Sinaia

Sinaia położona jest w Karpatach Południowych, u stóp łańcucha gór Bucegi na wysokości 800-1000 m n.p.m. To takie rumuńskie Zakopane

Sinaia

Sinaia położona jest w Karpatach Południowych, u stóp łańcucha gór Bucegi na wysokości 800-1000 m n.p.m. To takie rumuńskie Zakopane

Autorka: Ewa Głowacka

Sinaia to jedno z tych miejsc, którymi Rumunia może pochwalić się przed światem - zapewniła nas rumuńska znajoma, którą od czasu do czasu odwiedzamy w Bukareszcie. Uznaliśmy tę opinię za wystarczającą rekomendację i postanowiliśmy odwiedzić słynny kurort w rumuńskich Karpatach.

Na początku była cerkiew

Magię tego miejsca znali od dawna pielgrzymi przybywający tu od kilku wieków. W latach 1690-1695 hospodar Mihai Cantacuzino ufundował w leśnym pustkowiu, na miejscu wcześniejszej pustelni, klasztor Sinaia. Nazwa klasztoru miała upamiętniać podobny przybytek na górze Synaj, stamtąd bowiem przywieziono kamień węgielny pod budowę rumuńskiego monasteru. Wkrótce cała osada, zwana wcześniej Izvorul (Źródło), przejęła nazwę klasztoru. W latach 1842-1846 pośrodku klasztornego dziedzińca zbudowano nową, większą cerkiew, ale do dzisiaj zachowała się przy murze klasztornym pierwotna świątynia zdobiona oryginalnymi freskami. Obok niej znajduje się niewielkie muzeum historyczne.

Swą popularność Sinaia zawdzięcza Karolowi Hohenzollernowi-Sigmaringenowi, pierwszemu królowi, jaki zasiadł na tronie Rumunii po zjednoczeniu kraju w XIX wieku. Cicha wioska u stóp skalistych szczytów tak urzekła monarchę, że w latach 1866-1875 wybudował tu swą letnią rezydencję.

Goście mile widziani

Wyruszając następnego dnia rannym pociągiem z bukareszteńskiego dworca Gara de Nord, nie przypuszczaliśmy, że zobaczymy jedno z najpiękniejszych miejsc w Rumunii. Za oknem pozostawały nieciekawe przedmieścia stolicy, płaskie pola Wołoszczyzny i kominy zakładów petrochemicznych w Ploiesti. Wkrótce na horyzoncie zarysowały się Karpaty. Pociąg wjeżdżał w wąską dolinę rzeki Prahovy ograniczoną z dwóch stron urwistymi szczytami. Harmonijnie wkomponowane w górski pejzaż zabudowania niewielkich wiosek z domami obrośniętymi winem dopełniały przykuwającej wzrok scenerii.

Na peronie w Sinai czekał już komitet powitalny, czyli spora grupa osób oferujących kwatery prywatne. W czasach Ceausescu takie kontakty z cudzoziemcami były zakazane, teraz stały się źródłem dodatkowych dochodów. Dla turystów to okazja, by zobaczyć, jak naprawdę żyje się w tym kraju.

Prosto z dworca wychodzi się na główną ulicę - Bulwar Karola I. Obsadzana drzewami, obstawiona drewnianymi willami, wielkimi hotelami i sklepami, stanowi centrum miasta. Życie toczy się tu powolnym, sielankowym rytmem. Miasto żyje z turystyki, wiele osób sprzedaje własnoręcznie wykonane ludowe wyroby, biura podróży zapraszają do najciekawszych miejsc, kuszą restauracje. Nie ma tłumów, jakie widzi się w Zakopanem, ale turystów nie brakuje. Zaglądają do sklepików i kawiarenek, zatrzymują się przy kobietach sprzedających gorącą kukurydzę, serowe strudle i słodycze.

Młody mężczyzna rozłożył stragan ze stosami przeróżnych ziół zebranych w lasach i na łąkach. - To do zupy, te suszone kwiatki do mięsa, a te korzenie do herbaty... - niewiele zrozumiałam z jego wykładu. Za to rumuńscy wczasowicze ze znawstwem wybierali ziołowe mieszanki i korzonki suszonych roślin. Starsza kobieta, rozpoznając we mnie cudzoziemkę, niezrażona moją nieznajomością rumuńskiego, żywo gestykulując, postanowiła wyjaśnić mi, jak tych ziół używać. Rumuni są otwarci i życzliwie nastawieni do zagranicznych turystów, chętnie nawiązują kontakty, nie przeszkadzają im nawet różnice językowe.

