Helsinki - dwujęzyczna stolica

Kiedy w 1550 roku w delcie rzeki Vantaa założono miasto, panujący tu wówczas Szwedzi nazwali je Helsingfors (fors - to inaczej: wodospad, wartki nurt). Dla Finów były to po prostu Helsinki


Stolicą Finlandii Helsinki stały się w 1812 roku. Wtedy jednak nie było to jeszcze niepodległe państwo, lecz podporządkowane Rosji Wielkie Księstwo. To właśnie Rosja zdecydowała, iż poprzednia stolica, czyli Turku, zarówno od strony geograficznej, jak i politycznej była zbyt bliska Szwecji. Nie było nawet istotne, że liczba mieszkańców Turku wynosiła wówczas 11 tys., zaś Helsinek - zaledwie 4 tys.



Wokół pomnika cara

Serce miasta stanowi plac Senacki. Dominuje nad nim ogromna, śnieżnobiała katedra luterańska, do której prowadzą monumentalne schody. Wznoszenie świątyni, a było to w I połowie XIX wieku, spotkało sięz dużym zainteresowaniem. Do tej pory opowiada się anegdotę o dwóch mężczyznach, którzy obserwując budowę przez okno restauracji, obstawiali zakład, na którą stronę kościół się zawali, bo co do tego, że to nastąpi, wątpliwości nie mieli.

Katedra powstała według planów C.L. Engla, słynnego architekta, któremu wiele obiektów zawdzięcza także Tallin i St. Petersburg. Po obu stronach placu Senackiego mamy jeszcze inne jego dzieła: Uniwersytet, Bibliotekę i Pałac Rządu, zwany też Domem Senatu, w którym w roku 1904 doszło do jedynego w dziejach Finlandii zabójstwa politycznego (jeden z fińskich urzędników zastrzelił znienawidzonego rosyjskiego gubernatora Bobrikowa, po czym popełnił samobójstwo).

Na samym środku placu stoi pomnik cara Aleksandra II. Mimo lat zależności od Rosjan Finowie lubią tego władcę, bo dzięki niemu język fiński stał się równouprawnionym z rosyjskim. Przypomnijmy, że Finlandia uzyskała niepodległość dopiero w roku 1917. A co do języków, oprócz fińskiego urzędowym jest także szwedzki.

Dwa razy - zimą 1997 i 2000 roku - na placu Senackim pojawił się kościół ze śniegu. Oficjalnie poświęcony stał się nie tylko atrakcją turystyczną, ale wykorzystywano go też praktycznie - odbywały się w nim śluby i chrzty. W tym roku kapryśna zima nie pozwoliła na ponowne wybudowanie sezonowej świątyni.



Wokół portu

Czasy rosyjskiej dominacji przypomina także wznoszący się na wzgórzu nieopodal placu Senackiego XIX-wieczny sobór Uspieński, albo inaczej mówiąc - prawosławna katedra Wniebowzięcia. Trzynaście złoconych kopuł symbolizuje Jezusa i 12 apostołów. Największy z siedmiu wiszących tu dzwonów jest darem od mieszkańców Moskwy. Warto zajrzeć do wnętrza cerkwi choćby dla pięknego ikonostasu zasłaniającego srebrny ołtarz przed zbierającymi się w nawie wiernymi.

Kilka minut spaceru i mamy tzw. Port Południowy. Niegdyś dobijały tu także promy z Polski, teraz możemy się stąd przeprawić jedynie do Sztokholmu i dopiero tam przesiąść się na statek do Gdańska. Z portu możemy też popłynąć na wycieczkę na pobliskie wyspy.

Przy nabrzeżu stoi Pałac Prezydencki oraz Ratusz. Na widok szacownych budowli przewodnik zwierza się: "My, Finowie, mamy ciężkie życie z naszymi kobietami. To one coraz częściej piastują wysokie stanowiska. Mamy panią prezydent, panią marszałek parlamentu, burmistrzem Helsinek także jest kobieta".

Tymczasem trafiamy na Kauppatori - barwny i gwarny targ w okolicach Ratusza. Można tu kupić ryby, owoce, ale także pamiątki, antyki, peruki i mięso łosia lub renifera. Między straganami na pewno uda nam się wypatrzyć kolumnę z dwugłowym orłem dynastii Romanowów. Upamiętnia ona wizytę w Helsinkach carycy Aleksandry Fedorownej, żony Mikołaja I.

Obok bazaru rozpoczyna się tzw. Esplanadi Północna. Nawet podczas najsroższej zimy nigdy nie ma na niej śniegu - ulica jest elektrycznie podgrzewana. Park wypełniający teren między jezdniami to świetne miejsce do odpoczynku. Przysiadam na ławce, gdy nagle słyszę znajomą melodię. Uszy mnie nie mylą - to "Rozszumiały się wierzby płaczące..." w wykonaniu grajka rodem z... Rosji. Tuż przy nim - pomnik.. Postać przedstawionego mężczyzny nie jest podpisana - uznano, że nie trzeba tego robić, bo zna go w Finlandii każdy - to J.L. Runeberg, autor fińskiego hymnu narodowego.



