miesiąc, w pięć osób. Prowansja, ok. 400 km: Tulon - wioski Masywu Maurów - Marsylia - Aix - Awinion - Arles - region Camarque. Langwedocja, ok. 400 km: Montpellier - Béziers - Narbonne - Perpignan. Środkowe Pireneje, ok. 400 km: wioski pirenejskie - Carcassonne - Tuluza

Prowansja w sieci

•  O regionie - kultura, tradycja, turystyka, kuchnia, wyszukiwarki informacji o wioskach: http://www.provenceweb.fr , http://www.provence.guideweb.com

•  Oficjalne strony miast, informacje praktyczne i turystyczne:

Awinion: http://www.ot-avignon.fr

Arles: http://www.ville-arles.fr/portail

Marsylia: http://www.mairie-marseille.fr

Aix-en-Provence: http://www.aixenprovencetourism.com