Główna aleja kurortu jest praktycznie jedyną ulicą biegnącą poziomo. Boczne brukowane uliczki prowadzą w górę lub w dół, zakręcając pod wszelkimi możliwymi kątami, czasem łączą się kamiennymi schodkami, dziesiątkami mostków przeskakują strumienie, by zaraz znowu wspinać się asfaltowymi serpentynami. Przy nich, na stromych zboczach, jedna nad drugą, usadowiły się stare zabytkowe wille, jest wśród nich ponad 60 pensjonatów. Nie brakuje także lokali rozrywkowych i restauracji, w których można odpocząć po dniu pełnym wyczerpujących spacerów.

O zachodzie słońca zapełniają się kawiarenki. Niektóre lokale organizują koncerty - to okazja, by posłuchać melodyjnych ballad śpiewanych przez kobiety ubrane w ludowe stroje. Na tarasach pensjonatów Rumuni celebrują wieczorne posiłki. Kelnerzy roznoszą butelki Cotnari i Murfatlar - najlepszych rumuńskich win, zewsząd dochodzą śpiewy.

Perła Karpat

Kiedy przeprowadzona doliną Prahovy linia kolejowa połączyła Sinaię ze stolicą, na okolicznych zboczach pojawiły się wspaniałe wille i pensjonaty bukaresztańskiej elity. Bogaci mieszkańcy stolicy sprowadzali najlepszych architektów, budowali domy, korzystając z wzorów znanych kurortów Niemiec czy Szwajcarii. Na miejscu małej osady w ciągu kilku lat wyrosło ekskluzywne letnisko.

Na początku XX wieku Sinaia, nazywana już wtedy Perłą Karpat, była modnym kurortem znanym także poza granicami Rumunii, wyposażonym w eleganckie hotele i lokale rozrywkowe, jakich nie powstydziłyby się niemieckie bady.

Po II wojnie światowej stare wille spotkał los typowy dla dużych domów w tej części Europy. Ale władze komunistyczne także dbały o Sinaię. Wyrosło kilka wielkich, nowoczesnych hoteli, wytyczono kolejne szlaki turystyczne dla miłośników górskich wędrówek, zainstalowano nowe wyciągi narciarskie i kolejki linowe, wybudowano poliklinikę, w której leczy się nerwice, reumatyzm, choroby układu krążenia i alergie. Ekskluzywne letnisko przekształciło się w całoroczny ośrodek sportów i wczasów pracowniczych.

Ślady zaniedbań z ostatnich kryzysowych dziesięcioleci są dzisiaj nadal widoczne. Na przywrócenie kurortowi przedwojennej sławy przyjdzie z pewnością jeszcze trochę poczekać, jednak już teraz z roku na rok przybywa zagranicznych gości. Efekty tego ożywienia w turystyce widać w postaci restaurowanych zabytkowych willi, poprawianych ulic, budowanych nowych domów i lokali gastronomicznych.

Pałac z królewskiego snu

Żelaznym punktem programu każdego turysty przybywającego do Sinai jest zwiedzanie dawnej rezydencji królewskiej Karola I - zamku Peles. Naprawdę trzeba go zobaczyć! Ten widok zaprzecza wszelkim wyobrażeniom, z jakimi turysta zagraniczny przybywa do tego kraju.

Wielka neorenesansowa budowla, jakby przeniesiona z Bawarii i usytuowana na malowniczej górskiej polanie w otoczeniu bukowych lasów jest urzeczywistnieniem królewskich marzeń. Do ostatnich dni życia władca coś w niej poprawiał i udoskonalał. W efekcie powstał obiekt będący mieszaniną stylów architektonicznych z różnych epok od gotyku do baroku, naszpikowany lasem wieżyczek. Mógłby konkurować z ekscentrycznymi zamkami króla Bawarii Ludwika Szalonego. Prawdopodobnie król Rumunii wzorował się na bawarskich zamkach, pochodził przecież z niemieckiej dynastii, jego rodzinna rezydencja w Sigmaringen (Badenia-Wirtembergia) była równie pompatyczna.

Niesamowite wrażenie robią urządzone z przepychem komnaty zamku Peles. Dekorowane hebanem, masą perłową i setkami witraży w oknach, wypełnione prawdziwymi skarbami. W ciągu swego długiego panowania (1866-1914) rumuński monarcha zgromadził ogromną kolekcję dzieł sztuki sprowadzanych z całego świata, setek obrazów, zabytkowej broni, perskich dywanów, unikatowych mebli i porcelany. A że lubił także nowości, pośród antyków, w jednej z sal, dekorowanej w stylu Ludwika XIV umieścił pierwsze w Rumunii kino.

