Sankt Petersburg: cuda nad Newą

Josif Brodski pisał, że Rosji udały się trzy rzeczy: marynarka wojenna, literatura dwóch ostatnich stuleci i północna stolica
Późną wiosną przychodzą białe noce. Pod wieczór światło robi się dziwne, niebieskawe, ale nie ściemnia się wcale. W ciężkich czasach ludzie pisali, że było to znakiem nieustannego czuwania w strachu. Białe noce pojawiały się w wierszach Achmatowej i u Dostojewskiego. Dziś są wielką atrakcją - na Newie podnoszą się mosty, a wybrzeże zmienia się w centrum rozrywkowe.

Letni Petersburg to upał i kurz, powietrze wydaje się rozrzedzone, jak to bywa w bardzo ciepłe dni na dalekiej północy (60. równoleżnik).

Wczesną jesienią króluje złoto: liście żółkną, słońce jest coraz niżej, a jego promienie miodowe. Kolor żółty ma też wiele budowli - pałac Sztabu Generalnego, Teatr Aleksandryjski, cerkiew Pietropawłowska, kamienice... Błok pisał, że upodobanie do tej barwy to przeczucie nawału skośnookich, którzy zaleją Petersburg (teraz jest ich naprawdę mnóstwo).

Od listopada nastają pluchy, miasto opanowuje błoto i szarość zapada na długie miesiące. Petersburg robi się groźny, mroczny, nieprzyjazny.

Zimą jest najpiękniej: powietrze staje się czyste, mróz do 30 stopni, drzewa oszronione, znikają ciężkie chmury i wychodzi słońce. Wtedy trzeba pobiec na Wyspę Wasiliewską i z brzegu Newy popatrzeć na Wybrzeże Pałacowe. Nad skutą lodem rzeką fruwają gęste kłęby kruszynek lodu, skrząc się w słońcu. Zza tych kłębów - jak we śnie - wyrastają piękne pałace. Lśnią złotem iglice Admiralicji i kopuła soboru Izaaka.



***



Pierwsze tygodnie mojego półrocznego pobytu spędziłam, łażąc po mieście kilometrami, w zachwycie.

Przede wszystkim Newski Prospekt - główna ulica. Szeroka i ruchliwa, pełna eleganckich sklepów, hoteli, kawiarni, muzeów i sex-shopów. Wyniosłe kamienice i pałace, bogato zdobione i w pastelowych kolorach: różowe, żółte, niebieskie (jest europejsko, jak chciał car Piotr I, ale nadmiar zdobień i barw jest bardzo rosyjski, zwłaszcza tutejszy barok - włoski mistrz Bartolomeo Francesco Rastrelli zwieńczał wieże kilkoma złotymi kopułami, jedna na drugiej).

Wszystko lśni odnowione na 300-lecie Petersburga w 2003 r. Ale już Gogol ostrzegał: nie dowierzajcie Newskiemu Prospektowi! Wchodzisz w bramę, a tam obskurna klatka schodowa i rozwalająca się oficyna. Jednej kamienicy wypruto wnętrzności i przemieniono na luksusowe apartamenty, w innej same komunałki - co pokój, to rodzina, wspólne kuchnie i łazienki...

Newski przecinają trzy kanały: Fontanka, Kanał Gribojedowa i Mojka. To one i ich liczne odgałęzienia nadają klimat miastu. Na kanałach mostki - podobno prawie 300!

Ponury Kazański Sobór, w latach ZSRR muzeum ateizmu, ma monumentalną fasadę wzorowaną na rzymskiej Bazylice św. Piotra. Naprzeciwko kolorowa cerkiew Spas na Krowi, czyli Zbawił przez Krew, zbudowana w miejscu zamachu na Aleksandra III (podobno car jechał właśnie karetą do Dumy ogłosić konstytucję, jego śmierć wstrzymała reformy na kilkanaście lat), jedyna w mieście w staroruskim stylu, naśladuje tę z placu Czerwonego w Moskwie. Newski ma też odcinek "tolerancji religijnej" - kościół dominikanów obok protestanckiego i ormiańskiego.

