Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Cmentarz na Rossie

Autorka: Katarzyna Deptuła
19.04.2001 , aktualizacja: 13.04.2006 17:41
A A A Drukuj
Cmentarz Rossa

Cmentarz Rossa (Fot. Monika Witkowska / AG)

Nie ma chyba Polaka, który w ramach zwiedzania Wilna pominie cmentarz na Rossie. Ta niezwykła nekropolia to przecież część naszej historii
Skąd się wzięła nazwa "Rossa" właściwie nie wiadomo. Być może nawiązuje ona do nazwiska dawnych właścicieli miejscowych gruntów? W każdym razie położony na peryferiach miasta, wśród malowniczych wzgórz wileński cmentarz należy do najstarszych w Europie. Za oficjalną datę jego założenia przyjmuje się dzień 6 maja 1801 roku, choć jak twierdzą źródła, już wcześniej chowano w tym rejonie zmarłych na zarazę, samobójców, a także - żołnierzy.

Matka i Syn

W 1820 roku opiekujący się wówczas cmentarzem na Rossie księża misjonarze otoczyli go murem. Poza jego obrębem, tuż przy wejściu głównym, jest niewielki cmentarzyk wojskowy. Oprócz 164 żołnierzy polskich poległych w walkach o Wilno w latach 1919-20 pochowano tu też tych, którzy zginęli w 1939 r., oraz 76 akowców, ofiar walk podczas operacji "Ostra Brama" w 1944 roku. Wszystkie groby są jednakowe (choć na akowskich widnieje charakterystyczna "kotwica"), ustawione w równych szeregach. Pomiędzy nimi uwagę zwraca wielka płyta z czarnego granitu. Spoczywa tu Maria z Billewiczów Piłsudska, matka słynnego Marszałka, która zmarła w 1884 roku, a pochowana była najpierw w grobie rodzinnym w litewskich Sugintach. U jej stóp umieszczono srebrną urnę z sercem Józefa Piłsudskiego (ciało spoczęło w katedrze na Wawelu). Nie ma na płycie ani imienia, ani nazwiska, ani żadnej daty. Pod zwykłym, prostym krzyżem jest tylko napis "Matka i Serce Syna" oraz cytat z "Beniowskiego", jako że Słowacki należał do ulubionych przez Marszałka poetów.

Komendant Legionów chciał być pochowany wśród swoich żołnierzy - powiedział nawet o tym wprost w jednym z przemówień na Zjeździe Legionistów w 1928 roku. Życzenie spełniono. Przez pierwszy rok po śmierci urna z jego sercem została umieszczona w jednej z kolumn kościoła św. Teresy przy Ostrej Bramie. Dokładnie w pierwszą rocznicę śmierci Piłsudskiego - 12 maja 1936 roku - urnę przeniesiono do krypty pod płytą na Rossie. W uroczystościach brał udział sam prezydent Ignacy Mościcki. Aż do wojny w miejscu tym stała zawsze straż honorowa. Nawet kiedy we wrześniu 1939 roku wkraczali do Wilna Rosjanie, żołnierze polscy nadal trzymali wartę. Nie chcieli usłuchać rozkazu złożenia broni. Zginęli, a ślady wystrzelonych do nich kul do tej pory widać na płycie.

Złotówki mile widziane

Przy płycie ruch. Świeże kwiaty i znicze są dowodem, że niedawno musiała być tu jakaś grupa, a już z autokaru na polskich numerach nadciąga kolejna wycieczka. - Może książeczkę o Wilnie? - po polsku zachęca starszy pan, wyciągając z torby zestaw różnych broszur. - Nie mam litów - tłumaczę, bo faktycznie jeszcze nie zdążyłam wymienić pieniędzy. Nie ma to jednak znaczenia. - Złotówki też przyjmuję - słyszę od sprzedawcy. Nie zdążyłam schować portfela, kiedy pojawia się koło mnie rozczochrany chłopiec.- Prose Pani! Da Pani kilka złotych na kolonie w Polsce! - prosi sepleniąc. No cóż, taki cel - nie wypada nie dać. Za chwilę mam wokół siebie kilku kolejnych małych zawadiaków. Cel - ten sam, przynajmniej tak zapewniają. Po chwili nie mam już ani litów, ani złotówek.