Córa Bałtyku

Ta najbardziej na północ wysunięta stolica kontynentalnej Europy nazywana jest córą Bałtyku. Imię to nadano jak najbardziej słusznie - miasto z trzech stron otoczone jest wodą, a w jego granicach leży blisko 315 wysp.

Helsinki są jedynym miastem Finlandii, w którym jeżdżą tramwaje (jest tu nawet Muzeum Tramwajów) i funkcjonuje metro (tak naprawdę tylko jedna linia - osiem stacji).

Masywne, ciężkie granitowe budynki dominujące w centrum nie wszystkim się podobają. Trudno się dziwić, że w mieście o zaledwie 450-letniej historii nie ma zbyt wielu efektownych zabytków. Najstarszą budowlą kamienną jest stojący naprzeciw katedry, przy ul. Aleksanderinkatu 18 pochodzący z 1757 roku dom Sederholma - zamożnego przemysłowca. Obecnie mieści się tu muzeum z ekspozycją nawiązującą do historii miasta.

Ale jest w Helsinkach też trochę ciekawych architektonicznie, nowoczesnych w formie budynków. Wystarczy spojrzeć np. na przestronny, przeszklony Dom Prasy albo słynną Halę Finlandii, zaprojektowaną przez słynnego fińskiego architekta Alvara Aalto. Jego nazwisko znaczy "fala" i właśnie faliste wzory oraz asymetria charakteryzują jego dzieła.



Marszałek na polówce

Tak jak plac Senacki i port stanowią centrum turystyczne Helsinek, tak największy ruch rodowitych mieszkańców Helsinek to rejon wybudowanego w 1914 roku dworca kolejowego. Tuż obok stoi Teatr Narodowy, choć bardziej znany wśród turystów, bo położony przy Esplanadi, jest Teatr Szwedzki słynący ze sztuk wystawianych tylko po szwedzku.

Tuż obok mamy dom towarowy Stockmann, ponoć największy w Europie. Stąd już kilka kroków i zobaczymy Parlament, przed którym ustawiono wielki, konny pomnik marszałka Gustafa Mannerheima, bohatera narodowego z czasów zarówno wojny domowej (dowodził oddziałami białogwardzistów), jak i II wojny światowej. Ten urodzony w Finlandii, ale szkolony w Rosji wojskowy doczekał się także własnego muzeum, w domu, w którym mieszkał aż do śmierci w 1951 roku. Jest tu nawet łóżko polowe, bo marszałek po prostu nie uznawał wygodnego tapczanu.

W Helsinkach jest wiele różnych muzeów - m.in. Sztuki Ateneum (obok obrazów fińskich artystów możemy zobaczyć także płótna obcych mistrzów, np. Muncha, Chagalla czy van Gogha), Muzeum Narodowe, Fotograficzne, Teatru, a także Muzeum Mieszkań Robotniczych, Poczty czy Muzeum Hotelowe i Restauracyjne.



Stalowe organy

W 1952 roku w Helsinkach odbyły się igrzyska olimpijskie. Pierwotnie zamierzano je zorganizować w roku 1940, ale plany upadły w związku z wojną. Pozostałością po sportowych wydarzeniach jest wielki stadion z 72-metrową wieżą, która stanowi dobry punkt widokowy . Jeśli mamy czas, możemy zajrzeć do mieszczącego się tu Muzeum Sportu. Warto też przyjrzeć się posągowi stojącemu przed głównym wejściem na stadion. To Paavo Nurmi, słynny biegacz długodystansowy, zwany Latającym Finem. Startując w trzech olimpiadach, zdobył w sumie dziewięć złotych medali i trzy srebrne.

A jeśli chodzi o pomniki - w Helsinkach bez wątpienia najsłynniejszym jest ten, który poświęcono wybitnemu fińskiemu kompozytorowi - Jeanowi Sibeliusowi. Stojące w otoczeniu brzóz nad zatoką osobliwe arcydzieło nazwane "Passio Musica", a przypominające abstrakcyjne organy tworzą 24 tony stalowych rur. Artystka Eila Hiltunen spawała je własnoręcznie przez sześć lat, przypłacając to chorobą płuc. Organy odsłonięto w 1967 roku, w dziesiątą rocznicę śmierci Sibeliusa, zaś kilka lat później dostawiono jeszcze rzeźbę tej samej autorki przedstawiającą "rozdartą głowę kompozytora".

Niedaleko, ok. dziesięciu minut spacerem od parku i pomnika Sibeliusa, mamy cmentarz Hietaniemi, na którym spoczywają najbardziej zasłużeni Finowie. Ze wspomnianych już postaci tutaj właśnie pochowano m.in. Engela, Alvara Aalto i Mannerheima oraz wszystkich prezydentów.