Na murach kamienic napisy z czasów blokady: "Obywatele, przy obstrzale artyleryjskim ta strona ulicy jest bardziej niebezpieczna!". Petersburg przez trzy lata II wojny światowej był oblężony. W Muzeum Blokady zobaczymy skórzane paski, na których gotowano zupę, zasuszone kawałeczki chleba, stale zmniejszaną dzienną rację i pamiętniki dzieci - niczym kroniki śmierci. Jednak przez cały czas działały teatry, a w filharmonii (też na Newskim) Szostakowicz wykonał po raz pierwszy VII Symfonię - Leningradzką.

Wreszcie Newski doprowadzał mnie do Wybrzeża Pałacowego, najpiękniejszej części Petersburga. Tu nabieramy powietrza głęboko w płuca: przed nami budynki Admiralicji, Sobór Izaaka, największy w mieście (przed nim słynny Jeździec Miedziany - postawiony przez Katarzynę II pomnik Piotra I ) i zielono-biało-złoty Pałac Zimowy na ogromnym placu, barokowe cudo Rastrellego. Dawna siedziba carów pełna jest przepychu - począwszy od wspaniałej klatki schodowej (Schody Jordanowskie) po komnaty Romanowów. Złoto, malachit, marmury i najszlachetniejsze drewno. Część Pałacu zajmuje Ermitaż - ponad trzy miliony dzieł sztuki - czyli największe muzeum kraju, a nawet, jak utrzymują Rosjanie, świata (spędzałam tam całe dni).



***



Mieszkałam na Wyspie Wasiliewskiej. To wielka trójkątna dzielnica, z dwóch stron oblana wodami Newy Małej i Wielkiej, a z trzeciej - Zatoki Fińskiej (stąd świeżyj morskij wozduch). Wybrzeże, niestety, zabudowano blokowiskami.

Piotr I chciał, żeby wszystkie uliczki na wyspie były kanałami, jak w Amsterdamie czy Wenecji. Zatwierdził projekt, za jego życia wykopano dwa czy trzy. Kiedy umarł, zasypano je, roboty ustały. Do dziś jednak część wyspy pokrywa geometryczna sieć równoległych ulic ("linii"), które miały być arteriami wodnymi; nie mają nazw, tylko numerki.

Wybrzeże w widełkach dwóch New to tzw. Striełka (strzałka), jedno z najładniejszych miejsc Petersburga, ulubione przez Brodskiego, który w tym mieście się urodził. Pałace, muzea, uniwersytet (pełno tabliczek, gdzie i czego uczył się towarzysz Lenin). Słynna Kunstkamera to muzeum osobliwości Piotra I. Oświecony car chciał wyplenić zabobon z narodu: kolekcjonował i konserwował różne monstra (dzieci z dwiema głowami, zmutowane zwierzęta etc.), podając naukowe wyjaśnienia ich wynaturzeń. Ulokował je w Kunstkamerze - by przyciągnąć lud, każdemu odwiedzającemu kazał serwować stakan wódki.

Nocą mosty na Newie podnoszą się - kto zabaluje, nie wróci do miasta, musi czekać do rana.



***



Trzecie centrum to Pietrogradska Strana na lewym brzegu. Na przylegającej doń małej wysepce leży najstarsza budowla Petersburga: Twierdza Pietropawłowska otoczona grubymi czerwonymi murami. Za nimi warowne budynki, dawne więzienie polityczne i cerkiew ze złotą iglicą (pierwsza w mieście, potem zaczęto takimi zwieńczać inne budowle) i grobami wszystkich Romanowów. Niedawno przeniesiono tu także Mikołaja II, ostatniego cara zamordowanego przez bolszewików w 1918 r.

