Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Kordoba: katedra, czyli meczet

  • Pin It
Piotr Pluta
17.12.2004 , aktualizacja: 06.01.2006 17:32
A A A Drukuj
Gdy Kordoba była milionowym miastem, Paryż dopiero powstawał, a o Nowym Jorku nikt nawet nie myślał. A na oświetlające ją latarnie Londyn musiał czekać 700 lat
W 756 r. Abd al Rahman I, jedyny potomek dynastii Omajjadów, po szybkim podboju Półwyspu Iberyjskiego na stolicę Kraju Zachodniego (Al Andaluz) wybrał Kordobę, miasto założone dziewięć wieków wcześniej przez Rzymian.

Władca rozpoczął budowę Wielkiego Meczetu, najbardziej imponującej arabskiej budowli na kontynencie europejskim. Rozbudowywany przez siedem wieków po rekonkwiście, czyli odbiciu Iberii z rąk mauretańskich, stał się katedrą katolicką.

I choć przewodniki podają, że najważniejszym zabytkiem Hiszpanii jest Alhambra w Granadzie, to jednak dla wielu numerem 1 jest kordobańska katedra.

Nazywana jest La Mezquita-Catedral, czyli Meczet-Katedra, tylko pozornie paradoksalnie, gdyż symbolizuje złożoność europejskich dziejów. Wewnątrz piękno, spokój, kolory i... ponad 22 tys. m kw.

Już sam moment przekroczenia progu świątyni jest dużym przeżyciem. Zmęczone ostrym słońcem oczy dopiero po kilku chwilach przyzwyczajają się do panującego w niej półmroku. 17 naw stworzonych przez ponad 800 kolumn, które wspierają delikatne, podwójne, beżowo-czerwone łuki. Ich subtelna forma i intensywne kolory nadają konstrukcji nieopisaną lekkość i magię. Wnętrze powstawało przez kolejne stulecia, choć nie zawsze jest to od razu widoczne. Czasami trzeba się bliżej przyjrzeć kolumnom, innym razem dopiero rodzaj użytego materiału wskazuje kolejny etap budowy.

Nie sposób jednak nie dostrzec, w którym miejscu od początku XVI w. (za czasów Karola V) rozpoczęto budowę katolickiej katedry. Zamiarem architektów było zabudowanie i nadbudowanie na fundamentach arabskich nowej świątyni o pięciu nawach, z potężnymi marmurowymi kolumnami i chórem. I zapewne setki arabskich łuków i kolumn znikłoby na zawsze, gdyby władca, udając się do Granady na swój ślub z Izabelą Portugalską, nie zajrzał do Kordoby. Widząc burzenie mauretańskich łuków i kolumn, miał powiedzieć: "Nie wiedziałem, co tu było, bo nigdy bym nie zezwolił na zbudowanie czegoś, co może powstać wszędzie indziej, na miejscu tego, co nie ma sobie równych w świecie". Dzięki temu możemy dziś uczestniczyć w katolickiej mszy w otoczeniu arabskich łuków wzorowanych na rzymskich mostach podpartych kolumnami z wizygockich świątyń. Czy jest podobne miejsce na świecie?

Warto zajrzeć do zakrystii, gdzie zobaczymy złoto-srebrną monstrancję autorstwa Heinricha von Arfe oraz anonimową rzeźbę z kości słoniowej przedstawiającą ukrzyżowanego Chrystusa - dobre przykłady hiszpańskiego baroku.

Wychodząc ze świątyni, spójrzmy na kopię obrazu... Matki Boskiej Częstochowskiej. W Europie to właśnie nad Wisłą i w Hiszpanii kult maryjny jest najsilniejszy, choć niewielu Hiszpanów (nawet przewodnicy) wie, jak ważny dla Polaków jest wizerunek Czarnej Madonny.