Polskie ślady

Wbrew pozorom nie luterańska katedra jest najczęściej odwiedzaną świątynią Helsinek. Może i dlatego, że w jej pustym, świeżo odnowionym wnętrzu niewiele jest do oglądania. Za to obowiązkowym wręcz punktem programu zwiedzania fińskiej stolicy jest luterański kościół wykuty w skale (Temppeliaukio kirkko). Z zewnątrz wygląda on jak wejście do garażu. W środku szokuje oryginalnością rozwiązań konstrukcyjnych. Wnętrze może pomieścić ok. tysiąca osób, choć i tak jest mniejsze niż zakładał pierwotny projekt. Ściany tworzy naturalna skała. Dach to 22 km zwiniętego drutu miedzianego. Wybudowany w roku 1969 obiekt jest dziś drugi w rankingu najczęściej odwiedzanych atrakcji Helsinek. Pierwsze miejsce ma... wesołe miasteczko.

Obok 48 kościołów protestanckich są też w mieście świątynie innych wyznań - dwa meczety, jedna synagoga, cztery cerkwie, a także - dwa kościoły katolickie. Odwiedzam jeden z nich - kościół św. Henryka, wybudowany w roku 1860 dla polskich żołnierzy służących w wojsku rosyjskim. Pustawe nieco wnętrze ubarwiają witraże. W lewej nawie wisi tablica upamiętniająca Jana Pawła II, który w 1989 podczas swojej skandynawskiej pielgrzymki odprawił tu mszę. Raz w miesiącu w kościele odprawiane są msze po polsku. Od niedawna jest w Helsinkach, już na stałe, polski biskup.

Pytam przewodnika o polonika. -Przed Bożym Narodzeniem była wystawa szopek krakowskich, i to przy samej katedrze - mówi. Dowiaduję się, że w jednym z parków jest słup z tablicą, na której widnieje tekst Tadeusza Różewicza (po fińsku, angielsku i po polsku). Polski napis można zobaczyć także w helsińskim obserwatorium astronomicznym. Z kolei na cmentarzu miejskim znajduje się grób czterech naszych żołnierzy zabitych w 1918 roku - walczyli wówczas po stronie rosyjskiej, nikt nie wiedział, że byli to Polacy.



Z listy UNESCO

Zabytkiem, do którego nie da się dojść na piechotę, lecz trzeba zdać się na kursujący co pół godziny prom, jest Suomenlinna - forteca wybudowana w połowie XVIII wieku przez Szwedów na sześciu połączonych ze sobą wyspach. Dla wzmocnienia twierdzy zwanej Gibraltarem Północy nawieziono jeszcze z Estonii piasku i usypano wydmy. Obecnie Suomenlinna jest wpisana na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Prościej jest dotrzeć na wyspę Seurasaari - wystarczy wsiąść w tramwaj lub autobus. W znajdującej się na niej rezydencji fińskich prezydentów prezydent Urho Kekkonen negocjował z przywódcami radzieckimi. Do dzisiaj opowiada się, że groźba inwazji sąsiedniego mocarstwa została odsunięta dzięki zaproszeniu Rosjan do prezydenckiej sauny. Dom podarowany Kekkonenowi w uznaniu zasług dziś stanowi jego muzeum (Kekkonen żył w nim aż do śmierci, czyli do 1981 roku). Atrakcją wyspy Seurasaari jest też skansen, w którym możemy poznać style budowy z różnych stron kraju, a także przestronne plaże, w tym m.in. dla nudystów.



Ulice o dwóch nazwach

Helsinki są jedynym miastem Finlandii, w którym jeżdżą tramwaje (jest tu nawet Muzeum Tramwajów) i funkcjonuje metro (tak naprawdę tylko jedna linia - osiem stacji).

Główną arterię komunikacyjną, którą najczęściej wjeżdża się do miasta, stanowi pięcioipółkilometrowa ulica Mannerheima (Mannerheimintie). W 1918 roku Mannerheim właśnie po niej prowadził paradę podległych sobie oddziałów.

Każda ulica ma dwie nazwy - fińską i szwedzką - co wynika z historii (mniejszość szwedzka to dziś ok. 6 proc.). Niegdyś była jeszcze trzecia nazwa, rosyjska, ale to w czasach, kiedy rosyjski był językiem urzędowym. Szwecję Finowie lubią. "Jakby co, to jako była Macierz Szwecja nas nie zdradzi. W czasie II wojny światowej wysłaliśmy do Szwecji ok. 50 tys. naszych dzieci. Tak na wszelki wypadek... - słucham tłumaczenia.

Obecnie w Helsinkach mieszka ok. 0,5 mln ludzi, a jeśli liczyć całą wielką aglomerację to 1 mln, czyli jedna piąta populacji całego kraju. Fiński przewodnik z dumą chwali się, że jest tu ok. 20 szkół wyższych i... ponoć największa w Europie izba wytrzeźwień, bo Finowie od alkoholu bynajmniej nie stronią.