Na wybrzeżu Pietrogradzkiej - wielki meczet wzorowany na medresach Samarkandy i willa, w której urzędował Lenin w ostatnich dniach przed rewolucją i przemawiał z balkonu do tłumów (wielkie tablice pamiątkowe; dziś mieści się tu muzeum propagandy). Kawałek dalej zacumowany na stałe krążownik "Aurora", a wokół niego kramy z pamiątkami. Statek, którego strzały rozpoczęły rewolucję październikową, wcale nie wygląda majestatycznie - ot, kupa żelastwa na rzece.

Jest jeszcze Dworzec Fiński (ten, na który w 1917 r. przybył z Zurychu Lenin, by dać sygnał do rewolucji) i dalej ogromne koszary z czerwonej cegły - więzienie Kresty.



***



W Petersburgu wszystko wydawać się może osobliwe. Choćby transport miejski: trzeba koniecznie przejechać się przerdzewiałym trolejbusem pamiętającym chyba czasy Chruszczowa. Ścisk nieprawdopodobny, krąży masywna konduktorsza z biletami i głośno nawołuje o 7 rubli. Posiadacze miesięcznych muszą okazywać je każdemu, kto tego zażąda - także współpasażerom. Tu każdy jest kontrolerem.

Inna atrakcja to metro, bardzo głębokie, jeździ pod rzeką i kanałami. Pierwsza linia z lat 50. - monumentalny socrealizm. Stacje ogromne i bogate: stiuki, złocenia, wielkie żyrandole (niektóre zagrabiono w pałacach). Na Czernyszewską, Władymirską, Puszkinską wagony wjeżdżają jak na salę balową.

A urzędy! Za turystę zorganizowanego wszystko załatwi biuro, ale kto przyjeżdża na własną rękę na dłużej niż trzy dni (tyle można zostać bez zameldowania), musi przebić się przez żmudną procedurę legalizacji pobytu na terenie Federacji Rosyjskiej. Mnie zajęło to cztery miesiące.

Prawdziwą moc ma sześć słów-kluczy: sztamp (pieczątka), prikaz (nakaz), zajawlienie (oświadczenie), naprawlienie (skierowanie), prigłaszenie (zaproszenie), sprawka (zaświadczenie). Tylko one pozwolą skompletować dokumenty do załatwienia najprostszej sprawy. Jeśli któregoś brakuje, stosuje się jeden uniwersalny: wziatka (łapówka). Może być klasyczna (ruble, dolary) lub bardziej wyrafinowana (np. za sztampy w paszportach gości uniwersytetu jego władze obiecują przyjąć na studia córkę celnika).

W korytarzach urzędów spędza się długie godziny. Trzeba rozmawiać pokornie i uniżenie, bo inaczej powiedzą: zawtra albo co gorsza: nielzia.



***



Zakupy petersburżanie robią w małych sklepikach i halach targowych: przestronnych, XIX-wiecznych budynkach, które z zewnątrz wyglądają jak jeszcze jeden pałac czy muzeum. W jednej alejce sery i gęsta śmietana, w innej tylko miody, w jeszcze innej - rzędy drewnianych wiaderek z kawiorem. Dalej stosy kopru, pietruszki i mięty, obok marynaty, o jakich nam się nie śniło, kopce granatów i kiście winogron. Nad każdym stoiskiem staroświecka waga. Zewsząd słychać: - Dziewuszka, paprobujtie!

Na Newskim są sklepy bardziej wytworne - choćby luksusowe delikatesy Jelisiejewa, kupca, który w XIX w. zaopatrywał arystokrację. Konfiety i słoiczki kawioru kupimy tu we wspaniałym secesyjnym wnętrzu: przy mahoniowej ladzie art déco, pod kryształowym żyrandolem.