Rażony piorunem

Z nazwiskiem Marszałka można się na cmentarzu na Rossie spotkać jeszcze wielokrotnie, jest tu bowiem pochowany m.in. jego brat - Adam (swego czasu wieceprezydent Wilna i senator Rzeczpospolitej), zmarłe w niemowlęctwie rodzeństwo - Teonia i Piotruś, a także pierwsza żona Komendanta Legionów - Maria Piłsudska z Koplewskich.

Na Rossie jest także wiele grobów osób, które były związane ze Słowackim (choć on sam tutaj nie jest pochowany). Możemy trafić np. na pomnik Euzebiusza Słowackiego - ojca poety, niegdyś kierownika katedry literatury Uniwersytetu Wileńskiego. W jego pobliżu złożono Ferdynanda Spitznagla, także profesora miejscowego Uniwersytetu, w którego w domu pojawiał się często Juliusz (z synem Spitznagla, który zresztą popełnił samobójstwo, młody Słowacki się przyjaźnił). Pochowano na Rossie również ojczyma poety Augusta Becu, który również był profesorom (patologii) na Uniwersytecie Wileńskim, a zginął dość nietypowo (w 1824 roku), bo rażony piorunem we własnym mieszkaniu.

Między Lelewelem i Syrokomlą

Na cmentarnym wzgórzu dominuje neogotycka kaplica z połowy XIX wieku. Niegdyś koło kaplicy znajdowały się wielopoziomowe katakumby, ale zniszczono je jeszcze przed drugą wojną światową. Wiadomo, że podczas II wojny w ich ruinach akowcy ukrywali broń.

Wśród pochowanych w katakumbach był m.in. Franciszek Smuglewicz, najsłynniejszy z wileńskich malarzy przełomu XVIII i XIX wieku, kierownik katedry malarstwa i rysunku na Uniwersytecie Wileńskim. W czasie burzenia katakumb w 1937 roku jego szczątki najprawdopodobniej zostały przeniesione do wspólnego grobu.

Na prawo od kaplicy doszukać się możemy popiersia wybitnego historyka, profesora Uniwersytetu Wileńskiego i nauczyciela Adama Mickiewicza, członka Rządu Narodowego po powstaniu listopadowym. Chodzi oczywiście o Lelewela - nazwisko to widnieje zresztą na pomniku. Wypisano jeszcze trzy daty, które tłumaczą drogę naukowca na Rossę: 1786 - to data narodzin Lelewela w Warszawie, 1861 - rok śmierci w Paryżu, 1921 - wtedy prochy Lelewela, w ramach obchodów 350. rocznicy powstania Uniwersytetu Wileńskiego, zostały przeniesione na wileński cmentarz.

Do kaplicy dojść możemy np. przez tzw. Górkę Literacką. Pochowano na niej m.in. poetę Ludwika Kondratowicza, znanego też jako Władysław Syrokomla. To jedyna postać, która w Warszawie ma dwie ulice - jedną pod prawdziwym nazwiskiem, drugą - upamiętniającą jego literacki pseudonim. Wśród grobów wielu ludzi związanych ze światem kultury, literatury i nauki znajdziemy na Górce Literackiej m.in. nagrobek hrabiego Eustachego Tyszkiewicza - archeologa i pisarza, dzięki któremu założono w Wilnie Muzeum Starożytności.

