Urodziny!

Dziesięć lat temu rozpoczęła się jedna z najważniejszych przygód mojego życia.
Zaproponowano mi robienie pisma dla rodziców. Nie miałam o tym zielonego pojęcia, ale ta propozycja spełniała moje najskrytsze marzenia. Wyobrażałam sobie, jak matki matkom z pasją będą opowiadać o swoich porodach, połogach i kłopotach wychowawczych. Jako psycholog nie mogłam się doczekać, by szczegółowo opisać wszystkie problemy, jakimi najeżona jest droga młodych rodziców. Jeśli chodzi o zdjęcia - podobały mi się nastrojowe, wyciszone, z klimatem.

Powstał numer zerowy. Czegoś tak smutnego, ponurego i przygnębiającego chyba świat nie widział. Zamiast nastrojowych zdjęć mieliśmy bure plamy; zamiast tekstów, które napawają otuchą - szczegółową analizę licznych rodzicielskich problemów. Ówczesny wydawca w krótkich żołnierskich słowach przywołał mnie do porządku i numer następny tchnął większym optymizmem. Co miesiąc staram się podnosić Was na duchu, wspierać i utwierdzać w przekonaniu, że sami wiecie najlepiej, co robić, by Wasze dziecko było pogodne i zadowolone z życia... Próbuję dokarmiać naszymi własnymi tekstami wasz Zdrowy Rozsądek, publikować opowieści innych rodziców, które pokazują, że wszyscy borykamy się z tymi samymi kłopotami...

Gotowej recepty na dobre pismo wciąż jednak nie mam. Bo jak tu pogodzić wspieranie i pocieszanie z omawianiem poważnych problemów? Jak i wzruszać, i rozśmieszać? Jak przekonywać, że macierzyństwo może być czymś wyjątkowym i jednocześnie nie wpędzać w poczucie winy tej matki, która jeszcze nie polubiła swojego dziecka? Jak poruszać się w sferze konsumpcyjnej? Nie ulegać komercjalizacji, nie zamieniać się w katalog reklamowy, ale i śmiało doradzać rodzicom, jak robić zakupy. A zdjęcia? Wybierać jasne i kolorowe, by chwila czytania pisma była wytchnieniem od otaczającej nas brzydoty, czy też pokazywać świat bez retuszu? A gadżety? Zamawiać w Chinach coś, co skusi wyglądem (to zwiększy sprzedaż!), ale rozpadnie się po pierwszym praniu, czy też obstawać przy czymś mniej spektakularnym, ale wartościowym?

Jedno wiem na pewno - chciałabym, żebyście po lekturze tego pisma czuli się lepsi, weselsi i spokojniejsi.

A czy nam się to udaje? Oceńcie sami.