Kiedy przed jakimś sklepem widzimy dwóch jegomościów rozglądających się nerwowo - to znak, że czekają na kogoś, kto dorzuci się na flaszkę, bowiem pół litra wódki najlepiej pić we trzech (objaśniła mi to pani od rosyjskiego i petersburska dobra dusza Jelena Romualdowna). Alkohol sprzedają w każdym spożywczym, w kiosku, na przystanku, nawet w sklepikach na uczelni. Jest wódka w kartonikach, w puszkach jako gotowy drink i buteleczkach (od 10 rubli, ok.1 zł). Wszędzie też do nabycia zakąski: suszone ryby, kalmary i kromki chleba z kiełbasą - leżą na tackach koło kasy.



***



Gdy petersburżanie chcą się zabawić, idą do teatru. To ich ulubiona rozrywka! Kasy teatralne - malutkie budki lub pokoiki oblepione afiszami - są niemal na każdej ulicy. Króluje balet. Są trzy wielkie sceny opery i baletu. Najlepszy jest Teatr Maryjski. Najtańszy bilet kosztuje 5 rubli (wejściówka, IV balkon), najdroższy, bagatela, trzy i pół tysiąca (w loży carskiej). Przychodzą więc i panie w krynolinach obwieszone kosztownościami, i rumiane babuszki w walonkach.

Starzy i młodzi są koneserami, doceniają kunszt i śledzą kariery tancerzy.

Dobre widowisko oklaskują żarliwie, na stojąco, wznosząc okrzyki. Celebrują antrakty. Na stoły wjeżdżają wtedy piwa i wódki, kanapeczki z kawiorem, ciastka z różowym kremem. Czasem nawet w westybulu orkiestra wygrywa walczyki.

Wybieranie gwiazdy sezonu (coroczne nagrody Złota Maska) to temat zaciętych dyskusji. Na balet przychodzi się regularnie i rzadko na jedno przedstawienie w ciągu wieczoru: w Maryjskim widowisko może trwać od 19 do północy i składać się z czterech-pięciu spektakli! Na widowni zawsze komplet.



***



W każdej dzielnicy znajdziemy banię, męską i żeńską. Chodzi się tu regularnie, każdy ma swój dzień tygodnia i porę dnia.

Moja bania na Wyspie Wasiliewskiej, gdzie spędzałam środowe wieczory, to megałaźnia: sauny, baseniki z wodą letnią i lodowatą, prysznice. Tanio: 10-30 rubli.

Wszyscy łażą na golasa. Kobiety nacierają się fusami od kawy (naturalny peeling, chodzą potem całe brązowe, roztaczając silny aromat kawy), solą i miodem, masują się, mydlą. A co jakiś czas rytuał - seans sauny parowej. Zbierają się w niewielkim pomieszczeniu z czymś w rodzaju wysokiej antresolki. Tu rozsiadają się na drewnianych ławeczkach lub kucają. Mistrzyni ceremonii wybrana na ten wieczór zamyka drzwi i maluśkie okienko, otwiera piec i jak go nie rozhajcuje! Dokłada i dokłada, polewa wodą, aż gęsta para bucha pod sufit i wszystko tonie we mgle. Kobiety dyszą w skupieniu i ciszy. Jak któraś zacznie gadać, usłyszy natychmiast: zatknijties! Mistrzyni jeszcze polewa piec i pyta, czy starczy? A one wołają: mało! mało! Więc polewa dalej. Gorąc nie do wytrzymania. Wreszcie starczy. Wtedy wyciągają brzozowe witki i dawaj, jedna drugą biczować! W gęstej parze nic nie widać, słychać tylko uderzenia. Potem do lodowatego basenu...



***



Są jeszcze muzea-mieszkania pisarzy (kilkanaście), specjalność Petersburga - m.in. Puszkina, Dostojewskiego, Nabokowa, Achmatowej). Są muzea polityczne: więzienie w Twierdzy Pietropawłowskiej, Muzeum Tajnej Policji, Blokady Leningradu oraz Propagandy, z gabinetem Stalina i nagraniem jego głosu). I prigorody, piękne pałace pod miastem, jak Carskie Sioło, Pawłowsk i Peterhof, do których dociera się elektriczką.

Petersburg można pokochać. I chce się do niego wracać: do ludzi, do dziwów, nad Newę.