Lanzarote: 330 dni słońca na wyspie

Oczaruje was tropikalna roślinność, kolory nieba, wschody i zachody słońca. Takich konfiguracji chmur jak tu nie zobaczycie nigdzie na świecie
Wielu twierdzi, że na Lanzarote warto polecieć dla... samego lotu. W dole Pireneje, potem Madryt, Toledo, Kadyks. Zbliża się koniec Europy - Gibraltar. Białe jachty w dole, przesmyk i cypel Tangeru. Chwila nad Casablanką, rzut oka na Saharę i już widać punkcik otoczony lazurem wody. Wydaje się, że wylądujemy w oceanie, ale nagle pojawia się wąski pasek asfaltu - lotnisko w Arrecife, stolicy Lanzarote, jednej z siedmiu Wysp Kanaryjskich, najstarszej w archipelagu (wyłoniła się z oceanu ok. 20 mln lat temu). Nazywanej diabelską i mityczną, ukochanej przez artystów i pisarzy - Cesara Manrique'a, Ernesta Hemingwaya i mieszkającego do dziś w Tias, niedaleko kurortu Puerto del Carmen, laureata literackiego Nobla José Saramago.

Z uwagi na brak przemysłu i jakichkolwiek zanieczyszczeń UNESCO uznało ją za rezerwat biosfery, a Interpol twierdzi, że to jedno z najbezpieczniejszych miejsc na świecie. Poważne przestępstwa zdarzają się tu rzadko, a wielu mieszkańców wciąż nie zamyka drzwi na klucz.

Po raz pierwszy przyjechałam na tę, wciąż nieodkrytą przez polskich turystów wyspę, kilka lat temu. Wracałam już kilkanaście razy. Jest w Lanzarote coś magicznego, co przyciąga i nie pozwala o niej zapomnieć. Nikt nie wyjedzie stąd zawiedziony. Są tu białe, żółte i czarne plaże. Jedne dzikie i bezludne, inne typowo turystyczne, z całym wakacyjnym zapleczem. Miłośnicy rozrywek mają do wyboru liczne fiesty i czynne do świtu bary, a tęskniący za spokojem też go tu odnajdą.

Oczarują was kolory nieba (pewien podróżnik stwierdził, że takich konfiguracji chmur nie widział nigdzie na świecie) i tropikalna roślinność. Jak np. Królestwo Kaktusów pomiędzy Guatizą i Malą z 9700 sadzonek 1420 gatunków z obu Ameryk i Madagaskaru, od 20-metrowych po 2-3-centymetrowe maleństwa. Jadąc tam, po obu stronach drogi ujrzymy plantacje opuncji, które dają nie tylko aromatyczne owoce, ale przede wszystkim służą do wyrobu cennego barwnika. Na ich mięsistych liściach żeruje koszenila - rodzaj wszy sprowadzonych na Lanzarote z Meksyku. Ich larwy dostarczają kwasu karminowego, którym barwi się nici drogich tkanin, używa do wyrobu farb i kosmetyków (np. szminek), a także dodaje do... campari.

El Diablo mieni się kolorami tęczy

Amatorom mocnych wrażeń polecam wyprawę po wygasłych stożkach wulkanów, przez Park Narodowy "Timanfaya", miejsce ostatnich erupcji wulkanicznych (1730-36). Wycieczki organizują hotele, można też wynająć samochód.

51 km kw. kraterów, skał i zastygłej lawy robi niesamowite wrażenie. Plenery przypominają scenerię z "Piekła" Dantego. Na skale Hilarego mieści się restauracja El Diablo, w której podaje się mięso i ryby smażone na... wulkanicznym grillu. Zaledwie dziesięć centymetrów pod powierzchnią zastygłej lawy temperatura sięga 140 stopni, a sześć metrów niżej - 400 stopni. Fenomen ten wciąż pozostaje niewyjaśniony. Niektórzy wulkanolodzy twierdzą, że część rozgrzanej lawy zatrzymała się w górnej warstwie skalnej podczas ostatnich erupcji, a w tym miejscu stygnie ona bardzo długo.

Dla turystów są specjalne pokazy: pracownicy parku długimi widłami wrzucają kłęby wysuszonych roślin w wydrążone w skale otwory, z których po chwili wzbija się słup ognia, a do metalowych rur wbudowanych w zastygłą lawę wlewają wodę, abyśmy mogli, po sekundzie, zobaczyć słup pary.

Z El Diablo wyruszają wycieczki autokarowe po szczytach wygasłych wulkanów mieniących się w słońcu wszystkimi kolorami tęczy. Timanfaya nazywana jest siedziskiem diabła - on właśnie jest symbolem parku. Wzdłuż wszystkich dróg na tablicach informacyjnych umieszczono jego podobizny, a przy wjeździe i wyjeździe z parku stoją drewniane diabły wyrzeźbione przez Cesara Manrique'a.