Anioł Śmierci

Choć na cmentarzu pochowani są też Litwini i Białorusini, nazwiska polskie najbardziej rzucają się w oczy. Jedne znane, inne - nie. Każda z postaci to kawałek historii miasta, albo i kraju. Na przykład Jerzy Orda (zmarł w 1972 r.). Z zawodu - historyk sztuki, ale równocześnie miłośnik Wilna nazywany chodzącą encyklopedią wiedzy o Wilnie. Nic dziwnego, że w dowód sympatii nagrobek ufundowali mu mieszkańcy miasta.

Znaną i ciekawą postacią był też Antoni Wiwulski - architekt i rzeźbiarz. To on był twórcą krakowskiego pomnika Grunwaldzkiego, a także słynnych Trzech Krzyży w Wilnie (po zburzeniu w 1951 r. w 1989 r. krzyże odbudowano). Po śmierci w 1919 roku Wiwulski został pochowany w podziemiach wznoszonego przez siebie kościoła Serca Jezusowego. Niestety, budowy świątyni nie dokończono, aż w końcu postanowiono ją wyburzyć i na jej miejscu postawić, jak przystało na komunistyczne czasy - Pałac Kultury Budowlanych. Wtedy właśnie, w 1964 roku, prochy Wiwulskiego przeniesiono na cmentarz na Rossie.

Większość nagrobków to już zabytki, na których renowację ciągle brakuje funduszy, choć dzięki akcjom typu "Warszawskie Powązki - wileńskiej Rossie" niektóre z pomników już odremontowano. Ale mimo wszystko aż żal patrzeć, jak wiele tych prawdziwych dzieł sztuki po prostu niszczeje. Do najpiękniejszych zalicza się smukłą rzeźbę zwaną Aniołem Śmierci na grobie Izy Salmonowiczówny.

Autostrady nie będzie

Ulica Sukileliu, dawniej nazywana Listopadową, podzieliła cmentarny teren na tzw. starą i nową Rossę. Opisywane wcześniej groby to słynniejsza stara część, choć, jeśli mamy trochę czasu, warto zajrzeć i na tę drugą. Ci, którzy mają za sobą przeszłość harcerską, na pewno zechcą odszukać ozdobiony skautowską lilijką nagrobek harcmistrzyni Maryny Grzesiakowej, żony Andrzeja Grzesiaka - Czarnego, twórcy słynnej Czarnej Trzynastki, jak mówiono o 13. Wileńskiej Drużynie Harcerskiej. Zapewne zwrócimy też uwagę na pomnik przypominający antyczną kolumnę, opatrzony krótkim zdaniem: "Wilno swoim wybawcom". Upamiętnia on poległych w obronie Wilna w latach 1919-20. Obok grobów 40 żołnierzy polskich pochowano tu też 23 żołnierzy litewskich, którzy zginęli w walkach z oddziałami gen. Żeligowskiego.

Wiele z pomników zwłaszcza na Starej Rossie nosi ślady ewidentnie zrobionych celowo uszkodzeń. Za władzy radzieckiej niejednokrotnie niszczono polskie ślady, rozbijano krzyże. W latach 80. pojawiło się inne niebezpieczeństwo - ktoś z natchnionych urbanistów wpadł na pomysł, by przez cmentarz poprowadzić ruchliwą drogę. Dzięki sprzeciwom mediów i ludzi z projektu na szczęście zrezygnowano. Nadal możemy przechadzać się po cmentarnych alejkach, wśród grobów nawet jeśli nie znanych, to na pewno bliskich naszym sercom. Bardzo trafnie nastrój cmentarza na Rossie oddają słowa artysty malarza Edwarda Pawłowicza, które w swoim przewodniku po nekropolii przytacza Jerzy Surwiłło: "(...) Ocieniony wiekowymi sosny i zieloną dąbrową brzóz i dębów, urozmaicony falistością gór i dolin, o tajemniczej głębi cieniów, o ginących w sinej dali widokach jakby pozujących dla malarza, zdawałby się być raczej parkiem jakiejś królewskiej rezydencji, niż miejscem smutku, niż rezydencją śmierci, gdyby nie cisza uroczysta i rzewna".