W parku angielskim otaczającym zamek wznoszą się zasługujące także na uwagę dwa mniejsze pałace kolejnych królów Rumunii. Pałac Pelisor z przełomu XIX i XX wieku wybudowano dla księcia Ferdynanda - bratanka Karola I, gdy został wybrany następcą tronu (Karol I nie miał męskiego potomka). Położony trochę wyżej biały pałac Foisor był rezydencją Karola II, syna Ferdynanda. Ostatni z królów - Michał, nie zdążył wybudować tu kolejnego pałacu, jego panowanie przypadło na czas II wojny światowej. Zmuszony w 1947 roku do abdykacji, opuścił Rumunię.

Zamek Peles i pałac Pelisor są otwarte dla zwiedzających. W czasach Ceau escu pełniły czasem rolę pałaców rządowych, w których podejmowano zagranicznych gości. Pałac Foisor przez wiele lat był rezydencją komunistycznego prezydenta. Obecnie nadal używany jest na potrzeby władz państwowych, jego wnętrza są zamknięte dla turystów, ale po parku można pospacerować.

Bucegi i Dolina Prahovy

Sinaia jest idealnym punktem wyjściowym wycieczek w góry Bucegi. Z racji bliskości stolicy państwa (ok. 130 km), łatwej dostępności komunikacyjnej, dobrze oznaczonych szlaków turystycznych i dużej ilości schronisk, Bucegi należą do najczęściej odwiedzanych przez turystów regionów Rumunii.

Z Sinai najpopularniejsza trasa wędrówek wiedzie na Cota 1400. Na tej wysokości wybudowano wielki hotel Alpin. prowadzi do niego droga dostępna dla samochodów oraz kolejka linowa, której stacja początkowa znajduje się w centrum miasta obok hotelu Montana. Następną kolejką lub wyciągiem krzesełkowym można wjechać na wysokość 2000 m n.p.m. Tam, na płaskowyżu Bucegi, największą atrakcję dla turystów stanowią niezwykłe formy skalne.

Wiatry i deszcze nadały skałom przeróżne kształty. Jedna ze skał przypomina Sfinksa, niektóre wyglądają jak ogromne grzyby. Są też takie, które przypominają kobiety w chustach na głowie, stąd ich nazwa Babcie czyli "baby". Na horyzoncie widać stąd najwyższy szczyt gór Bucegi-Omul (Człowiek) o wysokości 2507 metrów. Zdobycie szczytu zajmuje kilka godzin, ale trasa nie jest bardzo trudna.

W dole, u stóp masywu rozciąga się dolina Prahovy z wioskami wtulonymi pomiędzy szczyty górskie. Rzeka Prahova oddziela Karpaty Południowe od Wschodnich. Jej doliną, przez przełęcz Predeal biegnie główny szlak komunikacyjny z Wołoszczyzny do Siedmiogrodu. Przy nim usadowiły się kolejne, mniejsze od Sinai ośrodki turystyczne, Poiana Tapului, malownicze Busteni, nad którym góruje prawie pionowa ściana góry Caraiman, Azuga oraz położony na wysokości 1060 m n.p.m, w najwyższym punkcie przełomu Predeal. Bez problemu można w nich znaleźć noclegi o różnym standardzie, dosłownie na każdą kieszeń. Ze wszystkich prowadzą dobrze oznakowane szlaki turystyczne w góry.

Wspaniałe krajobrazy, czyste powietrze, subalpejski klimat o średniej temperaturze rocznej 14 stopni sprawiają, że przez Bucegi, które swą malowniczością nie ustępują Tatrom, przewijają się tysiące turystów. Latem nie odczuwa się tu przykrych bałkańskich upałów, zimą gruba pokrywa śnieżna stanowi dużą atrakcję dla narciarzy. Polskich turystów tu raczej nie widać, ale można spotkać Niemców, Węgrów, Amerykanów, a nawet Japończyków. Zachęceni spokojem okolicy, doskonałymi warunkami narciarskimi i cenami znacznie niższymi niż w innych regionach Europy zjeżdżają tu przez cały rok. Być może za kilka lat te spokojne górskie ścieżki zaczną przypominać zatłoczone szlaki tatrzańskie.