Park powstał w 1974 r., objął ochroną cuda wulkanicznej natury i 180 gatunków roślin.

Jaskinie sekretów i optycznych złudzeń

Po obejrzeniu wulkanów koniecznie wybierzcie się do jednej z wielu jaskiń. Na przykład Jameos del Agua, gdzie urządzono sale koncertowe i taneczne, restauracje i muzeum wulkanologii. To jeden z najbardziej interesujących na świecie systemów podziemnych korytarzy i jaskiń. Ciągną się przez sześć kilometrów, od wulkanu La Corona do Oceanu Atlantyckiego, niczym gigantyczna rura wydechowa. Naukowcy nazywają to miejsce jaskiniami sekretów, bo wciąż nie wiadomo, jak głęboko sięgają (miejscami dochodzą do 50 m pod poziomem morza). Wiele z licznych rozgałęzień pozostaje niezbadanych.

Z kolei w Cueva de Los Verdes są dwie jaskinie niezwykłe - niewielka sala koncertowa, w której zniekształcenia dźwięku są równe zeru, dlatego światowej sławy muzycy dokonują tu nagrań; oraz miejsce, w którym masz wrażenie, że znalazłeś się na skraju 40-metrowej przepaści, gdy w rzeczywistości stoisz nad brzegiem płytkiego jeziorka, w którym odbija się sklepienie (przewodnicy twierdzą, że nie spotkali jeszcze człowieka, który nie dałby się na to nabrać).

Po południu, kiedy upał słabnie, wybierzmy się na wycieczkę łodzią podwodną lub statkiem, by popatrzeć na bajecznie kolorowe ryby, delfiny, wieloryby.

Sportowcy mogą przez cały rok uprawiać windsurfing, lotniarstwo, nurkowanie, jazdę konną, tenisa, golfa i wiele innych dyscyplin. Na niektórych plażach należy jednak uważać na oceaniczne prądy, które bywają zdradliwe.

Mirador del Rio między niebem a ziemią

Na północy wyspy, dokąd prowadzą serpentyny dróg, warto przejechać przez Dolinę Tysiąca Palm w Harii (nikt dokładnie nie wie, ile ich jest). Legenda głosi, że kiedy rodziło się dziecko, rodzina sadziła palmę. W Harii jest także muzeum miniatur, w którym zobaczymy m.in. siedem cudów świata namalowanych na wykałaczce, kolekcje miniaturowych butów czy mikro-Giocondę.

Kiedy z Harii dotrzemy na cypel Lanzarote, znajdziemy się na wzgórzu Mirador del Rio (479 m n.p.m.). To punkt widokowy przebudowany z dawnego posterunku artylerii. W szklanej kopule wystającej ze skały, zawieszonej między niebem a ziemią, mamy wrażenie, jakbyśmy spoglądali przez okno w kosmos. Do tego fantastyczna panorama na ocean i salinas - naturalną lagunę, z której uzyskuje się sól (wygląda jak gigantyczna szachownica - podzielona jest na kwadraty, w które wpływa filtrowana woda oceaniczna; pod wpływem słońca woda wyparowuje, pozostawiając osad z kryształków soli). Widać też pobliskie wyspy - Graciosę, Alegranzę i Monta?ę Clarę - uznane za park narodowy z uwagi na bogactwo flory i fauny. Zamieszkana jest tylko Graciosa (zaledwie 600 osób), z Lanzarote można się tam wybrać łodzią.

25 stopni przez okrągły rok

Zmęczyło was całodzienne zwiedzanie? Odpocznijcie w jednej z licznych rybackich restauracji w El Golfo. Są tam dwie małe zatoki, a na czarnej plaży szmaragdowe jeziorko - Laguna de los Cicloc, podobno jedyna na świecie o takim kolorze (zawdzięcza go algom). Ten widok z pewnością was zachwyci: szmaragdowozielona laguna odcina się od czarnego piasku plaży, pod błękitem nieba, tuż obok lazurowego oceanu, otoczona półkoliście wulkanicznym urwiskiem, którego warstwy są czerwono-żółte.

Na Lanzarote przez 330 dni w roku świeci słońce, panuje łagodny klimat ze średnią roczną temperaturą 25 stopni, powietrze jest czyste i pełne jodu. Niskie koszty utrzymania (Wyspy Kanaryjskie są obszarem bezcłowym) oraz uśmiechnięci i przyjaźni tubylcy - potomkowie Guanches, piratów i konkwistadorów - sprawiają, że Lanzarote jest wymarzonym miejscem wakacyjnym, oddalonym od Polski tylko o pięć godzin lotu.