Kolejnym zabytkiem not to miss jest Zamek Królów Chrześcijańskich - rezydencja zbudowana na fundamentach rzymskiej twierdzy i arabskiego pałacu. Otoczony grubym murem z blankami pałac-forteca (alcazar) zachwyca barwnym ogrodem i surowymi wnętrzami. Ferdynand Aragoński i Izabela Kastylijska kierowali stąd atakiem na Granadę, ostatnią mauretańską twierdzę w Andaluzji. Później była siedzibą świętej inkwizycji i więzieniem. Dziś to muzeum z bogatymi zbiorami rzymskich mozaik (przypadkowo odkrytych na jednym z głównych placów miasta) i pałac ślubów.

O wiele więcej czasu trzeba zarezerwować na ogrody w stylu mauretańskim pełne drzew palmowych, pomarańczowych, cyprysów i ogromnych eukaliptusów dających ożywczy cień. Pośród równo wystrzyżonych parkanów stoją rzymskie kolumny, małe fontanny i pomnik Krzysztofa Kolumba. Żadnemu z cudzoziemców (Kolumb przybył z Genui) Hiszpania tak wiele nie zawdzięcza jak odkrywcy Ameryki.

Wychodząc z Alcazaru, poszukajmy wzrokiem starszego mężczyzny wykrzykującego coś do przechodniów. Zazwyczaj rezyduje przy małym skrzyżowaniu w miejscu dawnych murów miejskich. To José, którego znają prawie wszyscy. On również zna prawie wszystkich, nawet spoza Kordoby. Wykrzykując i machając, stara się pomóc bezpiecznie przejść przez ulicę. I nawet jeśli się go ignoruje, wytrwale robi swoje. Gdy go kiedyś zabraknie, miasto straci cząstkę swej legendy.

Spacer po Kordobie kończymy w żydowskiej dzielnicy La Juderia. Synagoga w stylu mudejar (mieszanka chrześcijańsko-arabska) z XIV w. jest jedyną zachowaną bóżnicą w Andaluzji i jedną z trzech w Hiszpanii. Jest niewielka i z zewnątrz niczym się nie wyróżnia. Wnętrze wypełniają gipsowo-alabastrowe dekoracje geometryczne, hebrajskie napisy i surowa kamienna posadzka. Podzielona na część dla mężczyzn i kobiet świątynia jest niewiele większa od salonu w małej willi. I zapewne dlatego przetrwała w niezłym stanie przez prawie siedem wieków. Tyle zapewne liczą wgłębienia w zewnętrznych ścianach domów, które pozwalały wozom konnym przejechać przez wąskie ulice. Bo jeśli koń i wóz się mieściły, to osie pojazdu - nie zawsze.

Kordoba żyje własnym nieśpiesznym tempem uwarunkowanym gorącym i suchym klimatem oraz hiszpańskim stylem patrzenia na świat. Tu zawsze jest czas na mocną kawę, na spokojne przejrzenie porannej gazety, na rozmowę. A wszystko to pośród labiryntu ulic ciasno zabudowanych pobielanymi kamienicami. Najsłynniejszą z nich jest Calleja de las Flores (uliczka Kwiatów). Zawsze pełna turystów, jest typowym przykładem andaluzyjskiego podwórca: z małą fontanną, kwitnącą bugenwillą i zawieszonymi na ścianach doniczkami pełnymi kwiatów.

Trudno uwierzyć, że te ulice mieściły kiedyś ponad 1000 meczetów (teraz działa jeden), 600 łaźni publicznych i niezliczoną ilość sklepów. Dziesiątki uniwersytetów stanowiły o intelektualnej potędze miasta, w którym urodził się Seneka i z którego pochodzili znani filozofowie-lekarze - Maimonides i Averroes. Leczenie ciała było kiedyś ściśle związane z leczeniem duszy. Również i dziś w Kordobie można uspokoić skołatane nerwy, spacerując wzdłuż rzeki Guadalquivir, przyglądając się dawnym młyńskim kołom, siedząc na ławce na Plaza de las Tendillas, by usłyszeć jedyny na świecie zegar wygrywający melodie flamenco, lub pijąc wyśmienitą sangrię w jednej z niezliczonych kawiarni przy Avenida del Gran Capitan.

A nocą pójdźmy na stare miasto, by obejrzeć pokaz flamenco, najsłynniejszego tańca Hiszpanii.

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • noclegi
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL
  • Oferty Meteor

Podróże.gazeta.pl na Facebooku